Dołącz do naszego zespołu Dołącz do naszego zespołu Subskrybuj RSS
mojeopinie.pl Start Polityka Gospodarka Media Historia Kultura Podróże Ekologia Tydzień Subiektyw
Reportaże i relacje z podróży Warto zobaczyć
Redakcja mojeopinie.pl poleca w tej kategorii
Moja spokojna, leniwa Malaka

Mhmmf – wymruczał coś uśmiechając się sympatyczny, na wpół bezzębny malajski dziadzio, pokazując jednocześnie palcem do góry. What?!...

Stary, to tylko Afganistan (I)

- Gdzie jedziesz? Do Afganistanu? – spytał przybierając groźną minę uzbrojony po zęby irański żołnierz. – To ty żaden turysta nie...

Pociągi pod specjalnym nadzorem czyli jak podróżować po Chinach w Nowy Rok

Chiński Nowy Rok nazywany Świętem Wiosny to najważniejsze święto w chińskim kalendarzu. Rozpoczyna się właśnie rok Bawołu. Na ulicach...

Zatoka Lądującego Smoka - Wietnam foto:Aleksandra Jakuczek

Jedziemy już od dłuższego czasu ale kompletnie nic nie wskazuje na to, że za kilka chwil znajdziemy się w wychwalanym przez podróżników i... foto:Aleksandra Jakuczek

RPA 2008: podróż po kraju kontrastów

Znajomi, którzy kilka miesięcy temu powrócili z RPA, powiedzieli mi, że po wylądowaniu w Johannesburgu stwierdzę, że standard życia...

Najcześciej czytane teksty kategorii w ciągu ostatnich 30 dni
Trudne Indie

Tuż przed wyjazdem pytałem mojego znajomego, doskonale obeznanego z Indiami, o wszystkie miejsca, które zamierzałem odwiedzić. Gdy dotarłem do...

Mt Pinatubo, filipiński wulkan koreański biznes Foto: Michał Gołąb

W czerwcu 1991 roku, gdy miałem niecałe 10 lat nastąpiła erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach. Wydarzenie to wbiło mi się w pamięć z powodu... Foto: Michał Gołąb

Szczęśliwego Chińskiego Nowego Roku! Foto: Michał Lubina

Przylatując na Tajwan spodziewałem się cudów. Smoków. Parad. Przedstawień. Słowem - igrzysk. Niczego takiego nie zastałem. Za to spędziłem... Foto: Michał Lubina

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz3 - Armenia Foto: Grzegorz Śmigiera

Przygoda z Armenią zaczęła się od miłej niespodzianki, bo okazało się, że wiza turystyczna staniała i kosztuje już jedynie 10, a nie 35... Foto: Grzegorz Śmigiera

Sikh w mieście Le Corbusiera

W Złotej Świątyni w Amritsarze znajduje się pewna podziurawiona ściana. Gdy, nie zwróciwszy na nią specjalnej uwagi, mijałem ją, podszedł...

Ostatnio komentowane
Malakka z Terzanim w tle Foto: Michał Lubina

Rok temu na urodziny dostałem cudowny prezent: książkę Tiziano Terzaniego „Powiedział mi wróżbita”. Od tamtego czasu stał się on jednym... Foto: Michał Lubina

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz3 - Armenia Foto: Grzegorz Śmigiera

Przygoda z Armenią zaczęła się od miłej niespodzianki, bo okazało się, że wiza turystyczna staniała i kosztuje już jedynie 10, a nie 35... Foto: Grzegorz Śmigiera

Szczęśliwego Chińskiego Nowego Roku! Foto: Michał Lubina

Przylatując na Tajwan spodziewałem się cudów. Smoków. Parad. Przedstawień. Słowem - igrzysk. Niczego takiego nie zastałem. Za to spędziłem... Foto: Michał Lubina

Palestyńska gwiazdka

Ciekawe jakiej narodowości byliby pasterze, gdyby dziś bieżeli do Betlejem. A raczej – ponieważ pewnie byliby Arabami z Palestyńskich...

Stopem na Kaukaz i do Iranu cz.2

Gruzja Gruzja przywitała nas bezchmurnym niebem i gorącą temperaturą. Korzystając z tego, zaraz po przekroczeniu granicy udaliśmy się na...

