Prawdziwe dno relacje kolumbijsko-wenezuelskie osiągnęły w zeszłym roku. W marcu 2008 r. armia kolumbijska zaatakowała obóz partyzantów z FARC zabijając 25 osób, w tym jednego z przywódców partyzanckich, Raula Reyesa. Nie byłoby w tym nic tak kontrowersyjnego, gdyby nie drobny szczegół – obóz znajdował się na terenie Ekwadoru. Naruszenie przez Kolumbię suwerenności sąsiedniego kraju wywołało zrozumiałe oburzenie wśród sąsiadów. Ekwador zerwał relacje z rządem Uribe, co do dziś pokutuje ciągłymi napięciami między obydwoma krajami. Hugo Chavez odwołał wówczas chwilowo ambasadora wenezuelskiego w Bogocie, a pod wspólną granicę wysłał wojsko. Kolejne dni przyniosły tylko zaognienie kryzysu. Władze kolumbijskie upubliczniły informacje znalezione na laptopie Reyesa przejętym w trakcie marcowej akcji. Świadczyły one o powiązaniach FARCu z Ekwadorem i Wenezuelą. Chavez rzecz jasna wszystkiemu zaprzeczył (podobnie jak Rafael Correa) i oskarżył Bogotę o oszustwo. Laptop miał wiele dziwnych przygód, jego zawartość była kwestionowana nie tylko przez sąsiadów Kolumbii i nie została ogólnie uznana za przekonywujący dowód.
Chavez, a polityka zagraniczna Wenezueli w 2009 roku
O dziwo, relacje kolumbijsko-wenezuelskie w następnych miesiącach się unormowały. Lipiec 2009 przyniósł jednak kolejne ich zaostrzenie. Prologiem tych wydarzeń było przejęcie przez kolumbijską armię kolejnego laptopa należącego do FARCu w październiku 2008 r. Znaleziono w nim tekst listu-testamentu założyciela i lidera partyzantki, Manuela Marulandy (pseudonim Tirofijo), który umarł 26 marca 2008 r. Z litery owego pisma wynikało, iż FARC współpracował i z Wenezuelą i z Ekwadorem. Marulanda pisze w nim m.in. o potrzebie “utrzymywania dobrych relacji politycznych, przyjaźni i zaufania z rządami Wenezueli i Ekwadoru”. Ubolewa również nad dokumentami przejętymi podczas ataku sił kolumbijskich na obóz FARC na początku marca 2008 r., gdyż „niektóre porozumienia przedstawione w tych dokumentach są bardzo kompromitujące dla nas i naszych przyjaciół“. List ów spotkał się z taką samą krytyką jak wcześniejsze laptopowe informacje i nie wywołał wielkich sensacji. Inaczej stało się w ostatnich tygodniach.
Bogota ujawniła, iż broń przejęta na partyzantach kolumbijskich (ściśle - wyrzutnie przeciwczołgowe) okazała się być bronią, którą szwedzkie zakłady zbrojeniowe (SAAB) sprzedały Caracas. Na pytanie: „jakim sposobem znalazła się w posiadaniu FARCu?” rząd Uribe udzielił jednoznacznej odpowiedzi: „partyzantom dostarczył ją Hugo Chavez”. Zarzuty Kolumbii stały się tym mocniejsze kiedy SAAB potwierdził, że jest to broń sprzedana przez tę firmę Wenezueli w latach 80. XX w. Obecnie i firma i rząd szwedzki prowadzą dochodzenie w celu ustalenia jak możliwe było, iż posiadali ją partyzanci z FARCu.
Chavez kategorycznie odrzucił wszystkie oskarżenia, znów przyklejając całej sprawie etykietę mistyfikacji i spisku rządu Uribe, wspieranego przez Waszyngton. Oburzony zarzutami Kolumbii odwołał swojego ambasadora z Bogoty, Gustavo Marqueza i zamroził bilateralne stosunki dyplomatyczne. Zagroził również wstrzymaniem wzajemnego handlu. Wymiana handlowa między Kolumbią a Wenezuelą wynosi rocznie ok. 6 miliardów USD i jest istotna dla obydwóch zainteresowanych krajów. Chavez stwierdził, że Wenezuela może się obejść bez produktów sprowadzanych od sąsiada z zachodu (Kolumbia jest m.in. głównym dostawcą żywności dla Wenezueli, która sprowadza ponad 50% tego, co spożywa), gdyż bez problemu znajdzie alternatywne źródła zaopatrzenia. W podobnym tonie wypowiedział się o możliwości zamknięcia gazociągu, którym dziennie przepływa do Wenezueli 8,5 milionów m3 gazu. Kręgi biznesowe w obydwóch krajach się z tym nie zgadzają (Francisco Mendoza, przewodniczący Stowarzyszenia Wenezuelskich Eksporterów ostrzega, że znalezienie rynku alternatywnego dla Kolumbii będzie trudne i może potrwać lata), lecz to nie do nich należy głos decydujący.
