Energia ze słońca Sahary – wielki skok w przyszłość czy miraż?
    Sahara13 · energia słoneczna14 · Desertec4
2009-07-15
W poniedziałek 13 lipca grupa wielkich niemieckich spółek prywatnych oraz przedsiębiorstw marokańskich ogłosiła porozumienie z rządem federalnym w sprawie wsparcia nadzwyczaj śmiałego projektu budowy sieci cieplnych elektrowni słonecznych na największej pustyni świata. Projekt, wymagający według wstępnych wyliczeń wyłożenia 490 mld euro w ciągu 40 lat, ma w wyniku doprowadzić do pokrycia z tego źródła 15 do 20 % zapotrzebowania naszej części kontynentu w energię dla przemysłu i gospodarstw domowych. Zdania wśród samych Niemców są mocno podzielone. Jedni widzą w tym cudowne wyjście z kłopotów i wielki projekt dla całego świata, drudzy fatamorganę, która grozi wyprowadzeniem Europy na manowce i wsiąknięciem jej dobrobytu w piaski Sahary.

źródło:desertec.org

Uczestnicy konsorcjum kapitałowego Desertec Industrial Initiative (dalej: DII), które w październiku ma zostać powołane do działania, a za trzy lata przedstawić szczegółowe dane dotyczące kosztów i sposobu przeprowadzenia tego projektu, odwołują się również do niemieckiego nacjonalizmu ekonomicznego. W ich wypowiedziach pojawiły się porównania do amerykańskiego programu księżycowego. Można z tego wyczytać sugestię, że oto znalazł się sposób na to, aby Niemcy wreszcie znaleźli się na szczycie świata, a co najmniej wrócili do jego ścisłej czołówki technicznej, miejsca w której sami się pozbawili ćwierć wieku temu wskutek przerwania programu rozbudowy energetyki atomowej i innych, poważnych błędów. Zaczynam jak zwykle od faktów, a mianowicie od przedstawienia, na czym miałoby się opierać i w jaki sposób zostać wykonane połączenie zachodnioeuropejskiej techniki i kapitału z gorącym słońcem Afryki.

Kto

Człowiek, który stał się głównym rzecznikiem tego projektu to szef wydziału Geo Risks (ubezpieczeń od szkód spowodowanych przez czynniki związane z pogodą) największego niemieckiego koncernu ubezpieczeniowego Münchner Rück – dyplomowany meteorolog i fizyk Peter Höppe. Jak twierdzi, dokumentacja zgromadzona przez jego firmę od roku 1950 w Niemczech i wielu innych krajach świata jednoznacznie wykazuje zwiększanie się ilości i siły katastrof naturalnych związanych ze zjawiskami pogodowymi. To prowadzi do wniosku, że gwałtowna zmiana klimatu rzeczywiście ma miejsce i nie ma innego wyboru, jak tylko starać się powstrzymać jej pogłębienie. Jednak z tego, co opublikowano (opieram się cały czas na źródłach niemieckich) wynika, że sprężyną tego projektu jest Klub Rzymski. Przytoczę fragment wywiadu z Höppem:

Pytanie: „Ten i ów może się poczuć nieprzyjemnie zdziwiony. Klub Rzymski stał się przecież sławny na całym świecie dzięki książce Granice wzrostu, w której aż się roi od fałszywych prognoz.”

Odpowiedź: „Formułowanie prognoz jest zajęciem trudnym i ryzykownym (Prognosen sind ein schweres Geschäft). Mimo to pracują tam poważni naukowcy i to oni rozwinęli tę wizję. Przyszli z tym do nas, ponieważ daliśmy się poznać jako fachowcy zajmujący się praktycznym wymiarem zmian klimatu, zaś jako ubezpieczyciele elektrowni wiatrowych i innych mamy wysokiej klasy zespół ekspertów do spraw odnawialnych źródeł energii.”

