Erupcja przemocy w Nigerii to afrykańska codzienność
    Nigeria3 · islamiści13 · ludobójstwo14 · Afryka114
2010-03-23
Afryka nie ma jednolitej kultury, jednak wiele krajów boryka się z podobnymi problemami, które częstokroć doprowadzają do przelewu krwi, czego ostatnio doświadcza najludniejsze państwo Afryki – Nigeria, gdzie znów doszło do brutalnych starć między wyznawcami islamu a chrześcijanami. Na początku marca w stanie Plateau – w okolicach miasta Jos – zginęło kilkaset osób, które zostały zaatakowane przez bandy uzbrojonych w maczety mężczyzn – muzułmanów, którzy od lat regularnie atakują nigeryjskich chrześcijan, na co ci nie pozostają dłużni.

Ostatnie wydarzenia wpisują się w ciąg rzezi, do jakich doszło w Nigerii w styczniu tego roku, w połowie 2009 roku, jak również w poprzednich latach.

Mieszkańcy wioski Dogo Nahawa twierdzą, iż muzułmańscy pasterze najechali na nich w nocy i maczetami zabijali ludzi, którzy odważyli się wyjść na ulice. W związku z tym, pełniący obowiązki prezydenta Nigerii – Goodluck Jonathan – nakazał postawić tamtejsze służby bezpieczeństwa w stan gotowości oraz ścigać bandytów odpowiedzialnych za masakrę. Kilkadziesiąt osób udało się zatrzymać. Były to już drugie starcia w tym środkowonigeryjskim stanie na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Skutkiem styczniowych walk było wysłanie do Plateau oddziałów policji i wojska oraz wprowadzenie godziny policyjnej, co nie przyniosło upragnionego spokoju, a obecna sytuacja wciąż pozostawia wiele do życzenia, o czym świadczą kolejne ofiary (z połowy marca).

Cel:Szariat w Nigerii - Oblicza nigeryjskiego dżihadu

Maczeta i setki zabitych to w Afryce nic nadzwyczajnego. Warto jednak zastanowić się, dlaczego dochodzi do takich rzezi, jak te nigeryjskie z ostatnich kilku miesięcy? Gdzie jest państwo, kiedy rozmaite bandy wymierzają sprawiedliwość? Dlaczego to robią? Przecież nie czynią tego dla przyjemności. Oto pytania, na które warto spróbować pokrótce odpowiedzieć. Mamy przecież do czynienia ze zjawiskami, które mają swoje przyczyny. O muzułmańsko-chrześcijańskich animozjach pisaliśmy już zarówno w kontekście nigeryjskim, jak i sudańskim, dlatego też przyjrzyjmy się bliżej ogólnym czynnikom przemocy w Afryce, gdyż nie jest to tylko cecha krajów, które leżą na linii rozdzielającej różne wspólnoty religijne. Tam gdzie nie walczą ze sobą chrześcijanie z wyznawcami Allaha, biją się zwaśnione grupy etniczne i plemiona. Nie chodzi więc o religię. Konflikty te nie wynikają z Marksowskiej nadbudowy, tylko z bazy, czyli uwarunkowań strukturalnych. Nadbudowa dostarcza jedynie uzasadnień – ideologii legitymizującej przemoc.

Czynniki ekonomiczno-ekologiczne

Można w kółko powtarzać, iż bieda to jedna z najważniejszych przyczyn konfliktów w Afryce i nie będzie w tym cienia przesady – zwłaszcza, że średni dla tego kontynentu wskaźnik PKB na mieszkańca jest najmniejszy na świecie i wynosi niespełna dziewięćset dolarów. Inną bolączką Afrykańczyków jest ograniczony dostęp do wody pitnej i ziemi uprawnej, co przekłada się na utrudnienie możliwości przeżycia i wydaje się być bardziej uciążliwe, niż brak pieniędzy. Na obszarach, gdzie ludność jest uboga, lecz mieszka na urodzajnej ziemi, możliwości przeżycia są większe niż na jałowej i suchej ziemi, a tej w Afryce jest pod dostatkiem. Nic więc dziwnego, że grupy żyjące w cięższych warunkach atakują te, które zamieszkują bardziej urodzajne tereny – jak ma to miejsce w Nigerii, gdzie napływowe muzułmańskie ludy atakują osiadłych chrześcijan na ich bardziej płodnej ziemi, czyniąc to nie w imię religii, lecz celem poprawy bytu. Gdy dodamy do tego fakt, iż Czarny Ląd obfituje w nierównomiernie rozłożone surowce, o które toczy się zaciekłe wojny (czego przykładem jest newralgiczny, bogaty w ropę naftową, region delty Nigru w Nigerii), gdyż dostęp do nich, to klucz do bogactwa, wyłania nam się obraz kontynentu, na którym walka o dostęp do rozmaitych zasobów jest nieunikniona.

