mojeopinie.pl "„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski"

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.

Obrazek


Jako Białorusin podziwiam osoby, które podjęły się próby opisania mojej Ojczyzny dla tych, którzy by chcieli ten kraj lepiej poznać. Niewiele lektur opowiada nie tylko o białoruskiej polityce – choć uciec od niej ciężko nawet w tak lekkim formacie, jakim jest „Białoruś dla początkujących”.

W zasadzie tytuł idealnie pasuje do tej książki. Zwiedzaliście całą Europę, a nie macie pojęcia co się dzieje 200 kilometrów na wschód od Warszawy? Jeśli ośmielicie się przekroczyć granicę „ostatniej europejskiej dyktatury”, warto sięgnąć po lekturę Igora Sokołowskiego.

To nie jest przewodnik turystyczny, choć podstawowe zasady – czyli: nie zwiedzać miejscowych muzeów i nie ufać białoruskim hotelom – tu znajdziecie, podobnie jak krótką listę obowiązkowych miejsc do zwiedzania. Te paręset stron przygotowuje do nieuniknionego szoku kulturowego każdego, kto zapłaci 25 euro za wizę znudzonej Pani w ambasadzie, bądź w jednym z trzech białoruskich konsulatów w Polsce.

Jednak problem z opisywaniem tak nieznanych zachodniemu czytelnikowi bądź podróżnikowi krajów polega na wiarygodności informacji. Na przykład z przewodnika poważnego przecież wydawnictwa Bradt autorstwa Nigela Robertsa dowiedziałem się, że w Białorusi pędzi się bimber w co trzecim mieszkaniu, wódkę można wypić nawet z metropolitą, a usługi seksualne są na wyciągnięciu ręki dla każdego. Na szczęście podobnych gaf u Sokołowskiego jest dużo mniej. Choć tutaj też nie zabrakło np. odbiorników radiowych w każdym mieszkaniu, które ponoć nadają bez przerwy pierwszy program białoruskiego radia, czy też polskości Grodna i Brześcia.

Tutaj muszę uprzedzić, że „polskość” tych rejonów kończy się na tym, że większość mieszkańców polski rozumie, a nawet posiada kartę Polaka i regularnie jeździ do Terespola bądź Kuźnicy. Jak błędne jest opisywanie przez niektóre białoruskie wydania Białostocczyzny jako Grodzieńszczyzny z Auchanami i McDonaldsami, tak daleko mieszkańcom Zachodniej Białorusi do sentymentów za czasami II RP. Taka zdawałaby się banalna rzecz zaoszczędzi ewentualnym gościom owych terenów sprzeczek w knajpie albo po prostu nieporozumienia z miejscowymi. A świadkiem podobnych niemiłych sytuacji, kiedy przesadny patriotyzm polski zderzał się z niezrozumieniem miejscowych, byłem niejednokrotnie.

Pomijając tę drobnostkę i kiczowatą okładkę, „Białoruś dla początkujących” opowie w skrócie co jest potrzebne do wyrobienia wizy i jakich papierków w żadnym wypadku nie wolno zgubić będąc w tym kraju. Dowiecie się, że w takiej podróży nie wolno polegać na miejscowych hotelach (oprócz tych małych, prywatnych, które są na porządnym poziomie). Opowie o głównych atrakcjach turystycznych. Tutaj nie mogę nie zgodzić się z tym, co autor powtarza jak mantrę – na Boga, nie marnujcie czasu na te główne muzea! Większej nudy nie doświadczycie nigdzie. Będąc w Białorusi, po tej lekturze nie będziecie mieli potrzeby zapoznania się z miejscową telewizją. Żenada, która płynie z błękitnego ekranu w moim pięknym kraju została w jednym, krótkim rozdziale opisana bardzo dokładnie.

Również na kilku stronach autor umieścił opis sytuacji politycznej. Dla ogólnej informacji – całkiem wystarczający.

Bardzo lekko i z poczuciem humoru napisana książka nie może zastąpić przewodnika turystycznego i nie sięga po laury pracy politologicznej. Jak w tytule – dla początkujących. Wraz z autorem, zachęcam do zapoznania z nią i z tym, co leży za wschodnimi granicami Polski.

Autor: Usevalad Shlykau dla serwisu www.mojeopinie.pl