Egipska rewolucja jedzie dalej
    Egipt49 · muzułmanie38 · Bliski Wschód185 · Muhammad Mursi9
2012-06-26
Historyczne wybory prezydenckie w Egipcie wygrał islamista Muhammad Mursi – członek Braci Muzułmanów i lider Partii Wolności i Sprawiedliwości.

Muhammad Mursi, wikimedia commons, Jonathan Rashad

24 czerwca przechodzi do historii. Tego bowiem dnia ogłoszono wyniki pierwszych wyborów prezydenckich, w których Egipcjanie faktycznie wybierali swego przywódcę. Mursi zmierzył się w nich z Ahmedem Szafikiem – przedstawicielem reżimu Mubaraka.


Do ostatnich chwil ważyły się losy rewolucji. Świeccy aktywiści mieli problem z poparciem któregokolwiek kandydata – nie chcieli ani członka Braci Muzułmanów, a ani emerytowanego oficera, który z egipskim wojskiem jest za pan brat. Część z nich zbojkotowała wybory, część zagłosowała na Szafika, a część na Mursiego, z którym członkowie młodzieżowego Ruchu 6 kwietnia podpisali porozumienie w sprawie przyszłych wydarzeń, obsady wiceprezydenta, itp.

Problemy z egipską transformacją

Mursi uzyskał 51,7 procent poparcia. Wiadomo o tym było już tydzień temu, kiedy portal Ahram Online na bieżąco podawał liczbę głosów oddanych na każdego z kandydatów. Te liczone były przez całą noc z 17 na 18 czerwca. Wyraźnie wygrywał w nich Mursi, jednak jego sztabowcy mieli prawo obawiać się zmiany wyniku w efekcie dużej liczby zastrzeżeń, jakie zgłosił Szafik.

Sprawą zajmowała się Najwyższa Komisja ds. Wyborów Prezydenckich, której dowodził Faruk Sultan – również zausznik Mubaraka. Można się więc było spodziewać wszystkiego. Komisja stanęła jednak na wysokości zadania, a liczba unieważnionych głosów okazała się niewielka, dlatego też tysiące ludzi zgromadzonych na Placu Tahrir mogło świętować zwycięstwo rewolucji.

To jednak w istocie dopiero połowa drogi. W trakcie procesu wyborczego Najwyższa Rada Sił Zbrojnych ograniczyła bowiem prerogatywy prezydenta, a wcześniej rozwiązała zdominowany przez dawną islamistyczną opozycję parlament. Nowy prezydent nie dysponuje więc znaczącym zakresem władzy. Podobnie było z parlamentem. Władza wciąż znajduje się w rękach armii.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Najważniejsza batalia rozegra się zatem o zapisy przyszłej konstytucji, co może doprowadzić do znaczącego kryzysu politycznego i przedłużania się procesu ustrojotwórczego. Wiadomo, że wojskowi chcą być wyłączeni spod kontroli demokratycznie wybranych instytucji cywilnych. Chcą mieć też decydujący wpływ na budżet obronny oraz obsadę resortowego ministra. Prawdopodobnie dojdzie też do utworzenia – na wzór turecki – czegoś takiego, jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego, której prerogatywy mogą okazać się znaczne.



Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".