Dzieci w Brazylii – armia rąk do pracy
    Brazylia12 · edukacja29 · walka z ubóstwem2 · Bolsa Familia1
2010-12-11
Szacuje się, iż ponad 4 miliony brazylijskich dzieci w wieku 5-17 lat pracuje. Dotyczy to zwłaszcza najbiedniejszych północno-wschodnich regionów kraju. Obwieszczane przez kolejne rządy wzniosłe idee odnośnie eliminacji tego zjawiska rozbijają się o brutalny mur rzeczywistości. Aby przeżyć, dziecko musi pracować – często nie tylko na siebie, ale i na resztę rodziny.

program Bolsa Familia, foto:Felipe Gesteira, www.felipegesteira.com

Dziecko w świetle prawa

Brazylijska konstytucja z 1989 r. zagwarantowała dzieciom pewne, fundamentalne prawa. Większość z nich jest analogiczna do podobnych praw inkorporowanych na całym świecie. I tak: dziecko (ani nastolatek) nie może być zaniedbywane, dyskryminowane, wykorzystywane, nie może być ofiarą przemocy okrucieństwa czy prześladowania. Ponadto, zgodnie z literą obowiązującego prawa, władze stanowe muszą zaaprobować każdą decyzję rządu centralnego dotykającą praw dzieci i upewnić się, że wpływa ona na poprawę interesów dzieci. Znakomita większość samorządów posiada także radę stojącą na straży przestrzegania praw dziecka. Cóż z tego, skoro kilka milionów najmłodszych Brazylijczyków nadal pracuje, a instytucje powołane do ochrony ich praw są krytykowane za brak lub nieskuteczność działań.

Darmowa siła robocza

Na podstawowe pytanie: „czemu dzieci pracują?” odpowiedź wydawałaby się prosta. Nie jest. Oczywiście – podstawowym powodem jest ubóstwo. Mimo znacznych postępów w ostatnich latach, ciągle ¼ Brazylijczyków żyje w biedzie. Jeśli dorośli nie są w stanie zapewnić wystarczających środków na utrzymanie rodziny, do pracy „zaprzęga się” dzieci. Ich drobne i zwinne ręce nadają się doskonale między innymi do wszelakich zbiorów: trzciny cukrowej, pomarańczy, kawy, kakao itp. Pracownicy na plantacjach są najczęściej opłacani nie od godziny, lecz od wielkości zbioru, co ma dwojakie konsekwencje. Po pierwsze, rodzice nie mają pewnego i stałego wynagrodzenia. Po drugie, są w naturalny sposób kuszeni do zabierania ze sobą do pracy swoich pociech, dzięki nim bowiem uzyskają większy zarobek. Pracodawcom taki system rzecz jasna jak najbardziej odpowiada. Wynagrodzenie płatne od wielkości zbiorów, a nie per godzina pozwala im ciąć koszty siły roboczej do minimum. Przyprowadzanie do pracy dzieci przez rodziców sprawi tylko, że plony zostaną zebrane szybciej. W efekcie można dokonać smutnej obserwacji, że w licznych przypadkach dzieci w Brazylii stanowią darmową armię rąk do pracy. To jednak tylko jeden z powodów zatrudniania dzieci.

Z ojca na syna

Drugim jest niestety tradycja. Zwyczaje zakorzenione jeszcze w ubiegłych wiekach, w biedniejszych regionach i grupach społecznych przetrwały do dziś. Często jest tak, że obecne pokolenie rodziców pracowało już od 8-10 roku życia. Tak samo zresztą, jak ich ojcowie i ojcowie ich ojców. Transgeneracyjne circulus vitiosus napędza się samo i cykl się powtarza.

Dla rodziców jest to czymś normalnym i oczywistym, nie widzą nic złego w posyłaniu swoich pociech do pracy. Przeciwnie, jeśli próbować rozmawiać z nimi naszymi kategoriami, wątpliwe, abyśmy zostali zrozumiani: „Nasze dziecko ma nie pracować? Dlaczego? Bo to złe? Jak to złe, przecież dzięki temu mamy dodatkowe pieniądze i mamy co zjeść każdego dnia. Jeśli ono nie będzie pracować, nie tylko my będziemy częściej głodować, ale i ono i jej liczne rodzeństwo. W idealnym świecie – jasne, wolelibyśmy, aby nie musiało pracować. Ale żyjemy teraz i tutaj. Mój ojciec pracował od dziecka, ja pracowałem już jako ośmiolatek, moje dziecko pracuje i jego dziecko też będzie pracować. Tak już tu jest”.

