Francja i Europa według Francois Hollande’a
    Hollande12 · Merkel23 · Unia Europejska276 · Francja33
2012-05-22
Po raz pierwszy od 17 lat gospodarzem Pałacu Elizejskiego został polityk z ramienia Partii Socjalistycznej. Co czeka Francję i Europę w związku z nowym prezydentem?

Kim pan jest panie Hollande?

Polityk, który 15 maja został zaprzysiężony na urząd prezydenta Francji urodził się w 1954 roku w Rouen, mieście w północno-wschodniej części kraju. Kształcił się, podobnie jak wielu innych francuskich polityków, w Ecole Nationale d'Administration (ENA). Tam poznał Segolene Royal (w wyborach w 2007 roku była kandydatką z ramienia Partii Socjalistycznej na urząd prezydenta Francji), swoją przyszłą żonę. Od początku związany był z lewicą, początkowo zafascynowany jej radykalnym nurtem. Za polityka, który ukształtował Francois Hollande’a uznawany jest Francois Mitterrand. Nowy prezydent Francji swoją karierę polityczną zaczynał na początku lat osiemdziesiątych, jako dyrektor biur kolejnych rzeczników prasowych rządu premiera Pierre Mauroy’a.

patrząc na relacje pomiędzy Francją i Niemcami w nieco dłuższej perspektywie należy stwierdzić, że zaostrzenie stosunków pomiędzy przywódcami tych krajów z pewnością będzie miało miejsce w przyszłym roku podczas wyborów w Niemczech. Francois Hollande już podczas kampanii prezydenckiej zapowiedział, że pozostaje w bliskich relacjach z niemiecką lewicą, co było odpowiedzią nowego prezydenta na zaangażowanie się kanclerz Niemiec po stronie Nicolasa Sarkozy’ego. Sytuacja powtórzy się, jednak tym razem to Hollande będzie wspierał SPD podczas wyborów w Niemczech

Najpoważniejszą funkcją, którą do tej pory sprawował Francois Hollande było stanowisko pierwszego sekretarza Partii Socjalistycznej, które zajmował od 1997 do 2008 roku. Kadencja Hollanda na stanowisku sekretarza, mówiąc najdelikatniej, nie należała do najlepszych lat francuskiej lewicy, do czego jednak jej ówczesny sekretarz w żaden sposób się nie przyczynił. Partia Socjalistyczna w tamtym czasie wydawała się bezradna wobec dominacji partii prawicowych, z tęsknotą wspominająca czasy Francois Mitterranda i niemogąca poradzić sobie z odejściem tego polityka. W 2002 roku miała miejsce największa porażka Partii Socjalistycznej, do drugiej tury wyborów nie dostał się kandydat lewicy Lionel Jospin, pokonany przez przywódcę skrajnej prawicy Jean-Marie Le Pen’a.

Wieloletnie sprawowanie funkcji sekretarza partii ukształtowało postrzeganie Francois Hollande’a we Francji właśnie przez pryzmat tego stanowiska. Przylgnęło do niego przezwisko „budyń” z uwagi na jego nijakość i brak charyzmy, jak twierdzili jego krytycy. Do czasu wygranej w prawyborach Partii Socjalistycznej w październiku ubiegłego roku był postrzegany jako polityk, którego nie stać na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Lekceważące komentarze padały zarówno z przeciwnych obozów politycznych, jak i nie brakowało ich w gronie Partii Socjalistycznej.

Francois Hollande już w 2006 roku wymieniany był wśród polityków francuskiej lewicy, którzy mieli szansę w wyścigu po nominację Partii Socjalistycznej. Faworytką do nominacji była również ówczesna żona Hollande’a – Segolene Royal. Hollande ustąpił i do walki o Pałac Elizejski naprzeciwko Nicolasa Sarkozy’ego stanęła Royal. Również ta decyzja pogłębiła łatkę przytwierdzoną do Hollande’a, jako polityka bezbarwnego i pozbawionego większych ambicji politycznych. Wydawało się, że polityka partyjna to wszystko na co stać Francois Hollande’a.

Po przegranych przez Segolene Royal wyborach para rozstała się, a Francois Hollande związał się z dziennikarką Valerie Trierweiler. To z osobą nowej partnerki Hollande’a związana jest przemiana wizerunkowa, która zaszła u polityka. Były sekretarz partii schudł, zmienił sposób ubierania się i zaczął kreować się na poważnego polityka z dużymi aspiracjami.

