GMO- zagrożenie czy dobrodziejstwo?
    GMO3 · modyfikacje genetyczne3 · bioetyka6 · żywność7
2011-10-30
Sałata z genem szczura, pomidor ulepszony za pomocą DNA ryby, czy soja z genem pozyskanym z bakterii. Taka jest nieunikniona przyszłość. Uchwalenie przez parlament ustawy o nasiennictwie a następnie zawetowanie jej przez prezydenta spowodowało ponowne ożywienie debaty o tym czy rośliny modyfikowane genetycznie są szkodliwe dla nas i dla środowiska.

Co tak na prawdę o nich wiemy i jak często na nie trafiamy kupując codzienne jedzenie? Warto przyjrzeć się z bliska faktom i mitom na temat GMO.

Mit numer 1: GMO w Polsce nie ma!
Niestety, jest i to w dużych ilościach. Rośliny modyfikowane genetycznie zjadamy prawie codziennie, choćby konsumując mięso. Od dawna już zwierzęta, które nieuchronnie po dokonaniu swego smutnego żywota, trafiają na nasze stoły są karmione soją i innymi roślinami modyfikowanymi genetycznie. Aż 80% karm jest produkowanych na bazie GMO! Do innych produktów, nie tylko tych gorszej jakości jak parówki, także dodaje się transgenicznych roślin. Soja GM jest dosłownie wszędzie. Znajdziemy ją w pieczywie, kotletach, pasztetach, koncentratach, a nawet mrożonkach! Niestety takie produkty nie są w żaden sposób oznakowane. Jednak w Polsce, ba w całej UE nie jest aż tak źle. Do hodowli dopuszczono u nas tylko dwie rośliny kukurydzę MON 810 firmy Monsanto zawierającą gen produkujący bakteryjne białko zabijające szkodniki oraz ziemniaka Amflora (firmy BASF) o podwyższonej zawartości skrobi. Największym jednak producentem roślin transgenicznych jest Ameryka Północna (Stany Zjednoczone i Kanada), drugim w kolejności Ameryka Południowa (Argentyna i Brazylia), po nich są jeszcze Indie i Chiny.

Rośliny modyfikowane genetycznie zjadamy prawie codziennie, choćby konsumując mięso. Od dawna już zwierzęta, które nieuchronnie po dokonaniu swego smutnego żywota, trafiają na nasze stoły są karmione soją i innymi roślinami modyfikowanymi genetycznie. Aż 80% karm jest produkowanych na bazie GMO

W Stanach już ponad połowę upraw zajmują te genetycznie modyfikowane! W masowych ilościach hoduje się tam kukurydzę, soję, bawełnę i rzepak. Gdzieniegdzie pola obsiewa się też transgeniczną papryką, dynią, lucerną, pomidorami czy tak egzotycznymi roślinami jak papaja lub sporymi drzewami, topolami. Mimo, że nie jesteśmy gigantami produkcji roślin transgenicznych to jednak GMO w Polsce uprawiamy. Od 2007 roku hodujemy je na 327 hektarach, a areał transgenicznej kukurydzy odpornej na omacnicę prosowiankę wzrósł aż o 1000%. To wynik kalkulacji: „klasyczne” uprawy kukurydzy są niszczone w 40% przez szkodnika. Uprawa odmiany transgenicznej po prostu jest opłacalna.

Mit numer 2: wszystkie organizmy transgeniczne są zagrożeniem
Pod pojęciem organizm genetycznie modyfikowany kryje się cała gama gatunków i odmian, nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o uprawy służące późniejszej konsumpcji. Do GMO zaliczamy transgeniczne mikroorganizmy, które znalazły zastosowanie w medycynie i farmacji. Wykorzystuje się je na przykład do produkcji białek takich jak insulina czy też do wytwarzania artykułów spożywczych (ulepszone drożdże). Zmodyfikowane organizmy wykorzystuje się także w rekultywacji terenów zdegradowanych. Do GMO zaliczamy też zwierzęta, które biorą udział w testach laboratoryjnych, ale też te hodowane w celu późniejszej konsumpcji. Jednak modyfikacja zwierząt nie jest już taka łatwa, takie transgeniczne osobniki częściej chorują i są bezpłodne. Wracając do roślin, których głównie dotyczy medialna awantura, warto wiedzieć, co mają na celu te genetyczne modyfikacje.