Czynniki demograficzno-społeczne

Ograniczony i nierównomierny dostęp do zasobów jest tym bardziej uciążliwy, im większa ilość ludzi musi się tymi zasobami dzielić, a w Afryce przyrost demograficzny jest największy na świecie i wynosi dwadzieścia cztery promile rocznie. O ile w latach sześćdziesiątych XX wieku na Czarnym Lądzie żyło niespełna trzysta tysięcy ludzi, o tyle obecnie ich liczba sięga miliarda, z czego ogromna ilość to analfabeci, co przekłada się na jakość społeczeństwa i skutkuje brakiem społeczeństwa obywatelskiego. W samej tylko Nigerii mieszka ponad sto trzydzieści milionów. Dynamiczny przyrost ludności hamuje nieco krótka długość życia, wynosząca niecałe pięćdziesiąt lat. Dodatkowym hamulcem demograficznym – a zarazem tragedią zwykłych ludzi – są choroby, takie jak malaria czy AIDS. Wirusem HIV zarażonych jest około dwudziestu pięciu milionów osób. Afryka jest też najmłodszym kontynentem – dzieci do czternastego roku życia stanowią tam prawie połowę populacji.

Istnieje też pogląd mówiący, iż czynnikiem dodatkowo osłabiającym kontynent afrykański był handel niewolnikami, na których urządzano polowania, po czym przetransportowywano do Ameryki, gdzie służyli białemu człowiekowi. Miało to osłabić społeczny potencjał kontynentu, z czym ten boryka się do dzisiaj, a przykładem tego jest słabość elit politycznych. W ten sposób Afryka została wyludniona i zrujnowana, a w świadomości przeciętnego mieszkańca pozostało poczucie krzywdy, któremu towarzyszy przeświadczenie, że biały to ktoś lepszy, predestynowany do rządzenia innymi.

Czynniki polityczno-organizacyjne

W ten sposób dochodzimy do rybiej głowy, od której ta rzekomo się psuje. Faktycznie postkolonialna Afryka ma problem z przywództwem, co skutkuje polityczną niestabilnością i słabością instytucji państwa w ogóle. To dlatego przetrwało tu najwięcej tradycyjnych form organizacji społeczeństwa, takich jak plemiona. Przynależność plemienna, etniczna i religijna wciąż jest silniejsza od narodowej, która występuje szczątkowo, choć państwa mają mieć charakter narodowy. Nie ważne, że w Afryce nie ma narodów, a granice państw to pozostałość po kolonializmie, którego kres przypadł na lata sześćdziesiąte XX wieku. Skutkiem wyzwalania się Afrykańczyków spod obcej dominacji było przejmowanie władzy przez lokalne elity, które przejęły, a nawet zwyrodniły, kolonialne metody sprawowania władzy. Od tamtej pory gro afrykańskich krajów rządzonych jest przez kolejne junty, które zdobywają władzę za pomocą zamachów stanu. Rządy w pełni cywilne to wciąż rzadkość.

Również w Nigerii mamy do czynienia z władzą, nieradzącą sobie z problemami tego ogromnego kraju, który nazywany bywa beczką prochu lub wrzącym kotłem, a to ze względu na szereg konfliktów wewnętrznych, grożących rozpadem państwa. O słabości państwa niech świadczy fakt, iż od początku stycznia tego roku władzę sprawuje zastępca prezydenta, którym jest Umaru Yar'Adua. Powodem takiej sytuacji są zdrowotne problemy głowy państwa.

Powyższe grupy uwarunkowań afrykańskiej przemocy z pewnością nie obejmują wszystkich przyczyn rozlewu krwi. Pozwalają jednak spojrzeć na konflikty, takie jak ten między muzułmanami a chrześcijanami w Nigerii, przez pryzmat czynników strukturalnych, a nie Huntingtonowskiego paradygmatu cywilizacyjnego, którym do dziś skażone są zachodnie media. Nie chodzi bowiem o religię, która jedynie legitymizuje przemoc, a o słabość państwa, biedę, niekontrolowany przyrost demograficzny i towarzyszące mu plagi, jak również o niezwykle ograniczony dostęp do urodzajnej ziemi oraz zasobów naturalnych, w tym życiodajnej wody. Dopóki problemy tego typu nie zostaną rozwiązane, dopóty Afrykańczycy będą się nawzajem mordować i na nic się zdadzą interwencje humanitarne, godziny policyjne i aktywność sił mundurowych.

Więcej o: Afryce
Komentarzy: 1

wiejski_głupek
15 luty 2015 (08:04)
Przyczyny?
A może w styczniu tego roku chodziło nie o jakieś wydumane motywacje, tylko po prostu o lewicowe, szmatławe \"charlie hebdo\"?
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".