Kulejąca edukacja

Jest jeszcze i trzeci powód pracy dzieci – słabe szkolnictwo. I jakość i ilość placówek edukacyjnych pozostawia wiele do życzenia. Na terenach wiejskich szkoły podstawowe są bardzo oddalone od siebie. Pamiętać trzeba, że to Brazylia – kraj o powierzchni 8,5 miliona km2. Znaczenie słów „bardzo oddalone” jest tam nieco inne niż w Polsce. A to tylko placówki nauczania na podstawowym poziomie. Ze szkołami średnimi jest jeszcze gorzej - istnieją praktycznie już tylko w większych miastach. Z powodu braku funduszy ogromna większość tych (i tak niewystarczających) placówek jest zaniedbana i źle wyposażona.

Teoretycznie w Brazylii istnieje obowiązek uczęszczania do szkół dzieci w wieku lat 7-14. Teoretycznie. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Rodzice często nie mogą sobie pozwolić na obowiązkowy mundurek, na podręczniki, na bilety autobusowe. Zamiast tego więc posyłają dzieci do pracy, dzięki czemu nie tylko nie generują one dodatkowych kosztów, ale wręcz przeciwnie – przynoszą dochody mogące poprawić byt całej rodziny. Efekt? Na terenach wiejskich 90% pracujących dzieci zalicza zaledwie 4 lata edukacji, w favelach natomiast do szkół uczęszcza zaledwie jedno na osiem dzieci.

Węzeł trudny do rozwiązania

Podkreślić należy dwie rzeczy oddające złożoność problemu. Po pierwsze, wcale nie jest zasadą, że pracujące dzieci rzadziej uczęszczają do szkoły. Owszem, niektóre badania wskazują, iż ta część dzieci, która pracuje rzadziej pojawia się na zajęciach. Inne raporty w ogóle nie zarejestrowały zależności między pracą a edukacją nieletnich. Jeszcze inne natomiast wskazują wręcz na to, że to praca umożliwia wielu dzieciom kontynuowanie nauki, gdyż zapewnia niezbędne do tego środki, bez których zmuszone byłyby rzucić szkołę.

Po drugie, rozwiązanie problemu pracy nieletnich nie jest wbrew pozorom tak proste. Sam zakaz (zakładając jego skutecznie egzekwowanie) może przynieść skutki odwrotne od oczekiwanych. Z jednej strony może przyczynić się do jeszcze większej pauperyzacji wielu rodzin, a z drugiej należałoby się spodziewać nie tyle likwidacji procederu zatrudniania dzieci, co przeniesienia się go do szarej strefy. Założenie, że rodzice pod groźbą sankcji prawnych nie będą posyłać dzieci do pracy jest błędne. Jeść trzeba. Aby jeść trzeba mieć za co. Bardziej prawdopodobny zatem jest scenariusz mówiący o zejściu tego zjawiska do podziemia. Dzieci pracowałyby na czarno – czyli w strefie znacznie trudniejszej do kontrolowania, a zarazem bardziej narażonej na nadużycia (zmuszanie do zbyt ciężkiej pracy, bicie etc.). Zatrudnianie dzieci pozbawione jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa najprawdopodobniej odcisnęłoby na ich zdrowiu fizycznym i psychicznym znacznie dotkliwsze piętno niż obecnie.

Praca albo głód

Odkładające na bok te dywagacje należy przede wszystkim podkreślić jedno – dla milionów brazylijskich rodzin alternatywą dla zezwalania na pracę dzieci jest po prostu głód. Uświadomienie sobie tego prostego faktu sprawia, że zupełnie inaczej patrzy się ten problem. Oczywiste wydawałoby się zasady moralne muszą być naginane wobec podstawowych potrzeb biologicznych i chęci przetrwania. Idealny stan, w którym nie ma mowy o pracy dzieci jest na razie nieosiągalny i pozostanie takowym na najbliższe lata (a kto wie czy nie dekady). Każdy rodzic mając do wyboru głód – konkretnego dziecka, jego braci i sióstr, swój - a posłanie dziecka do pracy, wybierze to drugie. Tym bardziej, że tam jest to normalne i oczywiste. Dopóki istnieć będą na obecnym poziomie zjawiska takie, jak bieda, wykluczenie społeczne, analfabetyzm, dopóty aktualny będzie problem pracy dzieci.

