Kilka kilometrów za Dobrowem, w głąb lasu prowadzi utwardzona betonem droga. Dotrzeć nią można do Tajnego Obiektu Specjalnego nr 3001. Był to jeden z kompleksów o kryptonimie Wisła. Od grudnia 2006 r. funkcjonuje tu Oddział Zewnętrzny Aresztu Śledczego w Koszalinie.
- Więziennictwo przejęło duży teren wraz z pozostałymi budynkami, służącymi kiedyś Rosjanom za koszary. Przystosowanie obiektów na potrzeby jednostki penitencjarnej wymagało
ogromu pracy, choć większość budowli była w dobrym stanie technicznym - podkreśla kpt Sławomir Kot z ZK Dobrowo.
Radzieckie obiekty rozlokowane były na przestrzeni 370 ha lasu, doskonale zamaskowane i świetnie chronione. Jadąc boczną drogą z zabudowań Zakładu Karnego dojeżdżamy do pierwszego z trzech obiektów. To wysoki, ogromny garaż dla dwóch samochodów- transporterów, służących do przewozu rakiet między innymi z jednego silosu do drugiego. Masywna konstrukcja wygląda na doskonale zamaskowaną przed wykryciem z powietrza. Dookoła gęsty las.- Proszę spojrzeć w górę- wskazuje chorąży Robert Sztachel , kwatermistrz Zakładu Karnego, oprowadzający mnie po wojskowych instalacjach- na szczycie budowli widać pozostałość po lekkim bunkrze wyposażonym w karabin maszynowy. Garaż był otwierany z dwóch stron, co znacznie ułatwiało możliwość wyjazdu i wjazdu maszyn. Odjeżdżamy kawałek dalej i już jesteśmy przy jednym z dwóch bunkrów- silosów służących do przechowywania rakiet. Szczyt budowli przypomina wielki pagórek, dookoła widać jeszcze ślady obecności Rosjan
- Całość była otoczona potrójnym drutem kolczastym podłączonym do wysokiego napięcia. Drogi asfaltowe i betonowe przykrywała z góry siatka maskująca. Do dziś zachowały się ślady umocnień.- informuje mnie chorąży Sztachel.- Broniło ich kilkanaście lekkich schronów z bronią maszynową i mur ze strzelnicami.
- A to?- pytam, wskazując ręką na niepozornie wyglądające wzniesienie- Kolejny skład?
- Zamaskowany zbiornik wody pitnej. Na wypadek konfliktu nuklearnego , silos miał być samowystarczalny przez okres 3 miesięcy - słyszę odpowiedź.
Wejścia do magazynu z bronią nuklearną strzegły stalowe drzwi o grubości pół metra, otwierane za pomocą mechanizmu hydraulicznego i silników. Nie wchodzimy jednak tędy, bo wejście to otwierano podjeżdżającym po ładunki samochodom. Żeby przebyć drogę do wnętrza silosu, tak jak robili to żołnierze radzieccy, wchodzimy betonowymi schodami na szczyt wzniesienia. Jest tam wejście, które prowadzi wgłąb. Droga na dół wiedzie przez wąskie, niemal pionowe schody. Piętro niżej jest już system pomieszczeń połączony wąskim korytarzem. Całość przywodzi na myśl wnętrze okrętu podwodnego: słabe światło, wąskie korytarze, masywne drzwi. Do budowy pomieszczeń użyto żelazobetonu, a wszystkie sale wyposażone były w mierniki promieniowania, tzw. liczniki Geigera. W każdym z pomieszczeń są pozostawione elementy wyposażenia - agregat prądotwórczy, zbiorniki oleju, filtry do powietrza, sprężone powietrze w butlach. Co krok można natknąć się na radzieckie napisy. W jednym z pomieszczeń pozostawiono oszkloną kabinę z otworami na ręce, a na zapleczu- wmurowany metalowy segment z okrągłymi otworami w półkach. Prawdopodobnie miejsce to służyło do uzbrajania pocisków. Przechodząc przez kolejne pokoje, dochodzi się do sterowni.
-To sala-sterownia. Stąd można było nadzorować cały system, dowolnie włączać i wyłączać jego elementy takie jak dopływ prądu czy wentylacja.- tłumaczy Robert Sztachel.
