Filozofia Herberta Marcusego
    teorie naukowe4 · Marcuse3 · teorie rządzenia państwem3 · historia filozofii4
2009-01-24
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, w okresie bezprecedensowego, powszechnego dobrobytu i rozwoju gospodarczego Zachodu, który przewyższył najśmielsze rachuby tak teoretyków ekonomii politycznej, jak i praktyków życia gospodarczego, wystąpił jeden człowiek, aby twierdzić, że to wszystko jest jednym wielkim pozorem i oszustwem. Swój program krytyki i zmian ubrał w szaty filozofii, opartej na rozważaniach o kondycji i celu życia człowieka i społeczeństwa, wykazując w ten sposób, że wiadomości o śmierci tej dziedziny wiedzy są mocno przesadzone. Dokonał tego przy tym w sposób tak dokładny, a zarazem trafny i przemawiający do przekonania, że zasłużył sobie na miejsce w grupie kilku najwybitniejszych myślicieli drugiej połowy XX wieku.

Herbert Marcuse

Myślicieli, którzy swoimi rozważaniami nie tylko wpłynęli na sobie współczesnych, ale też kształtują dzień dzisiejszy. Tym człowiekiem był Herbert Marcuse (czyt.: markuze). Nie oznacza to jednak, że wzniósł gmach oryginalnej filozofii i opartej na niej doktryny społeczno-politycznej tak doskonały, że nie pozostawił żadnych szczelin, mogących służyć jako punkty zaczepienia do uzasadnionej krytyki. Tym bardziej, że (co postaram się udowodnić) ta doktryna zastąpiła doktrynę Schumanna-Moneta jako faktyczna idea naczelna zjednoczonej Europy ze stolicą w Brukseli.

Podstawowe pojęcia filozofii Marcusego

Nie będę się tu wdawać w życiorys tego wybitnego myśliciela. Jego mniej lub bardziej mało szczegółowe biografie można znaleźć w wielu językach i w wielu miejscach międzynarodowej sieci komputerowej (internetu) oraz w prasie papierowej, głównie tej z okresu szczytu jego sławy (1968-72). Z punktu widzenia rozważań na temat trafności i nietrafności jego myśli fakt, że pochodził z rodziny żydowskich fabrykantów wyrobów włókienniczych, a także fascynujące skądinąd zagadnienie jego powiązań z amerykańskimi służbami specjalnymi, nie ma nic do rzeczy. Warto jedynie uwzględnić (ponieważ ma to swoje skutki dla dzisiejszych czasów) że z powodu oskarżeń o „strategiczną współpracę” z CIA jego wpływy na środowiska studenckich buntowników w Stanach były praktycznie równe zeru. Autorytetami byli dla nich tacy ludzie jak poeta Alan Ginsberg, zwani też beatnikami, nie umiejący stworzyć niczego prócz kilku haseł, budzących dziś przeważnie pusty śmiech, jak: czyńcie miłość a nie wojnę (make love not war), pieprzcie się w imię pokoju (fuck for peace) itp. Dlatego też bunt lat 1966-72 w Stanach rozpłynął się praktycznie bez śladu. Natomiast buntownicy Europy Zachodniej, z Francją i Niemcami na czele, przyjęli od Marcusego system poglądów wspartych na wyjątkowo dobrze przemyślanym, wręcz imponującym swym rozmachem, nowym systemie filozoficznym.

Dla każdego samodzielnie myślącego człowieka jest jasne, że nawet najwybitniejsza filozofia tworzona w wieku XX, nie mogła być całkowicie niezależna od dokonań poprzedników. W przypadku Marcusego za swoje główne odnośniki nowy filozof uznał: a) wczesne pisma Marksa (różniące się od tzw. starego Marksa szczerym oddaniem idei demokracji oraz podkreślaniem alienacji pracy zamiast walki klas), b) psychoanalizę w jej pierwotnym (Freuda) wydaniu. Dlatego też jego system filozoficzny wspiera się na następujących pojęciach-kluczach:
a) alienacja, z alienacją pracy na czele
b) panowanie (jednych ludzi nad drugimi)
c) Eros i Psyche (duch ludzki) kontra Tanatos (instynkt śmierci i zniszczenia – żądza wojny)
d) tłumienie i nadtłumienie
e) represywna desublimacja
f) człowiek jednowymiarowy i jego uprzedmiotowienie
g) upolitycznienie wiedzy
h) celowość
i) współharmonia

Punkty a i b Marcuse zawdzięczał Marksowi, za którego (aczkolwiek nie pozbawionego krytycyzmu) ucznia się uważał. Punkty c, d i e to ujęty świeżym okiem przez Marcusego społeczny wymiar teorii Freuda. Reszta to, jak postaram się zaraz wykazać, istotny i oryginalny wkład duchowego wodza „rewolucji Ma-Ma-ma” w dzieje dociekań rozumu ludzkiego.