Oczywiście partnerów, którzy w październiku mają formalnie założyć spółkę, jest więcej, a mianowicie:
- Deutsche Bank (jeden z najważniejszych niemieckich banków prywatnych)
- HSH Nordbank
- RWE (jeden z trzech głównych niemieckich koncernów energetycznych)
- Eon (j. w.)
- Siemens
- ABB (czyli Asea Braun Boveri; wielki szwajcarsko-szwedzki koncern mechaniczno-zbrojeniowy)
- Schott Solar (firma posiadająca pionierskie doświadczenia w budowie elektrowni słonecznych opartych na konwersji termicznej; patrz niżej)
- Abengoa Solar
- MAN Solar Millennium
- Cevital
- M+W Zander

Z kim

Z państwami północnoafrykańskimi. Bez ich rządów i kapitału prywatnego nic nie da się zrobić. Jak przytomnie zauważył główny rzecznik tego projektu: „To się da zrobić wyłącznie na podstawie równoprawnych układów (es geht natürlich nur partnerschaftlich). Wyobrażam sobie, że te elektrownie powinny najpierw zaspokoić głód energii krajów, w których zostały wybudowane. Dopiero potem będzie można zacząć wysyłać nadwyżki do Europy. Koncepcja Deserttecu ma szansę tylko wtedy, jeśli wszyscy na niej zyskają. Jesteśmy zdania, że to możliwe.”

Jak na razie swoje bezwarunkowe poparcie dla tego projektu wyraził prywatny kapitał i rząd Maroka. Owo (jak brzmi jego urzędowa nazwa) Królestwo Zachodu to bodaj najciekawszy dla Europejczyków kraj arabski. Gorliwe wyznawanie przez większość prawdziwego islamu (czyli zgodnej z duchem Koranu religii ludzi pokornych) nie przeszkadza panowaniu prawdziwej tolerancji religijnej. Jest to bodaj jedyny kraj muzułmański, w którym państwo przyznaje wyznawcom Proroka prawo do przejścia na inną wiarę. Innymi czynnikami wybitnie sprzyjającymi inwestycjom i turystyce jest powszechna tam (i doskonała) znajomość francuskiego oraz (mniej, ale jednak) angielskiego. W warunkach niezwykłe rzadko spotykanej w krajach Trzeciego Świata pełnej stabilizacji politycznej (monarchia konstytucyjna z silną władzą wykonawczą sprawowaną przez króla i mianowany przezeń rząd, istniejąca bez przerwy od uzyskania niepodległości; król jest niezwykle popularny) i gospodarczej (stały wzrost dobrobytu szerokich warstw ludności, oparty na rozwoju przemysłu, rolnictwa i turystyki) współpraca z zachodnim kapitałem układa się pomyślnie. Rząd umiejętnie łączy wolny rynek (niskie podatki, zwłaszcza od dochodów osobistych) z centralnym planowaniem rozwoju gospodarczego (inwestycji). W wyniku wojny z Arabami algierskimi, która stała się dość sławna w latach siedemdziesiątych, do Maroka przyłączono na stałe dawną Saharę Hiszpańską – ogromny, niemal zupełnie bezwodny obszar pustynny przylegający do Atlantyku.

Nie ulega wątpliwości, że Maroko jest pod każdym względem idealnym terenem do wypróbowania założeń projektu DII w praktyce. Również pod względem położenia geograficznego, ponieważ graniczy bezpośrednio z hiszpańskimi terytoriami zamorskimi Ceuta i Melilla. Także jako baza wyjściowa dla ciężkiego sprzętu i kwatera główna, służąca m. in. do aklimatyzowania tej części pracowników, którą trzeba będzie sprowadzić z Europy. Zainteresowanie sprawą wyraziły już czynniki oficjalne również w Algierii i Tunezji, a Libijczycy dali podobno do zrozumienia, że bynajmniej nie są przeciwni takim instalacjom na swoim terenie. Zresztą, jak zapewnia pan Höppe, do zaopatrzenia w prąd ze słońca Sahary Niemiec i całej UE wystarczyłyby odpowiednio obszary znajdujące się w kwadratach zakreślonych ramionami o długości 50 i 150 km, co jak na odległości saharyjskie jest błahostką.

