Falklandy-Malwiny,nowy konflikt u wybrzeży Argentyny
    Falklandy4 · Argentyna4 · surowce energetyczne43 · konflikty zbrojne74
2010-03-01
Niewielki archipelag położony 150 km na zachód od wybrzeży argentyńskich jest od 180 lat źródłem napięć między władzami w Buenos Aires a Londynem. W 1982 r. doszło nawet do krótkiej wojny (z kretesem przegranej przez Argentynę), w wyniku której zginęło 1000 osób. Od tego czasu z mniejszą lub większą częstotliwością konflikt odżywa. W ostatnich tygodniach pojawiły się nowe okoliczności, które sprawiły, że spór nabrał rumieńców i przyciągnął uwagę opinii międzynarodowej.

Pod zarządem brytyjskim

Od czasu przejęcia wyspy w 1833 r. Falklandy (nazywane w Argentynie Malwinami) zarządzane są przez Londyn. W 1982 r. miała miejsce krótka przerwa, lecz po pokonaniu wojsk argentyńskich (konflikt trwał 74 dni) archipelag wrócił pod kontrolę brytyjską . Od tego czasu Wielka Brytania utrzymuje na wyspach dość pokaźne siły zbrojne. Znaczna większość obywateli Falklandów, które formalnie są nadal brytyjskim terytorium zależnym, jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy. Fundusze z Londynu i wsparcie miejscowej gospodarki sprawiły, że wyspy mają jeden najwyższych na zachodniej półkuli PKB per capita – ponad 35 000 USD, podczas gdy Argentyna jedynie 13 000 USD. Należy jednak pamiętać, że Falklandy/Malwiny są w znacznym stopniu uzależnione od najbliższego stałego lądu – Argentyny. To stąd przypływa i przylatuje duża część towarów, to tam prowadzi najbliższy szlak komunikacyjny (morski i powietrzny) z resztą świata. Jeśli jakiś mieszkaniec archipelagu wymaga nagłej zaawansowanej opieki medycznej, jest transportowany do Argentyny. Inną rzeczą jest to, że miejscowe społeczeństwo starzeje się, a rozwijająca się gospodarka Falklandów/Malwin wymaga młodej siły roboczej. W coraz większym stopniu zapewniają ją Argentyńczycy.

Uaktywnione Buenos Aires

W latach bezpośrednio po wojnie Argentyna starała się nie podnosić zbyt głośno swych aspiracji do odzyskania jurysdykcji nad wyspami i dążyła do normalizacji stosunków. W ostatnich latach jednak się to zmieniło. W marcu 2007 r. parlament argentyński uznał za zakończoną wspólną deklarację Buenos Aires i Londynu z 1995 r. mówiącą o kooperacji w zakresie działań w południowo-zachodniej części Oceanu Atlantyckiego. W kwietniu 2009 r. Argentyna złożyła na forum ONZ oficjalny wniosek o przedłużenie jej szelfu kontynentalnego i przyłączenie do jej terytorium pokaźnych obszarów południowego Atlantyku (1 700 000 km2). Tereny te obejmują m.in. obszar archipelagu i nie ma wątpliwości, że za wnioskiem Buenos Aires kryły się dążenia do udowodnienia swych praw do wysp. Pod koniec ubiegłego roku zaś, parlament argentyński zaaprobował ustawę dającą prowincji Ziemia Ognista jurysdykcję na wyspami południowego Atlantyku, w tym nad Falklandami/Malwinami. Władze brytyjskie odpowiedziały na to notą protestacyjną. W ostatnich tygodniach Argentyna przeprowadziła kolejną poważną ofensywę dyplomatyczną mającą podważyć działania, jakie na ich terenie prowadzi Wielka Brytania. Londyn bowiem na archipelagu poszukuje ropy.

