W jednej z ostatnich audycji "Poranka TOK FM", prowadzący program Jacek Żakowski poruszył kwestię chamstwa w sieci. Wszystko zaczęło się od... 
Kilka dni temu Netia ogłosiła wyniki wykonanych na własne zlecenie badań "Mądry internet". Dotyczyły one korzystania z sieci przez różne... 
Ciekawe jak czuli się ludzie, kiedy na ich oczach powstawały pierwsze gazety? Być może niewiele osób zdawało sobie sprawę, jak przełomowy... 
Sprawa ujawnienia personaliów internautki prowadzącej bloga politycznego, która okazała się prezesem fundacji obywatelskiej, spowodowała dość... 
Dzisiaj obchodzimy 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Abstrahując od różnych ocen tego historyczno-politycznego wydarzenia trzeba... 
Jednym z podstawowych trendów minionego roku na styku światów polityki i sieci, były pomysły kolejnych rządów związane z uregulowaniem prawa... 
Dzisiaj w Sali Świetlikowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbędzie się debata premiera z internautami. Tematem spotkania ma być... 
Od kilku tygodni w mediach pojawia się coraz więcej informacji na temat opracowywanych przez rząd i współpracujące z nim organizacje reform... 
Jednym z podstawowych trendów minionego roku na styku światów polityki i sieci, były pomysły kolejnych rządów związane z uregulowaniem prawa... 
Tej zimy na polskim rynku czytników e-booków szykuje się prawdziwa wojna. Zyskujące coraz większą popularność na świecie urządzenia... 
Kiedy kilka miesięcy temu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zapowiedziało konieczność nowelizacji prawa prasowego, środowisko... 
Kilka dni temu rząd Finlandii zapowiedział, że od lipca przyszłego roku, każdy z 5 milionów obywateli tego kraju będzie miał zapewniony... 
Sprawa ujawnienia personaliów internautki prowadzącej bloga politycznego, która okazała się prezesem fundacji obywatelskiej, spowodowała dość... 
Anonimowość w sieci, a demokracja
Sprawa ujawnienia personaliów internautki prowadzącej bloga politycznego, która okazała się prezesem fundacji obywatelskiej, spowodowała dość powszechną dyskusję na temat anonimowości, nie tylko w sieci, ale również w świecie realnym.... 
Na ogół nie darzę sympatią monopolów i oligopolów. Muszę jednak przyznać, że użytek, jaki robi ze swej hegemonii w światowym internecie Google Incorporation, robi na mnie coraz większe wrażenie i jest to wrażenie dodatnie. Zadanie, jakie postawili sobie dwaj genialni twórcy tego przedsiębiorstwa, a zarazem przedsięwzięcia: Larry Page i Siergiej Brin – „katalogowanie światowych zasobów informacji i uczynienie ich powszechnie dostępnymi i użytecznymi” (jak to określa zarząd Google na swej macierzystej stronie), jest trzecią w dziejach świata (po reformacji i po Konstytucji Stanów Zjednoczonych) utopią, która znalazła pełne pokrycie w faktach i czynach.
Nie znam całego internetu ani wszystkich usług dostępnych za pośrednictwem Google. A kto zna? Może się zgłosi? Jako humanista nie pozbawiony też pewnych zainteresowań technicznych zwróciłem jednak od dłuższego czasu uwagę na dwie z nich: Google Language Tools (GLT) oraz na tę wymienioną w tytule. Oczywiście choćby w celu sprawnego posługiwania się interfejsem obu tych wielkich okien na świat przydałoby się znać angielski. To jednak dla mnie nie przeszkoda. Już w ostatniej klasie podstawówki wykryłem w sobie zdolności do nauki języków obcych na własną rękę (czyli zupełnie inaczej niż mnie uczono w szkołach), więc... To jednak uwaga na marginesie. Z drugiej strony nauczyć się chociażby dwunastu najbardziej rozpowszechnionych na świecie języków... Tego jeszcze nie dokazałem. Tak więc wypada mi regularnie korzystać z możliwości bezpłatnego tłumaczenia np. z portugalskiego na angielski. Dalej już sam sobie poradzę.