Główne dzieła Marcusego, w których została zawarta tak jego myśl filozoficzna, jak doktryna społeczno-polityczna, trudne do oddzielenia jedna od drugiej, podobnie jak w przypadku jego mistrza – Marksa, to: Eros i cywilizacja (1955), Marksizm radziecki (1958), Człowiek jednowymiarowy (1964). W dalszych rozważaniach pominę to pierwsze dzieło, zawierające moim zdaniem stuprocentowo trafną, ale niepełną krytykę, demaskującą prawdziwe oblicze tzw. rządu robotniczo-chłopskiego w czerwonej Moskwie.

Dla moich dalszych rozważań w tej książce istotne jest tylko to, że Marcuse wskazał w niej w bardzo szczególny sposób na tzw. konwergencję czyli wzajemne upodabnianie się porządku społeczno-gospodarczego Wschodu („światowej wspólnoty państw socjalistycznych” czy też „bloku radzieckiego”, jak to wtedy określano) i Zachodu. Nie był w tym oczywiście oryginalny. Tę myśl rozwijało w latach sześćdziesiątych w różny sposób, w tym znajdując zastosowania praktyczne (zagadnienia współistnienia) kilku ludzi wybitnych, jak Walt Rostow, Zbigniew Brzeziński i Andriej Sacharow oraz kilkudziesięciu mniej znanych. Oryginalność Marcusego polegała na tym, że uznał, iż obie wielkie, współczesne mu formacje ustrojowe – wolnego świata i komunizmu radzieckiego, są dwiema stronami społeczeństwa represywnego, wytwarzającego człowieka jednowymiarowego, które oznacza porządek wymierzony w dobro człowieka jako takiego. Od tego, co się dzieje na Zachodzie, nie ma zatem ni ucieczki ni lekarstwa na Wschodzie i na odwrót.

Alienacja czyli praca zniewolona

To zjawisko zostało po raz pierwszy zauważone i wyjaśnione przez Marksa, a Marcuse (czy też np. Sartre) w zasadzie szli tym samym tokiem rozumowania. Wypada zatem jedynie przypomnieć, że zdaniem najsławniejszego ucznia Hegla najważniejszą miarą wolności człowieka jest wykonywanie wolnej pracy, tj. takiej, którą sam sobie wybrał, której warunki sam określa i za której wyniki sam odpowiada oraz której owocami może się cieszyć do woli. Biorąc pod uwagę, że zdaniem Marksa praca jest tym czynnikiem, który ukształtował człowieka jako takiego i który w związku z tym stanowi w jego życiu czynnik absolutnie podstawowy, alienacja (zniewolenie) ludzkiej pracy stanowi główną i najstraszniejszą, nieskończenie tragiczną, formę zniewolenia człowieka.

Praca zniewolona, prowadząca do alienacji (wyobcowania, wydziedziczenia) człowieka z jego niezależności, naturalnego otoczenia, potrzeb i marzeń to np. praca robotnika w prywatnej fabryce. Praca wolna to np. dobrowolna praca tegoż robotnika w czasie wolnym przy hodowli gołębi. Pracę zniewoloną człowiek podejmuje zmuszony koniecznością ekonomiczną, tzn. po odcięciu mu innych możliwości zaspokojenia głodu, ogrzania się zimą itd. Człowiek zostaje w ten sposób zniewolony ekonomicznie przez innego człowieka (wyzyskiwacza). Hannah Arendt, ostrzegając, że Stany Zjednoczone są jeszcze demokracją, ale zmierzają ku totalitaryzmowi, określała ich stan w okresie po drugiej wojnie światowej jako „niebywałą wolność polityczną, połączoną ze skrajnym zniewoleniem ekonomicznym”.

Pojęcie alienacji pracy jest błędne o tyle, że nie uwzględnia odniesienia tego niewątpliwie faktycznie występującego w wymiarze psychologicznym i społecznym zjawiska do rzeczywiście występujących teraz i w przeszłości form zorganizowanego wysiłku ludzkiego, mającego na celu wytwarzanie dóbr materialnych. W szczególności alienacja pracy w wykładni stosowanej przez lewicę społeczną nie uwzględnia dążenia do posiadania własności prywatnej, które jest równie nieodłączne od natury ludzkiej jak np. popęd płciowy.

