F-35 czyli zmierzch supermocarstwa
    bezpieczeństwo narodowe62 · mocarstwa świata36 · USA213 · lotnictwo31
2008-06-01

Komu myśliwiec za 100 milionów? Komu? No komu? Bo jadę do domu i sprzedam tylko Anglikom. Termin dostawy? Za dwadzieścia lat gwarantowana! Że jak? Że już będzie przestarzały? Spokojna głowa. Nic mądrzejszego niż my przecież nikt nie wymyśli. Czy możemy to zagwarantować? Zagwarantować można tylko to, że wszyscy będziemy musieli płacić podatki, a w końcu umrzemy.


Ameryka, supermocarstwo ma kłopoty

Może trochę przesadzam, ale tak mniej więcej wygląda sytuacja projektu JSF (Join Strike Fighter – Połączony czy też raczej Łączący Wymogi Myśliwiec Uderzeniowy) i jego strategia reklamowa. Wielozadaniowy, trudno wykrywalny dla radarów samolot bojowy F-35, mający być idealnym następcą F-16, miota się w powijakach, a data jego pewnego stanięcia na własnych nogach wydaje się odsuwać w nieskończoność. Wiele wskazuje na to, że powtórzy drogę cierniową innego sławnego samolotu na dobrą sprawę też wielozadaniowego (aczkolwiek nie używano wtedy takiego określenia) Supermarine Spitfire (zainteresowanym bliżej tematem mogę śmiało polecić artykuł Jak przegrać bitwę o Anglię, „Skrzydlata Polska”, 3/1996). Co więcej, podobnie jak kłopoty ze Spitfirem nie były wcale przypadkowe, ale odzwierciedlały wszechogarniający kryzys brytyjskiej gospodarki i największego imperium wszystkich czasów w latach trzydziestych, tak też kłopoty „trzydziestego piątego” wydają się być zapowiedzią zmierzchu potęgi amerykańskiej. Jednakowoż po kolei.

Panowanie w powietrzu zachowaj nam Panie!

Jest wiele rzeczy, za które można i trzeba podziwiać Anglosasów i które uczyniły z nich (i czynią jeszcze do dzisaj) wielką potęgę, z którą nie liczyć się byłoby zwyczajną głupotą. Jedną z nich jest niezłomne przekonanie wszystkich, nawet najbardziej nieudolnych rządów i przywódców partyjnych, że tylko przewaga na morzu i w powietrzu może zapewnić bezpieczeństwo ich krajom, stanowiącym główną oś tzw. świata oceanicznego czyli części ludzkości w nieunikniony sposób zdanej na handel i w ogóle przewozy ludzi i towarów drogą morską. Świata, którego interesy, nawyki i sposób myślenia pozostają w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności ze światem lądowym, jak tego dowodzili już wielcy niemieccy badacze praw dziejowych: Hans Delbrück i Oswald Spengler. Dlatego też Imperium Brytyjskie, podobnie jak każda naprawdę wielkie i owocne przedsięwzięcie rodzaju ludzkiego nigdy nie umarło do końca. Ponad stuletnia idea ogólnoświatowej wspólnoty ludzi mówiących na co dzień po angielsku, której heroldem jest dziś mieszkający w Stanach Australijczyk Rupert Murdoch, jest zakorzeniona w praktyce elit przywódczych Brytanii, Ameryki i dominiów. Dotyczy to rzecz jasna również spraw bezpieczeństwa narodowego i produkcji broni oraz – jako się rzekło – w szczególny sposób lotnictwa i marynarki wojennej.

MIG-35: Nadlatuje MIG-35

Pomijając tę drugą, poświęcę nieco uwagi temu pierwszemu. Jak wiadomo, największym brytyjskim przebojem eksportowym na polu uzbrojenia okazał się myśliwsko-szturmowy pionowzlot Harrier. Co prawda nie był to jedyny seryjnie produkowany pionowzlot na świecie, ale radziecka próba dorównania na tym polu Anglikom przy pomocy konstrukcji Jak-38 zakończyła się w sposób raczej nie przynoszący chluby rodakom Igora Sikorskiego. Wystarczy przypomnieć, że po ośmiu latach odgrywania na „krążownikach lotniczych floty” roli figuranta nie przedstawiającego sobą jakiejkolwiek wartości bojowej oraz sześciu dalszych polegających na bezużytecznym miotaniu się po morzach i oceanach, został w 1990 raz na zawsze wycofany ze służby razem ze wszystkimi używającymi go lekkimi lotniskowcami. Tymczasem (powszechnie wyśmiewany w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych) jego brytyjski kolega sprawdził się na morzu i lądzie oraz okrył się chwałą jako lotniczy Dawid skutecznie broniący wyprawy wysłanej w celu odbicia Falklandów przed Goliatem w postaci „prawdziwych” tzn. ponaddźwiękowych myśliwców argentyńskich.

Te kilka słów poświęconych Harrierowi wzięło się stąd, że jest on na dobrą sprawę matką projektu F-35 B czyli odmiany tego samolotu mającej możliwość pionowego startu i lądowania. Warto pamiętać o tym, że to właśnie Harrier był jedynym obcym samolotem wytwarzanym kiedykolwiek na licencji w Stanach Zjednoczonych. Pod nazwą AV-8 trafił na pokłady kilku amerykańskich helikopterowców oraz do skrzydeł piechoty morskiej rozmieszczonych na lądzie. Oczywiście mały brzydal (proszę wybaczyć złośliwość, ale wystarczy mu się przyjrzeć, aby przyznać słuszność takiej ocenie jego wyglądu zewnętrznego) „trzydziesty piąty” ma też ojca. Jest nim piękny, waleczny i wytrzymały i F-16 Sokół Bojowy (Fighting Falcon) użytkowany przez siły powietrzne 25 krajów. Warto zaznaczyć, że F-16 to również wielki sukces eksportowy amerykańskiej myśli technicznej. Przewyższył pod tym względem dziadka naszego bohatera czyli Zjawę pól bitewnych tzw. zimnej wojny – pierwszego wielozadaniowego i łączącego wymagania bazowania lądowego i pokładowego ponaddźwiękowca, osławionego F-4 Phantom II (13 krajów). Zostawił też daleko w tyle swojego starszego brata – F-15 Orła (Eagle), służącego do dzisiaj zaledwie pięciu państwom.