Oczywiście każdy, kto zna to narzędzie internetowe i język na który i z którego są tłumaczone teksty, może co drugie zdanie ręce załamać nad jakością tego tłumaczenia. Może, ale wcale nie musi, jeśli zna przedmiot, którym się zajmuje i jest w stanie tego i owego się domyślić, a w razie potrzeby od czasu do czasu sprawdzić szczególnie ważne słowa i zwroty gdzie indziej (od słowników papierowych po Proz.com KudoZ – glossaries; zasób słownictwa gromadzony przez tłumaczy, w tym amatorów i bezpłatnie udostępniany). Poza tym GLT jest czymś więcej niż rozregulowanym autotranstlatorem (to ostatnie pojęcie wywołuje uśmieszek politowania u zawodowych tłumaczy), jakiego wrażenie sprawia. Jest również agregatorem, bo każdy, kto ma na to ochotę, może dodać lepsze tłumaczenie niż to, które otrzymał. Propozycja internauty zostanie sprawdzona przez fachowców z Google’a i jeśli jest zgodna z istniejącym stanem wiedzy o danej parze języków, zostanie przyjęta. Dobre tłumaczenie zastąpi złe. W ten sposób codziennie po trochu powstaje coraz potężniejsze nagromadzenie (agregacja) wiedzy stosowanej.
Nie radziłbym nikomu tego lekceważyć na dłuższą metę, podobnie zresztą jak Wikipedii i jeszcze paru innych rzeczy, które polegają na dzieleniu się wiedzą przez internautów z internautami, a ludziom utytułowanym kojarzą się z metodą: uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia. Jeszcze trochę, a zawalą się mury świątyń kapłanów wiedzy, które sobie zbudowali od XVIII wieku. Jeśli nie wyjdą z nich odetchnąć atmosferą ludzi ciekawych wszystkiego, którzy coraz liczniej przenoszą punkt ciężkości swych dociekań do sieci światowej, mogą im się zwalić na głowy.
O internetowych archiwach prasowych słów kilka
W ciągu tych kilku lat, od kiedy posiadam internet w domu zdążyłem się już zorientować, że istnieje tyle bezpłatnych archiwów prasowych, tak cyfrowych (zapisy w postaci elektronicznej czyli takiej samej, jak to, co masz w tej chwili przed swoimi oczami, drogi czytelniku) jak kopii oryginalnych gazet (pliki PDF) że nie warto kupować archiwalnych artykułów, oferowanych za pośrednictwem internetu przez takie redakcje jak „New York Times”. Oczywiście przydałoby się znać parę języków; od razu zaznaczę, że pod tym kątem warto się nauczyć względnie doszlifować (prócz angielskiego; FBI Newspaper Archive, „Time”) niemieckiego („Berliner Zeitung”, „Die Zeit”), ukraińskiego („Den’”) oraz rosyjskiego („Komiersant”). Można też twórczo łączyć płatne archiwa prasowe ze starymi gazetami papierowymi, podającymi pewne wiadomości, które można następnie uściślić dzięki solidnym danym z tych pierwszych (nazwa artykułu lub depeszy w języku oryginału, krótki opis treści lub pierwsze zdania jej zawartości, dokładna daty wydarzenia; zdanie z poszukiwanym hasłem cytowane w spisie wyników wyszukiwarki). W podobnej roli mogą wystąpić filmy dokumentalne i reportaże. Nie tylko z kronikarskiego obowiązku dodam, że w tym ostatnim źródle wiadomości pojawiają się również fotokopie starych gazet. Następnie są jeszcze portale historyczne, w tym historii najnowszej, w niektórych krajach (jak np. Australia) rozbudowane tak, że mają nawet własne archiwa prasowe.
