Gdyby Balcerowicz czytywał Marksa...
    bezrobocie67 · komunizm25 · transformacja6 · wolny rynek17
2012-11-14
Autor: Adam Mill
Spoglądając na naszą transformację ustrojową bez zbędnych emocji, co umożliwia nam już oddalenie w czasie, uderza wyjątkowa ostrość sporów na temat samej transformacji, przy jednoczesnym braku pogłębionej refleksji na temat tego jaki ustrój opuszczamy i do jakiego zmierzamy. Czy w takiej sytuacji transformacja mogła się w pełni udać?

Karol Marks, foto: Wikipedia

Modele ustrojów ekonomicznych najlepiej scharakteryzować poprzez sposób w jaki zapewniają miejsca pracy członkom danego społeczeństwa. W takim ujęciu ilość miejsc pracy, poziom zatrudnienia w społeczeństwie, zależy od ilości pracodawców działających w danym społeczeństwie oraz od średniej wielkości zatrudnienia przypadającej na pojedynczego pracodawcę. Wyróżnić można następujące opcje. Pierwsza, kiedy w społeczeństwie działa wielu niewielkich pracodawców, z których poszczególny przedstawiciel zatrudnia średnio niewielką ilość pracowników - dość powszechnie nazywana jest modelem wolnorynkowym. Druga opcja, kiedy w społeczeństwie działa niewielu pracodawców, ale za to średnio każdy z nich zatrudnia wielu pracowników. Model ten możemy nazwać monopolistycznym, etatystycznym lub protekcjonistycznym. Trzecia opcja, zapewne przez wielu najchętniej widziana, kiedy to w społeczeństwie działa wielu pracodawców i każdy z nich zatrudnia wielu pracowników, jest jednak niemożliwa do zrealizowania, ponieważ swobodna konkurencja pomiędzy licznymi pracodawcami uniemożliwia osiągnięcie przez pojedynczego pracodawcę pozycji monopolistycznej, a co za tym idzie możliwości zatrudniania ponadprzeciętnie wielu pracowników. Czwartą opcją zajmę się później.

Dyskusje dotyczące wyższości lub niższości jednego z dwóch pierwszych opisanych powyżej modeli ustroju ekonomicznego można prowadzić w nieskończoność. Często mają one bardzo niską wartość merytoryczną, gdyż więcej mówią o emocjach i ocenach dyskutantów niż o rzeczywistości. Jeśli jednak odrzucimy na chwilę nasze sympatie i antypatie związane z poszczególnymi modelami, możemy się wszyscy zgodzić, że niezależnie od różnic cechujących dane modele, w ramach założeń determinujących ich konstrukcję, działają one niezwykle sprawnie. Państwa dalekowschodnie, skandynawskie (model monopolistyczny) czy anglosaskie (model wolnorynkowy) przodują w rankingach zatrudnienia, mimo tak skrajnie odmiennych przyjętych rozwiązań ustrojowych. Zarówno japońskie keiretsu, koreańskie czebole, skandynawskie korporacje czy też drobni przedsiębiorcy dominujący w państwach anglosaskich zapewniają swoim społeczeństwom wysoki poziom zatrudnienia. W normalnych latach (niekryzysowych) zbliża się on lub nawet przekracza poziom 70% ludności powyżej 15 roku życia. Obecnie, w wyniku kryzysu, wszędzie ten poziom jest dużo niższy. W Stanach Zjednoczonych Ameryki spadł poniżej 60%, co jest uważane za sytuację tragiczną i nie do zaakceptowania. Tymczasem w Polsce u szczytu koniunktury wywołanej inwestycjami infrastrukturalnymi poziom zatrudnienia ledwo przekracza 50%. I są to poziomy rekordowo wysokie od czasów transformacji ustrojowej.

Skąd się bierze niski poziom zatrudnienia?