Ropa

Dotychczasowym bogactwem archipelagu były głównie łowiska ryb (i sprzedaż licencji na połów) oraz hodowla owiec. Wkrótce jednak może się to zmienić. Już od lat 80. XX w. trwają badania nad pokładami ropy w regionie. Wyniki z ostatnich lat wskazywały, że jest to bardzo prawdopodobne Wielka Brytania przystąpiła więc do działania. Rząd w Londynie zakontraktował przedsiębiorstwo Desire Petroleum do przeprowadzenia próbnych odwiertów w pobliżu wysp i sprawdzenia czy oraz w jakiej ilości znajduje się tam ropa naftowa. Ze Szkocji sprowadzono platformę wiertniczą Ocean Guardian, którą osadzono 100 km na północ od Falklandów. Szacuje się, że w tym miejscu ma znajdować się ok. 60 milionów baryłek ropy, nie wiadomo jednak, jaka jej część będzie możliwa do wydobycia. Odwierty rozpoczęte w poniedziałek 22 lutego mają trwać miesiąc i mają sięgnąć głębokości 3500 m.

Argentyńskie protesty

Już w styczniu 2010 r. Argentyna złożyła na forum ONZ (kolejny) wniosek, w którym udowadniała, że archipelag przynależy do jej terytorium. Prawdziwa ofensywa nastąpiła jednak, gdy jasnym się stało, że Londyn nie zamierza zrezygnować z planów przeprowadzenia próbnych odwiertów. Buenos Aires stoi na stanowisku, że działania Wielkiej Brytanii są nielegalne. Zgodnie z ustaleniami po wojnie z 1982 r. ONZ ma mandat na mediację w tym sporze terytorialnym, a każda ze stron ma powstrzymywać się od jakichkolwiek działań zmieniających stan rzeczy i mogących doprowadzić do eskalacji sporu. Argentyna postrzega obecne działania brytyjskie jako sprzeczne z tymi postanowieniami.

Wojna o Falklandy

Londyn uznaje Falklandy/Malwiny za swoje terytorium i w związku z tym stoi na stanowisku, że wszelkie podejmowane przezeń tam działania, w tym poszukiwanie (i ewentualne wydobycie) ropy są jak najbardziej legalne. W odpowiedzi na rozpoczęcie odwiertów władze argentyńskie wprowadziły restrykcje w transporcie na archipelag. Wszelkie statki chcące korzystać z argentyńskich wód terytorialnych, aby dostać się na wyspy muszą uzyskać specjalne zezwolenie od władz Argentyny. Kolejnym krokiem Buenos Aires było złożenie protestu wobec działań brytyjskich na dwóch forach międzynarodowych: szczycie państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów w Cancun (a zarazem odbywającym się równolegle szczycie w grupy z Rio) oraz w ONZ.

Solidarna Ameryka Łacińska?

Zwłaszcza na tym pierwszym otrzymała silne i jednolite wsparcie, co wcale nie było takie oczywiste biorąc pod uwagę historię. Dotychczas kraje regionu wspierały dążenia Argentyny, lecz w bardziej stonowany sposób, podkreślając potrzebę dialogu, w trakcie wojny z 1982 r. zaś sąsiednie Chile stanęło po stronie Wielkiej Brytanii. Na szczycie w Cancun jednak, gdzie dały o sobie znać nastroje solidarności regionalnej (m.in. w idei powołania nowej organizacji grupującej kraje amerykańskiej z wyłączeniem USA i Kanady) Buenos Aires otrzymało tak silne poparcie w kwestii Falklandów/Malwin, jak nigdy. Hugo Chavez wezwał nawet „królową Anglii” do oddania Argentynie tego, co jej się należy. Przyszłość dopiero jednak pokaże, czy była to tylko chwila uniesienia, czy Buenos Aires będzie w stanie zmobilizować sąsiadów do wsparcia jej w bardziej wymierny sposób niż same deklaracje. A będzie to potrzebne chociażby na forum ONZ.

Minister spraw zagranicznych Argentyny, Jorge Taiana, w zeszłym tygodniu spotkał się z sekretarzem generalnym ONZ Banki Moonem oraz złożył na forum organizacji oficjalną notę protestacyjną oskarżając Wielką Brytanię o łamanie prawa międzynarodowego. Banki Moon wyraził zaniepokojenie i obiecał zająć się tą kwestią. Aby dopiąć swego jednak, Argentyna będzie potrzebowała znacznie więcej – m.in. silnego i jednolitego poparcia kilkudziesięciu państw regionu. Przekonamy się wówczas czy zwycięży solidarność latynoamerykańska, czy partykularne interesy poszczególnych państw, które często z Wielką Brytanią łączą silne więzy gospodarcze.

Zmiany czy tylko zasłona dymna?