Przede wszystkim chodzi o to, by rośliny były odporne na herbicydy, i tak zmodyfikowana kukurydza jest nawet w stanie rozłożyć środki chwastobójcze, czyli jest wyjątkowo odporna na ich działanie. Oczywiście brak podatności na szkodniki owadzie, choroby bakteryjne, wirusowe czy też grzyby jest także przez nas, ludzi bardzo pożądana. I oto w laboratorium wyhodowano ziemniaki niewrażliwe na atak stonki ziemniaczanej, uzyskano też bawełnę, która nic sobie nie robi z inwazji żarłocznych gąsienic pewnego gatunku motyla. Co jeszcze wymyślono, by uczynić rośliny bardziej pożyteczne dla człowieka? Otóż wymyślono odmiany, które są w stanie oczyszczać środowisko ze związków toksycznych, bo są zdolne do kumulacji i „wyciągania” z gleby ogromnej ilości metali ciężkich. I wreszcie najważniejszy cel modyfikacji: ulepszanie cech użytkowych i jakościowych. Każdy z nas chętnie zje owoc większy, smaczniejszy i do tego pełen witamin i innych dobrodziejstw. Stworzono, więc cały szereg odmian, które nie tylko pełne są witamin i mikroelementów, ale są też trwalsze i smaczniejsze. Za spektakularne wręcz przykłady niech posłużą brokuł zawierający aż 100 razy więcej glukozynolanów- związków o działaniu przeciwnowotworowym i sałata produkująca… szczepionkę przeciw zapaleniu wątroby typu B!

Mit numer 3: dopiero inżynieria genetyczna umożliwiła modyfikowanie organizmów
Otóż okazuje się, że pierwsze modyfikacje w organizmach roślinnych pojawiły się spontaniczne dość dawno, bo 5-10 tysięcy lat temu, kiedy to po raz pierwszy większość z nich została udomowiona. Ten proces trwa nadal. Nieustannie wprowadzamy i wprowadzaliśmy do środowiska nowe odmiany roślin użytkowych, uzyskane dzięki selekcji czy też krzyżowaniu organizmów o pożądanych przez nas cechach. Rolnicy stale wybierają najbardziej dorodne nasiona, eliminując z kolei te gorszej jakości. Co więcej, tzw. „ucieczka genów”, czyli po prostu ich wymiana z innymi osobnikami albo przemieszczanie się wewnątrz komórek jest procesem jak najbardziej naturalnym. Te naturalne zjawiska różni od modyfikacji to, że nie stosuje się metod inżynierii genetycznej, a mieszanie genów ma miejsce w obrębie jednego gatunku lub organizmów blisko spokrewnionych. Przykładem może być powstanie nektarynki, czyli po prostu brzoskwini pozbawionej włosków albo stworzenie pszenżyta.

Fakt numer 1: GMO zagraża bioróżnorodności
Przeprowadzone dotychczas badania nie są jednoznaczne, nie wykazują, bowiem jasnej zależności między spadkiem bioróżnorodności a wprowadzeniem upraw GMO. Problem jednak w tym, że do tej pory przeprowadzono niewiele badań i w dodatku ograniczyły się one do niewielkiej powierzchni. Wyjątkiem są zakrojone na szeroką skalę doświadczenia przeprowadzone w Wielkiej Brytanii w latach 1999-2003. Objęły one równocześnie wiele upraw, wpływ roślin transgenicznych na liczebność flory i fauny analizowano, bowiem na 66 polach buraków, 68 polach kukurydzy i 67 rzepaku w różnych regionach Anglii. I co się okazało? Nie tylko nie potwierdzono wpływu GMO na ubożenie lokalnej flory, ale jeszcze okazało się, że tam gdzie rosły uprawy transgenicznego rzepaku i buraków zagęszczenie chwastów spadło aż o 20% w porównaniu do odmian tradycyjnych!

Jedynie w przypadku kukurydzy było odwrotnie, bo tam gdzie posadzono odmianę zmodyfikowaną było również znacznie więcej chwastów. Wbrew pozorom, takie niechciane rośliny, nazywane przez nas chwastami, pełnią bardzo istotną rolę w świecie bezkręgowców, a te z kolei są zjadane przez ptaki! Co do zwierząt to także nie stwierdzono jakiegoś spektakularnego spadku liczebności różnych organizmów, wyjątek stanowiły jedynie pluskwiaki różnoskrzydłe. Są to owady, które żerują na chwastach, a więc tam gdzie ich zabrakło natychmiast odnotowano wyraźny spadek ich liczby! Co bardziej niepokojące, na obrzeżach upraw zastano zdziesiątkowaną populację motyli i pszczół. Nie trzeba sobie wyobrażać, co by się stało z naszą Planetą, gdyby nagle zabrakło tych pożytecznych owadów!