Słowem, nie powodu płacić za to, co można dostać za darmo. Jak dają, to bierz, a jak biją, to uciekaj... Bić internautów za wyszukiwanie tego, co jest im w danej chwili do danego celu potrzebne, nie ma podstaw i nie ma nawet za bardzo jak. Chyba, że ktoś się włamuje do jakiegoś banku danych i dokonuje kradzieży, robi szkody, wpuszcza wirusy itd. Wypada jednak odróżnić poszukiwaczy okazji od przestępców. Nie ukrywając, że zaliczam się do tych pierwszych, a stanowczo nie do drugich, napiszę też wprost, że w chwytaniu okazji mam już nie byle jaką wprawę. Służy to jednak szlachetnemu celowi, jakim jest dla mnie dokładne studiowanie dziejów XX wieku, a zwłaszcza jego wyjątkowo fascynującej drugiej połowy. No i oto nagle w tym tygodniu odkryłem, że Google Inc. zrobiła takim pasjonatom jak ja
Przebogate archiwum prasy światowej
Przez długi czas usługa Google News Archive Search (GNAS) obejmowała praktycznie wyłącznie płatne archiwa dzienników „New York Times”, „Washington Post”, „Los Angeles Times” oraz „Chicago Tribune” dodać w. w. kompletne i bezpłatne archiwum tekstów tygodnika „Time” oraz (przeważnie płatne) archiwa niektórych amerykańskich gazet o zasięgu lokalnym. Jak jednak zauważyłem, tak interfejs tego serwisu, jak jego zawartość uległy rewolucyjnej wprost zmianie na lepsze. Jak widać na tytułowej fotografii monitora, można obecnie korzystać z całych wydań wielu różnych gazet, a także otrzymywać wskazówki do artykułów na ten sam i pokrewne tematy. Najbardziej chyba przełomowymi cechami nowego Wyszukiwania w Archiwum Wiadomości są: a) możliwość przeglądania tak wycinków poświęconych danemu hasłu (grupie haseł) jak w całości danego egzemplarza gazety, z którego ów wycinek pochodzi. b) odsyłacz do innego, bezpłatnego archiwum, z którego zaczerpnięto dany materiał.
To, co napisano powyżej, dotyczy okresu sprzed pojawienia się portali internetowych, przedstawiających m. in. mnóstwo wiadomości z całego świata, z czego oczywiście gros przypada na główne języki światowe. Odnośnie lat dziewięćdziesiątych i początków XXI wieku można za pośrednictwem GNAS przewertować pod dowolnym kątem i w dowolnych ilościach zawartość kilkunastu naprawdę wielkich portali bezpłatnych, takich jak np. serwis światowy BBC. Przy tym w porównaniu do okresu sprzed 1992 mamy tam do czynienia z o wiele większą ilością źródeł prasowych w językach innych niż angielski. Np. dla hasła Putin w języku rosyjskim dla okresu 2001-2007 wyświetliło mi się aż 502 tysiące wyników. Oczywiście archiwa wymienionych w poprzednim akapicie tytułów prasowych nadal są przedstawiane, ale zmiany wprowadzone w serwisie GNAS przesądzają o zepchnięciu ich na dalszy plan (z wyjątkiem archiwum „Time’a”, gdzie cały czas można znaleźć mnóstwo nieraz nawet bardzo konkretnych opisów wydarzeń od roku 1923).
Jeśli dodamy do tego fakt, że większość archiwów PDF-ów gazet amerykańskich z lat 1854-1921 jest dostępna bezpłatnie (można sobie poczytać np. o wojnie secesyjnej z gazet wydawanych w czasie tej wojny), to prócz niewątpliwie bardzo cennego narzędzia zgłębiania wydarzeń najnowszych otrzymujemy gazetowy wehikuł czasu. Można go wykorzystać do nieprzeliczonego mnóstwa różnych celów, od pisania historii politycznej po obserwowanie rozwoju mody, ruchów cen itd. itp. ... Powstało niezwykle istotne narzędzie dla dziennikarzy i historyków, ale nie tylko, gdyż możliwości wykorzystania tak szerokiego i wszechstronnego zbioru wiadomości ogólnych ze wszystkich dziedzin życia są niezwykle szerokie.
