E-rząd w oparach e-absurdu
    ACTA9 · cyberataki11 · hacker7 · Tusk208
2012-01-28
Autor: Otto Katz
W nocy ze środy na czwartek polska ambasador w Tokio podpisała międzynarodową umowę ACTA. Nic nie pomogły protesty, nic nie pomogły wrzaski, nic nie pomogli (dobre sobie) hakerzy. Wirtualny chaos trwa jednak dalej i nic nie zwiastuje zmiany tego stanu rzeczy. A może być jeszcze gorzej, bo Internet wrze.

Choć prace nad umową ACTA trwają już kilka dobrych lat, na rodzimym podwórku o kontrowersyjnym dokumencie głośno zrobiło się tak naprawdę kilka dni temu. Furia wirtualnego świata przybyła do nas zza oceanu, gdzie giganci Internetu, z Google, Twitterem i Facebookiem na czele starają się nie dopuścić do wprowadzenia w życie ustawy SOPA. Kiedy okazało się, że kwestia inwigilacji sieci nie dotyczy tylko Amerykanów, zawrzało i u nas. Bunt przeciwko ACTA szybko przeniósł się z Internetu do rzeczywistości. Tysiące (w Krakowie ponoć prawie 15 tysięcy!) młodych ludzi wyszły na ulice dużych miast by protestować przeciwko umowie i dołączyć do kibiców piłkarskich, jako kolejna grupa bez żenady nazywająca premiera i prezydenta matołami. A czasem i znacznie gorzej.

Nazwanie tego [ataków DDoS] „hakowaniem” to jednak tak, jak określenie obrabowania staruszki napadem stulecia. Jak się jednak okazuje, rządowe witryny nie były do ataku przygotowane lepiej niż taka staruszka

Z chwytliwymi hasłami o wolności słowa zbulwersowani Internauci trochę pokrzyczeli, a w Kielcach w ruch poszły nawet cegły. Rząd jednak nie dał się przekonać, a że vox populi to vox dei wierzą chyba tylko niepoprawni optymiści. W kwestii ACTA jedyny vox miały organizacje, z którymi umowę konsultowano, całkiem zresztą sprytnie dobrane – reprezentujące w miażdżącej większości szeroko pojętych twórców własności intelektualnej. Dokument podpisano. Nie będziemy jednak wdawać się w proceduralne niuanse ani dłużej roztrząsać szczegółów i szczególików umowy. Na ten temat powiedziano już bardzo wiele, kolejny głos się bardzo nie przyda. Interesuje nas natomiast chaos, który ostatnio wybuchł w polskiej sieci. I nie chodzi tu bynajmniej o pajacującego w telewizji i na Facebooku Zbigniewa Hołdysa, który broniąc ACTA jak niepodległości myśli chyba, że jest dla internetowych piratów jakimś szczególnie łakomym kąskiem.

Zachowanie rządu w sprawie ACTA można oceniać różnie, nie ma natomiast co silić się na neutralność w kwestii tego, jak jaśnie nam panujący poradzili sobie z ciężką sytuacją w wirtualnej rzeczywistości. Bo tutaj nie ma czego bronić. Rząd i Rada Bezpieczeństwa Narodowego zostały ośmieszone i upokorzone za sprawą bandy cyberaktywistów. Zgroza. Kiedy zaczął się u nas szum wokół ACTA, do akcji wkroczyła grupa Anonymous. Rozpoczął się kilkudniowy szturm na rządowe strony. Padały witryny ministerstw, ABW, PSL-u, sejmu oraz kancelarii premiera. Pod adresem tej ostatniej mogliśmy przeczytać zostawioną przez cyfrowych włamywaczy informację o tym, że „Donald Tusk jest złym człowiekiem”, choć to akurat dzieło innej grupy. Tak czy inaczej, Anonimowi, jak sami zapewniają, w imię wolności słowa wytoczyli ciężkie działa. Stopień przygotowania serwerów naszych polityków do czegoś takiego był tak niski, że szkoda go w ogóle komentować. Spróbowano więc zrobić z tego aferę. A raczej Aferę, przez naprawdę wielkie „A”.

