Europejska stolica kontrastów
    Rosja257 · Moskwa3 · relacje z podróży32 · Związek Radziecki22
2011-10-07
Usiedliśmy na wysokim krawężniku . Między nami stał maleńki Pimpuś – 5-centymetrowy gumowy miś-talizman, który wszędzie ze mną jeździ. / Teraz Pimpuś ma już 33 lata/. Postawił go tam Piotr mówiąc do niego, że jesteśmy na Placu Czerwonym.


Moskiewski Kreml, zdjęcia Jadwga Śmigiera


Podoba Ci się?- zapytałam mojego 13-latka. Nooooo.... odpowiedział bardzo wymownie. A najbardziej to co? No ten Kościół – wskazał na sobór Wasyla Błogosławionego ... i jeszcze Kreml.


A co to za kolejka tam stoi? – wskazał na tłum ludzi przed Mauzoleum.
To są ludzie którzy chcą odwiedzić Lenina, bo to jest Mauzoleum Lenina.
No tak, uczyłem się o nim na historii. Pójdziemy go zobaczyć?
Nooooo... – odpowiedziałam wymownie , zupełnie tak jak przed chwilą mój syn.

W Moskwie byłam razem z Piotrem w lipcu 1990 roku. U nas było już rok po, u nich było rok przed. Mam oczywiście na myśli zmianę ustroju. Przyjechaliśmy do tego miasta na zaproszenie Eliny, która była „ koleżanką koleżanki szwagra kierowniczki” z zupełnie innego miasta. Nieważne. Elina była córką Rosjanki i greckiego komunisty. Już wtedy miała dorosłego syna, który był bardzo uzdolniony i śpiewał w chórze Moskiewskiego Teatru Bolszoj.

Do Moskwy jechaliśmy piętrowym autobusem Sovpoldy. Była to firma, która pierwsza wprowadziła połączenia drogowe Warszawy z Moskwą via Terespol. Autokary Sovpoldy były zupełnie dobrej klasy. A przede wszystkim jechał z nami 2-gi kierowca, co na tak długiej trasie było bardzo potrzebne. A po drodze, bodajże w Smoleńsku dosiadł się 3-ci kierowca i wymienił tego 2-go. Pierwszy w tym czasie spał. Przedtem, po przyjeździe do Brześcia zostaliśmy odstawieni na bocznicę na kilka godzin, pomimo że były to już połączenia rejsowe, regularne. Jak kazała tradycja na wschodniej granicy – zostaliśmy poproszeni o opuszczenie autobusu. Weszli do niego panowie z psami i różnymi wykrywaczami niebezpiecznych materiałów i dokładnie autobus kilkakrotnie sprawdzali. Potem pozwolono nam wejść, zająć swoje miejsca i czekać. Po kilku godzinach czekania od strony budynku radzieckiej straży granicznej rozległ się głośny krzyk: ”Dawajtie kapitalista”!!!

Cerkiew Wasyla Błogosławionego Cerkiew Wasyla Błogosławionego

Mój 13-latek, który prawie całą podróż spędzał z walkmenem na uszach natychmiast go wyłączył i zapytał mnie przytomnie: „To kogoś z nas wołają?.” Ale okazało się, że w ten sposób zapraszają do osobistej kontroli jakiegoś Francuza, którego samochód stał w pobliżu naszego autobusu. Po dłuższym czasie kapitalista wyszedł z budynku mocno wzburzony. Wsiadając do samochodu powtarzał kilkakrotnie słowo „merde”. (co chyba jest odpowiednikiem angielskiego „shit”).

Gdy już nas puszczono na terytorium największego państwa na świecie byliśmy bardzo szczęśliwi. Po drodze zostaliśmy zaproszeni na obiad /był on zawarty w cenie biletu/. Jechaliśmy drogą , którą Napoleon szedł na Moskwę w 1812 roku (sama droga – jak mówili kierowcy chyba niewiele się od tego czasu zmieniła).