Wybrane teksty

Podróże po Indiach
Foto: Michał Lubina Riszikesz, z prądem Gangesu

Kąpiel w Gangesie w Riszikeszu to prawdziwa przygoda! Co prawda rzeka nie jest krystalicznie czysta – jej zamulone wody przybierają barwę najbardziej zbliżoną do brązu. Do tego jeśli rano bądź wieczorem pospaceruje się po okolicznych... Czytaj więcej

Wyprawa na Saharę
Wyprawa na Saharę - relacja Wyprawa dookoła Sahary, część I

Pierwsza część relacji z podróży land roverem dookoła Sahary. Przygody trzyosobowej grupy odkrywców opisuje Cyprian Pawlaczyk. Afryka. Taki mały pomysł. Ale realizacja nie będzie taka prosta. Jest nas dwoje - ja i siostra. Nie udaje... Czytaj więcej

Reportaże z Indochin
Więzienie nr S-21 - Kambodża

Phnom Penh (PAP/AFP,AP) - Czterdziestu lat więzienia zażądał w środę międzynarodowy prokurator William Smith dla byłego członka reżimu Czerwonych Khmerów Kainga Gueka Eava. 67-letni Kaing, znany jako "towarzysz Duch", jest od ponad... Czytaj więcej

Wyprawy do Ameryki Południowej
Miasto Boga czy miasto handlarzy narkotyków?

Zestrzelony helikopter wojskowy, śmierć trzech policjantów i 16 kryminalistów – to bilans ostatniego weekendu w Rio de Janeiro. Kiedy mają miejsce tego typu spektakularne wydarzenia, świat przez chwilę interesuje się Brazylią, utożsamia... Czytaj więcej

Reportaże z Chin
Wielka ucieczka do tulou - Chiny

Mamy powody by używać w tym kontekście nazwy „grupa”. Grupa baz nuklearnych wydaje się być faktem. Powołując się na dane przesłane z satelity KH 22, w prowincji Fujien (Fukien) leżącej na południowym wschodzie Chin, znajduje się... Czytaj więcej

Bliski Wschód
W Moussa Museum Liban - kraj bogaty różnorodnością

Liban zwykł być turystyczną potęgą, a jego rozwinięty sektor bankowości i mieszanka religijna mieszkańców zdobyły mu już kilkadziesiąt lat temu miano Szwajcarii Bliskiego Wschodu. Jednakże burzliwa historia tego kraju i jego niestabilna... Czytaj więcej

Reportaże z Afryki
Gambia: ptasi raj w sercu Afryki

Kilkaset gatunków ptaków na wyciągnięcie ręki. Nikt ich nie łapie, nikt do nich strzela, nie płoszy. Fikcja? Nie to ptasi raj w samym sercu... Afryki. To Gambia. Czytaj więcej

Tagi

Wybrani autorzy

Gdzie Bóg w dom razem z gościem czyli ranking gościnności

Kaukaz · Podróże · Turcja · Pakistan · 29 styczeń 2010 (10:13)

Zawarte w rankingu opinie są skrajnie subiektywne, oparte na badaniu niereprezentatywnej próby ludności, w nietypowych warunkach i przy udziale nietypowych obiektów w roli gości, mnie w tej liczbie.

Trudno osądzić, które z wielkich serc jest największe. W kwestii pierwszego miejsca: o lepsze walczą Ormianie z Pakistańczykami. Tuż za nimi plasują się Gruzini, gdzieś w środku peletonu są Turcy ex equo z Rosjanami. Gdyby układać listę odwrotną, na mało zaszczytne czoło wysunęliby się Chińczycy, z silną druga pozycją Bengalczyków z Bangladeszu.