Rosja: mamy samolot piątej generacji PAK FA czyli wielkie nadzieje

Ogólny bilans walk powietrznych w okresie bezpośredniego udziału amerykańskiego w drugiej wojnie indochińskiej (1962-73) w wykonaniu najlepszego myśliwca sprzymierzonych – owego F-4 Phantom (3 zestrzelone MiG-i na 2 Phantomy) był alarmujący dla strony amerykańskiej i oznaczał utratę przewagi powietrznej, z którą nikt tak w wojsku, jak w kręgach władzy Stanów Zjedn. nie zamierzał się godzić. Przyczyną tego bolesnego blamażu myśliwców z literą F (z których zdecydowaną przewagę w walkach powietrznych osiągnął wyłącznie przestarzały F-8 Crusader) były przedwczesne i błędne koncepcje taktyczne i strategiczne, zakładające, że jedynym zadaniem amerykańskiego lotnictwa w walkach powietrznych będzie strącanie radzieckich bombowców w prostoliniowych atakach rakietowych i że temu zadaniu powinny zostać podporządkowane tak osiągi, jak uzbrojenie wszystkich nowych samolotów myśliwskich oraz wyszkolenie ich pilotów. Dość wspomnieć, że F-4 pierwszych wersji nie miały nawet zabudowanego w kadłubie działka. Tymczasem okazało się, że w Wietnamie Pn. i okupowanym przezeń wschodnim Laosie trzeba jak najdokładniej niszczyć wybrane cele strategiczne, nadlatując na prędkościach poddźwiękowych i na takich samych prędkościach bronić bombowców i ciężkich myśliwców bombardujących w manewrowych walkach powietrznych. W tej sytuacji uzbrojony w cztery działka i niekiedy niezwykle przydatne także do walki powietrznej wyrzutnie niekierowanych pocisków rakietowych prymitywny (pozbawiony nawet radaru) MiG-17 (na zdjęciu) stał się w latach 1965-68 pogromcą niezwykle skomplikowanych i kosztownych najnowszych amerykańskich samolotów myśliwskich.

Pod wrażeniem dotkliwych strat w ludziach i sprzęcie jeszcze przed zakończeniem tej wojny w Stanach zaprojektowano aż cztery rewelacyjne samoloty, których zadaniem było zdeklasować wszystkie MiG-i. Idąc za przykładem nader skutecznego nieprzyjaciela, Amerykanie zapewnili swoim nowym „koniom roboczym” sił powietrznych (F-15 i F-16) oraz marynarki (F-14 i F/A-18) wielką manewrowość oraz nadmiar mocy silników (do wymykania się w trudnej sytuacji). Kierując się zasadą, że na dwoje babka wróżyła, nie zaprzestali też oczywiście rozwijania coraz lepszego uzbrojenia rakietowego i wyposażenia radarowego. Nie da się ukryć, że w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Jankesi oraz ich izraelscy sojusznicy zadali dotkliwe klęski podobnemu tandemowi starszych (MiG-21 + MiG-23) oraz nowszych (MiG-25 + MiG-29) myśliwców produkcji radzieckiej. W wyniku żarliwe modlitwy, jakie z pewnością kierowali tak piloci bojowi jak ich generałowie w latach wielkiego lania nad Indochinami i na Bliskim Wschodzie do Pana historii, zostały wysłuchane. Jak poucza stara (i wielokrotnie sprawdzona w praktyce) zasada protestancka, Bóg najchętniej pomaga tym, którzy najpierw pomogli sobie sami.

Kobra Pugaczowa czyli miecz Damoklesa

Od czerwca 1989, kiedy to na pokazach lotniczych w Le Bourget pod Paryżem po raz pierwszy przedstawiono światu dwa najnowsze samoloty radzieckie: Su-27 (w kodzie NATO Flanker) i MiG-29 (Fulcrum), znacznie górujące nad tandemem F-15/F-16 pod względem manewrowości, każda zwycięska kampania powietrzna Stanów Zjednoczonych, NATO i Izraela była zatruta wątpliwością. Co będzie, jeśli pewnego dnia „piętnaste” i „szesnaste” zetrą się z w pełni uzbrojonymi w najnowsze rosyjskie rakiety i wyposażonymi w awionikę oraz oprzyrządowanie celownicze na dorównującym zachodniemu poziomie Su-27, a nawet „dwudziestymi dziewiątymi”? Z jednej strony mówi się i pisze o „rozbiciu mitu MiGa 29” w pierwszej wojnie nad Zatoką Perską i wojnie powietrznej przeciw szczątkowej Jugosławii. Z drugiej jednak doskonale wiadomo, że walczyły tam „dwudzieste dziewiąte” najstarszej odmiany i to w zubożonej wersji eksportowej, a przewaga liczebna samolotów mocarstw zachodnich wynosiła w obu wypadkach od 5 do 20 przeciw 1. Poza tym zaś nie doszło jeszcze nigdzie do starcia zachodnich myśliwców z Su-27 i nowszymi typami z jego „rodziny”. Największe wrażenie na amerykańskich specjalistach lotniczych robi zaś supermanewrowość Flankera, znana im już od 1989 dzięki manewrowi wykonanemu w Le Bourget przez oblatywacza Wiktora Pugaczowa; kilkunastosekundowy pionowy zawis niemal zupełnie nieruchomego, ogromnego i wydającego z siebie groźny ryk dwóch potężnych silników płatowca.

Przedtem podobną sztukę uważano za możliwą wyłącznie w wykonaniu Harriera. Co to znaczy w walce powietrznej, udowodniła wojna falklandzka, kiedy to ponaddźwiękowe argentyńskie Mirage III przegrały wszystkie starcia z zajmującymi w ten sposób znienacka pozycję na ich ogonach pokładowymi samolotami brytyjskimi. W amerykańskiej prasie fachowej nie milkną głosy, przewidujące, że w wypadku pojedynku F-15 z Su-27 lub Su-30, jeśli tylko oba samoloty będą prowadzić piloci o podobnych umiejętnościach oraz oba będą uzbrojone w swój najlepszy zestaw rakietowy powietrze-powietrze, to jego wynik nie będzie mógł być zwycięski dla maszyny amerykańskiej.

Wynika z tego jasno, że sam płatowiec „piętnastego” jest przestarzały, co tłumaczy zaprzestanie jego produkcji i wycofanie (w grudniu ub. r.) ze służby czynnej wszystkich jego odmian starszych niż F-15 E. Nieco lepsza jest sytuacja F-16 ze względu na jego celową niestateczność, która daje mu wciąż jeszcze zadowolające właściwości manewrowe. Mimo to nie należałoby go raczej wystawiać na ryzyko napotkania w walce Su-27 i –30.