Jednak ta imponująca zmiana z polityka, którego wszyscy postrzegali za mało charyzmatycznego urzędnika partyjnego w silnego przywódcę lewicy, nie miałaby większego znaczenia gdyby nie polityczne trzęsienie ziemi z wiosny ubiegłego roku, kiedy to miał miejsce skandal z udziałem faworyta Partii Socjalistycznej i ówczesnego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn’a. DSK, jak potocznie Francuzi określają byłego już przewodniczącego MFW, postrzegany był jako pewny kandydat Partii Socjalistycznej na prezydenta. Wydawało się, że po skandalu, który miał miejsce w hotelu Sofitel w Nowym Jorku, francuska lewica ponownie skazana jest na porażkę. W prawyborach, które miały miejsce w październiku ubiegłego roku o nominację Partii Socjalistycznej stanęło dwoje polityków, którzy przy DSK wydawali się łatwymi przeciwnikami dla Nicolasa Sarkozy’ego. Francois Hollande wygrał z aktualną szefową Partii Socjalistycznej Martine Aubry. Lewica po pogrzebaniu szans na prezydenturę dla Dominique Strauss-Kahn’a, wydawała się być skazana na porażkę pod dowództwem niedoświadczonego i mało charyzmatycznego polityka.

Kampania prezydencka, czyli walka bez programów

Prezydent Francois Hollande został zwycięzcą najbardziej frywolnej, jak określił ją brytyjski tygodnik „The Economist”, kampanii prezydenckiej w Europie. Żaden z kandydatów nie oparł swojej oferty politycznej na prawdziwych problemach gospodarczych kraju. Zamiast tego mieliśmy festiwal populistycznych pomysłów rzucanych do tłumów podczas kolejnych wieców wyborczych. Francois Hollande czarował lewicowych wyborców obietnicą stworzenia tysięcy nowych miejsc pracy w oświacie, zupełnie nie prezentując drogi finansowania tego kosztownego pomysłu. Urzędujący prezydent aby zachęcić sympatyków prawicy do oddania głosu na niego publicznie stawiał pytanie o możliwość przemyślenia działania strefy Schengen aby ograniczyć napływ imigrantów do kraju.

Minione wybory prezydenckie we Francji można porównać do ostatnich wyborów parlamentarnych w Hiszpanii. Francois Hollande, podobnie jak Mariano Rajoy nie zaprzątał sobie głowy formowaniem poważnej oferty wyborczej, realnej alternatywy programowej dla urzędującego prezydenta. Postanowił zaprezentować się jako „normalny” kandydat, jak to często powtarzał podczas kampanii wyborczej, i liczyć na zniechęcenie wyborców urzędującym prezydentem. Francuzi podobnie jak Hiszpanie porzucili urzędującego polityka, jednak czynniki, które doprowadziły do zmiany we Francji i Hiszpanii są zgoła inne. O ile Jose Zapatero można uznać za klasyczny przykład polityka usuniętego z urzędu w związku ze skutkami kryzysu finansowego, to Nicolas Sarkozy nie do końca mieści się w tym szablonie. Zniechęcenie Francuzów do urzędującego prezydenta nie było spowodowane błędnym działaniem prezydenta w dobie kryzysu finansowego, lecz miało podłoże personalne. Wyborcy byli zmęczeni arogancją władzy i sposobem sprawowania urzędu. Mieli dość prezydenta – celebryty, który równie często jak w dziennikach mówiąc o gospodarce pojawiał się na okładkach kolorowych czasopism.

Francuzi w przeciwieństwie do Hiszpanów nie uświadamiają sobie, bądź nie chcą tego przyjąć do wiadomości, że ich kraj podobnie jak wiele innych w Europie również stoi na krawędzi katastrofy. Wolą postrzegać siebie jako równorzędnego partnera dla Niemiec, kraju, który w rzeczywistości coraz szybciej ucieka im gospodarczo. To w oparciu o takie nastawienie wyborców żaden z polityków ubiegających się o urząd prezydenta nie zająknął się na poważnie na temat problemów gospodarczych kraju. Wolał nie poruszać tematu, który sami Francuzi uważają za nieistniejący.

Relacje Francja - Niemcy

Analizując perspektywy rozwoju relacji na linii Paryż – Berlin w związku z nowym prezydentem Francji na myśl przychodzi stara fraza określająca potocznie filmy Alfreda Hitchcock – na początku trzęsienie ziemi, a następnie napięcie stopniowo rośnie. Wspomniane trzęsienie ziemi przyniosły już pierwsze dni po wyborcze Francois Hollande’a na prezydenta. Najpierw sam zwycięzca wyborów obwieścił, że 6 maja będzie wielką datą dla naszego kraju, nowym początkiem dla Europy, nową nadzieją dla świata, co w sposób jednoznaczny odnosiło się do pomysłów wyjścia Europy z kryzysu finansowego autorstwa Angeli Merkel. W odpowiedzi kanclerz Niemiec stwierdziła, że wzrostu gospodarczego w UE nie można finansować nowymi długami, oznaczałoby to powrót do początku kryzysu. W kontekście takich wypowiedzi wizyta, którą nowo wybrany prezydent złożył w Berlinie wydawała się być początkiem zimnej wojny w kontaktach Paryża z Berlinem.