No i w ten sposób dochodzę do swego zasadniczego wniosku. Wiedza na temat najnowszych i bardzo dawnych (spoza pamięci najstarszych żyjących dziś ludzi) wydarzeń staje się dla nas dostępna dzięki internetowi oraz Google Inc. w sposób, jakiego poprzednie pokolenia w ogóle sobie nie wyobrażały. Oznajmiam to z pełną wiedzą na ten temat, ponieważ udało mi się przeczytać niemal wszystkie (w każdym razie wszystkie najważniejsze) powieści fantastyczno-naukowe XIX i XX wieku, polskie i obce. Jedynym wizjonerem, który przewidział coś przypominającego dzisiejszy internet i jego coraz bardziej oszałamiające możliwości był Gene Roddenberry – autor koncepcji filmu Gwiezdne Wędrówki (Star Trek). Biorąc jednak pod uwagę, że pisał w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, można go uznać za pełnego żywej wyobraźni uważnego obserwatora otaczającej rzeczywistości.
Takie usługi jak GNAS i Google Books stanowią sprawę wykraczającą daleko poza (zresztą już ogromnie szeroki) krąg zapalonych miłośników komputeryzacji (computer freaks). Umysł na próżno usiłuje ogarnąć różnorodne skutki społeczne tak radykalnej demokratyzacji wiedzy na temat wydarzeń i postaci publicznych, dzisiejszych i dawnych. Jednym z najważniejszych z nich może być ostateczny koniec wszelkiej propagandy oraz pełne bankructwo wszystkich oderwanych od życia i jego potrzeb ideologii. Tam, gdzie pojawia się wiedza, znikają mroki niewiedzy i ci, którzy na nich żerują. Nie da się też wykluczyć pełnej wymiany dzisiejszych elit politycznych, kulturalnych i naukowych, co oczywiście będzie się dokonywać w perspektywie kilkudziesięciu lat. Jedno wydaje mi się zupełnie pewne. Pełne skutki tego, co zaczyna się teraz dziać, ujrzą tylko ci, którzy mają w tej chwili po lat kilka i kilkanaście. Obserwujemy dokonywanie się największego przełomu od chwili wynalezienia elektryczności, a bodaj czy nie od wynalezienia druku.
od autora
24 lipiec 2009 (09:30)
Kolejną, ważną nowością jest wszechstronne kalendarium miesięczne, stanowiące niezwykle poręczne narzędzie m . in. do ustalania chronologii (następstwa czasowego wydarzeń). W linku Timeline (ang.: chronologia) po wpisaniu np. haseł John Paul oraz USA dla roku 1979 otrzymamy widok słupków natężenia tych dwóch słów występujących w doniesieniach prasy anglojęzycznej. Można z tego wywnioskować, w którym miesiącu miała miejsce pierwsza podróż Jana Pawła II po Stanach Zjednoczonych (najwyższy słupek). Po kliknięciu pod ten słupek otrzymamy wykaz dostępnych w sieic doniesień prasowych, z których już dość łatwo wywnioskować daty dzienne. Podaję przykład może niezbyt widowiskowy, bo tę akurat wiadomość można wszak uzyskać szybciej z innych źródeł (np. anglojęzycznej Wikipedii), ale wyobraźmy sobie poszukiwania wydarzeń, które nie weszły do żadnej encyklopedii, a są uwzględnione w archiwach prasowych. Narzędzie jak znalazł do ustalenia ich dat dziennych.
Czy Iran zainspiruje do rozważenia kwestii rozbrojenia nuklearnego? O irańskim programie atomowym stało się ponownie głośno po tym, jak agencja Associated Press ogłosiła –...
W zeszłym roku wieszczono koniec globalizacji. Związane miało to być z kryzysem na rynkach finansowych, który zakończy czas rynkowego liberalizmu oraz przywróci idee interwencjonizmu...
Phnom Penh (PAP/AFP,AP) - Czterdziestu lat więzienia zażądał w środę międzynarodowy prokurator William Smith dla byłego członka reżimu Czerwonych Khmerów Kainga Gueka Eava....