Emerycie! Szara strefa, albo szara rzeczywistość!
system emerytalny36 · nowelizacje ustaw44 · rynek pracy13 · wcześniejsze emerytury1
2010-12-29
Autor: Witold Jarzyński
Prezydent podpisał ustawę, która wprowadza obowiązek wyboru między pracą a wcześniejszą emeryturą. Podpisał i już zmienił zdanie. Teraz enigmatycznie zapowiada kolejną inicjatywę ustawodawczą, która ma naprawić dopiero co podpisaną nowelizację. Tymczasem ustawa została podpisana i póki co wszystko wygląda na to, że wejdzie w życie przynosząc skutki, które nawet i bez zmiany zdania przez pana Prezydenta są bardzo trudne do przewidzenia.
Nie wie ustawodawca co robi legislator
W 2008 roku, obowiązek rezygnacji z pracy w przypadku emerytów został zniesiony. Powodem była chęć aktywizacji zawodowej emerytów i mający ją wprowadzać w życie, rządowy program „Solidarność pokoleń - Działania dla zwiększenia aktywności zawodowej osób w wieku 50+”, w którym możemy przeczytać między innymi, iż Polska w porównaniu do innych krajów UE w najniższym stopniu wykorzystuje potencjał osób po 50-tym roku życia na rynku pracy (29,7% w 2007 roku).
Jest to faktycznie duży problem natury gospodarczej. Liczne badania ekonomiczne pokazały, że im dłużej ktoś pracuje tym więcej płaci podatków, więcej produkuje i krócej pobiera świadczenia z budżetu. Jednocześnie zauważono, że kraje, które mają najwyższą aktywność osób po 50 roku życia mają najniższe bezrobocie. Podobne stanowisko w 2008 roku zajmował rząd. W programie "Solidarność pokoleń" możemy przeczytać, że „ wcześniejsza dezaktywizacja prowadzi do utraty istotnych zasobów kapitału ludzkiego, które zgromadzili, oznacza także konieczność ukierunkowania środków publicznych na ich wsparcie dochodowe”.
Co takie stało się na przełomie 2010 i 2011 roku, że rząd zmienił zdanie? W uzasadnieniu do podpisanej przez prezydenta nowelizacji możemy zobaczyć już całkowicie innego ustawodawcę. Czytamy najpierw, że ten sam cel, który przyświecał zniesieniu zakazu pobierania emerytury i jednoczesnego zatrudnienia, obecnie przyświeca rozwiązaniu, które go zmienia- „Projekt przewiduje zmianę w ustawie (...) polegającą na wprowadzeniu rozwiązania, którego celem jest zachęcenie osób spełniających warunki do uzyskania emerytury do opóźnienia decyzji o przejściu na emeryturę i kontynuowanie zatrudnienia w macierzystym zakładzie pracy”. Tak więc, jeśli wierzyć ustawodawcy, to nadal celem jest aktywizacja osób po 50 roku życia.
O ile osiąganie tego samego celu całkowicie innymi środkami przez tego samego ustawodawcę może wydawać się dość alternatywnym podejściem do legislacji, to już nowomowa używana w dalszej części uzasadnienia wymyka się standardom języka prawniczego - „Istotnie, w warunkach kryzysu gospodarczego, gwałtownie spada liczba miejsc pracy, co wymaga podjęcia działań zmierzających do odzyskania miejsc pracy, które obecnie zajmowane są przez emerytów (sic!)”.
Co z tego wyjdzie?
W pewnym stopniu rozumiem ratio legis rządowej ustawy. Celem jest zmniejszenie bodźców do sięgania ręką po emerytury z budżetu państwa i dłuższe pozostawanie na rynku pracy. Jest to tym bardziej uzasadnione, że dotyczy osób, którym przysługuje wcześniejsza emerytura (a nie jak niektórzy publicyści pisali - wszystkich emerytów). Tyle plany, a rzeczywistość?