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Pierwsze wrażenie gdy wjechaliśmy do Moskwy było jednocześnie naszym pierwszym wielkim zdziwieniem. Dotyczyło szerokości ulic. Mamo, po co im takie szerokie ulice jak mają taki mały ruch i mało samochodów? - zapytał nastolatek.
Drugie wrażenie – strach i odraza. Po wyjściu z autokaru stanęliśmy pod parkanem niedaleko stacji metra. Zobaczyłam, że parkan się rusza i niesamowicie piszczy. Zajrzałam przez parkan na drugą stronę....... z drugiej strony walczyło ze sobą kilka olbrzymich szczurów. /był środek dnia i środek miasta/. Zabraliśmy szybko bagaże i poszliśmy na stację metra.

Następne wrażenie – obrzydzenie. Weszliśmy na klatkę schodową domu, w którym mieszkała Elina. To co zobaczyliśmy i poczuliśmy przyprawiło nas o odruch wymiotny. Klatka schodowa kilkunastopiętrowego domu, windy, korytarze były niewyobrażalnie brudne i śmierdzące. Czuć było zapchane i nie dezynfekowane zsypy i nigdy nie sprzątane korytarze.
Znaleźliśmy odpowiednie mieszkanie, zadzwoniliśmy.

Następnie wrażenie – szok i niedowierzanie. Weszliśmy do mieszkania – muzeum. Mieszkanie Eliny było pełne ikon, obrazów, gustownych mebli, książek. Zaraz przy kolacji zapytałam Elinę skąd ma tak piękne ikony. Wyglądały na stare i zniszczone. Odpowiedziała, że są to ikony z cerkwi Chrystusa Zbawiciela, która była votum dziękczynnym za uratowanie Rosji przed wojskami Napoleona. Ikony Elina odziedziczyła po swoim dziadku, który mieszkał kiedyś w pobliżu tej cerkwi. Gdy rozeszła się wieść, że cerkiew na rozkaz Stalina będzie burzona, robotnicy zaczęli wynosić i wyrzucać z niej mniejsze ikony i wszystko co się dało… .I dziadek Eliny kupił czy też zabrał spod cerkwi kilka ikon. Kilka dni później cerkiew została wysadzona w powietrze. Na jej miejscu planowano wybudować Pałac Rad, ale przeszkodziła temu II wojna światowa. Po wojnie wybudowano tam duży basen pływacki.

Odbudowany symbol - cerkiew Chrystusa Zbawiciela Odbudowany symbol - cerkiew Chrystusa Zbawiciela

Następnego dnia rano Elina udzieliła nam kilku niezbędnych wskazówek. Po pierwsze - żeby nic nie jeść i nie pić na mieście. Był straszny upał, a poziom różnych „restoranów” pozostawiał wiele do życzenia. Elina dawała nam każdego ranka wałówkę na całodzienne zwiedzanie miasta. I mówiła, że jak coś zjemy z” restorana” to na pewno się zatrujemy i potem będziemy leżeć w szpitalu na „jednym łóżku z chłopką z Kamczatki , jej mężem i kilkorgiem innych chorych” – bo takie podobno były realia w radzieckich szpitalach. Jej wizja naszego ewentualnego pobytu w szpitalu była tak sugestywna, że ani razu nie zjedliśmy nic na mieście.
Oprócz oczywiście lodów. Jedliśmy ich dużo i na okrągło. I nic nam po nich nie było.

Zaczęliśmy od zwiedzania metra. Nie można było inaczej, bo wszędzie nim jeździliśmy. Mój 13-latek był metrem zachwycony. Stwierdził tylko któregoś razu, że ludzie którzy nie znają rosyjskiego języka i alfabetu to są chyba strasznie biedni, no bo skąd mają wiedzieć jak się gdzieś dostać jeśli wszystkie napisy są cyrylicą. W każdym razie pełne malowideł i kandelabrów błyszczące stacje metra stanowiły niesamowity kontrast ze zwykłymi ulicami ówczesnej Moskwy.