W tej sytuacji stronie amerykańskiej pozostała wyłącznie próba kolejnej ucieczki do przodu. W programach F-22 Raptor i JSF podstawowym założeniem było ponowne zmobilizowanie wszystkich możliwości nauki i techniki Anglosasów w celu odzyskania niepodważalnej przewagi powietrznej nad każdym możliwym nieprzyjacielem w wojnie konwencjonalnej. Czy ta mobilizacja przebiega prawidłowo i co stoi jej na przeszkodzie?


Komentarzy: 33

santamariadellarosachupparabra
1 czerwca 2008 (21:36)

Bardzo ciekawy tekst. Pan Grzegorz jest, jak mniemam, specjalita od latajacych PKS-ow. Chyle czola i pozdrawiam. SMDLC

Greebo
2 czerwca 2008 (00:09)

Tekst dośc ciekawy, tylko chaotyczny i nie na temat. Poza tym nijak nie mogę się zgodzić z wnioskami. Kulejący projekt JSF nie ma wiele wspólnego z domniemanym upadkiem USA. Większość państw produkujących samoloty ma takie porazki na swoim koncie. Różnica jest taka, że inne porażki nie były przez dziesięciolecie reklamowane jako "supermaszyny, rozwiązanie wszystkich problrmów i rewolucja w lotnictwie". Większość cicho i spokojnie zdechła sobie gdzieś na stołach kreslarskich projektantów, czy w hangarach na nieudane prototypy. A amerykanie mają na koncie wiele nieudanych projektów i maszyn które nigdy się nie sprawdziły mimo wsadzonych w nie milionów: choćby B-70 valkyrie, czy LHX. I jakoś żadne z tych porażek nie oznaczała "upadku imperium Amerykańskiego". Doradzam więcej wstrzemięźliwości w ferowaniu wyroków.

od autora
2 czerwca 2008 (10:58)
Hipoteza zmierzchu supermocarstwa USA...
... nie jest mojego autorstwa. Powtarzam (jak zresztą każdy, w mniejszej lub większej mierze) to, co przeczytałem gdzie indziej. Nie jest to też opinia osądzająca kogokolwiek w znaczeniu nastawienia się samemu i nastawiania innych anty. Kto nie wierzy, niech wyszuka w sieci wg haseł: kryzys (główne), (z wyrażeniem:) supermocarstwo oraz (z każdym ze słów:) USA, Stany, amerykański, amerykańskiego; względnie to samo po angielsku, niemiecku, francusku... Gwarantuję jednak, że już wyniki w naszym języku ojczystym będą bogate i pouczające. Co do B-70, sprawa jest mi znana. Podstawową przyczyną porzucenia tego projektu na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie był ówczesny (raczej względny) kryzys dolara spowodowany nadmiernymi wydatkami związanymi z finansowaniem jednocześnie programu Apollo, bezpośredniego udziału w drugiej wojnie indochińskiej oraz tzw. wojny z nędzą. Było nią ponowne przemyślenie koncepcji użycia lotnictwa strategicznego, a dokładniej uzbrojenie B-52 w coraz lepsze manewrujące pociski rakietowe. Trzeba zauważyć, że w tym samym czasie i z tego samego powodu zostały wycofane ponaddźwiękowe bombowce strategiczne B-58 Hustler. Tym razem jednak mamy do czynienia z niepowodzeniem na kluczowym odcinku, które nie tak łatwo będzie wyrównać tak pod względem wojskowym, jak politycznym. Chyba, że mamy do czynienia (o czym wspomniałem na końcu) z zasłoną dymną.

carry
2 czerwca 2008 (11:08)
ale ale...
dwie nieścisłości słowa pisanego. Nie wiem czy można określać faktycznie zmierzch supermocarstwa - raczej zmierzch jednobiegunowej hegemonii. Supermocarstwem USA pozostaną jeszcze bardzo bardzo długo. Do tekstu się nie dowalam, choć drażni mnie jedna rzecz. Autor pisze o F-35 i lotnictwie amerykańskim, czy jednak o lotnictwie rosyjskim - bo prawie połowa tekstu jest o rosyjskich wynalazkach. Tak na marginesie co to jest PKS?

od autora
3 czerwca 2008 (15:53)
Do czyich samolotów bojowych powinna się odnosić strona amerykańska?
Wszystkie kolejne samoloty amerykańskie od roku 1952 (wskutek ciężkiej przeprawy z MiG-iem 15 nad Koreą) były robione pod kątem walki z radzieckim, a potem rosyjskim lotnictwem myśliwskim i bombowym. Podobnie czołgi. Podobnie wyrzutnie rakietowe, w tym przeciwlotnicze. Z jakimi samolotami mogą się najprawdopodobniej zetknąć w walkach powietrznych piloci myśliwców produkcji amerykańskiej? Z francuskimi? Owszem czasem się zdarzało, ale i tak robiono wszystko pod MiG-i i Su (od pierwszego wysokościowego przechwytującego Su-9 począwszy). Rozumiem, że nie brak ludzi, których drażni dostrzeżenie czegokolwiek wartościowego u wschodnich Słowian, ale tak się składa, że Rosja była, jest i będzie wielką potęgą lotniczą. Zaś kierownicze kręgi Stanów Zjednoczonych postąpiłyby wyjątkowo głupio nie licząc się z tym faktem.


14 czerwca 2008 (00:53)
kameleon
Autor postu nie potrafi nawet ukryć dobitnie antyamerykańskiego nastawienia. Samolot powstał, głównie jako zamiennik F-16, ale także tańsza i tym samym możliwa do większej produkcji wersja myśliwca F-22. Problemy techniczne, wypadki zdarzają się ciągle, vide katastrofa B-2. F-35 nie jest myśliwcem przewagi powietrznej, to zadanie należy bowiem do F15 i F22, lecz w erze pocisków o zasięgu ponad 100 km, każdy samolot może zestrzelić przeciwnika. Zapomniało się dodać, że na symulowanych manewrach 4 f15 vs kilka samolotów indyjskich (made in rosja) amerykanie jak i ich przeciwnicy nie mieli możliwości użytkowania pocisków aim-120, co diametralnie zmieniłoby sprawę. Inna sprawa, że wszystkie takie wspólne ćwiczenia mają jeden cel- dowódcy amerykańskiego lotnictwa chcą na siłę zdyskredytować swoje dotychczasowe samoloty w celu zwiększenia zamówień nowych f22 i f35.