Historycznie rzecz biorąc najskuteczniejszą formą zwalczania poczucia alienacji pracy była drobna własność prywatna – warsztaty rodzinne, względnie zatrudniające bardzo niewielką ilość pracowników najemnych, traktowanych jak rodzina. Nie jest to jednak forma jedyna. Inną jest np. wielki koncern narodowy, tzn. taki, którego cele i formy działalności są zgodne z oczywistymi interesami danego narodu. Forma własności jest przy tym rzeczą drugorzędną. Szerokie i skuteczne zwalczanie alienacji pracy wymaga jednak również, aby państwo tj. otoczenie miejsca pracy było postrzegane przez wyraźną większość ludności jako sprawiedliwe tj. działające zgodnie z pojęciami moralnymi ogółu o tym, co jest słuszne, a co szkodliwe. Odmowa uznania tych praw życia społecznego przez lewicę prowadziła wielokrotnie i prowadzi nadal wyłącznie do pogłębienia zniewolenia ludzkiej pracy.

W drugiej połowie XX wieku krajem praktycznie wolnym od alienacji pracy była Japonia, gdzie kilka wielkich koncernów narodowych rządziło się prawami obcymi cywilizacji zachodniej. Tak np. ich pracownicy, o ile nie popełnili jakichś rażących wykroczeń przeciw dyscyplinie, mogli być pewni utrzymania się w tych samych zakładach aż do emerytury. Te koncerny były oplecione ogromną siecią drobnych warsztatów, dostarczających im prefabrykaty. Co rano wszyscy zdrowi pracownicy udawali się do pracy z uśmiechem, a rozpoczynali ją śpiewem. Rząd pod naciskiem zagranicy zmuszał ludzi do brania urlopów...

Panowanie czyli rząd w istocie samowładny

„Wygodny, poręczny, zdroworozsądkowy i demokratyczny brak wolności – tak zwany postęp techniczny – przeważa w krajach najwyżej rozwiniętych przemysłowo.” – pisał Herbert Marcuse w pierwszych słowach swej rozprawy Człowiek jednowymiarowy (One-dimensional man). Jakie są objawy i przyczyny tego stanu? Autor pisał dalej: „Swobody właściwe dla okresu niskiej wydajności pracy tracą swoją pierwotną treść w miarę tego, jak rozszerza się wolność od niezaspokojonych potrzeb materialnych, stanowiąca najbardziej konkretny wymiar pojęcia wolności. Niezależne myślenie, wolność osobista i prawo do tworzenia opozycji politycznej zostały odarte ze swoich fundamentalnych wartości związanych z krytyką zastanych stosunków. Społeczeństwo, które wydaje się być w rosnącym stopniu zdolne do zaspokojenia potrzeb jednostki ˛w oparciu o niezmienność zasad, na jakich zostało zorganizowane, takiej krytyki nie potrzebuje. Takie społeczeństwo uważa, że jest w pełni upoważnione do żądania pełnego poszanowania swoich zasad i instytucji, a na istnienie opozycji zezwala tylko o tyle, o ile ta zgadza się ograniczyć swą rolę do rozważania i wspierania pewnych alternatyw w ramach t e g o s a m e g o status quo.” [link]

W ten sposób zostaje utrwalone panowanie jednego człowieka nad drugim. Określając rzecz dokładniej – klas posiadających środki produkcji nad pracownikami oddającymi im swą pracę w zamian za wynagrodzenie. Wydajność przemysłu, rolnictwa, usług, transportu i handlu w świecie współczesnym jest (dzięki umaszynowieniu i wprowadzaniu automatyzacji) na tyle duża, że burżuazja jest w stanie zapewnić swoim pracownikom wysokie wynagrodzenia, za które można nabyć wszelkie dobra materialne, a zarazem najwyższą stopę życiową i środki na inwestycje sobie samej. Syci i zadowoleni poddani nie mają najmniejszej ochoty przeciwstawiać się władzy. Wszystkie ugrupowania tolerowane przez „system” są partiami władzy tych samych ludzi albo też przejawami pozbawionego prawa do sprawowania władzy, a zarazem nie zagrażającego fizycznie rządzącym folkloru politycznego, będącego jego listkiem figowym. Patrzcie, u nas nawet różni komuniści, rasiści i faszyści mają prawo głosu, ale na szczęście ogromna większość ludzi ma dość rozumu na to, aby ich nie wybierać na stanowiska państwowe – mogą mówić strażnicy nie zmieniającego się już w niczym istotnym porządku.