Czy z jednej strony odkrycie ropy, a z drugiej aktywność Argentyny połączona ze wsparciem regionu przyczynią się do rozwiązania sporu w najbliższej przyszłości? Wątpliwe. Londyn nie zrezygnuje z ewentualnej ropy, ani lukratywnych łowisk. Argentyna zaś dalej dążyć będzie do odzyskania utraconych 180 lat temu wysp. Czy zaogniony spór może przerodzić się w kolejny otwarty konflikt, jak 1982 r.? Jeszcze mniej prawdopodobne. Zupełnie zmieniły się warunki geopolityczne i Buenos Aires nie ma ani ambicji, ani możliwości odzyskania archipelagu siłą. Wydaje się, że władze argentyńskie po prostu wykorzystały sprzyjające okoliczności do zapunktowania w walce o władzę na Falklandami/Malwinami.

Nie bez znaczenia zapewne był tu również ten sam motyw, co w 1982 r., gdy Argentyna zaatakowała wyspy – chęć zbudowania solidarności narodowej i odwrócenia uwagi od spraw wewnętrznych. Prezydent Argentyny w ostatnich miesiącach spotyka się z ostrą krytyką opozycji, pojawiły się nawet podejrzenia o malwersacje finansowe jej i jej męża, a zarazem poprzednika na fotelu prezydenta kraju, Nestora Kirchnera. Podnosząc kwestię Falklandów/Malwin Cristina Kirchner skutecznie odwróciła uwagę obywateli od tych kwestii. Ostateczne rozwiązanie sporu jest jednak trudne do przewidzenia. Być może zmiana pokoleniowa na wyspach doprowadzi do powstania tam bardziej proargentyńskich sentymentów – do tego niezbędna byłaby jednak odpowiednia polityka Buenos Aires i przyzwolenie Londynu. W obecnej sytuacji warunki te są dalekie od spełnienia.

Końca nie widać

W tle konfliktu politycznego, rozwoju gospodarczego wysp i wydobycia ropy bardzo mało mówi się o unikalnym ekosystemie archipelagu, ekosystemie, któremu przemysł wydobywczy może wydatnie zaszkodzić. W idealnym świecie na Falklandach/Malwinach ustanowiono by administrowany wspólnie przez Argentynę i Wielką Brytanię rezerwat przyrody. Nie byłoby sporów o strategiczne surowce i prestiż. Być może kiedyś rządy obu krajów dojdą do wniosku, że jest to najlepsze i akceptowalne przez wszystkich rozwiązanie sporu… Może. Tymczasem Buenos Aires ogłosiło, że w listopadzie rozpoczyna swoje poszukiwania ropy – w połowie drogi między jej terytorium, a Falklandami/Malwinami. Spór jest daleki od zakończenia.


Komentarzy: 2

decentralizator
2 marca 2010 (12:15)
Prawda jest taka, ze Albion zajął te tereny siłą
wysiedlając Argentyńczyków podłóg najlepszych tradycji angielskiego szowinizmu i imperializmu. Lecz nie oszukujmy się dwa demokratyczne mimo wszystko państwa nigdy nie podniosą na siebie ręki, tak jak nie zrobią tego ani Turcja z Grecją, ani Japonia z Koreą Płd.

Luk
3 kwietnia 2012 (14:17)
Co do mozliwosci konfliktu zbrojnego...
... to prosze zwrocic uwage na ostatnie ciecia w budzecie obronnym UK. Szczegolnie mocno dotknely one marynarke wojenna ktora jest w tego typu konfliktach szczegolnie wazna. Ostatnio wysoko postawieni wojskowi wypowiadali sie ze w przypadku nowej wojny o wyspy UK nie bedzie moglo przeciwstawic sie Argentynie. Europa ktorej UK pokazalo ostatnio srodkowy palec wsparcia nie da. Stany dosc przychylnie patrzy na Ameryke Lacinska i w konflikt zapewne sie nie wlaczy... Innych sojusznikow UK nie ma. Za to za Argentyna jak na razie sasiedzi stoja murem. Zwycieska wojenka z byla europejska potega wynioslaby cala Ameryke Poludniowa na wyzyny tak pod wzgledem morale jak i dyplomacji i wszyscy o tym wiedza. Gra moze wiec byc warta swieczki...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Co zostało z egipskiej rewolucji?

Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...