od autora
12 września 2008 (00:41)
Sprawy dotyczące lotnictwa odrzutowego może i wyglądają prosto
, ale wcale takie nie są. Jest to ogromna i skomplikowana gałąź wiedzy praktycznej i teoretycznej. Otóż przy dzisiejszej technice przewidywanie pewnych rzeczy jest możliwe przy użyciu tylko i wyłącznie wyliczeń, modeli komputerowych itp. środków. Nie trzeba wydawać od razu grubych milionów tylko po to, aby przekonać się, że np. pewien na pozór genialny pomysł na nowy typ rakiety powietrze-powietrze jest do niczego. Można to wyliczyć. Artykuły autorów amerykańskich (z czasopism fachowych dostępnych m. in. na portalu akademickim EBSCO) dotyczące utraty przewagi przez samoloty produkcji amerykańskiej nad samolotami produkcji rosyjskiej nie zostały napisane na podstawie symulowanych walk powietrznych, w których np. piloci saudyjscy mogli być wycieńczeni poszczeniem w czasie ramadanu, a indyjscy na wpół chorzy po zmianie strefy czasowej. Manewrowość, siła ciągu silników, zasięg używanych przez porównywane samoloty pocisków rakietowych itd. są danymi znanymi dokładnie specjalistom, którzy w oparciu o nie są w stanie wyliczyć prawdopodobieństwo wygranej każdego z nich w indywidualnej walce powietrznej bez uwzględniania (w zasadzie nieprzewidywalnych) cech dotyczących pilotów. Zaś odnośnie zarzutu anty-amerykańskości... Mam się wstydzić, dokonać samokrytyki w gronie samych słusznych, czy zacząć się bać, jako to było kiedyś z ludźmi, którym zarzucono antyradzieckość? Zresztą, to zarzut nietrafiony. Nie potępiam całych narodów, bo na jakiej podstawie i czemu niby miałoby to służyć? Logika wskazuje, że uogólnianie na takim poziomie prowadzi w nieuchronny sposób do błędnych ocen. Dla mnie liczą się fakty, prawidłowości, założenia stron gry światowej i próby ich spójnego powiązania ze sobą, bez uroszczeń do jedynosłuszności.

kredes
2 grudnia 2008 (22:53)
Kobra Pugaczowa
Manewr ten jest zupełnie nieprzydatny w walce powietrznej, ponieważ po jego wykonaniu samolot pozostaje bez energii do wykonania kolejnego manewru. http://pl.youtube.com/watch?v=1lVvfSQGqoc Żeby nie było, że tylko Rosjanie i dopiero w 89'. Z tymi statystykami z Wietnamu też tak do końca nie było - głównie straty F-4 wynikały z ostrzału z ziemi, a nie z walk z MiGami. Zresztą najwięcej zestrzeleń z działka miały... myśliwsko-bombowe F-105 (bo one od początku miały M61 na pokładzie). Uważam, że Su-27 i MiG-29 naprawdę bardzo dobrze latają, choć MiG ma zdecydowanie zbyt mały zasięg. Jednak sądzę, że podejście USA do problemu walki BVR (czyli bez kontaktu wzrokowego) jest lepsze niż rosyjskie. Rosjanie stawiają na supermanewrowość, czyli uniki przed rakietami, co wymaga naprawdę duuużych umiejętności, a także po takim uniku stawia atakowany samolot w bardzo niekorzystnej sytuacji. Amerykanie stawiają na obniżone wykrycie. Zresztą w walce powietrznej najważniejsza jest informacja, a nie kilkaset kg ciągu więcej.

luk
4 grudnia 2008 (22:05)
fajne ale troche sranie w banie
eh

greg
21 grudnia 2008 (17:02)
Lanie wody
Właściwie nie wiadomo za co się brać, bo bzdura goni bzdurę. W związku z tym ograniczę się do krótkiej informacji, na dniach zarówno norwescy jak i holenderscy eksperci z sił powietrznych przedstawili rekomendację wyboru F35 jako następcy dla obecnie eksploatowanych F16MLU, podkreślając nie tylko większe możliwości F35 ale też niższe koszta (sic), zarówno zakupu jak i eksploatacji w całym okresie użytkowania (LCC). F35 dosłownie "zmasakrował" Gripena NG. Dodajmy że samolot jest "pewniakiem" także w WB, Włoszech, Turcji, Izraelu, Australii i Kanadzie. Im bliżej produkcji seryjnej tym więcej będzie potwierdzonych zamówień. No ale jak się piszę artykuł uzasadniający konkretną, założoną z góry tezę... To się wybiera tylko te "fakty" i opinie które pasują. Pozdrawiam PS Jak się podaje szacunki GAO to trza wiedzieć co za przytaczanymi liczbami się kryje: jest to uśredniona cena dla wszystkich trzech wariantów, z podstawowym wyposażeniem (szyny do podwieszania różnych rodzajów uzbrojenia, zb. podwieszanych i parę takich pierdółek). Co ważne jest to średnia z przewidywanych w okresie dostaw cen samolotów - innymi słowy dla dostaw w roku 2015 bierze się cenę uwzględniającą przewidywaną inflację, czyli nie jest to cena bieżąca (aktualna wartość nabywcza dolara), ta dla odbiorów zagranicznych to 56,5 mln $ za wariant A. I na koniec, przeczytałem także tekst o F16 i wiem jedno: nie masz pojęcia o czym piszesz.

od autora
10 stycznia 2009 (18:10)
Papieskie tony ostatniego przedmówcy
Roma locuta, causa finita, ale to chyba raczej jakieś zupełnie inne dziedzictwo...

maciek
7 kwietnia 2009 (13:34)
F-15C i T-45
wbrew zamieszczonej w tekście uwadze o wycofaniu wszystkich "wersji F-15 straszej niż F-15E", wersja F-15C wciąż jest na uzbrojeniu obrony powietrznej i pewnie jeszcze chwile będzie. Harrier nie był jedynym licencyjnym odrzutowcem produkowanym w USA - inne to B-47 (licencyjna Canberra) i T-45 (licencyjny BAe Hawk). Byłbym ostrozny w tym wrózeniem z fusów - bo o ile wiem znamy tylko kłopoty konstrukcji świata Zachodu (ciekawe dlaczego, prawda?)