W teorii zmniejszanie bodźców do pobierania świadczeń socjalnych powinno skutkować większą aktywnością zawodową (dobrym przykładem są okresowe zasiłki dla bezrobotnych). W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z osobami, którym się nie chce pracować, albo które - zgodnie z teorią tegorocznych noblistów w dziedzinie ekonomii - są niedopasowane do rynku pracy, a z takimi, które były już na rynku pracy od 20-25 lat. Dodajmy do tego, że nowe prawo oddziałuje na nich w momencie, kiedy już podjęli decyzję o pracy i o pobieraniu emerytury. To oczywiste, że działają na nie trochę inne bodźce niż na osoby młode - mają przede wszystkim większe poczucie, że im świadczenie z budżetu państwa się należy, bo na emeryturę pracowali przez całe swoje życie. W związku z tym oni będą chętniej zatrudniać się w szarej strefie, gdyż tylko tam będą mogli dostawać "to co się im należy" (emerytura) i jednocześnie utrzymać dotychczasowy standard życia.
Jednak załóżmy naiwnie, że za 2 lata te przepisy znowu się nie zmienią. Jak taka regulacja wpłynie na osoby, które teraz pracują i dopiero zaczną pobierać emerytury? Tutaj efekt może być już lepszy, bo takie osoby nie będą miały tak silnego poczucia, że muszą rezygnować z emerytury, bo przecież nigdy jej nie pobierały. Nie zmienia to jednak faktu, że chociaż mniejsze, to będą na nie działać również liczne bodźce do przechodzenia do szarej strefy.
Obawiam się więc, że rząd doprowadzi do tego, że cel zwiększenia wpływów budżetowych i aktywizacji zawodowej osób po 50 roku życie nie zostanie osiągnięty. Szczególnie jeśli chodzi o ten pierwszy cel, to efekt może być wręcz przeciwny. Pracownicy będą mieli teraz więcej bodźców do pobierania emerytury z budżetu i jednoczesnej pracy na czarno, która do tego budżetu nie przynosi żadnych wpływów z podatków. Według różnych wyliczeń (krajowych i zagranicznych) szara strefa wynosi u nas od 15 do 26% PKB (200-360 mld zł) a więc przede wszystkim nie należy tworzyć prawa, które pogorszyło by ten stan.
Kolejny bubel prawny
W porównaniu do poprzedniego medialnego bubla, który był jeszcze nowelizowany zanim wszedł w życie (ustawa wprowadzająca obowiązek posiadania „strażaka” w każdej firmie), ta ustawa nie jest tak istotna z punktu widzenia wielu Polaków. Według Ministerstwa Pracy zmiany dotyczą 50-60 tys. emerytów, którzy jednocześnie pracują na etacie. Osoby przechodzące w normalnym wieku (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn) na emeryturę nie są objęte tą regulacją. Jej skutki ocenimy za kilka lat, kiedy urzędnicy policzą czy udało się zaktywizować emerytów, czy po prostu zepchnięto ich do szarej strefy lub - jeszcze gorzej - do szarej rzeczywistości, gdzie na kanapie w mieszkaniu nie pozostaje im nic innego jak oglądanie seriali w Telewizji Publicznej.
W 2008 roku, obowiązek rezygnacji z pracy w przypadku emerytów został zniesiony. Powodem była chęć aktywizacji zawodowej emerytów i mający ją wprowadzać w życie, rządowy program „Solidarność pokoleń - Działania dla zwiększenia aktywności zawodowej osób w wieku 50+”, w którym możemy przeczytać między innymi, iż Polska w porównaniu do innych krajów UE w najniższym stopniu wykorzystuje potencjał osób po 50-tym roku życia na rynku pracy (29,7% w 2007 roku).
