Eurowybory: kto się liczy?
    Unia Europejska276 · parlament europejski66 · wybory62 · Komisja Europejska39
2014-03-24
Najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego, choć utonęły w powodzi informacji o Ukrainie i nie zajmują głów dziennikarzy głównego nurtu, zbliżają się wielkimi krokami. Odbędą się, w zależności od kraju, między 22 a 25 maja – w Polsce w ostatni dzień tego przedziału.

Martin Schulz, © European Union 2012 - European Parliament

Nadchodzące wybory mają szczególną wagę z powodu ustaleń Traktatu Lizbońskiego. Zgodnie z nim Rada Europejska, czyli przywódcy państw członkowskich, wyznaczają Przewodniczącego Komisji Europejskiej – jedną z najważniejszych figur unijnej polityki – biorąc pod uwagę wyniki wyborów do Parlamentu. Co to znaczy? Nikt dokładnie nie wie i każdy interpretuje ten zapis po swojemu. Parlament Europejski jest przekonany, że oznacza to ni mniej, ni więcej, iż Przewodniczącym Komisji zostanie lider frakcji, która dostanie najwięcej głosów, w związku z czym od dawna trwała kampania nominacji kandydatów. Wybory zostały dokonane i warto przyjrzeć im się bliżej.

Bez niespodzianek u socjalistów

Największym orędownikiem takiej interpretacji rozwiązań traktatowych jest obecny Przewodniczący PE i kandydat socjalistów na szefa KE – Martin Schulz. Ten niemiecki polityk, w przeszłości sprzedawca książek i najmłodszy burmistrz w historii Nadrenii Północnej-Westfalii od kilku lat bryluje na europejskich salonach jako zwolennik silnej Europy. Swoją karierę związał z socjalistami, dokładnie mówiąc z niemiecką SPD, do której dołączył w wieku 19 lat i z którą zdobywał kolejne szczeble politycznej kariery, łącznie z posadą europarlamentarzysty. Jego wybór był raczej pewny, choć nie wszyscy ochoczo go poparli. Brytyjska Partia Pracy nie uważa go za dobrego kandydata, choćby z powodu jego chęci zacieśniania europejskiej współpracy, co w Wielkiej Brytanii nie należy do najpopularniejszych postulatów. Wyspiarze byli ponoć skłonni wspierać raczej Helle Thorning-Schmidt – premier Danii, która ostatnio zasłynęła m.in. zdjęciem z Barackiem Obamą i Davidem Cameronem na pogrzebie Nelsona Mandeli, a która w życiu prywatnym jest synową byłego lidera laburzystów Neila Kinocka. Z Schulzem nikt nie miał jednak szans i jego wybór nie był zaskoczeniem.

Jako kwestie, na których Unia powinna się skupić w najbliższym czasie obecny Przewodniczący PE wymienia walkę z bezrobociem młodych ludzi, z oszustami podatkowymi i uchylaniem się od podatków przez korzystanie z „rajów podatkowych”. Zwraca też wagę na ochronę praw osobistych i postuluje większą kontrolę systemu finansowego. Ciągle podkreśla konieczność demokratyzacji Unii Europejskiej, włączenia obywateli w podejmowanie decyzji politycznych, czemu zresztą mają służyć wybory do Parlamentu w obecnym kształcie. To Schulz najgłośniej przekonywał o konieczności nominacji liderów frakcji, co ma w jego przekonaniu zwiększyć frekwencję w wyborach i zainteresowanie obywateli polityką na szczeblu unijnym. Wydaje się, że poparcie społeczeństwa może zyskać dzięki opowiedzeniu się za silnym unijnym budżetem i wydatkami na inwestycje, które będą odczuwalnie poprawiać kondycję mieszkańców. Póki co lider socjalistów może być w dobrym humorze. Według sondaży mają oni stać się największą grupą następnej kadencji PE, co czyni jego ambicję szefowania Komisji jak najbardziej możliwą do spełnienia.

EPP stawia na Junckera

Schulz lubi pozować na otwartego, transparentnego lidera, mówi o dialogu z obywatelami, chce zakończenia polityki prowadzonej za zamkniętymi drzwiami. To zdecydowanie odróżnia go od jego konkurenta, kandydata Europejskiej Partii Ludowej (EPP) Jean-Claude Junckera, który – jak swego czasu sam przyznał – jest „zwolennikiem tajnych, cichych dyskusji” (I am for secret, dark debates) jeśli chodzi o politykę monetarną Eurogrupy, której przewodniczył od 2005 do 2013 roku, czyli w jej najgorszym okresie. W tym czasie zasłynął jako twardy obrońca Grecji, utrzymanie jej w strefie euro było jego priorytetem. Czynił tak z przekonania, że jeśli Grecja wystąpi ze strefy, spowoduje to efekt domina i sama idea wspólnej waluty będzie zagrożona – a jak sam twierdzi: „euro jest najważniejszym czynnikiem, który nadaje Unii znaczenie w świecie”. To on negocjował warunki udzielania pożyczek Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii. Był też inicjatorem zajęcia się przez UE na szeroką skalę problemem bezrobocia.

