Dołącz do naszego zespołu Dołącz do naszego zespołu Subskrybuj RSS
mojeopinie.pl Start Polityka Gospodarka Media Historia Kultura Podróże Ekologia Subiektyw
Film Książka Muzyka Wydarzenia kulturalne
Redakcja mojeopinie.pl poleca w tej kategorii
Pod prąd oczekiwań - „Jaśniejsza od gwiazd” Jane Campion

Jane Campion nakręciła film o romantycznej pierwszej miłości przedwcześnie zmarłego dziewiętnastowiecznego poety Johna Keatsa i jego sąsiadki...

„Szalone serce” - czyli motyw spadającej gwiazdy

Na ekrany polskich kin wszedł właśnie debiut reżyserski Scotta Coopera. „Szalone serce” to muzyczny dramat, który mimo prostej i...

Miasto lśniące i jasne - „Zakochany Nowy Jork”

Lekki, stylowy, zabawny i melancholijny jednocześnie - „New York, I Love You” (2009), kolejny z nowelowych filmów, poświęconych miastom i...

Ekologia filmowa Jamesa Benninga

Czym zajmuje się ekologia dźwiękowa? - obroną przed zanieczyszczeniami, których – jak się okazuje - wokół nas całe mnóstwo. Dźwiękowi...

Zanim przeklną nas dzieci

Ołów, kadm, azotyn, nitryt, rtęć, pestycydy, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, konserwanty – to nie przepis na mieszankę wybuchową, to...

Najcześciej czytane teksty kategorii w ciągu ostatnich 30 dni
Ostatnio komentowane
„Incepcja” – nowa idea współczesnego kina

Najnowszy film Christophera Nolana jest najlepszym dowodem na to jak wiele nowych wrażeń wciąż ma nam do zaoferowania kino - dziedzina sztuki...

„Wenecja” – magiczna podróż przez świat Kolskiego

Najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego zasłynął jako jedna z perełek tegorocznego festiwalu w Gdyni. Opinia ta nie była raczej zbyt wielką...

Pod prąd oczekiwań - „Jaśniejsza od gwiazd” Jane Campion

Jane Campion nakręciła film o romantycznej pierwszej miłości przedwcześnie zmarłego dziewiętnastowiecznego poety Johna Keatsa i jego sąsiadki...

Terapeutyczna sztuka dokumentu, czyli o krakowskim festiwalu filmowym

Zakończony właśnie w Krakowie Krakowski Festiwal Filmowy – kiedyś Festiwal Filmów Krótkometrażowych (dokumentów, fabuł i animacji) –...

„Starcie Tytanów” – mitologia kontra współczesność

Najnowszy film Louisa Leterriera jest remakiem klasycznego obrazu akcji z 1981 roku pt. „Zmierzch Tytanów”. Harry Hamlin grający główną...

Wybrane teksty

Najnowsze recenzje filmowe Czytaj więcej
„Incepcja” – nowa idea współczesnego kina

Najnowszy film Christophera Nolana jest najlepszym dowodem na to jak wiele nowych wrażeń wciąż ma nam do zaoferowania kino - dziedzina sztuki spenetrowana przez nas wydawałoby się już pod każdym względem. „Incepcja” zaskakuje swoją... Czytaj więcej

Festiwale filmowe 2010 Czytaj więcej
Terapeutyczna sztuka dokumentu, czyli o krakowskim festiwalu filmowym

Zakończony właśnie w Krakowie Krakowski Festiwal Filmowy – kiedyś Festiwal Filmów Krótkometrażowych (dokumentów, fabuł i animacji) – obchodził w tym roku 50-lecie istnienia. Jego formuła zmieniała się wraz z przemianami kina w... Czytaj więcej

Premiery serialowych hitów Czytaj więcej
Świeże schematy – „Pacyfik”

„Szeregowiec Ryan” zaczął walczyć w kinach już 12 lat temu. To był przełom w historii filmów wojennych. Trzy lata po nim na ekrany wkroczyła świetna „Kompania braci”, a dziś dopływa do tego „Pacyfik”. Trzy produkcje, które... Czytaj więcej

Tagi

Głód obecności - „Hadewijch” Bruno Dumonta

Bruno Dumont · All About Freedom · festiwal filmowy · trójmiasto · 17 listopad 2009 (12:36)

Organizatorzy filmowej części festiwalu All About Freedom w Trójmieście niespodziewanie, bez promocyjnego szumu uczynili wielką przyjemność wielbicielom nowohoryzontowego kina. Polska premiera nowego filmu Bruno Dumonta, znanego głównie widzom wrocławskiego festiwalu z kontrowersyjnych filmów „Ludzkość” (1999), „Twentynine Palms” (2003), „Flandria” (2006), pokazywanych w głównym konkursie Nowe Horyzonty, zgromadziła w gdyńskim Multikinie zaledwie garstkę widzów. W tak kameralnych warunkach przyszło nam oglądać „Hadewijch” (Wierząca, 2009), film naznaczony średniowiecznym mistycyzmem.

