mojeopinie.pl "Dzień eurowyborów"

Eurowybory za nami. Niestety wzbudziły więcej emocji wśród kandydatów niż wyborców, co znalazło swoje odbicie w niskiej frekwencji (23,82%) stanowiącej nieco ponad połowę średniounijnej (43,11%). Pobiła nas Słowacja z 13 procentami.

Obrazek


Ludzie wymyślali różne powody niegłosowania. A to, że nie ma na kogo głosować. A to, że ich głos nic nie znaczy. A to, że nie lubią polityki i polityków. A to, że po prostu im się nie chce i że mają wybory w nosie. Polacy lubią unijne pieniądze i związane z nimi inwestycje i uważają, że się im one należą. A Unia Europejska to przecież wspólnota ludzi, którzy swoją postawą i aktywnością winni kształt Europy wypracowywać, także poprzez udział w głosowaniu.

Wynik poszczególnych ugrupowań i kandydatów w zasadzie nie różnił się od przedwyborczych prognoz. Tylko liderzy poszczególnych formacji (Palikot, Ziobro, Gowin) zaklinali rzeczywistość i żyli złudzeniem, że rezultat będzie dużo lepszy od prognozowanego. Im większa rozbieżność wystąpiła, tym większy zawód i zdziwienie pojawiało się na ich twarzach. Z tego punktu widzenia nie jest też zaskoczeniem rezultat Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego. Ten 72-letni, ekscentryczny showman, działacz, brydżysta i publicysta, z poglądami antyeuropejskimi, anarchistycznymi, antysemickimi i antypaństwowymi, uwiódł 7% zbuntowanych i niezadowolonych, w dużej części młodych wyborców. Wpisał się tym samym w tradycję Tymińskiego, Leppera i Palikota, którzy skupiali poparcie tych, którzy w proteście wyrażali swoją obecność i stosunek do rzeczywistości. Czy zakończy tak jak oni? Zobaczymy.

Groźniejsza jest sytuacja we Francji, Anglii i Grecji, gdzie partie nacjonalistyczne i antyunijne odniosły zwycięstwo. U nas czołówkę nadal tworzy PO i PiS, które uzyskały po 19 mandatów. Osobiście cieszy mnie i jest to dobry znak, że spośród całej plejady kandydatów wybrano w zdecydowanej większości osoby poważne, które nie przyniosą nam wstydu. Odpadli - i słusznie - celebryci, sportowcy, skoczkowie (z partii do partii) oraz partyjni odszczepieńcy (Europa Plus-Twój Ruch, Solidarna Polska, Polska Razem).

Ale miniona niedziela to też dwa inne znaczące wydarzenia.

Wybory prezydenta na Ukrainie zakończyły się sukcesem. Po pierwsze zostały przeprowadzone, po drugie towarzyszyła im niezła frekwencja (powyżej 60%), a po trzecie wybór dokonał się już w pierwszej turze. Petro Poroszenko wygrał zdecydowanie i stoi teraz przed nim ogromnie trudne zadanie stabilizacji i głębokich zmian jakich Ukraina potrzebuje. Zaczął od rozprawy z separatystami, bo nie może tolerować tych, którzy chcą Ukrainę podzielić sięgając po przemoc. Niestety krew się jeszcze poleje u naszego sąsiada.

A w kraju zmarł generał Wojciech Jaruzelski. To też jakiś znak zamykający epokę zniewolenia i dyktatury, których był symbolem. Nie wybieram się na pogrzeb generała chociaż przy wyborze go na prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe w 1989 roku wstrzymałem się od głosu. Oznaczało to wówczas poparcie tego wyboru. Uczyniłem to świadomie i dzisiaj, w podobnych okolicznościach, uczyniłbym podobnie. W Polsce stacjonowało jeszcze 130 tys. radzieckich żołnierzy. Bezpieka, policja i wojsko nie były rozformowane. Bałem się prowokacji i obstrukcji ze strony sił starego porządku. Zakładałem, że Jaruzelski, jako współtwórca porozumień „okrągłego stołu” będzie wobec nich lojalny i jako prezydent da osłonę premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu w trudnym procesie ustrojowej zmiany. I tak się stało. Dzięki temu w sposób pokojowy przebrnęliśmy przez ten trudny czas przejścia od komunizmu do wolności i demokracji, których 25-lecie możemy dziś świętować.

Autor: Jan Król dla serwisu www.mojeopinie.pl