Jego pozycja w strukturach Unii nie wzięła się znikąd. Karierę w strukturach europejskich zaczynał jako premier Luksemburga. Funkcję tę sprawował od 1995 do 2013 roku, czym ustanowił rekord – został bowiem najdłużej sprawującym urząd przywódcy państwa wśród wszystkich członków UE. Jest bardzo ważną figurą w historii maleńkiego Księstwa. Można powiedzieć, że swój obecny kształt Luksemburg zawdzięcza w dużej mierze właśnie jemu. Wielki sprzymierzeniec bankowców, orędownik luksemburskiego systemu bankowego (czyli świętej tajemnicy bankowej, bardzo korzystnego systemu podatkowego i regulacyjnego). Jego recepta na utrzymanie się u władzy to niskie podatki dla bankierów i wysoka pomoc socjalna dla klasy pracującej. Jego pozycja była tak silna, że potrzeba było skandalu, aby rząd upadł (udowodniono samowolę służb wywiadowczych i brak kontroli premiera nad nimi). W wyborach nikt nie mógł mu zagrozić. Inna sprawa, że kryzys finansowy podkopał jego pozycję – spadek dochodów sektora bankowego zniszczył bowiem jego koncepcję dobrobytu.

Mówi się, że Juncker to „swój chłop”, bo potrafi porozumieć się z każdym – niezależnie od środowiska, z którego się wywodzi. Czy jednak ta cecha w połączeniu z jego dotychczasowymi osiągnięciami okaże się ostatecznie pomocna w zdobyciu stanowiska szefa Komisji? EPP to obecnie największa grupa w europarlamencie, ale prognozuje się, że straci tą pozycję po najbliższych wyborach. Postulaty grupy, takie jak: ograniczenie regulacji unijnych, a także zasiłków socjalnych tylko do osób, które pracowały w danym kraju (a propos – czy posłowie PO i PSL należący do frakcji identyfikują się z takimi poglądami?), walka z korupcją, czy silniejsze kontrole graniczne zdają się pokrywać z nastrojami większości obywateli UE. Trudno jednak powiedzieć, czy to wystarczy, aby przynieść sukces.

Verhofstadt kandydatem liberałów, prawybory u Zielonych, grecka propozycja lewicy

Kolejnym ważnym graczem w tych wyborach jest ALDE – Grupa Porozumienia Liberałów i Demokratów na Rzecz Europy, obecnie trzecia największa frakcja w europarlamencie. Ich kandydatem został Guy Verhofstadt, były trzykrotny premier Belgii i zagorzały federalista, zwolennik powstania Stanów Zjednoczonych Europy.

Jak przyznaje, strategią jego kampanii będzie atakowanie eurosceptycyzmu i promowanie federalnej wizji Europy. O skrajnej prawicy wypowiada się w sposób zdecydowany zarzucając jej, że chce zniszczyć dotychczasowe osiągnięcia Unii. – „Musimy wprost pokazać opinii publicznej, że ci populistyczni i nacjonalistyczni eurosceptycy nie mają żadnych rozwiązań dla ich problemów. Jeśli chcecie przyszłości dla swoich dzieci na tym kontynencie, to potrzebujemy więcej Europy. Potrzebujemy unii ekonomicznej, unii finansowej i bankowej tak szybko, jak to możliwe”.

Czy ta strategia ma szanse powodzenia? W obecnym klimacie – raczej nie. Przewiduje się zresztą, że w nadchodzących wyborach ALDE zanotuje dużą stratę.

Grupa Zielonych (Greens/EFA) postanowiła wyróżnić się od samego początku przez zorganizowanie internetowych „prawyborów”. Choć możliwość głosowania była otwarta, zainteresowanie nimi nie było zbyt wysokie. Ostatecznie nominowani zostali dwaj kandydaci - co jest zgodne z tradycją posiadania dwóch liderów, aby przestrzegać zasady równości płci – Francuz Jose Bove i Niemka Ska Keller. Oboje to dla ugrupowania „kandydaci idealni”. Bove to wieloletni aktywista związany z ruchem alterglobalistycznym. Zaliczył kilka pobytów w więzieniu, m.in. za zniszczenie budynku McDonald’s. Natomiast Keller to przedstawicielka młodego pokolenia, świetnie znająca kilka języków obcych (w tym turecki, hebrajski czy arabski), działająca w obronie praw imigrantów. A co się stanie z dwoma kandydatami w wypadku zwycięstwa Zielonych? Z całą pewnością byliby zmuszeni dokonać wyboru, tyle że… nikt takiej opcji nie bierze pod uwagę. Wysunięcie kandydatur jest po prostu manifestem, nikt nie wierzy w wyborczy triumf grupy. Ich główną rolą będzie prawdopodobnie poruszanie kontrowersyjnych tematów w debatach i zmuszanie kontrkandydatów do zabrania głosu w niewygodnych sprawach.