Jest to faktycznie duży problem natury gospodarczej. Liczne badania ekonomiczne pokazały, że im dłużej ktoś pracuje tym więcej płaci podatków, więcej produkuje i krócej pobiera świadczenia z budżetu. Jednocześnie zauważono, że kraje, które mają najwyższą aktywność osób po 50 roku życia mają najniższe bezrobocie. Podobne stanowisko w 2008 roku zajmował rząd. W programie "Solidarność pokoleń" możemy przeczytać, że „ wcześniejsza dezaktywizacja prowadzi do utraty istotnych zasobów kapitału ludzkiego, które zgromadzili, oznacza także konieczność ukierunkowania środków publicznych na ich wsparcie dochodowe”.
Co takie stało się na przełomie 2010 i 2011 roku, że rząd zmienił zdanie? W uzasadnieniu do podpisanej przez prezydenta nowelizacji możemy zobaczyć już całkowicie innego ustawodawcę. Czytamy najpierw, że ten sam cel, który przyświecał zniesieniu zakazu pobierania emerytury i jednoczesnego zatrudnienia, obecnie przyświeca rozwiązaniu, które go zmienia- „Projekt przewiduje zmianę w ustawie (...) polegającą na wprowadzeniu rozwiązania, którego celem jest zachęcenie osób spełniających warunki do uzyskania emerytury do opóźnienia decyzji o przejściu na emeryturę i kontynuowanie zatrudnienia w macierzystym zakładzie pracy”. Tak więc, jeśli wierzyć ustawodawcy, to nadal celem jest aktywizacja osób po 50 roku życia.
O ile osiąganie tego samego celu całkowicie innymi środkami przez tego samego ustawodawcę może wydawać się dość alternatywnym podejściem do legislacji, to już nowomowa używana w dalszej części uzasadnienia wymyka się standardom języka prawniczego - „Istotnie, w warunkach kryzysu gospodarczego, gwałtownie spada liczba miejsc pracy, co wymaga podjęcia działań zmierzających do odzyskania miejsc pracy, które obecnie zajmowane są przez emerytów (sic!)”.
Co z tego wyjdzie?
W pewnym stopniu rozumiem ratio legis rządowej ustawy. Celem jest zmniejszenie bodźców do sięgania ręką po emerytury z budżetu państwa i dłuższe pozostawanie na rynku pracy. Jest to tym bardziej uzasadnione, że dotyczy osób, którym przysługuje wcześniejsza emerytura (a nie jak niektórzy publicyści pisali - wszystkich emerytów). Tyle plany, a rzeczywistość?
W teorii zmniejszanie bodźców do pobierania świadczeń socjalnych powinno skutkować większą aktywnością zawodową (dobrym przykładem są okresowe zasiłki dla bezrobotnych). W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z osobami, którym się nie chce pracować, albo które - zgodnie z teorią tegorocznych noblistów w dziedzinie ekonomii - są niedopasowane do rynku pracy, a z takimi, które były już na rynku pracy od 20-25 lat. Dodajmy do tego, że nowe prawo oddziałuje na nich w momencie, kiedy już podjęli decyzję o pracy i o pobieraniu emerytury. To oczywiste, że działają na nie trochę inne bodźce niż na osoby młode - mają przede wszystkim większe poczucie, że im świadczenie z budżetu państwa się należy, bo na emeryturę pracowali przez całe swoje życie. W związku z tym oni będą chętniej zatrudniać się w szarej strefie, gdyż tylko tam będą mogli dostawać "to co się im należy" (emerytura) i jednocześnie utrzymać dotychczasowy standard życia.
Jednak załóżmy naiwnie, że za 2 lata te przepisy znowu się nie zmienią. Jak taka regulacja wpłynie na osoby, które teraz pracują i dopiero zaczną pobierać emerytury? Tutaj efekt może być już lepszy, bo takie osoby nie będą miały tak silnego poczucia, że muszą rezygnować z emerytury, bo przecież nigdy jej nie pobierały. Nie zmienia to jednak faktu, że chociaż mniejsze, to będą na nie działać również liczne bodźce do przechodzenia do szarej strefy.