Fakt numer 2: powstanie „superchwastów”
Podstawową celem i zaletą zarazem istnienia roślin transgenicznych jest między innymi ich odporność na herbicydy, czyli ochrona uprawy przed inwazją chwastów. Ale i ten kij ma dwa końce. Bo co się stanie, jeśli roślina bardzo odporna na chwasty skrzyżuje się z sąsiadką, gatunkiem blisko spokrewnionym? Co zrobimy, jeśli w wyniku tej krzyżówki powstanie super organizm, chwast- cyborg, którego nijak nie da się już zwalczyć? To nie czyste science-fiction, ale realne zagrożenie! Takie transgeniczne nasiona, powstałe z krzyżówek są niemal niezniszczalne. W USA już o tym wiedzą. Otóż w Dalaware doszło do takiego przypadkowego skrzyżowania chwastów z roślinami GM. Tak powstała właśnie niezwykle odporna na herbicydy (nawet na ich trzykrotną dawkę!) odmiana przymiotna kanadyjskiego osiągająca do 3 m wysokości i produkująca jednocześnie aż 2000 tysięcy nasion przenoszonych swobodnie przez wiatr! Ten „superchwast” błyskawicznie rozprzestrzenił się w 10 stanach, porasta on nawet kalifornijskie winnice!

Aby zapobiec takim zjawiskom bardzo intensywnie prowadzi się badania nad uzyskaniem roślin transplatonicznych czyli takich, w których powielone lub obce geny wprowadzone będą do genomu chloroplastów, zamiast do DNA jądrowego. W jakim celu? Otóż przez ten sprytny zabieg geny nie będą mogły się rozprzestrzenić, bowiem pyłek, czyli narzędzie rozmnażania roślin, wcale nie zawiera chloroplastów, nie będzie, więc roznosił też zmodyfikowanych genów. Jednak stworzenie organizmów transplatonicznych nie rozwiąże całkowicie problemu, bowiem rośliny nie rozprzestrzeniają swych genów tylko za pomocą pyłku. Takie ziemniaki na przykład rozmnażają się wegetatywnie, czyli za pomocą pędów, to w nich jest cały zestaw genów.

Fakt numer 3 – GMO zagraża zdrowiu ludzi
Największe zagrożenie stanowią alergeny, bo jak się okazuje ponad 90% wszystkich reakcji alergicznych wywołują rośliny strączkowe takie jak soja na przykład. Orzechy też są na liście jednych z najczęstszych czynników uczulających. Zdarzyło się już, że soję GM wycofano ze sprzedaży, po tym jak kilka osób nieuczulonych na nią, ale także zupełnie nieświadomych tego, co jedzą, zareagowało różnego rodzaju reakcjami alergicznymi. Dopiero po przeprowadzeniu dokładnej analizy krwi u tych osób wykryto przeciwciała produkowane w celu zwalczenia białek pochodzących od orzecha brazylijskiego, którego geny zostały wszczepione właśnie do soi. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że alergeny mogą też występować w mięsie, które jest karmione transgeniczną paszą. Na świecie z tego powodu odnotowano wiele już przypadków wstrząsów alergicznych.

Problemem mogą być także toksyny pochodzenia roślinnego. Na przykład ziarna zbóż z wysoką zawartością mikotoksyn (substancji wytwarzanych przez grzyby pleśniowe, które są szkodliwe nawet w bardzo małych ilościach). Ale jest i dobra wiadomość. Możemy wręcz zyskać na tym, że hodujemy rośliny transgeniczne, dobrym przykładem jest kukurydza GM, dzięki modyfikacji uzyskano prawie całkowitą odporność na działania omacnicy prosowianki, larwy żerującej na tej roślinie. Drąży ona kanały w łodygach i kolbach, a te otwarte rany infekowane są potem przez grzyby, które nie tylko niszczą samą kukurydzę, ale są też producentami groźnych mikotoksyn zjadanych później przez ludzi. Otóż zastosowanie roślin transgenicznych ograniczyło występowanie omacnicy o ponad 90%!

Co robić, co robić?
Przeciwnicy roślin transgenicznych podają azbest czy DDT za przykład. Kiedyś były one chwalone i uznawane za bezpieczne, ale po latach okazało się dopiero jak bardzo są niebezpieczne. Zwolennicy modyfikacji z kolei wymieniają tysiące przykładów wynalazków, pierwotnie krytykowanych, jak choćby kolej żelazna czy telefon, które w efekcie zrewolucjonizowały nasze życie. Prawda jest taka, że na razie nie znamy dokładnych skutków, jakie może wywoływać GMO. Nie wiemy, jakie mogą być długofalowe rezultaty ich stosowania dla naszego zdrowia i życia. Na niekorzyść przeciwników na pewno przemawiają takie fakty, jak choćby prowadzenie nieuczciwych badań. Przykład mogą stanowić eksperymenty mające na celu udowodnienie szkodliwości GMO, prowadzone przez Pusztaia. Specjalnie wprowadzał on do ziemniaków gen produkujący pewną toksynę. Wszystkie szczury, które nakarmiono potem tymi transgenicznymi ziemniakami umarły.

