„Duplica” – niemy dialog ciała
    teatr72 · festiwal teatralny6 · taniec3 · premiera teatralna6
2011-11-16
Spektakl „Duplica” Paoli Bianchi był zwieńczeniem tegorocznej edycji Międzynarodowych Spotkań Sztuki Akcji Rozdroże 2011. W tym roku festiwal odbywał się pod hasłem spotkań z artystami z Włoch i Warszawy. Na zakończenie mieliśmy okazję obejrzeć spektakl teatru tańca, który był swoistym zmaganiem artystki z własnym ciałem, jako niepokorną materią, nie zawsze dającą się uformować wedle naszego pragnienia.

Pusta scena zawłaszczona przez kobietę, która stoi pośrodku, podczas, gdy widzowie zajmują miejsca na widowni. Stoi jakby prywatnie, a jednak widać w jej twarzy jakiś nastrój oczekiwania, koncentrację. Ubrana w czarną prostą sukienkę z odkrytymi ramionami, na nogach ma czarne skarpetki i wojskowe buty do kostek. Spektakl zaczyna się w kompletnej ciszy, dopiero po chwili wyróżniamy dźwięki: jakby szmer wody, stukot obcasów po podłodze. Panuje półmrok, choć jeszcze nie wszystkie światła zostały wygaszone. Tancerka zaznacza przestrzeń, poruszając się blisko ziemi w przykurczonej pozycji po planie prostokąta. Co kilka ruchów przysiada na podwiniętej nodze, by znów kontynuować wędrówkę, odpychając się ręką. Po chwili wstaje, podwija sukienkę i rozpina suwak odsłaniając lekko plecy, które zaczyna wyginać w niesłyszalnym, jakby wewnętrznym rytmie.

Spektakl jest pełen prostych środków wyrazu, porusza swą prawdą. Człowiek zatracił sferę gestów, jak pisał Giorgio Agamben w jednej z rozpraw „Uwagi o geście”, i próbuje na nowo odnaleźć ją w sztuce – w kinie, tańcu, fotografii
Potem zdejmuje buty i ustawia je czubkami do siebie po lewej stronie sceny, naprzeciwko jednego reflektora, sama zaś staje równolegle naprzeciw drugiego, a jej stopy przybierają pozycję, w jakiej zostały ułożone buty. Rozpoczyna się dziwna gra mięśni, kości, ścięgien, których napinanie i rozkurczanie daje się usłyszeć. Wszystkie te działania wykonywane są mechanicznie, można by rzec, od niechcenia, jednocześnie są bardzo precyzyjne. Artystka przemierza tak scenę dwukrotnie, za każdym razem znajdując się w świetle reflektora stojącego tyłem do widowni. Po tej powtarzającej się sekwencji ruchów, przechodzi za kurtynę, która dzieli scenę na dwie części, a której przezroczystość zauważamy, dopiero gdy zgasną światła. Z tej ciemności wyłania się cień tancerki, który rzucony na kurtynę, rozpościera się przed nami, deformując i zatracając kształty, obejmuje nas swym ogromem. Po kilku minutach do naszych uszu dochodzi brzmienie skrzypiec, które potem nagle urywa się, aby na nowo cisza została zdominowana przez męczący świdrujący dźwięk, narastający wraz z wyolbrzymionym trójwymiarowym ciałem artystki, rozsadzającym całą przestrzeń.

I tak cały spektakl jest osobliwą grą światła i cienia, w które zanurza się ciało tancerki lub też poszczególne jego części. Ten plastyczny kształt zagarnia całą przestrzeń, by za moment przerodzić się w ekspresjonistyczny teatrzyk cieni, w którym głównymi bohaterami są ręce lub łydki tancerki. W gruncie rzeczy każde takie przejście – ze sceny za kurtynę i z powrotem, jest próbą, podczas której zmienia się stan ciała, jego świadomość, poszukiwanie właściwej pozycji, która może dać wytchnienie. A jednocześnie każdy nawet najmniejszy ruch zmienia sens bycia na scenie. Sama artystka dodaje:

Podróż ciała, jego cienia, trajektoria rozpadu cienia i upadku ciała w nagą, odsłoniętą przestrzeń; zawieszone w czystym czasie, na zewnątrz doczesności (…) Wchodzę w przestrzeń, która mnie odsłania – to wychodzenie. Wchodzę w przestrzeń, która mnie chroni i nie mogę powiedzieć czy jest to wejście czy wyjście. Zawstydzenie przejścia. Trudność. Świat cieni cię chroni.