Niski poziom zatrudnienia w Polsce przyjęło się tłumaczyć zbyt rozbuchaną ochroną socjalną dla ludzi starszych, niewystarczająco dobrym wykształceniem ludzi młodych oraz tradycyjną polską obyczajowością, każącą Polkom pozostawać w domu zamiast iść do pracy. Tymczasem: rozbuchana ochrona socjalna może być jedynie przyczyną zbyt wysokich podatków, kiepskie wykształcenie może tłumaczyć wysokość zarobków poniżej oczekiwań młodych ludzi, a nie brak pracy dla nich, a radykalne różnice w obyczajowości Polek w porównaniu do mieszkanek zachodniej Europy istnieją bardziej w umysłach naszych polityków niż w rzeczywistości. Są to zatem wyjaśnienia pozorne, mające na celu ukrycie braku kompetencji potrzebnych do wyjaśnienia dlaczego w Polsce zatrudnienie jest na tak znacząco niższym poziomie w porównaniu do innych krajów.

W tym miejscu dochodzimy do punktu, w którym staje się jaśniejsze czemu nasza transformacja ustrojowa mogłaby się udać dużo lepiej, gdyby jej autorzy zechcieli się zapoznać z pracami Karola Marksa. Ustrój komunistyczny można uznać za skrajny przypadek modelu monopolistycznego. Marks pisał swoje dzieła w czasach, kiedy załamywał się model wolnorynkowy i w wyniku kryzysów ekonomicznych drobni przedsiębiorcy byli wypierani przez monopolistyczne korporacje, a idee wolnego handlu zostały zastąpione przez protekcjonizm. Marks jedynie doprowadził obserwowane przez siebie zjawiska do ich skrajności i postulował, żeby oligopol korporacji zastąpić monopolem partii. Marksiści nie są w stanie tego przyznać, ale zgodnie z założeniami Marksa komunizm jest tylko jednym z wariantów kapitalizmu monopolistycznego. Tutaj otwiera się pole do niekończących się dyskusji, w jakim stopniu ustrój państw komunistycznych był ziszczeniem postulatów Marksa, a w jakim ich zaprzeczeniem. Możemy je jednak pominąć, ponieważ podstawowe założenia ustroju postulowanego przez Marksa i ustrojów zaistniałych w rzeczywistości są identyczne. Z tą drobną może różnicą, że w roli monopolisty wywłaszczającego oligopolistów nie wystąpiła partia, tylko państwo. Dlatego naszą transformację ustrojową można opisać jako próbę przejścia od skrajnego przypadku modelu monopolistycznego do modelu wolnorynkowego.

Jak w każdym przypadku modelu monopolistycznego, ustrój komunistyczny zakładał istnienie niewielu – w tym przypadku jednego (państwa) – pracodawców. Jego system prawny, w szczególności system podatkowy, prawo pracy, system ochrony socjalnej, sposób funkcjonowania administracji czy sposoby pozyskiwania kapitału dla przedsiębiorstw, skonstruowane były zmyślą o wielkich przedsiębiorstwach państwowych oraz państwowych gospodarstwach rolnych zatrudniających zdecydowaną większość społeczeństwa. W wyniku transformacji dopuszczono do konkurencji z nimi przedsiębiorstwa wolnorynkowe. Nie dokonano jednak zmiany modelu ustrojowego z monopolistycznego na wolnorynkowy. Całe otoczenie instytucjonalne pozostało nadal dostosowane do obsługi wielkich konglomeratów państwowych. Dodano jedynie elementy modelu wolnorynkowego do obowiązującego modelu monopolistycznego.