Mówi się, że podobna rola ma przypaść ostatniemu już kandydatowi – Alexisowi Tspirasowi, nominowanemu przez Konfederacyjną Grupę Zjednoczonej Lewicy Europejskiej (GUE-NGL). Obecny lider greckiej koalicji radykalnej lewicy – Syriza, zaczynał karierę polityczną pod koniec lat 80-tych w Komunistycznej Młodzieży Grecji. Już w wieku 33 lat stał się liderem partii Synaspismós i wykorzystując kryzys gospodarczy doprowadził ją do uzyskania drugiego wyniku w wyborach z 2012, a sam stał się liderem greckiej opozycji. Choć swoją pozycję zyskał dzięki krytykowaniu UE, nie jest typowym eurosceptykiem. Chce zatrzymać Grecję w Unii i strefie euro, ale nie za cenę oszczędności. Wielokrotnie wypowiadał się, że to oszczędności doprowadziły Grecję do tak złej kondycji, w jakiej państwo to jest obecnie. Twierdzi, że duszą one społeczeństwa i są wielkim błędem. Ponadto jest mocno antyliberalny, chciałby opodatkowania najbogatszej warstwy społeczeństwa na poziomie 75% i nacjonalizacji systemu bankowego, który według niego powinien działać nie dla zysku, ale dla dobra publicznego. Krytycy nazywają go oderwanym od rzeczywistości, niedoświadczonym populistą, podczas gdy według większości sondaży jego lewicowa koalicja jest obecnie najpopularniejszym greckim ugrupowaniem. Tspiras jest głosem pokrzywdzonej przez kryzys Grecji – czy mógłby stać się głosem pokrzywdzonej przez kryzys Europy? Bardzo wątpliwe. Póki co jest tylko ciekawą figurą bez żadnego zaplecza politycznego na arenie europejskiej.

Konserwatyści i eurosceptycy, czyli demonstracja poprzez bojkot

Pozostały jeszcze dwie grupy, które jednak postanowiły nie pójść ścieżką większości i nie zamierzają wyznaczyć lidera i kandydata na szefa KE. Jedna z nich to eurosceptyczna Europa Wolności i Demokracji, a druga to Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (ECR), do których należą m.in. brytyjska Partia Konserwatywna i PiS. Co ciekawe, ci ostatni ze swojego braku wyboru postanowili zrobić manifest – ma to być protest przeciwko idei federalizacji Europy, którą ich zdaniem wspiera już sam fakt nominacji kandydatów. Zdaniem ECR wejście do wyścigu jest bezcelowe, bo unijną polityką po prostu nikt nie jest zainteresowany – wyborcy głosują na osoby, które znają z krajowego podwórka, często nawet nie wiedząc jakie grupy formują Parlament Europejski i jakie mają postulaty. Na poparcie swojego wyboru konserwatyści przypominają o przeprowadzonym w 6 największych państwach UE sondażu, który wykazał że 65% ich obywateli nigdy nie słyszało o Martinie Schulzu. Jeszcze większy odsetek ankietowanych nie słyszał o pozostałych spośród najgłośniejszych kandydatów.

I niestety w tym przypadku trzeba konserwatystom przyznać pełną rację. Trudno wyobrazić sobie dwóch Czechów, Finów czy Hiszpanów rozprawiających przy kawie, czy lepiej zagłosować na Schulza, czy na Junckera. Unia Europejska jeszcze nie jest na tym etapie, a przekonanie Schulza o ważności obecnych wyborów może się nie spełnić. Szczególnie, że niektóre ważne figury w UE – jak choćby Angela Merkel – inaczej interpretują zapis o „wzięciu pod uwagę” wyników eurowyborów twierdząc, że absolutnie nie oznacza to automatycznej nominacji. Może się jeszcze zdarzyć, że żadna z wyżej wymienionych osób nie zastąpi Barroso na stanowisku szefa Komisji. A kto ostatecznie nim zostanie? Poczekamy, zobaczymy...


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".