REKLAMA
Dzień bez przekleństw, czyli nie używajmy wulgaryzmów
    społeczeństwo116 · z życia wzięte67 · różnice kulturowe6 · tolerancja36
2008-12-17
17 grudnia przypada Dzień bez Przekleństw. W Polsce jest to dość młode święto, bo obchodzone zaledwie od kilku lat. Ideą projektu jest zwrócenie naszej uwagi na niecne słówka, które wypowiadamy często i ochoczo. Jednak wbrew pozorom większość językoznawców ma negatywny stosunek do tego typu inicjatyw. Zdaniem prof. Jerzego Bralczyka ustanawianie święta jest w gruncie rzeczy usprawiedliwieniem używania wulgaryzmów w pozostałe dni roku.

Tym bardziej, że problem używania wulgaryzmów jest nie tylko wyrazem braku kultury osobistej, co w głównej mierze efektem zubożania się świadomości językowej. Dzisiaj często stosujemy wulgaryzmy nie dlatego, żeby się komuś przypodobać, czy wzbudzić sympatię w określonym środowisku. Problemem jest nasz ubogi leksem. Dlatego z braku słów, które nas określają i pomagają nam w wyrażeniu swoich myśli, stosujemy wulgaryzmy nie tylko jako przecinki, ale także nośniki naszych emocji. Doskonałym tego przykładem są wszystkie derywaty przymiotnika „zajebisty”. Obiad był „zajebisty”, wyglądasz „zajebiście” i wszystkie twoje breloczki do telefonu są „zajebiste”.

Na ten problem zwróciła kiedyś uwagę Pani prof. Anna Pajdzińska w swoim artykule „ O kur...a, jak Cię kocham”. Językoznawczyni dowodziła w nim, że przyczyn wulgaryzacji języka należy upatrywać w ubogim zasobie słownictwa. Bo jak inaczej nazwać sytuacje, w której młody człowiek próbując wyrazić ważne dla siebie emocje, jako przecinek stawia wyraz powszechnie uważany za obraźliwy? Oczywiście można to tłumaczyć stresem. A dużym plusem wulgaryzmów jest ich terapeutyczny charakter. Po takim „o kur..a!” rzuconym w stronę kałuży czy wzniesienia na chodniku łatwiej znieść widok ochlapanych spodni czy nabitego upadkiem siniaka. Z tym, że trzeba znać proporcję, tak, aby wulgaryzmy nie przesłoniły prawdziwej treści komunikatu.

Dodatkowo przeklinać trzeba umieć. A młodzież ucząc się języka podchwytuje wszelkie wulgaryzmy znacznie chętniej, niż terminy literackie. I chyba w tym celu w jednej z brytyjskich szkół wprowadzono kiedyś dzienny limit przekleństw. Uczniowie mieli sielankę na całej linii, bo limit przekleństw na jednej godzinie lekcyjnej wynosił 5 wulgaryzmów. Ci, którzy przekroczyli dostępną liczbę inwektyw byli karani dodatkowymi pracami lub pogadankami wychowawczymi. Jednak eksperyment nie przyniósł zamierzonych efektów. Uczniowie brak szerokiego kontaktu ze „słowem obrazowym” nadrabiali na przerwach, a także podczas wieczornych spotkań, na których wymyślali nowe neologizmy.

Dlatego pomysł wprowadzenia Dnia bez Przekleństw jest mówiąc eufemistycznie niepoważny. Jeden dzień niczego nie zmieni, a tym bardziej niczego nie uświadomi. Problemem kultury słownej młodych ludzi jest najbliższe otoczenie, a więc rodzina i szkoła. Jeżeli w domu padają tylko i wyłącznie epitety to wówczas szkoła staje się ostatnim bastionem polszczyzny. I tutaj pojawia się kolejna pułapka. Kluczem do niej są lektury. Można oczywiście wszystko zrzucić na internet i czasy, w jakich żyjemy, a więc tzw. kulturę obrazka. Jest to bardzo powszechna i powtarzana jak mantra wymówka. Bo łatwiej zrzucić winę na młodzież, niż posypać głowę popiołem. A niestety sławetne „Słowacki wielkim poetą był” to dla młodych ludzi dzisiaj odrobinę za mało. Aby do nich dotrzeć, trzeba język XVIII- czy XIX- wiecznej poezji przełożyć na język współczesności. Pokazać na przykładzie tekstów hip-hopowych, rockowych czy otaczającego ich świata, że problemy pozostają w gruncie rzeczy te same, a zmienia się tylko sposób ich artykulacji.

Zatem bez solidnej edukacji i kontaktu ze słowem pisanym tego typu akcje będą tylko pretekstem do napisania kilku artykułów. Młodzież albo o nich w ogóle nie usłyszy, albo przekornie wzmocni „aktywność słowną” w tym dniu. A problemy językowe jak były, tak pozostaną.

Źródło: Dziennik.pl, dlastudenta.pl


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Sprawa „bestii” a jakość państwa

Nie należę do tych, którzy we wszystkim, co dzieje się dookoła widzą jakiś przejaw słabości państwa. Myślę wręcz, że wiele rzeczy w Polsce funkcjonuje znacznie lepiej, niż przyjęło...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".