Jak

Podstawową jednostką organizacyjną mają być elektrownie słoneczne, uzupełnione (w miejscach nawiedzanych stale przez silne wiatry) polami wiatrakowymi. Te elektrownie mają być oparte głównie na konwersji fototermicznej; energia elektryczna będzie w nich wytwarzana dzięki nagrzewaniu przez słońce (skupione w kilku punktach przez system luster) rur lub wielkiego kotła wypełnionego czynnikiem roboczym, którym jest płynna sól albo specjalny olej. Zamieniając się w parę, czynnik roboczy zostaje skierowany na turbiny wytwarzające prąd, czyli podobnie jak w zwykłej elektrowni opartej na spalaniu paliw kopalnych z tym, że tam używa się po prostu wody. Woda nie występuje obficie na Saharze, więc trzeba byłoby ją tam dowozić w dużych ilościach. Jej zamiennik będzie można skraplać i kierować na powrót do wykonania pracy. Inne rozwiązanie to praca w oparciu o wodę morską, której część będzie przy sposobności odsalana na potrzeby gospodarcze (w tym w celu uzyskania gorącej wody dla gospodarstw domowych).

Trzeba zaznaczyć, że opracowana (i wypróbowana!) już pod tym kątem przez niemieckie firmy technologia zapewnia pracę siłowni słonecznej takiego typu przez całą dobę. Wrzący czynnik roboczy jest gromadzony w ciągu dnia w dodatkowym zbiorniku, z którego podaje się parę na turbiny w ciemnej porze doby, aż do wschodu słońca. Elektryczność z Sahary będzie kierowana do Europy sieciami wysokiego napięcia prądu stałego, zapewniającymi znacznie mniejsze straty na liniach przesyłowych niż znane nam powszechnie sieci wysokiego napięcia prądu zmiennego. Siemens buduje już takie sieci w Chinach, przystąpi zatem do ich wykonania w Afryce uzbrojony w odpowiednie doświadczenie praktyczne. Budową samych urządzeń elektrowni ma zająć się Schott Solar AG z Moguncji – firma, która zbudowała już i zapewnia obsługę takich instalacji w Hiszpanii oraz Kalifornii i Arizonie. Jak zapewniają rzecznicy tej firmy, po odliczeniu wszelkiego rodzaju wsparcia ze strony państw, koszt budowy elektrowni słonecznej opartej na konwersji termicznej według stosowanej przez nią technologii jest porównywalny do nakładów na budowę elektrowni węglowej.

Kiedy

Pełne uruchomienie projektu, rozbudowywanego etapami, przewiduje się około roku 2050. Pierwsze dostawy energii elektrycznej z Maroka dla od dawna zaprzyjaźnionej z tym krajem Hiszpanii można sobie jednak w pełni wyobrazić w roku 2014. Okres między tymi datami zajęłaby budowa nowych instalacji w kilku następnych krajach Maghrebu oraz sieci przesyłowych pod dnem Morza Śródziemnego, poprzedzona starannym przygotowaniem politycznym (w tym środków bezpieczeństwa, aczkolwiek z Tuaregami, nastawionymi wrogo do arabskich terrorystów najprawdopodobniej będzie można się dogadać, a nawet uzyskać dodatkową ochronę z ich strony).

To uczciwy interes czy skok na kasę państwa?

Ku zaskoczeniu dziennikarzy za próbę olbrzymiego przekrętu uznał ten projekt ekspert SPD ds. energii słonecznej (i poseł do Bundestagu) Hermann Scheer. Przynajmniej jak dla mnie jest to wypowiedź przytomnego, umiarkowanego konserwatysty i zwolennika szerokiej autonomii krajów oraz podmiotów gospodarczych w stosunku do organizacji ponadnarodowych. Dziw bierze, że w taki sposób wypowiada się socjalista, ale przecież nie od dzisiaj wiadomo, że (zwłaszcza w Niemczech) socjalizm niejedno ma zabarwienie. W tym wypadku jednoznacznie antyglobalistyczne; globalizm ten polityk i działacz społeczny (niezmordowany propagator energii słonecznej od 1988) uznaje za główną przyczynę obecnego kryzysu światowego.

