mojeopinie.pl "Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul"

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji powyborczej, może spojrzeć na nią z nieco odmiennej perspektywy. Już w tytule zdradzam odpowiedź na kluczowe pytanie – kto te wybory w ogóle wygrał.

Obrazek


Inne pytania to np.: dlaczego tak długo czekaliśmy na wyniki i czy wybory zostały sfałszowane. Cóż, o pracy Państwowej Komisji Wyborczej powiedziano i napisano już wiele. Osobiście w fałszerstwa wyborcze na dużą skalę w tych i innych wyborach nie wierzę. Nie oznacza to jednak, że przyjrzenie się komisjom, w których głosów nieważnych było podejrzanie dużo i sprawdzenie, kto sprawuje tam władzę w terenie uważam za czynność bezsensowną. Mam pewną teorię na ten temat, jednak w obliczu braku twardych dowodów oraz czasu i pieniędzy na procesy pozwolę sobie nie głosić jej publicznie.

Dlaczego piszę o remisie? Wszak formalnym zwycięzcą jest Platforma. Tyle przeciętny wyborca zapamięta z wyborów. O tym, że było to zwycięstwo w zasadzie o włos, szybko zapomni. Jakiś czas temu PiS miało przewagę w sondażach, którą jak widać zmarnotrawił. Trudno jednak uważać wynik PO za jakiś wielki sukces. W porównaniu z poprzednimi wyborami straciła wyborców, będzie mieć też mniejszą liczbę eurodeputowanych. Wyniki wyborów pokazują, że polska polityka przestała być grą do jednej bramki, a premier Tusk, trawestując go, ma z kim przegrać.

Wynik SLD nie mówi wiele poza tym, że Leszek Miller umocnił przywództwo na lewicy. Co prawda jest to lewica, która więcej niż o płacach, bezrobociu i umowach śmieciowych mówi o cnotach generała Jaruzelskiego, ale cóż – taka lokalna specyfika. Przekroczenie progu przez PSL też nie jest niczym zaskakującym – partia ta jest zawsze w sondażach niedoszacowana, a ze swoim zakorzenieniem w terenie nie musi się tym przejmować.

No i największa sensacja, choć nie do końca niespodzianka, wyborów – czyli wejście do Parlamentu Europejskiego Nowej Prawicy. Wydaje mi się, że jest to po części wynik zmasowanej nagonki na tę partię, która przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego – w medialnych przekazach pod koniec kampanii złego Kaczyńskiego, który wszystkich zamknie w więzieniu zastąpił zły Korwin, który wszystkich zgwałci, a potem napije się wina z gwinta. Młodzi wyborcy, którzy nie tak dawno mieli obalać Kaczyńskiego, zabierając babciom dowody, stali się niedojrzałymi i samolubnymi gówniarzami, gdy okazało się, że poparciem obdarzyli ekscentryka z muszką. Na KNP ludzie głosowali po części z poparcia dla paleolibertariańskiego programu, po części przeciwko medialno-politycznemu establishmentowi, a po części po prostu „dla jaj”. Na uwagę zasługuje i do myślenia daje fakt, że partii Korwin-Mikkego masowego poparcia udzieliła emigracja. W komisjach w Zjednoczonym Królestwie oraz Republice Irlandii Nowa Prawica triumfowała zdecydowanie.

Spośród partii, które progu nie przekroczyły, na uznanie zasługuje wynik Solidarnej Polski, która niemal go przekroczyła. Czy oznacza to, że jest w Polsce zapotrzebowanie na konserwatyzm wrażliwy społecznie? Moim zdaniem duże znaczenie miał fakt, że Prawo i Sprawiedliwość miało w tych wyborach nie takie znów ciekawe listy, podczas gdy ziobryści kusili choćby Jackiem Kurskim czy Ludwikiem Dornem – niegdysiejszymi „bulterierem” i „trzecim bliźniakiem”, prezentując się w zasadzie jako formacja bardziej pisowska niż sam PiS. Ten dobry wynik jednak nie pomoże, po wyborach partia najpewniej się posypie.

Sromotną porażkę poniosła koalicja Europa Plus-Twój Ruch. Moim zdaniem jest to skutek wewnętrznych sprzeczności tkwiących w tym bycie politycznym. W zasadzie nie można było powiedzieć, czy mamy do czynienia z ugrupowaniem liberalnym, czy lewicowym, bo w zależności od zapotrzebowania było raz takie, raz takie. Mariaż antyestablishmentowego (mówię tu o retoryce, nie orzekając o stanie faktycznym) Twojego Ruchu z establishmentową par excellence (prezydent Kwaśniewski, środowiska dawnej „grupy trzymającej władzę”) Europą Plus przypominał trochę połączenie ognia z wodą. Twój Ruch chciał się najpewniej stać odpowiednikiem francuskich Republikanów – partią mieszczańską, na lewicowe poletko wkraczającą głównie za sprawą antyklerykalizmu. Wyborcom taka oferta nie przypadła do gustu.

Definitywnie przegrała wybory również Polska Razem Jarosława Gowina i raczej nie zbuduje ona nam już thatcheryzmu w polskim wydaniu. Dla wyborców pragnących wolnego rynku bardziej wiarygodna okazała się Nowa Prawica – i to pomimo bagażu rozmaitych „korwinizmów”, które dostajemy w pakiecie z jej programem. Myślę też, że nie pomogła retoryka choćby Pawła Kowala w sprawach ukraińskich – niczym nie różniła się od prezentowanej przez PiS czy PO, a wcale nie wszyscy Polacy pragną „umierać za Kijów”. Partii tej nie rokuję pomyślnej przyszłości i wieszczę jej rychłą dekompozycję.

Ruch Narodowy też wiele nie zwojował. Jak widać rozgłos raz w roku (na Święto Niepodległości) i kilku elokwentnych i sprawiających dobre wrażenie działaczy (jak Krzysztof Bosak) to za mało, by odnieść wyborczy sukces.

Kwestii niskiej frekwencji poruszać nie będę. Zawsze dziwi mnie ten polski fetysz wysokiej frekwencji. Osobiście uważam, że jeśli ktoś nie zna się na polityce bądź się nią nie interesuje, to bez sensu jest przymuszać go do głosowania.

Podsumowując, wybory europejskie nie mają dla polskiej polityki kluczowego znaczenia. Są one po prostu trochę większym (a przy okazji – wiarygodnym) sondażem. Nie należy ich też całkowicie lekceważyć – otwierają bowiem nowy cykl wyborczy, który może skonfigurować scenę polityczną na kolejną dekadę.

Autor: Michał Gadziński dla serwisu www.mojeopinie.pl