Po kolei jednak. Do Pakistanu wjechaliśmy od Iranu. Granica na pustyni, piasek wciska się wszędzie. Na pustkowiu samotna buda – sklep spożywczy – i stary autobus – jedyny transport do Kwety. Wokół same męskie twarze, poowijane chustami po same powieki. I nic. Żadnego zagadywania, żadnej życzliwości – ani wrogości. Ciekawostki zaczynają się w mieście, a pierwszy nieoczekiwany dowód gościnności jest instytucjonalny: turyści maja prawo do sporych zniżek przy zakupie biletów kolejowych. Wystarczy pojawić się w stosownym urzędzie, zaprezentować paszport i poczekać. A jako, że spuścizną po Brytyjczykach jest nie tylko kolej, ale również imponująco rozwinięta biurokracja, czekanie trwa nieraz tak długo, że kto rozrzutniejszy dawno już poddałby się i zapłacił pełny bilet. Ktoś, ale nie ja przecie – nie z tych jam, co pozwolą, by taki dowód gościnności miał się zmarnować.

W Pakistanie co czekanie – to dowód gościnności. Po doczekaniu się biletu, przyszła kolej zaczekać na pociąg. Przy pierwszej próbie samodzielnej wyprawy (zdradzę, że mało zdobywczej na początek, bo jedynie do toalety), znalazł się tajny agent (który, jak to zwykle w takich wypadkach, się odtajnił), by zapytać z troską z kim podróżuję, a dowiedziawszy się, kazał natychmiast wrócić do mego towarzysza. Jakby obawiając się, że nie usłucham, odprowadził mnie sam, wykorzystując jeszcze okazję do pouczenia, że nie powinnam być puszczana na takie niebezpieczne eskapady sama.

W pociągu, choć zgodnie z posiadanymi biletami powinniśmy dostać miejsca w ogólnym wagonie, jako przybysze z daleka otrzymaliśmy prawo do przejazdu w wagonie numer jeden, którym to zwykle podróżuje kierownik pociągu ze specjalnymi gośćmi. W charakterze panów do towarzystwa wystąpili pilnujący taboru policjanci, którzy – mimo braku wspólnego języka mówionego – prawie 5 godzin zabawiali nas rozmową i dzielili się wszystkim, co mieli. Także wodą, która ofiarowali naiwnie sądząc, że nasze żołądki podobne są do ich żołądków, a my naiwnie przyjęliśmy, by przekonać się tylko, że tak nie jest i ta sama woda odmienne wywołuje reakcje (gwałtowniejsze po żołądkowej stronie europejskiej). Przykłady pakistańskiej gościnności można by mnożyć, poprzestanę jednak na dwóch jeszcze – takich, które do dziś z zaskoczeniem i rozrzewnieniem wspominam.

Autobusem wybraliśmy się w góry. Był to właściwie minibus, jedyny jaki mógł pokonać tę drogę. Cóż mówię – drogę: najszczersza wiejska i polna droga na najgłębszej wsi polskiej zda się przy tamtej autostradą – i to bynajmniej nie marną A4, ale jakąś wspaniałą, prawdziwie „zachodnią”. Drogę taką, że co kilka kilometrów pasażerowie musieli wysiąść, zabrać bagaże i iść, bo inaczej kierowca – choć mistrz w swej profesji – nie byłby w stanie bezpiecznie przeprowadzić pojazdu nad urwiskiem, środkiem którego dziarsko płynął wodospad. Nie dziwota więc, że pokonanie odcinka około dwustukilometrowego zajęło prawie dobę i u celu – w Czitralu – stanęliśmy około godziny drugiej nad ranem. Jedyne dwa hotele były o tej porze nieczynne – bo kto normalny nie śpi o drugiej nad ranem, tylko pracuje? Pożegnaliśmy się już z kierowcą – niezbyt serdecznie zresztą, bo jakoś podczas przydługiej podróży nie zadzierzgnęliśmy więzów przyjaźni ani z nim, ani z innymi pasażerami. Teraz jednak trochę żałowaliśmy zbyt prędkiego rozstania.

„Mówisz – i masz”: niedawno pożegnany bus pojawił się ponownie na drodze – kierowca wraz z pasażerami doszli do wniosku, że może hotele będą już nieczynne i wrócili po nas, by jeszcze inne sprawdzić, które większa rokowały nadzieję. Gdy już trochę razem pojeździliśmy i wszystkie turystyczne przybytki okazały się zamknięte, dwaj chłopcy, których podczas drogi siedzieliśmy najbliżej, zaproponowali, byśmy poszli przenocować do nich. Od razu protesty, ach i ech, do nieznanych tak późno, tak nieoczekiwanie. Ależ skąd, żaden problem. Krygowanie się trzeba było jednak zakończyć – no bo gdzie spać jeszcze można w obcym górskim miasteczku?