Zaczęliśmy oczywiście od Kremla. I tutaj głównym, dominującym wrażeniem był zachwyt.
Podarowaliśmy sobie oczywiście Pałac Zjazdów i inne tego rodzaju budynki. Skoncentrowaliśmy się na Placu Soborowym i Skarbcu. Plac Soborowy z otaczającymi go soborami i 81-metrową Dzwonnicą Iwana Wielkiego, z której w ubiegłych wiekach obwieszczano ważne wydarzenia w rodzinie carskiej - i która wyznacza geograficzne centrum Moskwy – jest po prostu cudem architektury rosyjskiej. Znajdują się tu następujące sobory: Uspieński /w którym dokonywano koronacji carów/, Zwiastowania /był prywatną świątynią rodziny carskiej/, Archangielski /miejsce pochówku książąt moskiewskich i pierwszych carów/ , Cerkiew Rizpołożenja /prywatna świątynia metropolity i patriarchy/ i Cerkiew Dwunastu Apostołów.

Zwiedzaliśmy też Orużienną Pałatę . Przechowywane są w niej gromadzone przez wieki największe skarby Rosji: korony i karoce carskie, ozdoby, biżuteria, podarunki carskie, oręż, stroje koronacyjne carów. Porównanie tego niesamowitego bogactwa z biedą i zacofaniem chłopa pańszczyźnianego w Rosji carskiej było bardzo przykre. Przecież wtedy rosyjski chłop był prawie….. niewolnikiem. „Mamo, ja cały dzień nie będę nic pił i jadł. Bo może wytrzymam do powrotu do domu i nie będę musiał iść do toalety. Ja też tak chciałam, ale niestety nie dało rady. Przynajmniej raz dziennie trzeba było zaznać tego koszmaru. Koszmarnie brudne i cuchnące toalety były w mieście wszędzie – nawet przy Placu Soborowym na Kremlu, nawet we wspaniałym Muzeum im .A. Puszkina. Przejście z pięknego soboru ... do toalety porównywaliśmy z przeniesieniem z raju do piekła, z pięknego szlaku górskiego do podziemnych nor dzikich ludzi. Nie ma zresztą słów aby wyrazić ten kontrast.

Elina zawsze przestrzegała nas przed niekulturalnymi kierowcami. I miała rację. Wszyscy kierowcy, niezależnie od tego czy jeździli starymi rozklekotanymi moskwiczami, czy super „wypasionymi-brykami” zachowywali się po prostu po chamsku. Elina mówiła dosłownie: „Przejedzie taki kogoś na pasach, zabije a potem jeszcze wyjdzie z samochodu i nawymyśla i skopie i ucieknie”. Niewiele przesadzała, toteż musieliśmy bardzo uważać przechodząc na drugą stronę szerokich moskiewskich ulic. Kierowcy naprawdę nie zwracali uwagi na światła i pasy (nie mówiąc już o pieszych).

Któregoś dnia pojechaliśmy obejrzeć Panoramę bitwy pod Borodino.. Panorama ma następujące wymiary: wysokość 14m, obwód 115m, średnica 36 metrów. Przedstawia ona bitwę wojsk rosyjskich pod dowództwem Michaiła Kutuzowa z wojskami napoleońskimi. Kutuzow wycofał wojska z pola walki w wyniku czego Napoleon wszedł do Moskwy 14 września 1812 roku. Ale Napoleonowi nie udało się zniszczyć wojsk rosyjskich , co później przyczyniło się do jego klęski w Rosji. Ekspozycja robi niesamowite wrażenie. Bardzo spodobała się Piotrowi – a także, jak zauważyłam wielu młodym ludziom i młodzieży.

Mamo – dlaczego tu nie ma sklepów – zapytał mój 13-latek. Są – odpowiedziałam, tylko nie mają wystaw, bo są zasłonięte jakimiś ściankami, regałami. A dlaczego tu się tak dziwnie kupuje – pytał dalej. No bo najpierw trzeba zapłacić, dostaje się jakąś karteczkę a potem idzie po odbiór towaru ... i okazuje się że go nie ma i dają coś innego.

Zwiedzaliśmy także przepiękny Monastyr Nowodziewiczy. Został zbudowany w XVI w. dla uczczenia zdobycia Smoleńska. Składa się on z kilku cerkwi a także przyległego cmentarza. Spoczywa na tym cmentarzu wielu zasłużonych Rosjan, głównie ludzie sztuki i kultury a także politycy.