Jest to wielkie odkrycie Marcusego, który w tym punkcie częściowo przekreślił, a częściowo twórczo rozwinął tezę Marksa i Engelsa o służebności wszystkich form władzy w kapitalizmie względem panowania burżuazji. Wielką nowiną, jaką miał w związku z tym do przekazania światu trzeci Ma, było stwierdzenie, że obecnie klasa robotnicza z własnej woli podtrzymuje panowanie burżuazji. Właścicieli przedsiębiorstw, ich kadrę techniczno-administracyjną i robotników można obecnie ustawić w jednym szeregu, a oni będą wołać razem z pełnym przekonaniem o swojej słuszności: Dysydentów lwom! Czy też, ujmując rzecz konkretniej i stosowniej do czasów starości Marcusego: Hipisi pod klucz! To właśnie był jeden z punktów, które doprowadzały do białej gorączki tzw. marksistów-leninistów na sam dźwięk słów – teoria Marcusego. Nie zmieniło to jednak w niczym faktu, że to on, a nie oni, w miarę realistycznie postrzegał istniejące na Zachodzie stosunki społeczno-polityczne.

Mimo to mylił się ogromnie w ocenie tego, co dość trzeźwo widział. „Stany Zjednoczone przypominają teraz Rzym i Grecję z okresu, gdy stały się one zbyt bogate i w związku z tym straciły ochotę do ulepszania czegokolwiek.” To nie jest jeszcze jedno zdanie z dzieła Marcusego. To zdanie z wypowiedzi prezydenta Nixona z roku 1971. „Przy innych okazjach prezydent zarzucił swym rodakom nadmierną chciwość i lenistwo, brak poszanowania porządku, chęci do pracy, stanowczości w wymierzaniu kary tym, którzy łamią prawo lub naruszają najbardziej elementarne zasady moralności.” „L’Espresso” z 10 II 1974, cyt. za Różne twarze Ameryki, „Forum. Przegląd prasy światowej” z 28 III 1974.

W ciągu zaledwie jedenastu lat od opublikowania Człowieka jednowymiarowego stało się jasne, że zachodnie społeczeństwo obfitości i pełnego zatrudnienia, które istniało w okresie 1947-72 nie było wcale tym tronem posadowionym na granicie, jakim przedstawiał go Marcuse. Można było już wtedy stwierdzić, że był to tylko krótki wiek złoty, którego wielkość i chwałę można było podważyć i rozbić z kilku różnych punktów podparcia, co też uczyniono i do czego zachodnie elity polityczne, sprawujące zdaniem Marcusego totalną kontrolę nad wszystkim, nieopatrznie same walnie się przyczyniły. W 1975 urzędy pracy były już pełne młodych ludzi, w tym gruntownie wykształconych i umiejących porządnie myśleć oraz pracować, przed którymi jawiła się perspektywa wieloletniego, a może nawet dożywotniego bezrobocia. W ich sercach nabrzmiewało rozgoryczenie i bunt wobec starszych braci i sióstr, którzy ulegając hasłom beatników i teorii Marcusego zniszczyli świetlane perspektywy bezpieczeństwa, dobrobytu i kariery dla wszystkich chcących uczciwie pracować.

Marcuse twierdził, że panowanie jednych ludzi nad drugimi jest przeżytkiem. Nie dostrzegł, tak jak cała „rewolucyjna” i „nowa” lewica, że łagodna i pełna umiaru dyktatura prawa w wykonaniu „białych kołnierzyków”, które otrzymały staranne wychowanie, jest po stokroć lepsza od zamętu, pojawiającego się w wypadku, gdy zanika silna władza. Panuje wówczas prawo asfaltowej dżungli, a czym to się kończy, mogli mu opowiedzieć mieszkańcy wypalonych dzielnic Detroit, Chicago, Los Angeles, ajenci stacji benzynowych, obrabowani z bronią w ręku po raz dziesiąty, a nawet dwudziesty itd. Potępił zatem męty społeczne usprawiedliwiające się hasłami w rodzaju: „dom towarowy jest narzędziem burżuazji do sprawowania ucisku, więc rabując go i podpalając walczę o wyzwolenie proletariatu”. Poniewczasie...

Trzeba wyzwolić żądze cielesne (?)