Rodzina zachowała się tak, jakby na nas czekała najbardziej. A może mamy – o tej trzeciej już prawie nad ranem – ochotę na gorący posiłek? Chętnie przygotują. To może herbatę? No skoro nic, to tam jest nasz pokój – z osobnym wyjściem, by nam było wygodniej. Niestety jest problem ciepłą woda, ale rano na pewno będzie.

Rano zaś, zanim przygotowano śniadanie, zabawić pogawędką przyszedł senior rodu, pamiętający jeszcze czasy brytyjskie. Potem babcia przyniosła dżem, świeże bułeczki, świeże owoce i herbatę. I co byśmy jeszcze chcieli. Czy przyjdziemy na obiad? No skoro nie, to już na pewno na kolację, nie ma co dyskutować – będą na nas czekać. A tu prowiant na drogę.

Gdy – wbrew planom – pojawiliśmy się dopiero 24 godziny później, po wymuszonym trudnościami komunikacyjnymi noclegu w odległej wsi – jakaż to była radość i ulga, bo tak się o nas martwili. Musimy już jechać? Ale wszyscy zaraz wrócą, będzie uroczysta kolacja.. no, skoro naprawdę musimy, to prowiant na drogę – i wyszywane tradycyjne czapeczki na pamiątkę.

Wspomnienie numer dwa związane jest z Lahor, gdzie kosztowałam gościny zaplanowanej – tym razem dla lepszego wniknięcia w pakistańską codzienność, zdecydowałam się poprosić o nocleg członka hospitality club. Z umówionego miejsca odebrał nas kierowca – cała zaś rodzina czekała u wejścia do domu. Kobiety przywitały się wstrzemięźliwie, by zaraz potem wrócić do przygotowania kolacji w głębi domu. Gospodarz za to i dzieci wychodzili ze skóry, by jak najwięcej okazać życzliwości. Do jedzenia: tradycyjne danie pakistańskie, tradycyjny deser, tradycyjna przystawka, a na koniec mango – król owoców. Potem oglądnie domu – tylko kobieta dopuszczona jest jednak do części prywatnej i kuchennej.

A potem – już nie przeszkadzamy, na pewno jesteście zmęczeni, tu mamy pokój przygotowany specjalnie dla gości z hospitality club, przepraszam, że nie ma klimatyzacji, w przyszłym roku będziemy zakładać, teraz tylko ten wiatrak, tu macie swoją łazienkę, mydła szampony i nawet leki.

O niczym nie zapomniał gospodarz, nawet o tym, by było gdzie powiesić pranie. A rano, po śniadaniu i wspólnych zdjęciach – znów przykłady lokalnego rękodzieła na pamiątkę. Piszcie i przyjeżdżajcie znów. I mówcie dobrze o Pakistanie.

Choć w Erewaniu brak hoteli dla plecakowców, Arsenowi udało się znaleźć nocleg dla całej grupy – w hotelu na górze, ze wspaniałym widokiem na miasto. Byliśmy przecież znajomymi znajomej, a to wiele znaczy. Choć ja ani Arsena, ani nawet owej znajomej nigdy nie widziałam. Życzliwość czy gościnność na zorganizowaniu noclegu jednak się nie zakończyła. Obejmowała również pomoc w znalezieniu bus-a i kierowcy oraz codzienne wizyty w hotelu – by upewnić się, że wszystko jest w porządku. I choć większość uczestników wycieczki przez cały czas nie zamieniła z nim więcej niż „dzień dobry”, nie przeszkodziło to także w zaproszeniu wszystkich na obiad do tradycyjnej ormiańskiej restauracji w skalnej pieczarze, gdzie mięso i chleby były wypiekane w piecu ziemnym.

Kierowca bus-a z kolei uznał za właściwe zapraszać wszystkich na kawę, ciasto, wino do każdego swego krewnego, który mieszkał na trasie wycieczki lub w jej pobliżu. A krewni wyraźnie nie widzieli w tym nic niewłaściwego i natychmiast stawiali na stołach, co tylko mieli.