Bolsa Familia

Pozytywne doświadczenia ostatnich lat dają na szczęście pewną nadzieję na zmianę sytuacji. Obecnie bowiem i tak nie jest źle, zanim ster państwa przejął Lula da Silva było gorzej. Zainicjowany przezeń program „Bolsa Familia” przyniósł poprawę sytuacji dzieci. Projekt ten m.in. zapewnia ubogim rodzinom dodatki finansowe pod warunkiem, że dzieci regularnie uczęszczają do szkoły i otrzymują szczepienia. Oferuje miesięczne stypendium w wysokości 22 realów (ok. 12 USD) na każde z dzieci w rodzinie - z ograniczeniem do maksymalnie trójki rodzeństwa. Może je otrzymać każda rodzina żyjąca poniżej poziomu ubóstwa, czyli której dochód nie przekracza 140 realów na miesiąc. Ponadto, rodziny żyjące w ekstremalnej nędzy (za mnie niż 70 realów/miesiąc) mogą otrzymywać dodatkowe 68 realów miesięcznie. Pieniądze są rozdysponowywane za pomocą tzw. Kart Obywatelskich, zbliżonych wyglądem do zwykłych kart płatniczych. Karty te są najczęściej przyznawane kobietom, stojącym na czele ogniska domowego. Ma to swój praktyczny wymiar. Mężczyźni częściej są zaangażowani w nielegalną działalność (np. narkohandel), a to kobiety właśnie są odpowiedzialne za wychowanie dzieci, w tym ich nakarmienie, ubranie i zapewnienie książek do szkoły. Optymizmem napawa fakt, iż 94% wszystkich funduszy z Bolsa Familia trafia do najbardziej potrzebujących – najbiedniejszych 40% społeczeństwa brazylijskiego. Liczne badania wskazują, iż pieniądze te są wydawane zgodnie z celami: na jedzenie, wyprawkę szkolną i ubrania dla dzieci.

Bolsa Familia przyniosła wewnętrzny sukces oraz międzynarodowy rozgłos i pochwały ze strony licznych instytucji społeczno-ekonomicznych. Bank Światowy uznał ten program za „jeden z kluczowych czynników stojących za pozytywnymi wynikami społecznymi osiągniętymi w Brazylii w ostatnich latach. Prestiżowe czasopismo The Economist opisuje Bolsa Familia jako program zwalczający biedę, który „zyskuje zwolenników na całym świecie”. Są jednak i przeciwnicy. Ci wskazują na negatywne efekty długofalowe. Przede wszystkim na fakt, iż Bolsa Familia może przyzwyczaić miliony najuboższych obywateli do państwowej pomocy, zabijając w nich jednocześnie ducha przedsiębiorczości i rozwoju zawodowego. W efekcie istnieje obawa, że rodziny pobierające ten zasiłek ugruntują swą pozycję uzależnionych od pomocy państwa i status ten przekażą kolejnym pokoleniom, co tylko zwiększyłoby grono ubogich w kraju.

Klucz do przyszłości

Liczba pracujących dzieci w Brazylii w ostatnich latach spada. Po części dzięki programowi Bolsa Familia i innym wysiłkom rządu Luli zmierzającym ku redukcji ubóstwa, które jest zasadniczym źródłem problemu. Niemniej ponad 25% rodzin w Brazylii nadal zalicza się do kategorii „bardzo biedne”. Następca Luli da Silvy, Dilma Rouseff ma ciągle wiele do zrobienia na płaszczyźnie poprawy sytuacji dzieci i ich ochrony przed wykorzystywaniem. Ostatnie kilka lat to dla Brazylii okres szybkiego rozwoju i awansu na arenie międzynarodowej. Jeśli rząd w Brasilii chce utrzymać ten pozytywny trend i dołączyć do ścisłego grona najpotężniejszych, nowoczesnych mocarstw, potrzebuje drastycznej poprawy systemu edukacji i – w wyniku tego – rzeszy dobrze wykwalifikowanych pracowników. Ergo, upewnienie się, że dzieci będą regularnie uczęszczać do odpowiednio wyposażonych szkół i nie wpadną w koło pracy nieletnich, musi stać się jednym z priorytetów w agendzie narodowego planu rozwoju. Dzięki temu postępować będzie dalszy rozwój kraju i redukcja ubóstwa, a to z kolei umożliwi całkowitą i ostateczną eliminację problemu pracy dzieci oraz poprawę ich bytu. Podobnie bowiem jak w przypadku każdego innego kraju, tak i w Brazylii dzieci są przecież kluczem do przyszłości.


Komentarzy: 1

Anonim
19 maja 2014 (20:31)
Dzięki
Ten tekst bardzo mi się przydał. Dzięki niemu napisałem wypracowanie o problemach w Brazylii. Są tu wszystkie informacje. Bardzo wam dziękuję.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".