Wychodzimy z tak zwanej części zaplecza technicznego, zostawiając za sobą rury, kable i wszechobecne wyłączniki. Druga część bunkra jest o wiele ciekawsza - to ogromna dwupoziomowa hala z pomieszczeniami po bokach. Tam właśnie przechowywano rakiety. Ile ich mogło być?
Wchodząc do jednej z długich sal chorąży Sztachel zaczyna liczyć pozostałości po mocowaniach.
-Jakieś 180 sztuk rakiet- informuje - a więc łącznie w dwóch bunkrach można było przechować 360 ładunków. Schodki wiodą na stalową platformę. Z wysokości niemal piętra widać jak duża jest hala. Po drugiej stronie platformy znajdują się właśnie te drzwi wejściowe z rampą, po której wjeżdżano, by przetransportować ładunki. Tuż pod sufitem zamocowana na kablu jest suwnica zakończona hakiem, która służyła do przemieszczania rakiet. Jej panel sterowniczy ulokowano przy metalowej barierce.
- A czy orientuje się pan, ilu żołnierzy mogło przebywać w takim bunkrze?- zapytałem, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
- Z tego co wiem, blisko 60 osób. Rosjanie opuścili ten teren za Jelcyna, potem weszła tu nasza marynarka wojenna. Dbamy o te obiekty, konserwujemy je. Chcielibyśmy, by w przyszłości można je było powszechnie zwiedzać - komentuje kwatermistrz.
Operacja “Wisła”
W odtajnionej w zeszłym roku przez IPN teczce operacji "Wisła" zawarto szczegółowe plany budowy składów broni jądrowej oraz upoważnienia do odbioru głowic wydane polskim oficerom. Przygotowania do umieszczenia broni jądrowej na terenie Polski zaczęły się w 1966 r.,jednak formalne porozumienie międzyrządowe zawarto w Moskwie 25 lutego 1967 roku. Podpisali je minister Obrony PRL Marian Spychalski i minister obrony narodowej ZSRR marszałek Andriej Grieczko. Dokument mówił, że do połowy 1969 r. zostaną wybudowane trzy obiekty w rejonach Białogardu, Wałcza i Wędrzyna, w których będzie przechowywana amunicja jądrowa. Szefowie LWP oddali przysługę Moskwie, która nie miała możliwości zbudowania takich magazynów w innych częściach Europy.
Tajne magazyny rozpoczęto stawiać w 1967 r. Zaprojektowali je Sowieci i oni dostarczyli wyposażenie, ale to Polska płaciła za wszystko -w sumie 180 mln złotych. Budowę prowadziły jednostki WP. W połowie lat 80. w magazynach znajdowało się 178 ładunków jądrowych z tego 14 głowic o mocy 500 kt, 35 o mocy 200 kt, 83 o mocy 10 kt, a ponadto 2 bomby lotnicze o mocy 200 kt, 24 o mocy 15 kt i 10 o mocy 0,5 kt. W przypadku wojny miały być one wydane polskiej armii. Głowice miały trafić m.in. do brygad artylerii wyposażonych w rakiety operacyjno-taktyczne. Ładunki jądrowe miały być dostarczone także do wojsk lotniczych.Według planów z lat 70. zmasowany atak jądrowy na kraje NATO miał trwać około godziny. W tym czasie polskie jednostki miały użyć 131 ładunków jądrowych: w tym 100 rakiet i 31 atomowych bomb lotniczych. Po tym ataku, do boju miały przystąpić wojska pancerne.
Zachód musiałby odpowiedzieć kontruderzeniem jądrowym. Z opracowań wynika, że straty wojsk ZSRR i sojuszników mogły sięgnąć 53 procent. Wiadomo,że większość rakiet NATO miała spaść na Polskę, jej ludność cywilną i miejscowości, nie tylko na punkty militarne. Przy takiej sile rażenia po Polsce pozostałby jeden wielki lej atomowy. Kulisy akcji “Wisła”nadal pozostają jedną z wielu tajemnic PRLu.









Historia stosunków polsko-ukraińskich, a wcześniej polsko-ruskich od początku nie była łatwa.


Start



Komentarzy: 0