Z początku zdecydowano się na lekceważące podejście do problemu. Pod koniec zeszłego tygodnia Paweł Graś spokojnie oznajmił, że to nie żaden atak hakerów, ale zwykłe przeciążenie serwera, spowodowane gigantycznym zainteresowaniem zablokowanymi witrynami. Śmieszno i straszno. Z jednej strony trudno było się nie uśmiechnąć, widząc jak rzecznik prasowy rządu na oczach całego kraju zgrywa durnia i to ze znakomitym skutkiem. Z drugiej natomiast, cholera jasna, jeżeli Graś chce publicznie robić z siebie idiotę, droga wolna, poszło mu doskonale, mogą sobie podać ręce ze Zbigniewem Hołdysem. Ale funkcja jaką pełni powinna chyba zobowiązywać go do tego, by idiotów nie próbował robić ze społeczeństwa. Kiedy jasne stało się, że Graś się ośmieszył (a „popularność” rządowych witryn ciągle nie malała), postanowiono zagrać zupełnie inną kartą. I ze skrajnego lekceważenia wskoczono w przesadną powagę.

Sonda
  • Czy jesteś za podpisaniem porozumienia ACTA przez Polskę?
  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania, nie wiem o co w tym chodzi
[ zobacz nasze sondy ]

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Stanisław Koziej, przypomniał, że w odpowiedzi na poważne zewnętrzne cyberzagrożenie, w Polsce można wprowadzić stan wyjątkowy lub wojenny. Później co prawda musiał to trochę łagodzić, bo dziennikarze podłapali temat i okazało się, że jednak jesteśmy, cytując generała Kozieja, „lata świetlne od sytuacji, w której trzeba by sięgać po tak nadzwyczajne środki”. W międzyczasie oliwy do ognia dolał jeszcze sam premier. Donald Tusk oświadczył, że nie ugnie się pod szantażem. Och, cóż za odwaga, panie premierze! I cóż za wielkie słowa w obliczu przeciążenia kilku serwerów, spowodowanego nadzwyczajnym zainteresowaniem internautów.

Tymczasem tak naprawdę przez ostatnie kilka dni wcale nie oglądamy obrazków, które w sieci byłyby szczególnie szokujące. Owszem, ataki na rządowe strony na taką skalę to nie jest też codzienność, ale doszukiwanie się tutaj e-klęski i wojny z hakerami? Litości, jakimi hakerami? Do strony premiera, położonej przez zespół Polish Underground, faktycznie się włamano. Nie mogło to jednak być szczególnie trudne, jeśli prawdą są doniesienia o tym, że login i hasło do panelu administracyjnego brzmiały... „admin” i „admin1”.

To chyba najbardziej standardowa kombinacja na świecie, nie trzeba więc wielkiej informatycznej wiedzy, by na to wpaść, choć bezmyślność osoby, która tych ustawień nie zmieniła zasługuje chyba na wpis w Księdze Rekordów Guinnessa. Wstyd i poruta. Za większość ataków odpowiada jednak międzynarodowa grupa Anonymous. Nie można jej na pewno odmówić skuteczności. Zdolność kreowania wizerunku Anonimowi też opanowali do perfekcji – z hasła „We are Legion”, z maski Guya Fawkesa z V jak Vendetta, z libertarianizmu zrobili znaki rozpoznawcze, sami zaś stali się czymś w rodzaju symbolu swoistej kontrkultury wirtualnego świata.

Czym pachnie ACTA?

Od strony technicznej jednak ich dokonania brzmią znacznie mniej imponująco. Repertuar zagrań Anonimów to niewiele więcej niż tak zwane ataki DDoS. Różne złośliwe oprogramowanie ciągle krąży po sieci. Tego typu rzeczy można wykorzystywać, by zdalnie przejąć kontrolę nad czyimś komputerem. Anonimowi korzystają z takich wirusów, by generować ogromną liczbę połączeń z wybranym serwerem. „Zainfekowane” maszyny robią to bez wiedzy ich użytkowników. Ot i cała tajemnica „hakerów” w telegraficznym skrócie. Przeprowadzenie skutecznego ataku DDoS nie przekracza zdolności średnio rozgarniętego nastolatka, szczególnie że w Internecie jest mnóstwo instrukcji i darmowych narzędzi. Metoda ta jest jednak genialna w swojej prostocie, bo każdy serwer ma pewne ograniczenia i powyżej pewnej ilości połączeń po prostu zostaje przeładowany. W kwestii skuteczności nie ma więc wątpliwości.

Nazwanie tego „hakowaniem” to jednak tak, jak określenie obrabowania staruszki napadem stulecia. Jak się jednak okazuje, rządowe witryny nie były do ataku przygotowane lepiej niż taka staruszka. Na pocieszenie możemy dodać, że nie tylko nam jaśnie panujących tak ośmieszono. O sile Anonymous przekonali się też Czesi, zapowiadany jest także atak na włoskie witryny. No, jak już będziemy wprowadzać stan wojenny, to chociaż nie sami. Dobrze, że Europa umie się zjednoczyć w dobie kryzysu.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".