Swoją krytykę stosunków społeczno-gospodarczych, która przyniosła mu ogólnoświatową sławę i rzesze fanatycznie oddanych, młodych zwolenników w Europie Zachodniej, rozpoczął na dobrą sprawę dziełem Eros i cywilizacja (Eros and Civilisation; Triebstruktur und Gesellschaft, 1955). Poddał w niej ostrej krytyce teorię społeczną Zygmunta Freuda, w której, najkrócej rzecz ujmując, twórca psychoanalizy usprawiedliwiał występujące od XIII wieku w cywilizacji zachodniej surowe ograniczenia moralności seksualnej, dowodząc, że nałożenie krótkich uzd na popęd płciowy człowieka jest czynnikiem tworzącym i popychającym coraz wyżej cywilizację.

Marcuse uznał w swoich rozważaniach, że ostre ograniczanie dozwolonych form zaspokajania popędu płciowego (nadtłumienie) było co prawda uzasadnione w dawnych czasach, ale w od końca XIX wieku wobec gwałtownego rozwoju środków zabijania ludzi, doprowadziło do wzięcia góry przez (opisywany przez Freuda jako drugi główny dla rodzaju ludzkiego) popęd śmierci. Eros, skrępowany przez ograniczenia surowej moralności biblijnej, nie był w stanie stawić czoła Tanatosowi czyli owemu popędowi śmierci. Rozkiełznany Tanatos doprowadził do dwóch wojen światowych i świadomego uciekania się przez państwa do ludobójstwa jako logicznego ciągu dalszego totalnego zawłaszczenia życia przez ideologie.

Zdaniem Marcusego zasada sublimacji popędu ograniczonego przez zakazy, prowadzącej zdaniem Freuda do rozwoju sztuki, religii i wynalazczości, jest błędna. Sublimacja jest tylko jednym ze sposobów prowadzących do zapewnienia społeczeństwu podtrzymania niezbędnego porządku oraz rozwoju. Na etapie rozwoju, jaki osiągnęła technika w drugiej połowie XX wieku, można osiągnąć to samo dzięki zastosowaniu zasady użyteczności (Leistungsprinzip). Aprobaty społecznej nie powinna wzbudzać wstrzemięźliwość w zaspokajaniu popędu płciowego. Podstawą oceny jednostek ludzkich powinna być ich użyteczność, zwłaszcza zdolność do tworzenia czegoś nowego, co popycha świat do przodu. Zadaniem filozofii jest wskazanie działaczom społecznym i politycznym, że uwolnienie Erosa spęta Tanatosa, a zarazem da ludziom świadomym nowej sytuacji rodu ludzkiego energię życiową niezbędną do walki z alienacją pracy i oderwaniem stosunków własnościowych od wyższych wartości. Marcuse nie był przy tym bynajmniej zwolennikiem zezwolenia na odbywanie stosunków na chodnikach itp. Formy zachowania powinny pozostać w granicach tego, co uważa się za bycie człowiekiem cywilizowanym. Popędy powinny być ograniczone przez tłumienie w społeczeństwie publicznego pokazywania ich najbardziej zwierzęcych przejawów.

Doświadczenie historii XX wieku obala twierdzenie Marcusego, jakoby prawie zupełnie swobodne zaspokajanie w proponowany przezeń sposób żądz cielesnych gasiło w ludziach żądzę krwi. Otóż tacy np. bolszewicy głosili i praktykowali wolną miłość (Lenin wracając do Rosji w 1917 w słynnym zaplombowanym pociągu jechał z żoną i kochanką; zmarł najprawdopodobniej na „podłapany” w Szwajcarii syfilis), ale to wcale im nie przeszkodziło w wymordowaniu ponad czterech milionów bezbronnych ludzi tylko w okresie wojny domowej. Podobne przykłady tak z najnowszej jak najdawniejszej historii można wyliczać bez końca. No cóż, jak to mawiali kiedyś mądrzy ludzie, módlmy się, aby ludzka bestia nie zerwała się z uwięzi. Zwłaszcza z uwięzi nakazów i zakazów religii i tradycji.

„Brak szczęścia i beznadzieja zagłuszone represywną desublimacją”

W tak zatytułowanym rozdziale trzecim Człowieka jednowymiarowego Herbert Marcuse oddał się rozważaniom nad społecznym wymiarem sztuki „wyższej” i masowej. Jak tam twierdził, sztuka dawnych wieków, pogardzająca zyskiem i niezależna odeń, służyła (i to o wiele bardziej aniżeli rozrywce) wskazywaniu światu, jakim być powinien, a w razie potrzeby podważaniu istniejącego systemu jaskrawo niesprawiedliwych rządów. Obecnie, oprócz całkowicie skonformizowanej i będącej wyłącznie towarem sztuki masowej, odwzorowującej istniejącą rzeczywistość i ułatwiającej uznanie jej za coś wielkiego, czym (co ten filozof podkreśla w swych dziełach bez ustanku) nie jest, pojawia się też sztuka Wielkiej Odmowy. Ze względu na rosnącą łatwość powielania i gromadzenia wybranych wytworów sztuki oraz rosnący poziom wykształcenia szerokich mas, ta nowa sztuka stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla trwałości „systemu”.