W momencie wygranej w wyborach prezydenckich taktyka Francois Hollande’a względem Niemiec wydawała się być prosta. Nowy prezydent starał się zaprezentować jako zwolennik stymulacji gospodarek krajów pogrążonych w kryzysie, a więc odejścia od linii wyznaczonej przez Angelę Merkel. Jednocześnie miał zamiar wspierać opozycję w Niemczech podczas przyszłorocznych wyborów, podobnie jak w kampanię wyborczą we Francji zaangażowała się kanclerz Merkel, licząc na to, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych w Niemczech osoba kanclerza się zmieni. Tak nakreślona linia działania wydawał się jeszcze niedawno dawać nadzieję na sukces dla nowego prezydenta Francji. Przeciągający się kryzys finansowy spowodowałby, że coraz więcej krajów Unii Europejskiej przyłączałoby się do postulatów formułowanych przez Hollande’a, a możliwa zmiana kanclerza na jednego z polityków niemieckiej lewicy dawałaby szansę na wcielenie w życie pomysłów nowego prezydenta Francji na walkę ze skutkami kryzysu. Już teraz niemieccy Socjaldemokraci oraz Zieloni uzależniają swoją zgodę na przyjęcie paktu fiskalnego od zwiększenia nacisku na pobudzanie wzrostu gospodarczego w krajach najbardziej dotkniętych kryzysem, przez co jednoznacznie opowiadają się za postulatami dochodzącymi z Paryża.

Poza możliwością zastosowania własnych pomysłów w Europie Francois Hollande osiągnąłby jeszcze jeden, niemniej ważny, cel. Prezydent Francji stając w opozycji do kanclerz Niemiec pokazałby swoim wyborcom, że realizuje złożone im wcześniej obietnice. Jednocześnie formułując kontrofertę dla Europy zaprezentowałby się jako polityk wagi ciężkiej, który obok Angeli Merkel, chce współdecydować o losie całej Unii.

Sytuacja polityczna uległa jednak diametralnej zmianie już w kilka dni po wyborze Francois Hollande’a na prezydenta, grzebiąc jego strategię polityczną względem Berlina, kiedy fiaskiem zakończyły się rozmowy w Grecji co do stworzenia rządu i zapowiedź kolejnych wyborów w tym kraju. Francois Hollande usztywniając swoje stanowisko względem Niemiec co do środków walki z kryzysem zamiast zaprezentować się jako jeden z najważniejszych polityków w Unii, stanąłby na czele krajów, które odrzucają program naprawczy zaproponowany przez Berlin. Nowy prezydent Francji na własne życzenie stałby się przywódcą krajów drugiej ligi europejskiej, a Francja wypadłaby z tandemu dowodzącego Unią i stałaby się przywódcą finansowej rebelii na „nie”.

W tym kontekście najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla najbliższych relacji Paryż – Berlin jest ten nakreślony przez Carsten Volkery w „ Der Spiegel”. Zakłada on dodanie do paktu fiskalnego pakietu dotyczącego wzrostu. To czy będzie miał on jedynie charakter kosmetyczny, czy faktycznie będzie zawierał jakieś nowe pro wzrostowe rozwiązania jest jeszcze sprawą otwartą. Takie rozwiązanie, za którym optuje również niemiecka opozycja, pozwoli wyjść z twarzą nowemu gospodarzowi Pałacu Elizejskiego, a także nieco załagodzić początkowy ostry kurs względem Berlina, który aktualnie, w związku z politycznym klinczem i nowymi wyborami parlamentarnymi w Grecji, nikomu już nie jest na rękę. Wydaje się, że widmo zimnej wojny na linii Paryż – Berlin, które jeszcze kilka dni temu wydawało się realne zostanie zażegnane.

Jednak patrząc na relacje pomiędzy Francją i Niemcami w nieco dłuższej perspektywie należy stwierdzić, że zaostrzenie stosunków pomiędzy przywódcami tych krajów z pewnością będzie miało miejsce w przyszłym roku podczas wyborów w Niemczech. Francois Hollande już podczas kampanii prezydenckiej zapowiedział, że pozostaje w bliskich relacjach z niemiecką lewicą, co było odpowiedzią nowego prezydenta na zaangażowanie się kanclerz Niemiec po stronie Nicolasa Sarkozy’ego. Sytuacja powtórzy się, jednak tym razem to Hollande będzie wspierał SPD podczas wyborów w Niemczech. W związku z powyższym zaostrzenie relacji pomiędzy Merkel i Hollande’em będzie miało miejsce przynajmniej na płaszczyźnie symbolicznej i werbalnej. Czy przełoży się również na relacje pomiędzy państwami? Wydaje się że nie, ponieważ bez względu na osoby pełniące funkcje przywódcze w tych krajach, Niemcy i Francja pozostają nadal najważniejszym duetem w Unii Europejskiej skazanym na bliską współpracę.

na następnej stronie o: gospodarce Francji, relacjach Francji z USA, Hollande - szansa czy zagrożenie dla pozycji Polski w Europie?

Komentarzy: 1

shape_shifter
27 maja 2012 (09:33)
Konkretnie i rzeczowo
Dokładnie tak jak lubię.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".