„A tu mi się bardzo podoba, tu jest jakiś taki nastrój” – powiedział mój syn. Staliśmy na środku Arbatu. Ale mój syn był jeszcze za mały aby wiedzieć, że jest w sercu Moskwy – bo tak jest nazywany Stary Arbat. Zabudowa Arbatu to architektura secesyjna i konstruktywistyczna. Arbat jest to właściwie deptak, który jest jedną z bardzo popularnych atrakcji turystycznych miasta. Kiedyś na Arbacie mieszkał Aleksander Puszkin. Znacznie póżniej słynny bard Bułat Okudżawa. Stojący na tej ulicy młodzi ludzie z gitarami śpiewali zresztą jego słynną „Piosenkę o Arbacie”. Ulica ta pojawia się często w literaturze rosyjskiej np. w „Dzieciach Arbatu” A. Rybakowa czy „Mistrzu i Małgorzacie ”M. Bułhakowa.

Zawsze jak wracaliśmy wieczorem zmęczeni zwiedzaniem i upałem, Elina podając pyszny obiad pytała /przymrużając oko/ „A Lenina widieli?”. Odpowiadałam niezmiennie „Jeszczio niet”. Ostatniego dnia powiedziała: Wy siewodnia kanieszno dołżny uwidiet Lenina. Patom wy jewo uże nikagda nie uwiditie. Jewo w mauzolieje uże nie budiet” !
/Jak wiadomo Lenin w Mauzoleum nadal jest/.


Zwiedziliśmy też znajdujący się na obrzeżach Moskwy piękny zespół drewnianej architektury starorosyjskiej – Kołomienskoje. Jest to historyczna rezydencja rosyjskich carów i książąt. Z okazji urodzin Iwana Grożnego została tam wzniesiona przepiękna cerkiew „Wozniesienja”. Cały zespół znajduje się na liście dziedzictwa światowego Unesco. (podobnie jak klasztor Nowodiewiczy, Kreml i Plac Czerwony).

Pojechaliśmy też do Zagorska , który należy do tzw. Złotego Pierścienia Rosji. Znajduje się on ok. 70 km. poza Moskwą. Zabytkowa Ławra Troicko-Siergijewska znajdująca się w tym mieście była twierdzą, którą na pocz. XVII w. bezskutecznie oblegała armia polsko-litewska. Zagorsk powrócił do pierwotnej nazwy Siergiejew Posad. Twórcą ikon w tej Ławrze jest najwybitniejszy pisarz ikon – mnich Andriej Rublow. Jak wiadomo ikony się pisze, a nie maluje. Przewodniczka oprowadzająca nas po Ławrze podkreśliła, że miejsce to zwiedzała kiedyś Margaret Thatcher i była nim zachwycona.

Założycielem Moskwy był kniaź Jurij Dołgorukiej. Było to w XII wieku.

Na Placu Czerwonym byliśmy z Piotrem codziennie. Za każdym razem podziwialiśmy Sobór Wasyla Błogosławionego, czyli słynną bajkową cerkiew. Zbudowana za czasów Iwana Groźnego miała upamiętniać zwycięstwo w wojnie z kazańskimi Tatarami i zajęcie Kazania. Legenda głosi, że po zakończeniu budowli Iwan Groźny kazał oślepić architektów by nigdy więcej nie stworzyli niczego tak pięknego.....

Plac Czerwony, Moskwa Plac Czerwony, Moskwa



„Zobacz mamo – jakie te dziewczyny są grubo umalowane i prawie całkiem gołe. U nas się tak nie malują. A dlaczego one z takimi starymi dziadami się zadają … czy nie mogą się umówić z jakimiś chłopakami w swoim wieku? Popatrz do jakich wypasionych bryk wsiadają….” – myślał na głos mój nastolatek gdy kiedyś przechodziliśmy koło takich „dziewczyn” przy jednym z hoteli.