Wypada zaznaczyć, że zdumiewająco podobne tezy znajdują się w broszurze publicystycznej pióra Ryszarda Wagnera (wybitnego niemieckiego myśliciela, kompozytora i poety żyjącego w XIX wieku) pt. Sztuka i rewolucja (1849). W tej rozprawce Wagner ostrzegał przed traktowaniem sztuki jako towaru, a artystów jako rzemieślników zmuszanych do schlebiania prostackim gustom przeciętnego mieszczucha (filistra, kołtuna). Wskazując na rolę sztuki wyższego rzędu (tej pochodzącej z natchnienia tj. uprawianej przez wybitnych twórców na zasadzie swobodnej twórczości) w kształtowaniu zbiorowego sumienia społeczeństwa, ostrzegał przed zniszczeniem tego sumienia. Przepowiedział, że kiedy płytka i pozbawiona głębszych wartości moralnych sztuka masowa, związana z pogonią za zyskiem ogarnie świat, miłosierdzie i kultura zostaną odrzucone. Zastąpi je wyposażone w potężne środki zniszczenia barbarzyństwo, nieskrępowana moralnością żądza władzy i bogactwa. Pojawią się bezwzględni dyktatorzy na czele narodów bez sumienia, które zaczną się dopuszczać potwornych czynów, zwalczając jedne drugie i prześladując mniejszości. Zbieżności z myślą Marcusego o tych samych sprawach jest jak widać tyle, że należy raczej wykluczyć, aby trzeci Ma nie czytywał pism Wagnera i nic odeń nie zaczerpnął.

Skoro jednak – to już Marcuse – tzw. establishment (osobiście wolę określenie rzeczywiste ośrodki władzy) stanął wobec groźnego dla siebie faktu powstania krytycznego wobec podstaw panującego porządku nurtu kultury masowej (Bob Dylan, Jimmie Hendrix itd.), to musiał go rozbroić. W tym punkcie, posiłkując się znowu teorią psychologiczno-społeczną Freuda, Marcuse utrwalił na papierze gwałtowne potępienie zaczynającej się już wznosić w tym okresie fali legalnej pornografii. W roku 1954 powstał miesięcznik „Playboy”. W latach 1968-73 na całym Zachodzie zostaną zniesione niemal wszelkie ograniczenia dostępności tej „zbrodni bez ofiar”, jak ją nazywali jej zwolennicy. Nie tylko w luterańskiej Danii, ale i w mianującej się przez stulecia „arcykatolicką i apostolską” Austrii na początku lat siedemdziesiątych dzieci będą mogły oglądać wiadome zdjęcia przez szyby kiosków, a nawet dojdzie do tego, że ustawodawcy „zapomną” o zakazie sprzedaży podobnych materiałów nieletnim...

Marcuse miał na to wszystko gotowe wyjaśnienie. Jak wiadomo, Zygmunt Freud uznał swego czasu religię, sztukę, filozofię i aktywność polityczną za sublimację (czyli spełnienie w formie dozwolonej przez tzw. superego – wyższą jaźń kontrolującą – „małego policjanta” w głowie każdego tzw. człowieka z zasadami) niezaspokojonej części popędu płciowego. Chcą rozładować do reszty potencjał samodzielnego myślenia, zainteresowanie zagadnieniami filozoficznymi i zdusić bez użycia bezpośredniej przemocy swobodną twórczość muzyczną, wykonawcy zleceń panowania rozpętali pornografię. Dzięki niej zainteresowania buntującej się młodzieży zostaną skierowane na ruję i poróbstwo, rozwiązłość i cudzołóstwo w dość szerokich granicach dozwolonych przez obłudny porządek społeczny. Porządek, dla którego lepsza będzie plaga narkomanii, chorób wenerycznych i rozbitych rodzin niż dążenie młodych do jakichkolwiek rzeczywistych zmian.

W tym miejscu muszę jednak wyrazić po raz kolejny zdziwienie tym, do jakiego stopnia ów podobno genialny kontynuator myśli Marksa i Mao Tse Tunga sam sobie przeczył, a jeszcze większe tym, jak bardzo starał się nie dostrzegać w całości otaczającej go rzeczywistości. Czyżby naprawdę nie zauważył, że czołowi przedstawiciele tzw. kontrkultury byli jednocześnie wielkimi szermierzami swobody obyczajowej, że byli gotowi zamieniać swoje koncerty w orgie, a jednocześnie ich „zasługi” w powstaniu masowej narkomanii są wręcz nie do przecenienia?