Wesper
23 kwietnia 2009 (13:05)
Analogicznie jak w lotnictwie amerykanie podeszli ...
Analogicznie jak w lotnictwie amerykanie podeszli do np. do okrętów podwodnych stawiając na minimalizację wykrycia gdy rosjanie postawili na prędkość i manewerowość z jakim wynikiem ?. Fakt problemów z programem f-35 nie zauważając np. faktu iż na ponad 720 szt rosyjskich M-29 3/4 sztuk juz sie nigdy nie wzbije w powietrze a tempo wymiany sprzetu na nowy jest takie iż wymiana wszystkich 3400 rosyjskich statków powietrznych zabrało by rosji ok.300lat nie daje podstaw do wyciągnięcia wniosku iż przemysł lotniczy USA podupada .A porównywanie dziwacznego choc spektakularnego manewru do mozliwości bojowych samolotów USA jest równie dziwaczne ,wystarczą statystyki .Moje pytanie brzmi ile samolotów zostało zestrzelonych w starciach powietrznych po 1975r .przy pomocy działek w walkach manewrowych a ile przy pomocy rakiet powietrze-powietrze ? .Dalej idąc ,USA podupada planując posiadanie "jedynie" 2400 F-35 samolotu 5 generacji natomiast Rosja posiadając 720 rozlatujące się Mig-29 nie bedąc na razie wstanie stworzyć odpowiednika amerykańskiego samolotu a co dopiero wdrożyć seryjną produkcję jest potęgą militarną jak i konstrukcyjną ,,,,śmiałe stwierdzenie....twierdzenia jak z naszej prasy gdy awaryjnie którys raz ląduje z powodu drobnej usterki nasz f-16 i rozpoczyna sie medialna histeria ,a gdy któryś z rzędu ruski Mig-29 rozlatuje sie z powodu korozji ? "spakojna ,ruskie i tak najlepsze ",,,

parias
6 maja 2009 (23:36)
dziecko drogie miej Ty litość
dziecko drogie miej Ty litość i nie pisz jeśli się nie znasz

???
10 czerwca 2009 (13:22)
...tatuś ? fajne masz argumenty ,,,starego grzyba
...tatuś ? fajne masz argumenty ,,, argumenty namolnego wszystkowiedzącego i nieomylnego starego grzyba

yupik
23 sierpnia 2009 (00:55)
Autorze, napisz tekst o F-22,
Autorze, napisz tekst o F-22, obcięto na niego zamówienia, gdyż jest mocno spartaczony (magiczna powłoka szybko się zużywa, ilość godzin serwisowania jest dużo większa od planowanej itd.), napisz ogólnie o samolotach przewagi powietrznej w USA czyli, kłopotach z F-22, kurczącą się ilością F-15 oraz świetnym F-18(SH). W sumie ciekawe ile starych F-15 stoi zakonserwowanych i gotowych do odmrożenia. Lubisz lotnictwo, to o tym napisz, ale ten artykuł jest niestety BEZNADZIEJNY.

Wiesław
13 września 2009 (19:05)
Ignorant
Kompletny ignorant. Przypuszczam, że takiego n.p. Mig29 widział jedynie w locie i nawet nie zauważył jak potwornie kopci. Jak skomentujesz zwrot Mig 29 przez Algierię. Dlaczego wielu, z uporem maniakalnym, porównuje samolot wielozadaniowy F16 z myśliwcem Mig29? Tutaj bardziej sensowne jest porównanie z F15, też myśliwcem o podobnej konfiguracji i przeznaczeniu. Zresztą oba porównania wypadają bardzo nieprzyjemnie dla Mig29. Po eksodusie (na początku lat 90tych) Żydów z ZSSR, którzy stanowili trzon wielu biur konstrukcyjnych nic istotnego w dziedzinie lotnictwa i kosmonautyki w Rosji nie powstało. Su30MKI eksportowany do Indii posiada awionikę francuską. We współpracy z firmą Snecma, powstał w ubiegłym roku silnik dwuprzepływowy o ciągu 194kN. Mam bardzo dużo fotografii Mig29 i to w szczegółach. Może zamieszczę po zamaskowaniu twarzy. Bardzo deprymująco wpływają te fotografie na entuzjastów rosyjskiej techniki.

jack the ripper
11 listopada 2009 (00:56)
rosja i ich wydatki na zbrojenia ma dobre technologie
moim zdaniem rosyjskie i amerykańskie samoloty bojowe 4+ lub 5 generacji nie wiele różnią się technicznie mają podobną awionikę zwrotności ale pod względem elektroniki stosowanej w nich USA wyprzedza rosjan o jakieś 20 lat mają lepsze radary wykrywalności ich jest mniejsza jednak rosyjskie jeszcze w fazie badan PAK FA, zbyt drogi Su 47 bierkut czy Mig 35 były by w stanie powalczyć z F 22 ponieważ ich techniczne wykonanie jest bardzo podobne jeszcze dodam że rosyjskie samoloty są parokrotnie tańsze niż amerykanskie co wynika z materiałów użytych do ich produkcji ale technologie satehlate podobne wykrywalności jednak amerykańska elektronika daje większe szanse na zestrzelenie samolotów rosyjskich.

Virpil
16 stycznia 2010 (22:21)
Wiedza :)
Pozwolę sobie na skomentowanie wypowiedzi Sz.P. Wiesława (Ignorant). Od wielu lat zajmuje się tematyką lotnictwa. Nigdy nie byłem "entuzjastom" tylko i wyłącznie rosyjskiej techniki, ale podobne wypowiedzi świadczą o braku elementarnej wiedzy na komentowany temat. Radzę Panu poczytać nieco z historii lotnictwa, z historii powstania MiG-29 i F-16. Było by dobrze zapoznać z literaturą techniczną na ten temat. Może wtedy Pan się dowie co to jest np. tzw. "myśliwiec frontowy" (odpowiednik zach. klasyfikacji "wielozadaniowy myśliwiec"), a co to "myśliwiec przewagi powietrznej" (air superiority fighter). Dowie Pan, że podstawowe samoloty klasy taktycznego samolotu myśliwskiego to - F-16, F/A-18, Mirage 2000 oraz rosyjski MiG-29. Nie będzie Pan wtedy pisał bzdur na temat - cytat "bardziej sensowne jest porównanie z F-15, też myśliwcem o podobnej konfiguracji i przeznaczeniu". Nie będę wyjaśniał Panu zagadnień naukowej i technicznej współpracy międzynarodowej (o pro po SU) z Francją. Bo może Pan nie wie, ale taka współpraca od dawna istnieje i nie tylko z francuzami (np. z amerykanami w zakresie foteli katapultowych klasy "zero-zero"). Na koniec powiem, że nie tylko Pan ma takie fotki. Tego akurat jest pełno i w calem nie wpływają deprymująco. Zachowaj ich Pan dla siebie.

