Ekwador – od kryzysu do przewrotu
    zamach stanu13 · Ameryka Południowa27 · Ekwador1
2010-10-25
Prezydent przetrzymywany w szpitalu. Podczas akcji odbijania go przez oddział wojskowy dochodzi do wymiany ognia. Policja w całym kraju nie stawia się do pracy, bądź protestuje, z czego korzystają przestępcy rabując centra handlowe i banki. Najważniejsze węzły komunikacyjne w stolicy i większych miastach zablokowane. Szkoły i instytucje zamknięte. Podobnie jak granice. To nie film, tak wyglądał w Ekwadorze czwartek 30 września 2010 r.

Na początku był protest



Rankiem 30 września kilkuset protestujących policjantów zablokowało centralny posterunek policji w Quito, a w całym kraju policjanci w ogromnej liczbie nie stawili się do pracy lub wyszli na ulice. Główne lotnisko w stolicy zostało zablokowane przez protestujących wespół ze wspierającym ich oddziałem sił powietrznych. Prezydent Correa postanowił udać się do protestujących i z nimi porozmawiać. Spotkał się tam jednak z wrogą mu postawą, na co sam odpowiedział wykrzyczaną wiązanką krytycznych uwag pod adresem policjantów. Jak można się domyśleć, doprowadził tym jedynie do zaostrzenia się sytuacji. Zanim zdążył opuścić miejsce ucierpiał z powodu wystrzelonego w jego kierunku przez protestujących gazu łzawiącego. Wówczas jego ochrona zawiozła go do znajdującego się tuż obok posterunku policji szpitala (nawiasem mówiąc szpitala policyjnego). Można powiedzieć, że w tym momencie protest zdenerwowanych pracowników przerodził się w coś zdecydowanie więcej – przez niektórych nazywane kryzysem, buntem policjantów, a przez innych zamachem stanu.

Kluczowe godziny

Prezydent Correa w szpitalu spędza następne 12 godzin – nie ze względu na zły stan zdrowia bynajmniej, lecz dlatego że szpital jest otoczony przez wrogich mu policjantów, którzy uniemożliwiają mu opuszczenie ośrodka. Prezydent zatem ze szpitala przez Internet ogłasza stan wyjątkowy, znajdujących się tam dziennikarzy przekonuje, że są świadkami próby zamachu stanu i oskarża o jego organizację politycznego przeciwnika Lucio Gutierreza.

W międzyczasie do protestujących w różnych częściach kraju policjantów dołączyli inni manifestanci, zniechęceni polityką prezydenta. Pozbawione służb porządkowych państwo miejscami pogrąża się w anarchii – zdarzają się przypadki napadów na banki i centra handlowe. Zbuntowani wobec władzy policjanci otaczają budynek parlamentu i wkraczają do siedziby TV Ecuador. Do pałacu prezydenckiego ściągają ministrowie i najważniejsi politycy, a pod nim zbierają się tysiące obywateli, aby ukazać wsparcie prezydentowi. Do zgromadzonych mas zwraca się m.in. minister spraw zagranicznych i apeluje o obronę zagrożonego szefa państwa. Tłum udaje się pod szpital, gdzie jest przetrzymywany Correa. Strony internetowe największych dzienników ekwadorskich są przeciążone i nie działają. Szkoły i uczelnie są nieczynne. Główne arterie przelotowe w największych miastach zostały zablokowane, podobnie jak najważniejsze drogi wjazdowe do i z Ekwadoru oraz lotniska w stolicy, Quito oraz w Guayaquil, największym mieście kraju. Sąsiedzi, Kolumbia i Peru, w imię solidarności z uwięzionym prezydentem zamykają granice z Ekwadorem.

Za kim opowie się armia?

Niejasna jest pozycja armii, a biorąc pod uwagę niechlubną rolę sił zbrojnych w historii zamachów stanu w Ameryce Łacińskiej – chociażby w zeszłorocznym przewrocie w Hondurasie – jest to kluczowe zagadnienie. Po pierwsze regiment sił powietrznych wespół z policjantami zablokował lotnisko w Quito. Po drugie, choć najwyżsi rangą wojskowi zapewniają o swej lojalności wobec prezydenta przez wiele godzin nie przekłada się to na żadne działania. Pamiętać należy, że siły zbrojne podobnie jak policja w myśl proponowanej przez Correę ustawy pozbawione miały być znacznych przywilejów. Ostatecznie armia staje po stronie prezydenta i przystępuje do akcji.

Prezydent odbity

Po 12 godzinach prezydent zostaje odbity. Wyraz „odbity” doskonale oddaje sytuację: oddział wojska wkracza do szpitala skąd wyprowadza prezydenta. Dochodzi do wymiany ognia między policjantami, a żołnierzami, w której padają ranni. Scena rodem z dramatu politycznego – tyle że zdarzyła się naprawdę.

Zamach czy nie zamach?

Gdy widzimy taki obrazek, naturalnym skojarzeniem jest tak dobrze znany z Ameryki Łacińskiej zamach stanu. I słusznie. Z drugiej strony, nietrudno zauważyć, że sytuacja rozwijała się bardzo dynamicznie i chaotycznie. Mimo że minęły już dwa tygodnie od opisywanych wydarzeń, ciągle nie znamy kulis wydarzeń. Nie wiemy jakie były zamiary zbuntowanych policjantów przetrzymujących prezydenta, ani czy stały za tym jakiekolwiek siły polityczne. Przeciwnie, w świetle tego, co wiemy obecnie początkowo był to tylko ogólnokrajowy protest, który z powodu splotu różnych wydarzeń z czasem się zaognił. Jakich? Przede wszystkim antagonistycznej postawy obydwóch stron: zdenerwowanych i agresywnych policjantów z jednej strony, a również agresywnego prezydenta z drugiej (o czym dalej).

W każdym razie wydaje się, że o ile na początku nie była to zaplanowana wcześniej próba obalenia urzędującego prezydenta, o tyle później, gdy kryzys się zaostrzył pewne kręgi wśród zbuntowanych policjantów do tego dążyły. Nagrania ze szpitala wyraźnie pokazują, że niektórzy z protestujących otwarcie nawoływali do likwidacji prezydenta – na szczęście przeważyły bardziej rozsądne głosy. Mimo to jestem używać sformułowania „zamach stanu”. Dlaczego? Dla przestrogi.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".