Otóż w swojej wypowiedzi dla niemieckiego radia międzynarodowego Scheer zaczyna od tego, że krytykuje wielkie projekty typu dawnych mamucich kombinatów komunistycznych jako przeżytek nie sprawdzającego się w życiu myślenia. Słońce w obfitości przez cały rok dodać względna bliskość Europy, to ładnie wygląda na papierze – podkpiwa. Tymczasem sprawy mają się inaczej – dowodzi. Ogromna długość linii przesyłowych, konieczność budowania po drodze wielu różnych stacji kontrolnych i obsługi technicznej, a ponadto stałego dowożenia na Saharę poważnej ilości wody, żywności i smarów czynią całe to przedsięwzięcie nadzwyczaj wrażliwym. Wystarczy, że gdzieś coś się popsuje, dojdzie do jakiegoś wypadku (albo napadu zbójców czy też aktu terroru) i masz ci los. Zabraknie wtedy obiecanego prądu dla Europy nie wiadomo na jak długo – ostrzega. Poza tym pierwsze rzeczywiście znaczące dostawy prądu tego systemu „to gdzieś w latach dwudziestych”, a do tego czasu koszty, koszty, koszty. Olbrzymie nakłady, których – przewiduje Scheer – wielkie koncerny nie mają najmniejszego zamiaru pokrywać z własnej kieszeni, ale wyciągać rękę do państwa, bo to przecież wspaniały projekt na korzyść i chwałę Niemiec oraz całej Europy.

Proponuje zatem nie wyrzucać ani centa w piaski Sahary i zamiast tego skupić się na rozwoju mniejszych, dostosowanych do potrzeb poszczególnych dzielnic, miasteczek, gmin, a nawet pojedynczych zakładów i gospodarstw instalacji wiatrowych i ogniw słonecznych. „Jeśli wydamy te 400 miliardów tu na miejscu, to będziemy mieli z tego o wiele, wiele więcej.” Prócz tego można wesprzeć rozwój odnawialnych źródeł energii w krajach północnoafrykańskich na ich własne potrzeby. Jeśli jednak wielki kapitał przeforsuje swój punkt widzenia, to w pewnym punkcie cała sprawa po prostu rozbije się o nieprzezwyciężone trudności, a rząd niemiecki zostanie z kolejną dziurą w dochodach państwa, plując sobie w brodę.

Miedwiediew nakazuje podjąć dywersję

Tymczasem w wyniku niedawnej wizyty prezydenta Miedwiediewa w Nigerii Gazprom podpisał właśnie umowę na budowę tzw. gazociągu panafrykańskiego, o docelowej mocy przesyłowej 30 mld m3 rocznie. Długość też imponująca – z południowej Nigerii do wybrzeża algierskiego (8 tysięcy kilometrów), a stamtąd (dodaje się półgębkiem) skok na Korsykę, a z Korsyki do Włoch i Francji, gdzie dalsi zainteresowani będą mogli się podłączyć wedle życzenia na koszt własny. Przedstawiciele Gazpromu podpisali tę umowę ku rozczarowaniu starających się o nią koncernów Elf Aquitaine (francuskiego) oraz British Shell. Nigeryjska prasa rozpisuje się o tym projekcie jako o „epokowym, wspaniałym i nadzwyczaj wspaniałomyślnym”.

