E40 z Karą
    recenzja książki161 · maja wolny1 · powieść38
2010-01-12

Każdy przekracza narzucane nam granice po swojemu. Karę, tytułową bohaterkę powieści Mai Wolny, poznajemy w momencie pokonywania jednej z nich. Tej najbardziej przyziemnej spośród obecnych w powieści, dosłownej podróży wschód – zachód, Kraków – Bruksela. Podczas niej przyjdzie nam wysłuchać o reszcie granic zarówno z życia rodziny głównej bohaterki, jak i samej Karoliny, która ma „tylko jedną noc na opowiedzenie [mojej] historii, historii o miłości i autostradach”. Trzydzieste urodziny spędzone na dłużącej się jeździe autostradą E40 stają się idealnym tłem dla jednego z pierwszych poważnych bilansów życiowych, spowiedzi kobiety żyjącej w stałym rozdarciu nie tylko między odmiennymi krajami, kulturami i mężczyznami, lecz także wewnętrznie niespójnej, podzielonej.


Podzielenie jest bynajmniej nieprzypadkowe; bohaterowie istnieją tu w dwóch różnych narracjach czasowych i niemal każdy z nich jest rozdarty w swoich uczuciach. Dręczy ich niepewność oraz napiętnowanie przez dotkliwą stratę lub zdradę. Tytułowa Kara, narratorka stworzona pod motyw przewodni drogi i rozliczenia, przedstawia nam dwa plany, dwie narracje oddalone od siebie o ponad czterdzieści lat. Poznajemy w nich łącznie cztery pokolenia rodziny Roemberg-Małek/Maleque-Drajcher. Rodziny, na której niczym fatum ciąży powracający schemat kochania i ranienia, tworzenia czegoś wspólnego i rozwiewania tej sielskiej iluzji. Jest coś nostalgicznego i sentymentalnego w tym obrazie uczuć i wartości poddawanych probie różnic kulturowych oraz – najzwyklejszych w świecie – zdrad, nieszczerości i podwójnych żyć. Ta powieściowa szablonowość ludzkich niedoli niestety nie jest w „Karze” niczym nadzwyczajnym; ot – ciekawa próba przedstawienia powtarzalności błędów i ich konsekwencji, której jednak zabrakło pewnej dozy nieprzewidywalności, przez co całość fabuły wydaje się odrobinę zbyt wtórna.

Mocniejszą stroną prozy Wolny są za to ciekawe obserwacje i całkiem sprawna – momentami ciekawie skonstruowana – narracja. Autorka, sama żyjąca za granicą, dobrze wykorzystuje motyw drogi, przekraczania granic, do uwypuklenia międzykulturowych smaczków, które dodają uroku niektórym fragmentom powieści. Scenki z życia miejskiego Brukseli, otarcie się o historyczne Expo'58 i swojska sceneria kawiarenki L'Archipel w skontrastowaniu do ciągnącej się wiecznie E40 – wszystkie te rzeczy stanowią przyjemne i barwne tło. Niestety, przez wspomnianą już przewidywalność i sentymentalność brakuje im wiarygodności. Starają się momentami być szorstkie i jak najbardziej realistyczne jedynie po to, aby za kilka zdań przejść w projekcję naiwnych tęsknot i serię banalnych rozwiązań. Przez ową niekonsekwencję skazane są na role „tylko” ładnych obrazków, a nie zapadających w pamięć scen. Zapewne autorka miała w zamyśle zestawienie kontrastowe, lecz nie tworzy ono panoramy przekonującej na tyle, by uznać ją za w pełni udaną.

Sama kobiecość narracji podróży Wolny stanowi ciekawy głos w stosunku do – chyba najpopularniejszego drogo-pisarza ostatnich lat – przesiąkniętego twardym testosteronem Stasiuka. Nie można jednak mówić o jakiejś zdecydowanej opozycji, gdyż w przeciwieństwie do Stasiuka – młoda autorka operuje stosunkowo utartymi schematami i motywami (jak chociażby sztampowy obraz zagranicznego profesora jego i – och-jakże-tragicznej – tajemnicy), które u bardziej doświadczonego pisarza nie miałyby prawa bytu. Wyczuwalna alternatywa powieści drogi Wolny zasadza się właśnie na wyczuwalnej kobiecości jej prozy, która niektórym może wydać się walorem samym w sobie. Nie mniej – jeśli odbierać powieść w oderwaniu od kontekstu innych narracji tego typu – otrzymujemy niezgorszy obraz konfliktów uczuć na tle mentalnego i kulturowego podziału Europy wschodniej i zachodniej.

Ta powieść obyczajowa, nużąca szablonowością fabuły i interesująca kilkoma ładnymi szczegółami, opiera się na bezpiecznej i sprawdzonej konwencji powieści drogi, jednak w ogólnym podsumowaniu niewiele więcej da się na jej temat powiedzieć. „Kara” jest sprawna warsztatowo – Wolny ciekawie wykorzystuje kilka zabiegów ożywiających powieść (dobrze wplecione sceny z E40; naprzemienna narracja przeskakująca o kilka dekad w tą i z powrotem; trafne obserwacje międzykulturowe) lecz całości niestety czegoś brakuje. Przyznam szczerze, że do kupna książki zachęciła mnie rekomendacja Olgi Tokarczuk („Nadzwyczaj szczery monolog o życiu w obcym kraju, wyobcowaniu i zagubieniu. Poruszające i wrażliwe pisarstwo wysokiej próby.”). O ile z pierwszym zdaniem mogę się jeszcze zgodzić, o tyle drugie jest dla mnie wielce niepokojące. Pisarstwo Mai Wolny jest umiarkowanie poruszające i raczej nie przekracza progu literatury niezłej. Pewna przewidywalność i szablonowość tej książki sprawia, że w żadnym wypadku nie nobilitowałbym jej do rangi pisarstwa wysokiej próby. Nie mniej – czytelnikom nie oczekującym od literatury zbyt wiele (lub takim, których pasjonują międzynarodowe problemy miłosne) mogę „Karę” polecić jako bezproblemowego mordercę czasu, chociażby na dłużącej się E40, o którym można później bez żadnych wyrzutów sumienia zapomnieć.

Tytuł: Kara
Autorka: Maja Wolny
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Warszawa 2009
ISBN: 978-83-7648-226-2


Komentarzy: 1

Agata
22 stycznia 2010 (15:59)
książka dla mnie jest zblazowana
autorka chyba chciała, żeby wszyscy się na niej wzorowali, a to byłaby tragedia...temat dobry i pomysł, ale wykonanie średnie, bardzo średnie
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kiedy życie zmienia kierunek

Literatura, choćby najbardziej fantastyczna, oderwana od logiki przyczyn i skutków, jest jednak powiązana z życiem osobistym autora, jego wrażliwością, świadomością i umiejętnościami....