Tomek
18 stycznia 2010 (21:32)
...
Z tą manewrowością na salonie Paryskim to trochę jak z dziurą w tłumiku - jest ? tak ! jest głośno ? tak ! oooo to musi mieć wieeeelką moc... Problem w tym, że Mig-29, Su-27 i pochodne świetnie spisują się na mniejszych prędkościach i na większych kątach natarcia, jednak walka powietrzna trochę różni się od tej z czasów cyrku Czerwonego Barona... Np F-15 jest gorszy w walce kołowej ale jest niezwykle groźny podczas tzw. manewrowania energetycznego, o czym na własnej skórze przekonali się nasi piloci 29-tych. Potężne silniki Orła (sam ciąg jeszcze nie wszystko mówi) dają o sobie znać, maszyna chodzi jak przecinak. F-16 podobnie.. Oprócz doskonałego przyspieszenia (lepsze niż w Migu, mniejsze opory itd), większa stała prędkość kątowa itd. Do 0.6 Macha F-16 jest gorszy ale jak to powiedział jeden z pilotów z Mińska z którym miałem okazję rozmawiać, powyżej tej prędkości F-16 niezwykle manewrowy samolot. Bardzo szybko się rozpędza, bardzo trudno za nim nadążyć, do tego doskonały kamuflaż... No i słynne sustained 9g... Swoją drogą to nad Zatoką Perską Amerykanie pokazali na F-15 jak można zniwelować przewagę na bliskim dystansie i na mniejszych prędkościach Miga-29, właśnie dzięki potężnym silnikom Orła... Wygrali wszystkie walki manewrowe a pilotów irackich raczej ciężko było posądzić o braki w wyszkoleniu. Dowodzi tego ich manewry obronne wykonywane przez ichnich pilotów na Mig-25. Swoją drogą mimo, że ciężki to ten samolot wcale nie okazał się dla Amerykanów łatwiejszym przeciwnikiem niż rasowe dogfightery Mig-29 ! :)

od autora
19 stycznia 2010 (23:06)
System naprowadzania i celowania + rakiety
To, co pisze przedmówca nie za bardzo ma odniesienie do rzeczywistych walk powietrznych w czasie wojny o Kuwejt. W sytuacji, gdy radar i jego oprzyrządowanie w zubożonej odmianie dwudziestych dziewiątych używanej przez "sokołów" Saddama wyglądało jak wyglądało (patrz: Nadlatuje Mig-35; Kilka słów o tym, jak pycha poprzedza upadek) i było za słabe nawet do właściwego naprowadzania R-27, a przeciwko były radary samolotowe stanowiące najnowszy krzyk techniki i rakiety p-p AMRAAM, to co do tego miała jakakolwiek manewrowość? Jeszcze trzeba uwzględnić miażdżącą przewagę koalicji na polu electronic warfare. Uderzenie w kocioł i tyle. W warunkach porównywalnej elektroniki i uzbrojenia rakietowego argentyńskich Mirage III oraz Harrierów przeważyła manewrowość. F-15 to oczywiście bardzo dobry samolot i przyspieszenia ma imponujące (nic nowego, bo to "filozofia" Phantoma), ale walka z pełnowartościowym przeciwnikiem na Su-27/30/33 to nie byłby film Air Force One tylko zupełnie co innego. To byłaby mniej więcej taka różnica jak Elvis Presley jako bohater filmowy i ten sam Elvis w życiu. Zaś co do kamuflażu F-16 od lat 90-tychh... Przestał mi się podobać ten samolot (i nie tylko ten, ale każdy inny jasnoszary): To oczywiście już tylko rzecz gustu (de gustibus...). Cieszy mnie to niezwykle żywe zainteresowanie tematyką współczesnych samolotów bojowych. Dziękuję wszystkim, którzy coś konkretnego dodają, za dotychczasowy udział w dyskusji.

Tomek
20 stycznia 2010 (20:26)
...
W tym wypadku AMRAMow nie użyto, wiele zestrzeleń uzyskano dzięki AIM-7, oczywście przewaga w środkach WRE była miażdżąca ale z drugiej strony doszło do naprawdę kilku ciekawych epizodów, min. pojedynki z Mig-25 do nich należą. We wspomnieniach pilotów amerykańskich można znaleźć wzmianki i wysokiej klasie i umiejętnościach pilotów tych maszyn, którzy mimo że nie jest to rasowy myśliwiec potrafili zrobić z jego silników niezły użytek. Jeśli chodzi o pojednynki z Mig-29 to rzeczywiście większość strąceń uzyskano spoza zasięgu wzroku ale doszło też do manewrowej walki powietrznej F-15 vs Mig-29 i żaden zasięg radaru (lub jego brak) nic tu nie zmienił. Ten przykład podałem właśnie po to, żeby uświadomić, że czyste słupki jeszcze o niczym nie świadczą i maszyna o teoretycznie gorszych parametrach w niektórych aspektach jest w stanie zrównoważyć przewagę przeciwnika. Jeśli chodzi o realne walki w zasięgu wzroku między F-15/16 a Su-30 itd to Hindusi mogą na ten temat coś powiedzieć, zwłaszcza po niedawnych Redflag.... I to niezbyt przyjemnego dla ludzi którzy twierdzą, że wszystko co ma oznaczenie Su-3x leje każdą amerykańską maszynę. Zresztą nie dziwi mnie to, regularnie pojawiam się na pokazach lotniczych i tam naprawdę można sensownie pogadać z ludźmi którzy dosiadają te maszyny i mówią jak jest naprawdę. W dyskusji która jest ciekawa merytorycznie zawsze i wszędzie chętnie wezmę udział :) pozdrawiam PS Być może kiedyś będziemy "musieli" przełknąć tą gożką pigułkę jaką jest F-35... Kto wie :)

od autora
20 stycznia 2010 (23:30)
A może przyczyną jest różnica diety?
Jak wiadomo Hindusi są wegetarianami, a hamburgery dają mnóstwo siły ;) Oczywiście temat-rzeka; ćwiczeniami Red Flag w tym w ich perspektywie historycznej też warto byłoby się zająć. Pisze o tym m. in. Jerzy Gotowała. Jeśli tylko powstaną warunki do zajęcia się tym tematem przeze mnie, a Szanowna Redakcja pozwoli, to... Mam nadzieję na dalszą życzliwą krytykę ze strony przedmówcy. Również pozdrawiam.

