Florence and the Machine – Ceremonials
    premiera płyty10
2012-01-08
Po sukcesie debiutanckiej płyty „Lungs” na współpracę z Florence Welch czekali najlepsi amerykańscy kompozytorzy i producenci, w celu nagrania drugiej płyty ponoć było już nawet wynajęte studio w Los Angeles. Pierwszy album, jak mówi sama Florence – był tylko czymś w rodzaju brudnopisu, zbiorem piosenek, które komponowała przez lata.

Brytyjka zachowała jednak dystans do imponujących, amerykańskich ofert i jasno określiła, że chce nagrać drugą część „Lungs”. Idąc za ciosem, pozostała u siebie i pracę nad nową płytą rozpoczęła w londyńskim studiu Abbey Road, współpracując z Paulem Epworthem, który pomagał jej przy nagrywaniu debiutu.

Z tak rozsądnym i konsekwentnym podejściem co do zaplanowanej stylistyki albumu, ciężko było spodziewać się muzycznej porażki Florence. Pierwszy singiel „What The Water Gave Me” udostępniony odpowiednio wcześnie stał się zwiastunem albumu i ostudził negatywne oczekiwania brytyjskich krytyków, którzy wyczuleni na tzw. syndrom drugiej płyty, ostrzyli sobie zęby na zrównanie „Ceremonials” z ziemią. We wspomnianym singlu, inspirowanym obrazem Fridy Kahlo oraz zapiskami Virginii Wolf, Florence w doskonały sposób wykorzystuje narastającą konstrukcję utworu, którą kończy jej entuzjastyczny śpiew i wnosząca odrobinę rockowych dźwięków gitara. Kawałek, jak na dobry singiel przystało, jest bardzo chwytliwy, jednak w ten sposób można określić znaczną większość piosenek z „Ceremonials” przy czym każda z nich jest jednocześnie inna od wszystkich pozostałych numerów.

Wspomniana różnorodność utworów polega tu głównie na umiejętnym operowaniu najmocniejszymi i najbardziej charakterystycznymi elementami twórczości Florence. Na ten przykład w kawałku Only If For A Night zachwyca spokój kompozycji, podniosły styl oraz chórki świetnie dopełniające wokal Brytyjki, z kolei w singlowym Shake It Out trudno nie docenić ogromnej ilości energii oraz tanecznej konwencji, a przy Lover To Lover na pewno mocno wryje się w pamięć wokalne szaleństwo uzupełniane żywiołowym pianinem. Nie brakuje tu również perełek takich jak psychodeliczne i tajemnicze Seven Devils czy eksperymentalne, oparte na jednostajnym, elektronicznym bicie Remain Nameless.

Kolejną zaletą jest duża spójność płyty. „Ceremonials” równomiernie lawiruje od utworów będących wizytówką Florence, gdzie w rytmicznych kompozycjach emocje wybuchają na nowo przy każdym refrenie (Heartlines i Spectrum) po kawałki przepełnione lirycznym brzmieniem jak niesiony echem wokal w Breaking Down czy spokojne Never Let Me Go. Zwłaszcza w przypadku tego drugiego kolejny raz daje o sobie znać podniosła stylistka, którą słychać także przy tytułach Leave My Body czy Strangeness And Charm. Dobrze wykorzystany patos nadający kompozycjom emocji i charakteru to rzecz stosunkowo nowa w twórczości Florence biorąc pod uwagę jak rzadko i niemrawo tego typu motywy usłyszeć można było na „Lungs”. Pod tym względem najłatwiej zauważyć można twórczy rozwój Brytyjki.

Utwory co prawda nadal opierają się tu głównie na dźwiękach harfy, tamburynu i wyraźnej rytmice, jednak nowa płyta w stosunku do „Lungs” jest zdecydowanie bardziej wyrafinowana oraz poważna. Ta pozytywna i umiarkowana przemiana nie powinna dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę muzyczne doświadczenie, jakiego artystka zdążyła już nabrać. Praca nad „Ceremonials” była dużo bardziej tradycyjna i zorganizowana, niż pozbieranie utworów skomponowanych na przestrzeni kilku lat, jak to miało miejsce w przypadku debiutu. Tym razem Brytyjka na pięć tygodni zamknęła się w studiu i nagrała bardziej dojrzały album. Krążek w żadnym wypadku nie stracił jednak przez to dawnej magii jej twórczości, co wydaje się tu zupełnie naturalne, w końcu to wciąż ta sama Florence, której najwcześniejszym wspomnieniem z dzieciństwa jest szaleńczy taniec do puszczanych przez jej tatę Rolling Stonesów.




Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".