Skutki tego eklektyzmu odczuwamy do dziś. Przedsiębiorstwa wolnorynkowe w konsekwencji swojej wyższej efektywności bez problemu wyparły ze społeczeństwa przedsiębiorstwa państwowe. Jednak w wyniku obowiązywania nieprzystosowanych do nich rozwiązań ustrojowych nie powstała ich wystarczająca ilość, tak żeby mogły zastąpić w roli pracodawców dla znacznej części społeczeństwa upadające przedsiębiorstwa państwowe. W ten sposób mamy setki tysięcy prowadzących działalność gospodarczą, którzy jednak nikogo nie zatrudniają, ponieważ system poboru podatków (mam tu na myśli głównie składki na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) został tak pomyślany, żeby jego obsługą zajmowały się wielkie, przeludnione działy kadr rodem z państwowego zakładu pracy. Podobnie, największą wadą polskiego prawa pracy nie jest nadmierna ochrona praw pracowników, gdyż jest ona iluzoryczna i łatwa do obejścia przez większość prawników. Największą wadą polskiego prawa pracy jest to, że wciąż zakłada możliwość pracy jedynie w wielkim zhierarchizowanym zakładzie przemysłowym, a nie w małym kilkuosobowym przedsiębiorstwie. Model wolnorynkowy zakłada finansowanie inwestycji przedsiębiorstw z udzielanych przez banki kredytów. Tymczasem w Polsce głównym celem regulacji rynku finansowego jest utrzymanie kontroli państwa nad nim oraz bezpieczna pozycja oligopolu jaki panuje na tym rynku. Skutkuje to ograniczonym kredytowaniem przedsiębiorstw, a głównie koncentrowaniem się na ich obsłudze pieniężnej. Polskie przedsiębiorstwa, przeważnie niewielkich rozmiarów, rozwijają się głównie organicznie, inwestując własne zyski, jakby były japońskimi keiretsu. Co więcej, jest to postrzegane jako ich główna zaleta. W ogóle nie dostrzega się, że wynika to z nieprzystawania systemu finansowego do organizacji przedsiębiorstw w naszym społeczeństwie. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że poziom zatrudnienia w Polsce jest aż tak niski. Jeśli dopuszcza się do funkcjonowania ilość przedsiębiorstw charakterystyczną dla modelu monopolistycznego, a jednocześnie osiągają one wielkość charakterystyczną dla modelu wolnorynkowego to nieuchronnym skutkiem musi być niewystarczająca wielkość zatrudnienia w społeczeństwie.

Wolny rynek? W tył zwrot!

Ostatni odwrót naszych elit politycznych od idei wolnorynkowych ku etatyzmowi, można uznać za przyznanie się przez nie do porażki. Nie są intelektualnie w stanie poprawnie skonstruować ustroju wolnorynkowego lub brak im woli do ograniczenia swojej władzy politycznej nad obywatelami co byłoby konieczne by taki ustrój mógł powstać. Naturalnym wydaje się więc powrót do punktu wyjścia, czyli modelu monopolistycznego. Jeśli nie jest się w stanie dostosować otoczenia instytucjonalnego do struktury przedsiębiorstw, to próbuje się dostosować strukturę przedsiębiorstw do otoczenia instytucjonalnego. W ten sposób można wyjaśnić zatrzymanie prywatyzacji, koncepcję budowy narodowych championów, wizję państwa jako głównego inwestora i źródła finansowania inwestycji przedsiębiorców. Wszystkie te elementy, które są bardziej charakterystyczne dla społeczeństw wschodnioazjatyckich, niż dla ustroju wolnorynkowego do którego mieliśmy dotychczas dążyć.