Francuz Bruno Dumont (1958) z wykształcenia filozof i nauczyciel filozofii w szkole średniej, reżyser filmów reklamowych, w 1999 roku do tego stopnia zaskoczył, oburzył, poruszył jurorów canneńskiego festiwalu, że na przekór kontrowersjom wokół jego filmu główną konkursową nagrodę podzielili między „Rosettę” nikomu nie znanych wtedy braci Dardenne i „Ludzkość”. Reżyser, posługując się surowym naturalizmem w opisie małego miasteczka we Flandrii i jego mieszkańców w obliczu wstrząsającego morderstwa 11-latki, stworzył niemal surrealistyczną wizję świata. Efekt, jaki osiągnął i osiąga w kolejnych filmach, zbliżając do siebie agresję życia i jego piękno, dla jednych jest psychodeliczny, innym wydaje się odstręczający.

„Człowiek – mówi Dumont – ma zdolność przeżywania stanów skrajnych”. Zapytany przez dziennikarza, czy jego drugi film, opowiadający o erotycznym związku nie mogących się porozumieć na płaszczyźnie werbalnej Rosjanki i Amerykanina, którzy wyruszają z Los Angeles, by zobaczyć Twentynine Palms i Park Narodowy Joshua Tree, można nazwać eksperymentalnym horrorem, stwierdza: „Tak, bo w nowy sposób kreuje atmosferę napięcia. Chciałem zaskoczyć widzów, pobawić się ich zmysłami i wrażeniami. Już dawno zdałem sobie sprawę z tego, że dzięki umiejętnemu montażowi ujęcia wcale nie muszą być podparte fabułą. Założenie jest takie: film za pomocą bardzo prostej sytuacji wytworzy w widzach uczucie oczekiwania i niepokoju. Dlatego nie chciałem objaśniać scen za pomocą dialogów (...). To byłoby niepotrzebne”.

Jeden z krytyków, pisząc o kolejnym filmie Dumonta - „Flandria”, porównuje jej odpychających, prymitywnych bohaterów – dwóch mężczyzn, rywalizujących o prawo do ciała jednej kobiety, umieszczonych na tle pustych, błotnistych belgijskich pejzaży, do owadów wegetujących w słoiku, którym reżyser przygląda się jak prowadzący badania entomolog. Ta wnikliwa obserwacja, niemal pozbawiona słów, skupiona na ledwie zauważalnych śladach odczuć, będących udziałem postaci, to strategia, jaką posłużył się i w „Hadewijch”. Do wielkich umiejętności Dumonta należy odkrywanie i prowadzenie na planie niezwykłych w swojej autentyczności aktorów-amatorów. W centrum filmowej historii stawia Céline - młodą dziewczynę, studentkę teologii, córkę ministra, która jest postulantką w katolickim klasztorze - zagrała ją fascynująca Julie Sokolowski. Kamera nieprzerwanie lustruje wyraz jej twarzy, zmianę koloru papierowo bladej skóry, próbując zapewne odczytać sens szeptanych przez nią słów, nasyconych poezją modlitw. Śledzi sylwetkę dziewczyny z charakterystycznie uniesionymi ramionami, jakby chciała ukryć w nich głowę, nieśmiałą, jeszcze prawie dziecięcą zmysłowość jej ciała. Nie umknie nam żaden szczegół, najmniejsze drżenie.

„Człowiek – powtarza Dumont – ma zdolność przeżywania stanów skrajnych”. Hadewijch to imię średniowiecznej flamandzkiej mistyczki i poetki, która oddając się Chrystusowi uważała, że jedynie miłość potrafi zaspokoić nasze pragnienia. Céline kocha Boga do szaleństwa i nie ustaje w jego poszukiwaniach. Jest przekonana, że taka miłość musi znaleźć spełnienie nie tylko w sferze ducha, ale i ciała. Dlatego nieustannie szuka Boga uobecnionego, dotykalnego, bo jej ciało pragnie jego dotyku. Ta średniowieczna w duchu obsesja materialności jest z jednej strony rodzajem sprzeciwu wobec nieobecności, współczesnej wirtualności oblubieńca, poszukiwaniem realnego, poruszającego, niezapośredniczonego doświadczenia, z drugiej – wyrazem osobistego, nieistytucjonalnego, rodzącego się poza wspólnotą sposobu na emanację wiary. Charakterystyczny dla Dumonta, naturalizm pozwala mu mówić o tej miłości, o tęsknocie, o fizycznym cierpieniu w sposób przekonujący.