W Moskwie byłam jeszcze potem 2 razy. Za rządów Jelcyna i za rządów Putina. Były to krótkie 2-3 dniowe wyjazdy służbowe, związane z udziałem mojej firmy w międzynarodowych targach. Prawie całe dni spędzałam na stoisku mojej firmy, nie mogłam więc po Moskwie dużo pochodzić. Byłam miastem z jednej strony zachwycona, z drugiej przerażona. W mieście powstawały eleganckie budowle, odbudowano Cerkiew Zbawiciela, pojawiło się mnóstwo najlepszych samochodów, wspaniałe sklepy i salony, założone zostały filie znanych zachodnioeuropejskich firm. Pogłębiły się natomiast kontrasty. A więc olbrzymie bogactwo i niesamowita nędza. Elegancko ubrani ludzie we wspaniałych samochodach i drogich restauracjach i... mnóstwo żebraków i bezdomnych. Nigdy nie zapomnę takiego widoku: Był marzec, topniały śniegi. W drodze na lotnisko zastanowiły mnie służby porządkowe wzdłuż ulic, odkopujące coś ze śniegu. Kolega, który w Moskwie pracował powiedział: Odkopują „przebiśniegi”. Tak się tam nazywa bezdomnych, którzy zamarzają na ulicach i zasypuje ich śnieg. Dopiero jak zima się kończy i śniegi topnieją – widać setki /a może tysiące/ tych „przebiśniegów” które parę miesięcy przeleżały w zaspach.

Moskwa ze swoimi 10,4 mln. mieszkańców jest największym miastem Europy i zajmuje 7 miejsce na liście największych miast świata. Europejska stolica kontrastów.

Zbliżaliśmy się do Warszawy, gdy mój nastolatek obudził się, wyprostował nogi (a już wtedy miał 163cm wzrostu) i powiedział: „Wiesz mamo, jednak nie powiem pani od historii że nie widziałem Lenina”.




Komentarzy: 26

notaria
9 października 2011 (00:28)
Chciałabym...
Chciałabym jednak tam pojechać i Moskwę zobaczyć, podobnie jak Sankt Petersburg. Ze względu na literackie sentymenty ;-) Reportaż, jak zawsze, napisany sprawnie i z odrobina dreszczyku, emocji, które wzbudzają zainteresowanie. Bardzo dobrze i płynnie się czyta.

Jadwiga
9 października 2011 (10:38)
do notarii
Domyślam się, że w Moskwie chodziłabyś głownie śladami bohaterów powieści "Mistrz i Małgorzata". Dziękuję i pozdrawiam

Azalia/Grażyna
9 października 2011 (10:39)
Żałuję
Żałuję, że nie miałam okazji podróżować. Moskwa zawsze mnie intrygowała, ale znam ja tylko z historii, przewodników i piosenek Okudżawy. Ty pokazujesz Moskwę od podszewki, wielką, dostojną stolicę z blichtrem nowoczesności, przepychem przeszłości, a jednocześnie z ubóstwem codzienności, biedą maluczkich. Jestem zachwycona, wstrząśnięta i zdumiona, a nawet momentami zniesmaczona tak jak Ty. Piszesz bardzo sugestywnie i czytając - widzę, odczuwam, podziwiam i uczę się. Pokazane kontrasty szokują. Np: wnętrze mieszkania Twojej znajomej i otoczenie domu. Makabryczny obrazek z bezdomnymi pod zwałami ulicznego śniegu, brud w sanitariatach, obawa zatrucia w restauracjach, a na drugiej stronie wypasione bryki, bogactwo. Aż trudno w to uwierzyć, że tak może być. Jesteś doskonałą obserwatorką z fotograficzna pamięcią. Dziękuję Jadziu p czekam na kolejna perełkę.

Jadwiga
9 października 2011 (10:50)
do Azalii/Grażyny
Przesadzasz Azalio z tymi komplementami. Ja przecież teraz już zwykłą babcią jestem, która wnuki z przedszkola i ze świetlicy odbiera. Ale dziękuję za te słowa, bardzo miło się je czyta. Pozdrawiam serdecznie.

Azalia/Grażyna
9 października 2011 (11:25)
Do Jadzi
Jadziu, a co ma do pisania status babci? Nie mam skłonności do przesadyzmu, przynajmniej nie w komentarzach. Przekazuję szczery odbiór Twojego tekstu, a Ty koleżanko nie bądź pensjonarką. Jesteś już babcią (!). Dobrze, jeśli nie chcesz. to następnym razem tylko się podpiszę. Serdeczności

Jadwiga
9 października 2011 (11:42)
do Azalii
W takim razie raz jeszcze dziękuję. Chyba najwyższy czas żebym zaczęła w siebie wierzyć. Przepraszam jeśli Cię uraziłam.....