Z pewnością można stwierdzić, że spożywanie GMO jest ryzykowne i trochę ostrożności w tym temacie nie zaszkodzi. Do tego dochodzą dylematy natury moralno-etycznej. Problem w tym, że Polska już teraz nie ma czym zastąpić roślin GM, które stanowią podstawę paszy naszych zwierząt. W Unii obowiązuje zakaz stosowania mączek mięsno-kostnych, a inne rośliny strączkowe produkowane są u nas w zbyt małych ilościach. Poza tym pasza z nich wytwarzana jest o 20% droższa niż ta, pochodząca z soi GM. Wątpliwości budzą także firmy, które są związane z GMO, a wśród nich prawdziwy gigant Monsanto kontrolujący około 90% upraw. Firma ta słynie z działań nieetycznych, spektakularnym przykładem są choćby poczynania tej korporacji w Indiach. Monsanto sprzedawał rolnikom tanie transgeniczne zboże, uprzednio związawszy ich ze sobą umową, po to tylko, by następnie znacznie podnieść jego cenę. Teraz rolnicy nabywają je przymusowo po wysokich cenach.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Firma Monsanto wytoczyła też proces farmerowi z Kanady, który uprawiał rzepak, bezczelnie oskarżając go o bezprawne korzystanie z ziaren transgenicznych, uprzednio opatentowanych przez korporację. Prawda była taka, że pyłek z pól sąsiednich, należących do Monsanto, sam dostał się na pole farmera dając początek nowym, niechcianym transgenicznym roślinom. Korporacja zażądała niebotycznych sum od rodziny farmera a proces ciągnął się latami. Takie działania na pewno nie przysparzają zwolenników sprawie GMO. Niezależnie od naszego nastawienia, trzeba jasno stwierdzić, że odpowiednie oznakowanie takich produktów i rzetelne informowanie społeczeństwa o wszystkich zabiegach jest tu sprawą kluczową. Na razie tego nie ma i nadal nie wiemy, co jemy. Jak więc poznać, że mamy do czynienia z GMO? Otóż Greenpeace opublikował listę produktów i firm, które wykorzystują rośliny transgeniczne. Są to na przykład Wedel, Danone czy Krakus. Warto też wiedzieć, że na przykład do produkcji oleju roślinnego bardzo często wykorzystuje się zmodyfikowaną soję i rzepak. Warto zapamiętać również nazwy sklepów, które nie prowadzą sprzedaży produktów GMO. Są to między innymi: Alma, Auchan, Piotr i Paweł. Z drugiej strony jak można zlekceważyć tak ważny argument, przekonujący o tym, że uprawy roślin transgenicznych nie tylko rozwiążą problem wyżywienia populacji ludzkiej, ale i zahamują znikanie cennych terenów przyrodniczych, które wykorzystywane są teraz pod tradycyjne uprawy?



Źródła:

Bartosz Machalica, Przegląd (11/2008)
Katarzyna Bruś „Zagrożenia dla środowiska związane z roślinami modyfikowanymi gentycznie” – praca magisterska wykonana na Politechnice Wrocławskiej, Wydział Inżynierii Środowiska, promotor dr W. Adamiak
Sadowski J. „Przyrodnicze, ekonomiczno-społeczne i etyczne aspekty stosowania roślin transgenicznych”. Integralna ochrona przyrody pod red. Grzegorczyk M. Instytut Ochrony Przyrody PAN. Kraków 2007.

Komentarzy: 3

decentralizator
30 listopada 2011 (19:11)
Cały świat inżynierii genetycznej powinien mieć coś na wzór przysięgi Hipokratesa
Oni mają ogromną władzę, a wolność badań musi iść w parze z odpowiedzialnością, bo w pewnym momencie laik taki jak ja, nie będzie miał czasu do myślenia, rozważań, wątpliwości itd. i zrobię wszystko by ratować swe dzieci, a to nie są przelewki,

ostry
1 luty 2012 (00:34)
Alergeny w GMO
A czy nie można by wyhodować roślin strączkowych, które nie zawierają alergenów?

Raptor
18 marca 2013 (12:17)
Proponuje apoznać się z poniższym filmikiem - cała prawda o GMO!!!
http://lambsworld.marusz.net/?txt=119
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Pająkiem walcz!

Ciągle słyszymy, że „chemia” jest zła. Pestycydy, hormony, związki rakotwórcze i tysiące innych toksyn, które tonami zjadamy razem z tym, co wyrasta na polu….łykamy więc tony...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".