Należy dodać, iż te decyzje Chaveza ułatwione były przez wcześniejsze doniesienia z Bogoty. W połowie lipca 2009 r. Uribe podpisał umowę z Waszyngtonem w sprawie stworzenia nowej amerykańskiej bazy wojskowej na terenie Kolumbii. Wenezuela (podobnie jak inne antyamerykańskie kraje regionu) uznała ten ruch za kolejny przejaw imperializmu USA uderzający w bezpieczeństwo sąsiadów Kolumbii. Było to kolejnym ziarenkiem przeważającym szalę relacji obydwóch krajów w kierunku wskaźnika „złe”.
Zarzuty Bogoty wysuwane pod adresem Caracas nie są niczym nowym. Jak mówi Elsa Cardoso, profesor politologii i stosunków międzynarodowych w Central University of Venezuela, „oskarżenia przeciwko wenezuelskiemu rządowi kumulowały się: przemyt narkotyków, przemyt broni, powiązania z partyzantką kolumbijską. Wenezuela postawiła się w centrum oka huraganu”. Wygląda na to, że tym razem może nie udać się wyjść z niego bez szwanku. Tym bardziej, że już po decyzji Chaveza rząd Ekwadoru ujawnił zdobyte dzienniki Raula Reyesa, które potwierdzają wszystkie znalezione wcześniej informacje dotyczące współpracy Caracas (i Quito) z FARCiem. Podobnie jak taśma z nagraniem Mono Jojoyi, przechwycona broń tak i te dzienniki zostały wysłane do OPA do analizy. Jeśli ich autentyczność zostanie potwierdzona i udowodnione zostaną powiązania Hugo Chaveza z partyzantką kolumbijską, przywódca Wenezueli będzie miał trudny orzech do zgryzienia. Oczywiście będzie mógł skrytykować OPA jako narzędzie wpływów elit latynoamerykańskich i Waszyngtonu - jak czynił to już uprzednio – nie zmieni to jednak faktu, iż cały świat będzie znał prawdę.
Mimo wielu dowodów potwierdzających ten sam scenariusz, nie można oczywiście wykluczyć, że wszystko to jest jednym wielkim planem Bogoty zdyskredytowania Hugo Chaveza. Ci, którzy w to wierzą musieliby jednak przyjąć jedno istotne założenie: albo rząd Uribe jest głupi, albo OPA jest pod wpływem jego i Waszyngtonu. Naturalne jest, iż jakikolwiek materiał mający być dowodem na powiązanie Caracas z FARCiem będzie gruntownie przebadany przez niezależnych specjalistów, np. z OPA. Władze kolumbijskie musiałaby więc posiadać istotne braki w inteligencji i zdrowym rozsądku, aby fabrykować dowody wiedząc, że wyjdzie to na jaw. Wykrycie mistyfikacji przyniosłoby bowiem Bogocie więcej strat niż ewentualne zyski z pozornego zdyskredytowania Chaveza. Jeśli OPA potwierdzi oryginalność materiałów dostarczonych przez Kolumbię i Ekwador, jedynym wytłumaczeniem dla tych, których to nie przekona będzie oskarżenie organizacji o stronniczość.
Wydaje się wielce prawdopodobnym, że „jakieś” władze wenezuelskie utrzymują powiązania z partyzantami kolumbijskimi. Wielką niewiadomą pozostaje, kim są owe władze i na czyje polecenie działają. Równie dobrze może to być niezależna inicjatywa jednego czy kilku urzędników lub przedstawicieli sił zbrojnych, niemająca nic wspólnego z rządem wenezuelskim. Niedawno, gazeta „Semana” donosiła o zamieszaniu w sprzedaż broni FARCowi dwóch wysokich rangą dowódców wojskowych z otoczenia Hugo Chaveza. Niezależnie od prawdziwości owych stwierdzeń pozostaje pytanie o skalę korupcji w Wenezueli. Kto wiedział o przemycie broni? Czy były to działania autoryzowane przez samego Chaveza? Wątpliwe jest, abyśmy w najbliższym czasie poznali odpowiedzi na te pytania. To, czego możemy się wkrótce dowiedzieć natomiast, to czy „dowody” na powiązania Wenezueli z FARCiem przedstawione przez władze Kolumbii i Ekwadoru są autentyczne.
Póki co, efektem wymiernym wzajemnych oskarżeń jest fakt, iż relacje kolumbijsko-wenezuelskie przechodzą kryzys, kryzys, który potrwa prawdopodobnie dłużej niż ten sprzed roku. Sekretarz Generalny OPA, Jose Migiel Insula wyraził zaniepokojenie decyzją Hugo Chaveza o zamrożeniu relacji z Kolumbią i nadzieję, iż zostanie ona szybko odwołana. Na razie nic jednak nie wskazuje, aby tak miało się stać.
Marcin Maroszek – Absolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej
Komentarzy: 2wiarygodny
3 sierpnia 2009 (20:35)
że czapki z głów...brawo Panie Marcinie, ja po prostu tak sobie wziąłem ten temat bo nic a nic o tym nie wiedziałem...jeden tekst i już nie jest ze mnie laik :):):)
marcin m
4 sierpnia 2009 (09:03)
Hehe :) dziękuję. cieszy, że się podoba.
Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...


Start