Tomek
3 luty 2010 (22:18)

Mała prezentacja możliwości F-35: http://www.youtube.com/watch?v=T1hhXEdKQ3o

bagration
6 kwietnia 2010 (16:45)
Żródła
Prosiłbym o źródła tych wszystkich rewelacji. Chyba że autor jest pracownikiem Lockheeda Martina i na własne o czy widział to wszystko na co dzień, to jest też źródłem wiedzy o problemach które opisuje.

bmc3i
6 kwietnia 2010 (16:54)
Bariera technologiczna
Kiedys było łatwo. Dzisiaj doszlismy do bariery technologicznej, przy ktorej naklady coraz wieksze, a efekty male. Kiedys taka barierą byl kres mozliwosci dalszego zwiekszania efektywnosci napedu turbosmiglowego - przelamanie polegalo na przejsciu na naped odrzutowy. Dzisiaj mamy podobną sytuację. Prosze zauwazyc, ze dokladnie z tymi samymi problemami borykaja sie wszyscy producenci samolotów wysokich generacji - niezaleznie od kraju. W latach 60-tych i 70-tych, mozliwosci rozwoju samolotów odrzutowych byly wciaz spore, Dzisiaj technologie sa tak wysrubowane, ze bez wzgledu na panstwo (UE, Rosja, USA), ogromne koszty daja relatywnie niewielkie rezultaty.

od autora
6 kwietnia 2010 (18:58)
Hm...
Bariera jest (moim skromnym zdaniem) w zasadzie jedna; postępujący rozkład przemysłu Zachodu, będący wynikiem procesu, który tak naprawdę zaczął się jeszcze za prezydentury Trumana, kiedy to wielka trójka z Detroit (Ford, GM, Chrysler) załatwiła wynalazcę bezpiecznego, szybkiego i ekonomicznego samochodu średniolitrażowego Prestona Tuckera. Gdyby ten samochód został wyprodukowany w ilości 40 mln sztuk, jak planowano (i co odpowiadało popytowi na takie samochody wg przedpłat na zamówienia dla salonów sprzedaży) zamiast 50 sztuk, Amerykanie nie kupowaliby ćwierć wieku później samochodów od Japończyków. Jest takie pojęcie: Big Businness i drugie. Big Government. W pewnym okresie jedni umówili się z drugimi, że będą podejmowane tylko takie inwestycje, jakie są konieczne do dotrzymania kroku konkurencji. Głównym celem wielkich koncernów i rządu federalnego ściśle z nimi współpracującego za pośrednictwem FED, NASA i Pentagonu stało się osiąganie jak największych zysków i maksymalne zatrudnienie dzięki jak najdłuższym seriom produkcyjnym. Należy się obawiać, że takie projekty jak komputery Apple i samoloty F-16 to był już ostatni rzut na taśmę amerykańskiej innowacyjności w wielkim stylu. W międzyczasie bowiem doszedł kolejny czynnik niszczący możliwości rozwoju amerykańskiej techniki: reaganomika i jej dalszy ciąg - doktryna globalizmu (część ekonomiczna). Proszę sobie wpisać do wyszukiwarki tego serwisu hasła: Peter Schiff, Chazin, Toffler, komputeryzacja, F-22. Rozwijać technicznie na pewno będą się teraz Chiny, prawdopodobnie również Rosja, być może kraje UE do spółki np. z Północną Afryką (jeśli uda się im uporać z olbrzymim zadłużeniem państwowym i ograniczyć biurokrację). Ameryka Pn. zamienia się w pustynię przemysłową. Inny bardzo ważny czynnik to krótkie, co najwyżej średnie serie wszystkich nowych samolotów bojowych. To podraża koszty jednostkowe i potęguje trudności techniczne oraz organizacyjne wynikające z upadku przemysłu w wielu krajach. Np. korporacja MAPO MiG stała już przed widmema bankructwa i tylko indyjski kontrakt na samoloty morskie zdołał ją uratować (na jakieś cztery lata). W czasach równowagi strachu wielkich mocarstw zwanej niezbyt trafnie zimną wojną silne lotnictwo stanowiło niezbędny czynnik obrony narodowej dla wszystkich dużych i średnich krajów. Phantomy, MiG-21 -23 -25 i "szesnastki" rozchodziły się w tysiącach sztuk na cały świat. Obecnie w grę wchodzą w zasadzie konflikty typu USA kontra Irak/Iran, walki z talibami (mającymi dwie lewe ręce do komputerów i samolotów) itp. Jak słusznie zauważył Obama, do takiej wojny kosztujące astronomiczne kwoty systemy ultranowoczesnego superuzbrojenia nie są na nic potrzebne. Tak naprawdę nie bardzo wiadomo, na co byłby potrzebny np. Włochom F-35 po tym jak już poratował ich Eurofighter. Wojnę między mocarstwami atomowymi (USA, Rosja, ChRL) należy wykluczyć, bo nikt nie może sobie na nią pozwolić. W razie ostrej konfrontacji na takiej linii będzie się szukać aż do skutku rozwiązań politycznych (słynny reset stosunków am-rosyjskich).

pd autora
6 kwietnia 2010 (19:15)
@ bagration
Oczywiście mógłbym podać dokładne adresy anglojęzycznych źródeł internetowych, na których opierałem się prawie dwa lata temu. Nie wiem jednak czy: a) przedmówca zna ten język względnie czy tłumaczenia z ang. na polski przez Google Language Tools byłyby wystarczająco dobre b) czy te źródła jeszcze są w sieci. Proszę zajrzeć do miesięczników "Nowa Technika Wojskowa" (to była pierwsza inspiracja moich "rewelacji"), "Lotnictwo" (kiedyś: "Lotnictwo Wojskowe") oraz "Raport WTO (Wojsko-Technika-Obronność)". Pozostała prasa wojskowa w naszym kraju to albo wydawnictwa wąsko specjalistyczne, pisane hermetycznym językiem albo oświatowo-propagandowe (reklamujące Wojsko Polskie i pracę MON-u).