To już kolejny projektowany rurociąg Gazpromu, którego trasa krzyżuje się z trasą planowanego przedsięwzięcia eurounijnego, stanowiąc dlań przy tym bezpośrednią konkurencję. Na dodatek wszystkie rosyjskie projekty energetyczne wyprzedzają te zachodnie. Np. odnośnie projektu będącego głównym przedmiotem tego artykułu wypada zauważyć, że Niemcy dopiero marzą o wielkim skoku po słońce Sahary, a Rosjanie w tym czasie już budują siłownie atomowe stanowiące część ich własnego, wielkiego projektu energetycznego, którego następną odsłoną będą reaktory powielające albo termojądrowe. Nie przeszkadza to wcale ludziom Zachodu zachować dobre samopoczucie. Na wieść o podpisaniu porozumienia w sprawie rurociągu panafrykańskiego pojawiły się głosy, że teraz to na pewno Gazprom skręci sobie kark na afrykańskich bezdrożach, ścigany przez krwiożercze bandy Al-Kaidy.

Karuzela projektów i kontrprojektów – o co tu właściwie chodzi?

Wystarczy śledzić w miarę uważnie doniesienia środków masowego przekazu, a choćby tylko portal mojeopinie, aby dojść do wniosku, że od dłuższego czasu występuje istny zalew inicjatyw pod zbiorczą nazwą nowy projekt energetyczny. Wszystkie one dają się zaś podciągnąć pod ogólne żądania; zmniejszyć zależność od paliw kopalnych; zmniejszyć zależność od Rosji (albo od muzułmanów). Nie wdając się w tym miejscu w rozważania na temat, czy wypchnięcie Rosji z Europy albo nawet tylko z polityki światowej jest pożądane i w ogóle możliwe, bo nie o tym jest ten artykuł, ograniczę się wyłącznie do zastanowienia się nad rolą tych wszystkich, wywołujących zawrót głowy wielkich planów na styku polityki i gospodarki świata zachodniego.

Jak już na tych łamach parokrotnie wspomniałem, z perspektywy dziejów XX, a nawet XIX wieku raczej nie da się stwierdzić, aby to było coś zupełnie nowego. Nawet tak ścisłe współdziałanie państwa z wielkim kapitałem prywatnym, że trudno jest stwierdzić, kto dla kogo w takim zaprzęgu jest ważniejszy i ma inicjatywę, to temat z długą, siwą brodą, bo ponad stuletni. Odgórne narzucanie podmiotom gospodarczym i zwykłym ludziom wyłącznie jednego, dwóch rozwiązań w dziedzinie rozwoju gospodarczego i piętnowanie pozostałych jako wybitnie niegodziwych to też nie nowina. Ślepcy ideologiczni postępują tak od ponad siedemdziesięciu lat. Wzniosę się jednak ponad zaślepionych oraz brodatych rutyną, albowiem w tym zjawisku tkwi coś więcej.

Otóż moim skromnym zdaniem mamy do czynienia z próbami odwołania się na jak największą skalę do nie tak znów nowych (techniczne możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii istnieją przecież od trzydziestu paru lat, a co się tyczy energii spadku wód, to o wiele dłużej) rozwiązań techniczno-ekonomicznych, po które sięga się coraz usilniej w nadziei na dwie rzeczy. 1) Zakończenie poważnej roli odgrywanej na świecie przez ludy muzułmańskie, opierającej się na obecnym decydującym znaczeniu ropy naftowej. 2) Podcięcie rozwoju gospodarczego Chin i Indii poprzez zrównoważenie taniości i obfitości ich siły roboczej jak najtańszą energią, za czym tym dwóm krajom najprawdopodobniej nie uda się nadążyć. W tym świetle zdecydowane porwanie się przez Rosję, Chiny i Indie (te trzy niezwykle różniące się od siebie nawzajem choćby tylko pod względem polityki wewnętrznej państwa stale jednak coś ze sobą łączy, a jest to ogólnie rzecz biorąc głęboko zakorzeniony lęk przed Zachodem) na przyspieszony rozwój energetyki atomowej to wyraźne zagranie pod kątem; a my się nie damy.