Światło, nadające plastyczności każdemu poruszeniu raz po raz odkrywa kolejne płaszczyzny, by za chwilę skupić się tylko na tańczącym ciele artystki. Nieraz sprawia, że to ciało zatraca swój ludzki kształt i staje się tylko przedmiotem przez nie modelowanym. Bianchi stopniowo zdejmuje elementy swojego stroju, tak jak pracując nad tym spektaklem odejmowała poszczególne środki wyrazu, by nic nie zaburzało relacji, jaką chciała wytworzyć między tym, co formuje jej własne ciało, a przestrzenią, w której się znajdowała. Jedynie w finałowej sekwencji pojawia się ktoś trzeci – i znowu za sprawą światła, opromieniającego tył sceny, w głębi której widzimy kobietę stojącą za instrumentem, wydobywającym wszystkie te dziwne szmery.

Spektakl jest pełen prostych środków wyrazu, porusza swą prawdą. Człowiek zatracił sferę gestów, jak pisał Giorgio Agamben w jednej z rozpraw „Uwagi o geście”, i próbuje na nowo odnaleźć ją w sztuce – w kinie, tańcu, fotografii. „Dzięki niemu (gest – od red.) ukazuje się ludzkie bycie-w-środku, które otwiera przed człowiekiem etyczny wymiar egzystencji.”[1] Z jednej strony skupiamy się na pewnej dysharmonii ciała, które jest materią tworzącą formy – i te niestety według mnie nie do końca wybrzmiały w tym spektaklu. Być może jest to wina jednego z zasadniczych bohaterów tego spektaklu – światła, gdyż pewne cienie rzucane na zasłonę, są ledwo widoczne i zlewają się z materiałem. Ale przecież w gestach, których podejmuje się ciało tancerki nie chodzi o tworzenie pięknych obrazów, raczej o próbę dialogu między ciałem, a jego obrazem, niemym cieniem – o samo działanie wyrażone za pomocą alfabetu cielesnego.

Pochodząca z Turynu Paola Bianchi uzyskała dyplom w dziedzinie ekspresji ciała pod kierunkiem Anny Sagni, z którą współpracowała potem przez sześć lat. W 1994 roku założyła zespół Agar, w 2005 roku przekształcony w Stowarzyszenie Agar, które wspiera projekty i organizuje szkolenia w zakresie edukacji artystycznej. W 2009 roku artystka założyła stowarzyszenie c_a_p, które ma na celu rozprzestrzenienie nowoczesnej kultury tańca. Przygotowując swoje spektakle i instalacje, szuka impulsów w literaturze, malarstwie i sztukach wizualnych, które następnie transponuje na choreografię. Wszystko to staje się ciałem, działającym w przestrzeni i tworzącym wizję. Tak było w przypadku chociażby przedstawienia „Figura umana – teatri anatomici di Francis Bacon” z 2000 roku, dla którego inspirację znalazła w rysunkach radiograficznych twórcy kontynuującego tradycję malarstwa figuratywnego.

W „Duplice” refleksja nad ciałem jest przeważająca. Ciało prowadzi niemy dialog ze swoim cieniem, który momentami zaczyna żyć niezależnie od swojego właściciela. I nie wiadomo, który z tych bytów jest bardziej obecny.

[1] Giorgio Agamben, Uwagi o geście, [w:] Agamben. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2009 Wydawnictwo Krytyki Politycznej, s. 301.




Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Zaproszenie: 2. Festiwal Wybieram Wschód!

Partnerstwo Wschodnie to idea znacznie wykraczająca poza deklaracje polityków i umowy handlowe – to narzędzie integracji europejskiej, most łączący Wschód z Zachodem. Wiara w ten wymiar...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".