Azalia/Grażyna
9 października 2011 (12:36)
Do Jadzi
Otóż to: Wierzyć w siebie. Zapamiętaj to od dzisiaj na zawsze. A ja się wcale nie gniewam. Na Ciebie? To niemożliwe.

Eurydyka
9 października 2011 (14:29)
Wrażenie
Jak zawsze wywołujesz miłe wrażenia, to wielka przyjemność czytać twoje reportaże. Bo - oczywiście - imponujesz znajomością świata i kraju, imponujesz wiedzą na temat j.w. Ale także pięknie piszesz, lekko i bardzo obrazowo przedstawiasz swoje wspomnienia. Jakbyś na żywo opowiadała wspomnienia z podróży. Tak sobie, po prostu. Nie ma jednego niepotrzebnego zdania, które mogło by znudzić, wszystko wyważone i trafne. A przy tym jakże ciekawe !!! Naprawdę, masz wiele do zaoferowania. Dziękuję, Jadziu, pozdrawiam ciepło :))))) PS.Piszę kolejny raz, bo wyrzuca moje komentarze :((

Jadwiga
9 października 2011 (14:47)
do Eurydyki
Za tak piękny komentarz mogę tylko pięknie i serdecznie podziękować.

JaGa
9 października 2011 (18:33)
Pięknie
Jadziu dziękuję Ci za wrażenia z podróży do Moskwy. Bardzo miło mi się ten tekst czytało, miałam nawet odczucie jakbym tam z Wami była.. Dziękuję. Tak to prawda, że w Rosji jest bogactwo, ale jest także ogromna bieda i ubóstwo. Ja też gdzieś czytałam o tym oślepieniu architektów, którzy budowali te przepiękne cerkwie, aby potem nikt więcej takich cudeniek nie wybudował ... okropność ! Serdecznie pozdrawiam.

Jadwiga
9 października 2011 (19:52)
do JaGi
Bardzo się cieszę że mnie tu znalazłaś. Dziękuję Ci bardzo i pozdrawiam.

Joter/Joanna
10 października 2011 (00:41)
Cudna podróż bez biletu
Jesteś autorką do której człowiek ma absolutne zaufanie. Piszesz szczerze prawdziwie i obrazowo. Jak zawsze cudownie się z Tobą podróżuje tak bez biletu. Czytelnik jest w komfortowej sytuacji, bo ma taki opis, że niewiele musi się wysilić, aby przezyc wszelkie Twoje odczucia. Dziękuję. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

Jadwiga
10 października 2011 (07:51)
do Joter/Joanny
Dziękuję. Ale muszę się przyznać, że tym razem miałam duże wątpliwości czy pokazując w sposób dosłowny kontrasty tego miasta nie narażę się na krytyczne uwagi.

Elatros
10 października 2011 (10:14)
Ostatnia próba:)
Od wczoraj próbuje zamiescic u ciebie komentarz .jakos bezskutecznie.Nie ma nic nadzwyczajnego w tym co chce napisac ale poprostu chcę!:) W bardzo ładny i prosty sposób udaje ci sie opisywac rzeczy dosc niezwykłe.Zeby znalesc sie w ich srodku wystarczy tylko troche swojej wyobrazni by znalesc sie tam z tobą:)Ja nigdy nie byłam w rosji ale moi znajomi byli imogłam zobaczyc na wideo te piękne pełne bogactwa urokliwe miejsca.Widziałam te rażącą różnicę miejsc mniej popularnych a znajdujacych sie całkiem tych miejsc ktorymi Rosja sie chlubi.Mi pozostaje tylko życzyć ci duzo takich wycieczek z których przywozisz wspomnienia ktorymi dzielisz się z innymi:)Pozdrawiam.

paczucha
10 października 2011 (11:06)
Witaj.
Może się kiedyś tam wybiorę, może, daj Boże

Jadwiga
10 października 2011 (11:08)
do Elatros
Bardzo Ci dziękuję. Wiele z tych wyjazdów /służbowych i prywatnych/ było już bardzo dawno. Na szczęście pamięć mam ciągle dobrą /skleroza wciąż przede mną/, więc sobie wspominam i piszę. I co pewien czas dręczę redakcję wysyłając różne teksty. Nie wiem czy czytałaś wszystkie moje teksty. Jeśli najedziesz myszką na moje nazwisko to ukaże się 8 tekstów. Pozdrawiam serdecznie.