mw
29 luty 2012 (20:51)
latest news
Fajnie się czyta ten artykuł dzisiaj. Kwestia utraty hegemonii przez USA jak najbardziej aktualna \\\\\\\"źle się dzieje w państwie duńskim\\\\\\\", dyskusji na temat źródeł obecnego kryzysu w jakim znalazły się USA wolę się nie podejmować, choć osobiście nie szukałbym ich aż tak daleko w przeszłości. Wracając do samego samolotu, to wygląda na to, że mimo wielu przeciwności losu jednak będzie on następcą F-16, główny problem to bardzo wysoka cena jednostkowa, co zapewne wpłynie na decyzje przynajmniej niektórych państw o ograniczeniu zamówień lub o odłożeniu ich w czasie. Czy f-35 to dobry samolot? Czas pokaże, wygląda jednak na to, że może nim być. Patrząc nieco z dystansu na kwestie samej technologii stealth wydaje się, że stary i nieco stetryczały \\\\\\\"wuj Sam\\\\\\\" po raz kolejny wybrał dobrze. Obecnie wszystkie liczące się państwa na świecie bardzo chcą mieć takie samoloty, ale tylko USA ma ich całkiem sporą flotę (B-2, F-22) w służbie i jeśli grom z jasnego nieba nie strąci jankesów w otchłanie piekielne (o co zapewne żarliwie modli się wielu ludzi na tym padole) to już wkrótce dołączy do nich całkiem spora liczba F-35. Na koniec słów kilka o sławnych już konstrukcjach radzieckich (to nie pomyłka wszelkie latające cuda spod znaku Su, to ciągle Su-27 w nowych wcieleniach). Su-27 (i jego klony) to piękny samolot, powstał aby pokonać F-15 i jest go w stanie pokonać (przynajmniej na papierze)... Zresztą w rzeczywistości zapewne też, co nie oznacza, że F-15 byłby bez szans w starciu z Suchojem, tym bardziej, że jak ktoś tu słusznie zauważył trudno mówić dziś o pojedynkach powietrznych, mamy raczej do czynienia z powietrzną grą w szachy, co nie wyklucza tzw. \\\\\\\"dogfightów\\\\\\\" ale raczej byłyby to incydenty. Tym bardziej, że amerykanie doskonale zdają sobie sprawę ze sprawności Su-27 i raczej będą się starali ograniczyć do minimum tego rodzaju starcia. Przywołana przez autora wojna falklandzka to bardzo ciekawy kawałek historii. Wnioski o źródłach sukcesów powolnych ale bardzo zwrotnych Harrierów generalnie słuszne ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Uważam, że porównywanie tamtych walk powietrznych do potencjalnego starcia supermyśliwców w dzisiejszych czasach jest lekkim nadużyciem. Po pierwsze, żaden z uczestniczących w wojnie falklandzkiej myśliwców nie był przystosowany do walk BVR (brak odpowiednich radiolokatorów, brak możliwości przenoszenia odpowiednich rakiet). Po drugie ze względu na powyższe walki powietrzne musiały odbywać się tylko i wyłącznie na krótkim dystansie, co w oczywisty sposób premiowało zarówno lepszą zwrotność jak i lepsze wyszkolenie pilotów brytyjskich. Po trzecie i bardzo ważne, większość zwycięstw brytyjczycy zawdzięczają nowocześniejszym rakietom AAM (używali najnowszej wówczas wersji AIM-9 Sidewinder chyba w wersji M o ile się nie mylę), niż te których używali piloci argentyńscy. Natomiast koncepcja, której hołdują amerykanie (oby nigdy nie musiała być sprawdzana na pełną skalę w praktyce) mówi \\\\\\\"first to see - first to kill\\\\\\\" i wychodzi z założenia, że walkę powietrzną powinno rozstrzygnąć się na dużym dystansie, a przewagę daje tu nie wysoka manewrowość ale właśnie niska wykrywalność. Oczywiście nauczeni przykrymi doświadczeniami z Wietnamu (tej traumy chyba nigdy się nie pozbędą) amerykanie \\\\\\\"na wszelki wypadek\\\\\\\" dali swojemu \\\\\\\"prime role fighter\\\\\\\" czyli F-22 także wysoką manewrowość jednak w pierwszej kolejności polegają na jego ekstremalnie niskiej wykrywalności (pomimo większych rozmiarów współczynnik wykrywalności F-22 jest znacząco niższy niż F-35 i to we wszystkich zakresach pracy radarów). Tak na marginesie ta super zwrotność F-22 to ciekawe zagadnienie. Kiedy się czyta różnego rodzaju komentarze na temat Su-35 można odnieść wrażenie, że oto rosjanie stworzyli ósmy cud świata osiągając w dziedzinie zwrotności samolotów bojowych rzecz nieosiągalną dla nikogo innego na świecie. Błąd. amerykanie a później także niemcy dokładnie studiowali zagadnienia super manewrowości (program HiMAT i późniejsze), jednak z jakiegoś powodu wybrali tylko ograniczoną super sterowność dla F-22, dlaczego? Dokładnie wie pewnie niewiele osób. Można się jedynie domyślać, że uznali, że efektywność takiego rozwiązania w przypadku myśliwca załogowego jest mocno ograniczona. Postawili na stealth i wygląda na to, że trafili w dziesiątkę (przynajmniej na tą chwilę, bo przecież świat nie stoi w miejscu prawda?). Pozdrawiam.

Victor
5 grudnia 2012 (10:31)
Do wszystkich specjalistów i \\\\
Poczytajcie swoje posty, dotyczy to także autora artukułu po tych kilku latach od ich napisania i przemyślcie je w odniesieniu do dnia dzisiejszego. Świat idzie do przodu. Lata rosyjski F-50 i chiński J-20. F-35 dalej dojrzewa... Zobaczymy co się wyklaruje za następnych parę lat.

Sojer
8 kwietnia 2013 (09:58)
Autorowi chodzi oczywiście o włoskie Starfightery,
Oczywiście program przyśpieszył i idzie zgodnie z planem budżetowym, który zakłada, że LM będzie mieć więcej czasu na dopracowanie, bo rząd kupi do 2017 365 samolotów - o 410 mniej niż plan z ok 2007. Niestety nie przekroczą budzet na rozwój maszyny, który miał wynosić 40 mld... ale do tego amerykanie są rpzezwyczajeni, bo koszty zaniża sie, aby zdobyc kontrakt. Odziwo wstęp jest nadal aktualny, samolot najpewniej będzie kosztował 100 mln bez broni i części, Holandia jupi 30-50 sztuk, zamiast 85, ze względów marketingowych amerykanie będą mydlić oczy sojusznikom obietnicami o zakupie 2400 sztuk - nawet Brytyjczycy nie kupią potrzebnych 138, najpewniej 70-90.

maniek
1 lipca 2013 (18:26)
bzdury
bzdura gość chyba nie czytał o walkach powietrznych np nad irakiem,i nie wie co to technologia niewykrywalności,może poczyta sobie f 22 i oceny tego samolotu przez pilotów niemieckich czy francuskich ,którzy walczyli z nim w manewrach ,co z tego że w kołowej walce parę razy wsiedli mu na ogon .jak eorofighter ze swoim najnowszym radarem ,który przewyższa ruskie o 20 lat nie widział raptora dopiero z 30 kilometrów ,

OLO
27 lipca 2015 (12:48)
Do ,, MAŃKA,,
Maniek, tyś chyba nie potrafił przeczytać ze zrozumieniem artykułu ,, Sałatka z Raptorów,, Gdzie niemieccy piloci na EF 2000 u czynili rzeź raptorom F-22... Raptor podobnie jak F-35 OKAZAŁ SIĘ BUBLEM
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".