mojeopinie.pl "Wyborczy weekend"

Wybory, wszędzie wybory i... po wyborach. Mimo to emocje wcale nie opadły. Wielu zostało zaskoczonych, inni – choć niezaskoczeni – pozostaną niezadowoleni.

Obrazek


Kwestia pierwsza – eurosceptycy w europarlamencie. Prawie podwoili oni swoją obecność w porównaniu z ostatnią kadencją. Będzie ich ponad setka na 751 europosłów. To dużo czy mało? Dla mnie zdecydowanie za dużo. Jakoś trudno mi pogodzić się z myślą, że 1/7 parlamentu będzie ze wszystkich sił walczyć, żeby Unii się nie powiodło. Zresztą ich sukces wyborczy może być punktem wyjścia do dalszego rozwoju karier. Mimo wszystko można być jednak dobrej myśli – choć ich liczba wzrosła, a w niektórych krajach odnieśli wielki sukces, to ich wpływ na decyzje pozostanie stosunkowo niewielki. Natomiast ich głos w debacie będzie głośny i na pewno nieraz wzbudzi kontrowersje.

Jedną z takich interesujących postaci jest lider Nowej Prawicy, Janusz Korwin-Mikke, który ma wszelkie warunki do tego, by zostać „gwiazdą” tej kadencji. Człowiek, którego wypowiedzi często są tak ostre, że trudno ich słuchać w spokoju, jeśli nie będzie się powstrzymywał (a nikt w to chyba nie wierzy) to narobi Polsce sporo złego i jeszcze nieraz będziemy się musieli z niego tłumaczyć. Choć może to pesymistyczna prognoza – wszak Korwin-Mikke będzie miał w europarlamencie niemałą konkurencję.

Jego wybór dla wielu jest zaskoczeniem, czego nie rozumiem. Część polskich wyborców (co było widać już w ostatnich wyborach parlamentarnych, w których sukces odniósł Ruch Palikota) szuka alternatywy dla największych partii, które zawiodły. A wybiorą tego, kto będzie bardziej widoczny. Kto przekona ich, że jest poza systemem i że ma chęć, ale też siłę, żeby z nim walczyć. A Korwin ma te wszystkie cechy. Jako jeden z nielicznych polityków ma bardzo wyraziste poglądy i trzyma się ich choćby oznaczało to, że będzie wykluczony z wielkiego politycznego świata na lata. Choć przez długi czas był niewidoczny, to szukał swojej drogi. Wreszcie ją znalazł – poprzez internet pozyskał młodych ludzi, którzy potrzebują silnej, ciekawej osobowości. Już od jakiegoś czasu zyskiwał poparcie i wykluwał się na „Palikota” tych wyborów, a w niedzielę po prostu poszedł po swoje. Nie ma znaczenia, czy został wybrany przez swoje poglądy, czy kontrowersyjność – ważne, że wykorzystał swój moment.

Szczerze mówiąc nie mam problemu z tym, że ma takie poparcie. Choć jego poglądy często mnie przerażają, to ma i bardzo słuszne postulaty – pod jego nawoływaniem o zmniejszenie podatków i ograniczenie biurokracji podpisuję się obiema rękami. Dlatego chciałabym widzieć go i jego partię w polskim parlamencie, bo nikt inny nie ma na takie reformy chęci czy odwagi, a przynajmniej dyskusja o nich bardzo by się przydała. Ale Korwin-Mikke w parlamencie europejskim to prawdziwa katastrofa. Tam zamiast sensownych pomysłów zobaczymy ideologiczne pyskówki i próby wybicia się w mediach. A to nie jest potrzebne ani Unii, ani Polsce.

Przynajmniej na Ukrainie wszystko przebiegło pozytywnie. Słuszny wybór, duże poparcie i realna szansa na uspokojenie sytuacji. Tylko jak wytłumaczyć, że w kraju „banderowskiej rewolucji” skrajna prawica uzyskała mniej niż 2% głosów, podczas gdy w „kolebce demokracji” Front Narodowy wybory wygrał uzyskując poparcie 25% (sic!) społeczeństwa?

Dokąd zmierzasz, Europo? Chyba zamiast traktować z góry Europę Wschodnią, czas uczyć się od Ukraińców, którzy okazali się znacznie bardziej dojrzali i odpowiedzialni.

Autor: Kinga Jaromin dla serwisu www.mojeopinie.pl