Ciało zimne, wstrząsane dreszczem to przede wszystkim ciało czujące. Céline – Hadewijch zostaje oddalona z klasztoru. Siostry zakonne, widząc jak się umartwia, nie je, zbyt lekko się ubiera, uznają, że jest próżna, skupiona na sobie i że lepiej będzie, gdy Boga poszuka w świecie zewnętrznym. Dlatego wraca do Paryża, do wykwintnego życia, arystokratycznego domu, autystycznych rodziców, od czego ucieka do kościoła, kawiarni, na ulicę. Chłonie urodę świata, będąc nim jednocześnie rozczarowaną, myślami nieobecną. Spotyka młodego chłopaka, muzułmanina, mieszkającego na jednym z podparyskich blokowisk. Odwiedzając Yassine, poznaje jego brata Nassira, który prowadzi spotkania religijnej osiedlowej wspólnoty. To w nim znajdzie bratnią duszę, tak jak ona silnie oddaną Bogu, choć rozumiejącą swoją służbę w skrajnie fundamentalistyczny sposób. Nassir przekona dziewczynę, że boską obecność odnajdzie w działaniu, w walce. Céline przypomina roślinę, która obraca się w stronę słońca, instynktownie, jakby trwała w jakimś bolesnym transie, bez względu na cel i przyczynę nie swojej świętej wojny zechce sprawdzić i tę możliwość spotkania z Bogiem, wstąpi do grupy islamistów, podkładających bomby w mieście.

Céline od samego początku, toczącej się na naszych oczach akcji, jest obserwowana przez jeszcze jedną osobę – młodego mężczyznę, który pracuje na budowie przy klasztorze. To prosty człowiek, pensjonariusz więzienia odbywający karę, postać raz za razem, mimochodem pojawiająca się w filmie, gdzieś na jego marginesie. Po wyjściu z więzienia mężczyzna zostanie zatrudniony w klasztorze i znowu spotka Hadwijch, która tam powróci. Będzie się jej intensywnie przyglądał, zupełnie tak jak my, będzie obok. Czujny, choć zajęty swoimi sprawami. To on ją w ostatniej chwili wyciągnie z wody jak nowonarodzoną, choć w istocie chciała umrzeć. To jego ciało stanie się faktem, będzie tym, na którym się oprze.

Nie jest prawdą, że w filmie Dumonta meandry fabuły - której zarzucano małe prawdopodobieństwo - nie mają znaczenia, albo że tak wymyślona fabuła jest pretekstem dla obrazu, jednak czujemy, że jej organizacja nie jest zwyczajna, składające się na nią sceny, ujęcia mają postać luźno ze sobą powiązanych, niemal osobnych znaków o podwójnym dnie. Charakterystyczną cechą tej organizacji jest też kontrast – prostota i chłód obserwacji w połączeniu z trudną do wyobrażenia temperaturą emocji, wstrząsających ciałem Céline. Zderzenie tych odmiennych jakości buduje napięcie, które nie opuści widzów aż do ostatniego kadru. Zachwyca i przeraża do tego stopnia osobiste, indywidualne doświadczenie wiary, zapewne obce wielu praktykującym katolikom, którzy we wspólnotowych rytuałach szukają przed nim ucieczki. Czy owa wyjątkowość jest obrazem świętości, czy szaleństwa? Mimo całej niematerialności filmowej iluzji – a jednak - dotykamy tu tajemnicy, być może szalenie odległej, a może po prostu nie uwikłanej w zwykły ziemski czas. Są filmy, które powodują, że po ich obejrzeniu z sali kinowej wychodzimy w rzeczywistość tak, jakbyśmy lądowali na innej planecie – to jeden z nich. Wychodzimy z kina lekko drżąc.

Trailer: „HADEWIJCH”

„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont„Hadewijch” Bruno Dumont

Agnieszka Szeffel

Najnowsze z kategorii

śledzik

Nie oceniony

Polecane tematy

Gigantyczne zadłużenie USA w.... Chinach

Dość znaną kwestią jest zadłużenie się USA w Chinach. Rząd Stanów Zjednoczonych sprzedał Chińczykom obligacje za blisko 700 miliardów dolarów. Nie jest to oczywiście całość... Przeczytaj więcej

400 lat Matteo Ricciego cz2 - czyli jak jezuita...

24 maja to w Kościele Katolickim dzień modłów za chrześcijan w Chinach. Matteo Ricci, przybywszy do Chin, na początku zrobił błąd. Ujrzawszy mnichów buddyjskich, w ich skromnych... Przeczytaj więcej

Etiopia – przywitanie Afryki

O podróży do Afryki marzyłem od wielu lat. Jak pewnie u wielu innych osób moje zainteresowanie tym kontynentem rozpoczęło się gdy przeczytałem Heban. Potem o różnych krajach... Przeczytaj więcej

MojeOpinie.pl na Facebooku
O nas · Polityka prywatności · Regulamin serwisu · Redakcja · Reklama · Kontakt
Copyright © 2007-2009 mojeopinie.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.