Prawdziwym hitem wyjazdu do państw Kaukazu okazały się jednak zaproszenia od przypadkowo spotkanych osób. Celują w tym zarówno Ormianie, jak i Gruzini. To, że miejscowi zagadują przybyszów, nikogo nie dziwi – zaciekawienie innym jest typowe dla każdej szerokości geograficznej. Tam jednak na zagadywaniu się nie kończy. Wystarczy, że jedna osoba wda się w pogawędkę z tubylcem – natychmiast zaproszenie obejmuje całą grupę. I nie jest to zaproszenie do domu, bynajmniej, ale do restauracji – jakiejś w centrum albo na szczycie góry, z muzyką na żywo i tysiącem dań. Jako żywo – niejedno nasze wesele, i to z tych wystawniejszych, nie wygląda aż tak hucznie i wspaniale. Lokalna rozrywka dla bogaczy, najwyraźniej.

Miejsce Rosji w rankingu jest już doprawdy skrajnie subiektywne. I nawet w tej subiektywności podejrzewam, że gdyby nie znajomość języka, to Rosja mogłaby dołączyć do tej samej grupy, co i Chiny – które na ogromnej liczbie podróżników sprawiają wrażenie kraju zamkniętego i niegościnnego. Gdy jednak komunikacja przestaje być barierą, kraj Iwanów, Piotra i Włodzimierzy okazuje się gościnnym po słowiańsku, z typową alkoholowo-obfitą ciepłotą. Z tą atmosfera rozluźnienia, jaką w końcu wszyscy osiągają po kilku kieliszkach. A wiadomo prócz tego, że wódka bez piwa, to w Rosji pieniądze wyrzucone z wiatrem. Tak samo jak na Ukrainie zresztą. I z nikim innym nie da się tak śpiewać pieśni – lub rockowych standardów, zależnie od wieku towarzystwa.

Turcja też dość wysoko się plasuje na liście – gdzie każdy kto podwiezie autostopowicza, koniecznie musi go też nakarmić. A ci, co w podróży są dłuższej, nie tylko podwożą, karmią, poją i bawią, ale jeszcze u celu zapraszają w odwiedziny, koniecznie. I ze swymi znajomymi organizują bezpłatny transport dalej.

Lista moja jednak, choć może być wyczerpująca w odbiorze, na pewno nie wyczerpuje tematu – sporo się w niej jeszcze zmieści: i na górnych pozycjach, i w środku i na dole – miejsce obok Bangladeszu ciągle jest. Nie ma szczęścia ziemia bengalska: po bezprawiu i piratach, krwawych zamieszkach Podziału, ma teraz biedę, nadludzko zatłoczoną Dakę i ciągle czeka na swego proroka miłosierdzia. A wszyscy jakoś wolą Kalkutę. Ja też.

Foto: Michał Lubina

Agnieszka Apanasewicz

Najnowsze z kategorii

śledzik


ocena użytkowników
rankingrankingrankingrankingrankingranking
średnia: 5.5

Polecane tematy

Ustawa o parytetach płci. Dlaczego pomimo swoich...

W PRL-u ludzie o chłopsko-robotniczym pochodzeniu mieli łatwiej żeby dostać się na studia. W latach sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych ludzie pochodzący z mniejszości... Przeczytaj więcej

Gigantyczne zadłużenie USA w.... Chinach

Dość znaną kwestią jest zadłużenie się USA w Chinach. Rząd Stanów Zjednoczonych sprzedał Chińczykom obligacje za blisko 700 miliardów dolarów. Nie jest to oczywiście całość... Przeczytaj więcej

Zatoka imigrantów

Kiedy idę do kawiarni czy restauracji w Polsce, zdarza mi się być obsługiwanym przez osobę w moim wieku. Mamy zupełnie inny status – ja klienta, ona pracownika. W tej chwili... Przeczytaj więcej

MojeOpinie.pl na Facebooku
O nas · Polityka prywatności · Regulamin serwisu · Redakcja · Reklama · Kontakt
Copyright © 2007-2009 mojeopinie.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.