Do tego dochodzi rywalizacja między mocarstwami zachodnimi. Projekt niemiecki (energia słoneczna) kontra brytyjski (wiatrowa) kontra francuski (nowe elektrownie atomowe), a wreszcie kontra próba projektu polskiego (geotermia). Dochodzę do wniosku, że współczesna geopolityka jest niepojętą czarną magią dla większości moich rodaków. Gdyby było inaczej, to projekt geotermiczny nie uchodziłby niemal powszechnie za kolejny, wstrętny numer pewnego księdza z Torunia .

Korzystałem:
http://www.faz.net
Deutsche Welle German Service, magazyn radiowy Wirtschaft z 13 VII (nagranie mp3 dostępne na stronie: www.dw-world.de)


Komentarzy: 6

Alojzy
20 lipca 2009 (10:49)
wyjątkowy artykuł Panie Wasiluk
krytyczny, ale chyba prawdziwy..niepotrzebna co prawda wstawka o Rosji i Nigerii, ostatnie informacje raczej nie budują dobrego wizerunku Rosji (potworne opóźnienia, rząd Nigerii jest chyba bliski rozwiązania kontraktu). Ale mniejsza z tym. Nie wiem czy projekt się uda. Jeżeli tak, to cała północna strefa Afryki znajdzie się w strefie europejskich wpływów, wyrzucając z niej Chiny i USA. Tylko czy sie uda i czy nie zbyt wysokim kosztem? Wiadomo Unia potrafi szastać kasą, ale niezwykle rzadko wydaje ją dobrze.

od autora
21 lipca 2009 (06:33)
Dziękuję za uznanie, Panie Alojzy
No i znowu zgadzam się z wyrażonym przez Pana zdaniem (odnośnie UE). Ta sprawa moim zdaniem może znaleźć pomyślne rozwój i zakończenie (należy jednak wątpić, czy uda nam się doczekać tego drugiego na tym świecie) tylko w wypadku, jeśli Niemcy odzyskają coś z ducha czasów Adenauera. Ciągły rozwój biurokracji i wzrost ucisku podatkowego wywoła tylko takie postawy, jakie opisuje ów poseł z SPD. Taka jest nieunikniona, wewnętrzna logika rozwoju form ustrojowych państwa. Co do tematu Gazprom-Nigeria to nie znam sprawy aż tak dokładnie. Wysłuchałem tylko na ten temat ogólnikowej korespondencji z DW German Service i skojarzyłem obie sprawy. Chcąc wyrazić jakiś autorytatywny pogląd, musiałbym powertować prasę nigeryjską i rosyjską, może jeszcze brytyjską na ten temat. Krajowym środkom przekazu w sprawach rosyjskich raczej nie wierzę. Tam wszystko pokazuje się pod z góry przyjęte założenia, jak za PRL-u, tylko z odwrotnym wektorem geopolitycznym.

Jamnik
30 lipca 2009 (23:00)
Bardzo ciekawy tekst
O tej sprawie, którą Pan Wasiluk opisał, to chyba nigdzie nie można przeczytać nic w polskojęzycznych mediach. Wypada pogratulować Autorowi. Tekst oceniam na 6, głównie za oryginalność tematu, ale też za dobre zarysowanie tła sprawy.