Jadwiga
10 października 2011 (11:20)
do Paczuchy
Koniecznie się wybierz. Tylko potem mi napisz czy te kontrasty się nadal powiększają - bo słyszałam że niestety tak. Dziękuję i pozdrawiam.

Elatros
10 października 2011 (12:06)
:)
Czytałam.Od czasu do czasu Cię czytam:))

rodorek
11 października 2011 (08:26)
Bardzo ciekawy reportaż:)
Witaj Jadwigo:) Dzięki Tobie mogłam przez chwilę spacerować ulicami Moskwy. I pomimo tych niesamowitych kontrastów, bardzo chciałabym tam być w realu. Może niekoniecznie w każdym zakamarku, ale na Arbacie – koniecznie. Kilka miesięcy temu byłam na wystawie fotografii moskiewskiej. Młody chłopak studiował w Moskwie, a że pasjonat fotografii, to pstrykał tysiące zdjęć. Po wernisażu mieliśmy spotkanie w niewielkim gronie i opowiadał o Moskwie, w tym o tych kontrastach. Może już nie tak widocznych jak wtedy gdy Ty byłaś, ale jednak. Bardzo interesujący reportaż z Moskwy lat dziwiędziesiątych:) Pozdrawiam serdecznie:)

Jadwiga
11 października 2011 (08:49)
do Rodorka
Słyszałam od kogoś kto był w Moskwie pół roku temu, że teraz jeszcze bardziej rzuca się tam w oczy niesamowite bogactwo.Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam.

sunniva
26 października 2011 (22:22)
Moskwa,Moskwa...
Pięknie opisałaś Jadwigo moskiewski klimat.Może kiedyś tam się wybiorę,kto wie:)

Jadwiga
27 października 2011 (06:43)
do Sunnivy
Wybierz się, tylko weź ze sobą "worek pieniędzy", bo zapomniałam napisać, że Moskwa zajmuje aktualnie 4-te miejsce na liście najdroższych miast/stolic świata. Dziękuję i pozdrawiam.

anastazja
27 października 2011 (14:21)
do jadwigi
Wychowywałam się na melancholijnych filmach radzieckich,słuchałam z uwielbieniem ich nostalgicznych piosenek,romansów i zachwycałam się sielskimi widoczkami.Uczyłam się z zachwytem j.rosyjskiego i po ukonczeniu szkoły znałam go perfekcyjnie.Wszystko to z uwielbienia dla-jak się okazało-fałszywego obrazu Kraju Rad.Długo nie mogłam się pogodzić z tym ,że to wszystko to tylko wersja na pokaz.Miał być raj na ziemi ,a była bieda i wszystko ,co najgorsze.Trudne życie ma ten naród

Jadwiga
27 października 2011 (15:23)
do Anastazji
Dziękuję, że i tu zajrzałaś. Myślę, że naród rosyjski miał zawsze trudne życie - za carów, za komuny i ma także teraz. Bo ludzie są tam bardzo serdeczni, ale nigdy nie byli panami samych siebie. Ja też lubię i znam dobrze język rosyjski, uwielbiam Okudżawę i Wysockiego i literaturę rosyjską i "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego. I nie zapomnę urody starych ikon w moskiewskich i nie tylko moskiewskich soborach..Pozdrawiam serdecznie.

anastazja
8 listopada 2011 (11:07)
do jadwigi
Nie mogę sie dostać do Twojej,, Bajeczki.,,Chciałabym Ci napisać .jak bardzo bym chciała tam być,ale nic z tego. Tak sie zakamuflowałaś,ze stałam się nieudolna i moje próby zarejestrowania się spełzają na niczym.Same serdeczności posyłam

Jadwiga
8 listopada 2011 (13:48)
do Anastazji
Tam podobno trudno się zalogować. Rozumiem, że "Bajeczka" Ci się podobała i bardzo mnie to cieszy. Zajrzyj tam jeszcze jutro. Pozdrawiam serdecznie
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".