Jaką jednak możemy mieć pewność, że ktoś kto nie był w stanie poprawnie skonstruować modelu wolnorynkowego, będzie w stanie poprawnie skonstruować model monopolistyczny? Wymaga on również spełnienia określonych warunków. Do hodowania narodowych championów potrzeba odpowiednio dużego rynku wewnętrznego. Rynek składający się z 36 milionów konsumentów, mógł być takim rynkiem być może 100 lat temu, ale obecnie jego wielkość jest wysoce niewystarczająca. Dodatkowo, należy chronić hodowane narodowe championy przed konkurencją z zewnątrz. Model monopolistyczny zawsze idzie w parze z protekcjonizmem. To warunek trudny do spełnienia przy otwartych granicach w ramach Unii Europejskiej. Jednak warunkiem najważniejszym i niestety najchętniej pomijanym jest ograniczenie dochodów oraz wydatków konsumpcyjnych członków społeczeństwa. Poziom konsumpcji w przypadku zastosowania modelu monopolistycznego jest niższy, niż gdyby w tym samym społeczeństwie lub w społeczeństwie o podobnym stopniu rozwoju zastosować model wolnorynkowy. Dzieje się tak dlatego, że rozwój przedsiębiorstwa do rozmiarów monopolisty odbywa się kosztem płac pracowników lub cen płaconych przez konsumentów. Ponadto model monopolistyczny wymaga wewnętrznego źródła oszczędności. Niemożliwe jest importowanie oszczędności jak to się obecnie odbywa w Polsce. Dlatego społeczeństwo dodatkowo musiałoby ograniczyć własną konsumpcję, żeby wygenerować odpowiedni poziom oszczędności potrzebnych do rozwoju.

Czy naszym elitom politycznym uda się przekonać Polaków do powyższych rozwiązań? Nie bez przyczyny model ustroju monopolistycznego występuje głównie w państwach autorytarnych. Już obecnie wielu Polaków głosuje nogami, emigrując do krajów gwarantujących wyższy poziom konsumpcji, tymczasem nasze elity chcą powrotu do modelu jeszcze bardziej ten poziom ograniczającego. Jeśli wykluczymy opcję zamykania granic, to jedynym rozwiązaniem wydaje się wzmożona indoktrynacja patriotyczna społeczeństwa, tak żeby Polacy chcieli nadal tutaj mieszkać mimo niezadowalających ich zarobków. Czy jednak we współczesnym świecie taka indoktrynacja jest jeszcze możliwa? Ile jeszcze muzeów należałoby otworzyć, żeby w ogóle ją realizować?

Prawdopodobnie czeka nas kolejna porażka, kiedy to rozwiązania charakterystyczne dla modelu monopolistycznego będą łączone z poziomem konsumpcji charakterystycznym dla modelu wolnorynkowego. Już zresztą jedną taką porażkę mamy w pamięci. Ustrój komunistyczny może sprawnie funkcjonować pod warunkiem znaczącego ograniczenia poziomu konsumpcji społeczeństwa. Próba jego połączenia z rozbudzonymi potrzebami konsumpcyjnymi jak to próbował robić towarzysz Gierek w latach 70-tych, nieuchronnie doprowadziła do kryzysu zadłużenia. Historia najwyraźniej lubi się powtarzać.

Precz z ideologią!

Powyższa analiza koncentruje się na zagadnieniach ekonomicznych. Można ją jednak uogólnić i zastosować do innych dziedzin: rynku mieszkań, służby zdrowia, szkolnictwa. We wszystkich tych dziedzinach próbuje się łączyć elementy często z przeciwstawnych modeli, nie biorąc pod uwagę, że zazwyczaj się wzajemnie wykluczają. Bardzo chętnie przyjmuje się pojedyncze rozwiązanie z danego modelu, które jawi się szczególnie pozytywnie, bez widocznych na pierwszy rzut oka wad, zupełnie ignorując warunki jakie muszą być spełnione, żeby to rozwiązanie poprawnie funkcjonowało. Tyle czasu spędzamy nad dowodzeniem wyższości hasła „Balcerowicz musi odejść” lub „Balcerowicz musi wrócić”, że nie wystarcza nam czasu na ocenę wartości merytorycznej propozycji stojących za tymi hasłami. Najważniejsze nie jest to z jakich pobudek ideologicznych zostało zaproponowane dane rozwiązanie, ale czy zostało ono poprawnie skonstruowane i jak skutecznie będzie działać.

Śródtytuły od redakcji



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Forum Od-nowa: Janosikowe przykładem błędów systemu finansowego

Istnieją duże szanse, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. ziści się długo oczekiwana przez zamożniejsze samorządy zmiana w mechanizmie działania tzw....
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".