Obawiam się więc, że rząd doprowadzi do tego, że cel zwiększenia wpływów budżetowych i aktywizacji zawodowej osób po 50 roku życie nie zostanie osiągnięty. Szczególnie jeśli chodzi o ten pierwszy cel, to efekt może być wręcz przeciwny. Pracownicy będą mieli teraz więcej bodźców do pobierania emerytury z budżetu i jednoczesnej pracy na czarno, która do tego budżetu nie przynosi żadnych wpływów z podatków. Według różnych wyliczeń (krajowych i zagranicznych) szara strefa wynosi u nas od 15 do 26% PKB (200-360 mld zł) a więc przede wszystkim nie należy tworzyć prawa, które pogorszyło by ten stan.
Kolejny bubel prawny
W porównaniu do poprzedniego medialnego bubla, który był jeszcze nowelizowany zanim wszedł w życie (ustawa wprowadzająca obowiązek posiadania „strażaka” w każdej firmie), ta ustawa nie jest tak istotna z punktu widzenia wielu Polaków. Według Ministerstwa Pracy zmiany dotyczą 50-60 tys. emerytów, którzy jednocześnie pracują na etacie. Osoby przechodzące w normalnym wieku (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn) na emeryturę nie są objęte tą regulacją. Jej skutki ocenimy za kilka lat, kiedy urzędnicy policzą czy udało się zaktywizować emerytów, czy po prostu zepchnięto ich do szarej strefy lub - jeszcze gorzej - do szarej rzeczywistości, gdzie na kanapie w mieszkaniu nie pozostaje im nic innego jak oglądanie seriali w Telewizji Publicznej.
Komentarzy: 1BOGDAN DZIUMA
7 stycznia 2011 (09:41)
Łanciuszek geszefciarzy
Dyskryminacyjne prawo pracy= związki zawodowe są narzędziem liberałów tzn. mają w d..ie roboli i służą u koryta --- .... A POZNACIE ICH PO CZYNACH . Pracodawcy więc tzw. rynek pracy :całkowicie kreatywny , oparty na szwindlach i szarej strefie ,wpity w mechanizmy unijne (rozpoznane na cudach Irlandii , Grecji , .... Niemiec . ) Mechanizm, 100% kasy podzielone na 40% obsługa , 60% kapitał twórczy ma się tak jak obrót jajka do ekonomi ! . Unia europejska jako kosmopolityczny twór administracyjny ma się tak do wspólnoty , jak piractwo do handlu . Skończy się to nawrotem do treści narodowych , i pytań prostych : Ktoś ty i dla kogo robisz ! I tu skończy się europejski geszeft. Bolszewizm ,komunizm ,unizm ,
Dyskryminacyjne prawo pracy= związki zawodowe są narzędziem liberałów tzn. mają w d..ie roboli i służą u koryta --- .... A POZNACIE ICH PO CZYNACH . Pracodawcy więc tzw. rynek pracy :całkowicie kreatywny , oparty na szwindlach i szarej strefie ,wpity w mechanizmy unijne (rozpoznane na cudach Irlandii , Grecji , .... Niemiec . ) Mechanizm, 100% kasy podzielone na 40% obsługa , 60% kapitał twórczy ma się tak jak obrót jajka do ekonomi ! . Unia europejska jako kosmopolityczny twór administracyjny ma się tak do wspólnoty , jak piractwo do handlu . Skończy się to nawrotem do treści narodowych , i pytań prostych : Ktoś ty i dla kogo robisz ! I tu skończy się europejski geszeft. Bolszewizm ,komunizm ,unizm ,
Najnowsze publikacje
Geonavigator
Raporty
Rachunek od państwa za 2011 rok
Coroczne rozliczenie PIT to dobry moment, by zastanowić się ile kosztuje nas polskie państwo.
Coroczne rozliczenie PIT to dobry moment, by zastanowić się ile kosztuje nas polskie państwo.


Start