Zbyszek
27 września 2009 (16:29)
Gratuluję, artykuł bardzo rzeczowy i pozbawiony propagandowej jednostronności, tak u nas ostatnio powszechnej.
Co do argumentu pana posła Hermanna Scheera o tym, że olbrzymie kombinaty w praktyce się nie sprawdzają można przytoczyć przykład kanadyjskiej odkrywkowej kopalni ropy naftowej (wydobywanej i przetwarzanej bezpośrednio z zawierającej ją ziemi). Nakładem miliardów dolarów zbudowano tam dwa olbrzymie kombajny, każdy wielkości sporej fabryki, które miały wykonywać całą pracę od wydobycia ziemi do jej przetworzenia. Sprzęt się nie sprawdził w klimacie północnej Kanady, ciągłe awarie doprowadziły firmę wydobywczą niemal do bankructwa. Zdecydowano się machnąć ręką na miliardy dolarów wpompowane w te kombajny i powrócono do mniejszych koparek, ciężarówek i taśmy transportującej wydobytą ziemię. Biznes ocalał a giganty rdzewieją sobie spokojnie bo koszt transportu w inne miejsce wielokrotnie przekroczyłby ich wartość. Świetnie opisał Pan specjalizacje różnych krajów w różnych technologiach energetycznych. Co do polskiej geotermii, to niestety, jest ona bardzo skromna nawet w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Technologią, która moim zdaniem ma największą przyszłość jest pozyskiwanie energii nie z gorących źródeł wodnych (geotermalnych) a ze znacznie cieplejszych suchych skał (źródła geotermiczne). Wymaga to znacznie głębszych odwiertów, ale w zamian daje temperatury wystarczające do zasilania elektrowni parowych. Takie technologie, zwane HDR (Hot Dry Rock) rozwijają obecnie Australijczycy, ale także Amerykanie, Niemcy, Japończycy a nawet Szwajcarzy. Potencjalne ilości energii są tu nieograniczone, ale koszty wykonania odwiertu wciąż bardzo wysokie. Z drugiej strony Rosjanie, Brytyjczycy czy Brazylijczycy do swojej ropy i gazu też dowiercają się już na głębokościach bliskich 8-10 km. Do naszej świadomości powoli dociera, że żyjemy tu sobie jak na cieniutkim kożuchu mleka, pod którym nasza planeta nadal jest płynną masą roztopionej skały. Nie potrzeba wiercić aż do tych roztopionych skał. Wystarczy 300-400 stopni (skały topią się przy 700) aby dobrać się do tej energii. Zabudowanie całej Sahary kolektorami słonecznymi wyglądałoby przy tym jak zabawa zapałkami przy piecu hutniczym. Oczywiście tu też najważniejsze są technologie. Ale ich dopracowanie pozwoli uruchamiać elektrownie geotermiczne w dowolnym niemal miejscu na planecie bez ryzyka wyczerpania źródła energii przez setki tysięcy lat. I taką energię będzie można nazwać czystą energią elektryczną.

od autora
23 listopada 2009 (21:47)
Ogromnie dziękuję przedmówcy
Okazuje się, że jednak są czytelnicy długich artykułów, a z niektórych stron z góry wykluczano taką możliwość. nawte sam trochę uległem tej propagandzie i stąd zwłoka w daniu sygnału zwrotnego. Przy tym nawzajem, ja również podziwiam szeroką i gruntowną wiedzę Szanownego Pana. To właśnie mnie interesuje, po to piszę; aby ktoś przytomny zauważył i może docenił. Zresztą, interesuje mnie każdy dialog z użyciem rzeczowej argumentacji, tak wspierającej moje twierdzenia/przypuszczenia jak im przeciwnej. Uprzejmie pozdrawiam.

od autora
18 marca 2011 (09:01)
Zaczął się ruch w tym interesie
Jednak nie w tym kierunku. Powstała jeszcze jedna elektrownia słoneczna w Andaluzji, bardzo podobna do instalacji DESERTEC-u. Uruchomiono też ponownie doświadczalne instalacje tego typu w południowej Francji (w okolicach Tuluzy). Te ostatnie zostały zamknięte w '84, najpewniej ze względu na wyjątkowo niebezpieczny sposób wytwarzania energii; ogromne zwierciadło zbiera promień z kilkuset luster, po czym kieruje go na ogromny kocioł z wodą. Jeśli ten promień albo woda w tym kotle wymknie się pewnego dnia spod kontroli... No cóż, aby zebrać jak najwięcej energii ze słońca, zbudowano to na zboczu góry, poniżej której jest dolina pełna winnic, wiosek i miasteczek.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Tytanii Energii 2012 - Ogłoszenie wyników

24 kwietnia 2013 roku w Kopalni Soli Wieliczce odbyła się uroczysta Gala rozdania nagród konkursu „Tytanii Energii 2012”, który towarzyszył III edycji Forum Spalania Biomasy. Serwis...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".