Człowiek jednowymiarowy czyli życie jako wartość wyłącznie ekonomiczna

Za największe odkrycie Marcusego (obok tego, że formalna demokracja może oznaczać i niestety bardzo często oznacza rzeczywisty brak wolności politycznej) za najwybitniejszą tezę tego myśliciela uznaję jego ocenę tzw,. społeczeństwa konsumpcyjnego. Swego czasu bynajmniej nie tylko Lenin pisał o tym, że gwałtowny rozwój przemysłu wytworzył nadwyżki towarów, zmuszające najwyżej rozwinięte kraje przemysłowe do poszerzania swoich rynków zbytu dzięki zdobywaniu kolonii, a następnie do walki między mocarstwami o terytoria zależne, co określono mianem imperializmu. Nie wchodząc w tym miejscu w przyczyny, dla których system kolonialny przestał istnieć, trzeba zauważyć, że problem nadwyżek towarowych nie zniknął wraz z nim, przeto należało uczynić coś w kierunku upchnięcia ich w jakiś inny sposób.

Otóż taki sposób się znalazł i każdy, kto obserwował uważnie rozwój najpierw samych Stanów Zjednoczonych (nie posiadających znaczących kolonialnych rynków zbytu) od ok. 1910, a następnie całego tzw. świata kapitalistycznego po drugiej wojnie światowej, mógł dostrzec, że jest to sposób wyjątkowo przemyślny, a zarazem niebywale skuteczny i ogarniający wszystkie dziedziny życia. To nawet wręcz rzucało się w oczy i rzuca się do dzisiaj, gdyż w tej akurat sprawie (tak samo jak w zmienianiu szyldów partyjnych zamiast polityki) od lat sześćdziesiątych zmieniło się bardzo niewiele. Najogólniej rzecz ujmując, jak to streścił jeden z badaczy myśli Marcusego:
„Ustrój w którym żyjemy, nazywający sam siebie demokratycznym, jest w swej istocie autorytarny wskutek tego, że bardzo wąska grupa ludzi dyktuje nam sposób postrzegania wolności wyłącznie jako coraz większych możliwości zdobycia szczęścia dzięki nabywaniu towarów. Jest to «stan braku wolności», w którym nabywcy działają w sposób pozbawiony rozsądku, pracując ciężej niż to jest konieczne do zaspokojenia podstawowych potrzeb, a zarazem nie przyjmując do wiadomości, że niszczą w ten sposób swoją własną psychikę oraz przyczyniają się do powstawania dotkliwego uszczerbku w środowisku przyrodniczym. Ma to też ten szkodliwy skutek, że miarą wartości człowieka w społeczeństwie staje się jego stan majątkowy.” [link]

Jest to doprawdy bardzo głęboka i trafna ocena, którą od tego czasu podzieliło wielu mądrych ludzi, w tym stojących na pozycjach ideowych przeciwstawnych w stosunku do Marcusego i jego zwolenników. Przypomnę choćby tylko: „Bardziej być niż mieć” – hasło często powtarzane przez Jana Pawła II. Nawet część liberałów ekonomicznych ze szkoły Friedmanna zajęła się poważnie tym zagadnieniem, wprowadzając do doktryny absolutnej wolności gospodarczej poprawkę, że obowiązkiem ludzi bogatych jest inwestować w podstawowy kapitał, jakim jest kapitał ludzki. Sam Marcuse zapewne szczerze uśmiałby się z podobnych propozycji, uznał bowiem, że jedynym sposobem wyjścia z całej tej sytuacji jest zniesienie wymiany towarowej w jej tradycyjnej postaci oraz przeciwstawianie się reklamie aż do jej całkowitego zaniku.

Wielki eksperyment społeczny oparty mniej więcej na takich zasadach przeprowadzili w Stanach Zjednoczonych w latach 1966-71 hipisi, którzy pogardzali pracą zarobkową, a już w szczególności przebywaniem w związku z tym w biurach i fabrykach w określonych godzinach. W wyniku mieli jednak poważne kłopoty z zapewnieniem sobie nawet owych podstawowych potrzeb. Drwiono z nich powszechnie, że nie ma dla nich ratunku, jeśli nie docenią znaczenia co najmniej dwóch rzeczy: pracy i mydła. Okazało się, że ci szydercy mieli jakieś 90 % słuszności, a jak na śmiertelnego człowieka i jego krótkie życie tyle racji to niesłychanie dużo... Komuny „normalnych” hipisów po prostu wymarły z niedożywienia, braku opieki lekarskiej, chorób i narkomanii. Opierając się opisanemu przez Marcusego konsumpcjonizmowi (consumerism) przetrwali tylko nieliczni hipisi chrześcijańscy („dzieci Jezusa”) wraz z innymi „sekciarzami” uznającymi nabywanie dóbr materialnych za właściwe tylko do zaspokojenia podstawowych potrzeb oraz wtedy, gdy przyczyniają się do rozwoju człowieka, łagodzą skutki kalectwa, itd., itp. Jest to kolejny punkt, w którym okazuje się, jak wybitnie mylił się Marcuse, drepcząc po śladach Marksa i nie uznając tzw. transcendentnego (a bardziej zrozumiale: związanego z wiecznością i Stwórcą) wymiaru człowieka.

Marzył mu się człowiek dwuwymiarowy czyli rozwijający nie tylko środki produkcji, ale też swoją osobowość, a tymczasem proponował mu pozostanie nadal w tylko jednym wymiarze – wymiarze życia doczesnego, krótkiego i naznaczonego cierpieniem. Był to milcząco przyjęty punkt podparcia całej filozofii i doktryny politycznej tego wybitnego człowieka, wierzącego głęboko, że tak on sam jak inni to tylko „zwierzęta społeczne”, które można zbawić na tym świecie siłą ich własnej woli oraz umysłu.


Komentarzy: 3

Inez
1 marca 2009 (14:16)
...
Tak bardzo prześmiewczy tekst...szkoda tylko, że nie posiada nawet znamiona twórczej krytyki, a jedynie wrogość. Przykro-żałosne. Moim zdaniem za bardzo uprościłeś Marcusego, poza tym jesteś zbyt jednostronny i pałasz "katolicką nienawiścią". Jedynym ciekawym elementem jest forma tekstu.

od autora
7 marca 2009 (02:30)
Tak najłatwiej zareagować
Stwierdzić: to wszystko bzdury, nienawiść, bełkot karła zaplutej reakcji oraz postawić 1. Kpiną jest właśnie taka postawa. Kto zaś chciałby sam dla siebie spróbować rozstrzygnąć, czy powyższy głos zawiera krytykę zasadną czy bezpodstawną, niech wrzuci do wyszukiwarki hasło Marcuse (w języku polskim) i przekona się, czy są dostępne bardziej szczegółowe omówienia jego filozofii oraz doktryny politycznej. Odnośnie uproszczeń... Marcuse za życia wielokrotnie zarzucał to swoim przeciwnikom, twierdził, że nie jest właściwie rozumiany itd. Jednak wydaje mi się, że naprawdę fatalnego uproszczenia jego filozofii dokonali jego zwolennicy – pokolenie roku 1968, o czym jeszcze napiszę. Ogólnie zaś przyznaję – nie jestem zafascynowany atmosferą lat sześćdziesiątych, ich przesłaniem politycznym. Dla mnie to przesłanie będzie się stale kojarzyć z jego skutkami: milionami ludzi wymordowanych przez północnowietnamskich stalinowców w latach 1968-89 (Marcuse był jednym z pracujących na rzecz zwycięstwa „wujaszka Ho”), „ludem łodzi” (boat people), katastrofą dziejową Afryki, trumną ośmioletniej dziewczynki zamordowanej przez tzw. bojowników o wolność Zimbabwe, trumnami zamordowanych czarnych zakonnic, urządzonych tak, że ich nie otwarto i kibicującym ich mordercom Watykanem (to a propos katolickiej nienawiści), konającymi dziećmi Biafry, tragedią milionów ofiar narkotyków i ich rodzin... Oczywiście były też jasne strony, ale czy zalew wspaniałych przebojów muzycznych itd. (zakończony zresztą ochrypłym wrzaskiem i szarpaniem drutów przez Jannis Joplin i Jima Morrisona) przeważy na szali osądu historii odpowiedzialność za nawrót ludobójstwa spotykającego się z cyniczną obojętnością sparaliżowanych rządów i ubliżającym człowieczeństwu poparciem doktrynerów?

kas
29 marca 2012 (19:32)
:D
Ani Janis Joplin, ani Jim Morrison nie grali na gitarze - uważaj na swoją skrajnie tendencyjną krytykę oraz informacje, na podstawie których ją formułujesz. To tyczy się nie tylko tego zabawnego komentarza na temat muzyki, odnosi się również do ogółu myśli, o których piszesz.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".