Gorzka prawda o rynku pracy w USA
    amerykańska gospodarka51 · bezrobocie67 · dochody ludności4 · recesja39
2012-02-29
Ostatnie dane z rynku pracy w USA są najlepsze od czasu gdy prezydent Barack Obama objął urzędowanie. Powstaje jednak pytanie - w jakim stopniu są one lepsze? Są lepsze względem czego? Jak się mają do obrazu całości?

W tym kontekście anglojęzyczny Forbes w internetowym wydaniu z 9 lutego 2012 postanowił szerzej spojrzeć na zagadnienie tak ostatnio nagłaśnianej poprawy na rynku pracy w USA i w zatytułowanym znamiennie artykule Don't Be Fooled, The Obama Unemployment Rate Is 11% wylać zimny prysznic na rozgrzane głowy.

Jak się okazuje prawda nie jest niestety aż tak piękna jak próbują to przedstawiać media w Stanach Zjednoczonych w gorącym roku wyborczym. Po pierwsze za kadencji Obamy miał miejsce niespotykany jak dotąd spadek siły roboczej (labor force). W styczniu 2009, gdy Obama obejmował prezydenturę, wskaźnik siły roboczej był na poziomie 65,7%. Dziś jest na poziomie 63,7% i jest to największy spadek w historii USA (przed recesją 2007-2009 wskaźnik ten był na poziomie 66%). Zmiana z 65% na 63% wydaje się być nieznaczna ale to tylko pozory. Zobaczmy co z niej wynika: oznacza to, że obecnie 5 milionów Amerykanów wypadło ze statystyk pracy – straciło do reszty nadzieję i przestało w ogóle poszukiwać zatrudnienia. Oznacza to również, że obecnie na dobrobyt Amerykanów pracuje najmniej ludzi od 30 lat.

Spadek siły roboczej jest rekordowy. Ponad cztery lata od rozpoczęcia recesji wciąż nie odzyskano pięciu milionów miejsc pracy utraconych po 2007 roku. Realna mediana dochodów przypadających na rodzinę spadła o 10% i jest na poziomach z 1996 roku. Ubóstwo wśród Amerykanów osiągnęło najwyższy poziom od 50 lat

To nie jedyne konsekwencje tej sytuacji. Skurczenie się zasobów siły roboczej mocno zniekształca oficjalne dane dotyczące bezrobocia w Stanach Zjednoczonych. Jeśli włączymy z powrotem te 5 milionów ludzi do statystyk to wtedy ogólna stopa bezrobocia z tak ostatnio wychwalanych w mediach 8,3% wzrośnie aż do 11%. Taki obraz ma już trochę mniej lukru.

Na tym jednak nie koniec „atrakcji”. W styczniu 2012 Biuro Statystyk Pracy (BLS) w USA ogłosiło, że miesiąc do miesiąca przybyło 243 000 nowych miejsc pracy. Dane te wywołały euforię w mediach. Był to najlepszy wynik od czasu gdy Obama objął urząd. Ale niestety i tym razem w tej beczce miodu można znaleźć łyżkę dziegciu bowiem w tym samym raporcie BLS znalazło się stwierdzenie, że w styczniu 1,2 miliona Amerykanów zrezygnowało całkiem z szukania pracy i wypadli ze statystyk. Gdyby jednak uwzględnić te 1,2 miliona ludzi to wtedy stopa bezrobocia nie spadłaby do 8,3% tylko........ wzrosła do 8,7%. I znów trochę mniej lukru.

Jak widać metodologia BLS, polegająca na wykluczaniu z siły roboczej ludzi przestających szukać pracy bardzo poważnie zniekształca ostateczne wyniki jakie otrzymujemy. Aby zobrazować to jeszcze dobitniej posłużmy się prostą arytmetyką opartą na danych liczbowych otrzymywanych od tego samego Instytutu: rok temu 99 milionów ludzi nie miało stałej pracy w USA a stopa bezrobocia wynosiła 9,1%. Obecnie ponad 100 milionów ludzi nie ma tam stałego zatrudnienia a stopa bezrobocia wynosi 8,3%. Coś co przyrasta spada zarazem. Czysta magia.

Ostatni raport BLS przynosi jeszcze więcej złych wieści. Okazuje się, że aż 8,2 miliona Amerykanów posiada tylko pracę o charakterze tymczasowym. Co gorsza ostatni „wspaniały” wynik 243 000 nowych miejsc pracy ze stycznia także zawiera w sobie więcej dziegciu niż wielu zdaje sobie w ogóle sprawę. W tym samym miesiącu nastąpił bowiem największy w historii przyrost miejsc pracy tymczasowej. Tylko za 10% wzrostu ze stycznia odpowiada praca o stałym charakterze. I znów widać mniej lukru na całym obrazie.

Niestety, im dalej wchodzimy w las tym gorzej. Jeśli zliczymy konsekwentnie wszystkich bezrobotnych w USA, nie wykluczając nikogo, zwłaszcza tych, którzy pozostają bez pracy ale już nie szukają jej (i tym samym nie są oficjalnie ujęci jako bezrobotni w statystykach) to bezrobocie w USA wynosi rekordowe 15,1%. Jest to najgorszy wynik od czasów Wielkiej Depresji lat 30-tych.

„Poprawa” na rynku pracy w okresie prezydentury Obamy jest mierzona w sposób budzący zasadnicze wątpliwości. Prezydent objął bowiem urząd w styczniu 2009, gdy gospodarka notowała właśnie dno koniunktury. Efekt bazy sprawia, że niskie poziomy z jakich startuje dany proces mogą być łatwiej pokonane niż wyższe poziomy stąd należy sukcesy Obamy przyłożyć do innej miary odniesienia. A więc za jego prezydentury rekordowy przyrost miejsc pracy m/m to wspomniane 243 000. Tymczasem Reagan tworzył 1 milion miejsc pracy w niejednym miesiącu swego urzędowania w czasie ożywienia gospodarczego: na przykład we wrześniu 1983 roku utworzył 1,1 miliona miejsc pracy i nie był to wyjątek.

Co więcej w czasie po Wielkiej Depresji lat 30-tych i przed zapaścią z lat 2007-2009 średni czas trwania recesji w USA to 10 miesięcy z najdłuższą recesją trwającą 16 miesięcy. Natomiast teraz mija już 50 miesiąc odkąd rozpoczęła się recesja z 2007 roku a gospodarka USA wykazuje zaledwie anemiczne oznaki ożywienia. Obrońcy Obamy twierdzą, że proces odbijania gospodarki jest tak słaby ponieważ mieliśmy do czynienia z najgorszą recesją od wielu dekad. Tymczasem jak pokazuje historia w przeszłości im ostrzejsza była recesja tym gwałtowniejsze było następujące po niej ożywienie. Bazując na tych analogiach gospodarka USA powinna być już przy końcu boomu gospodarczego trwającego od dwóch lat. Z niczym takim nie mamy jednak do czynienia, gospodarka USA tak naprawdę jest w stagnacji.

Porównajmy jeszcze pierwsze 2,5 roku urzędowania Reagana w czasie gdy gospodarka wychodziła z kryzysu z takim samym okresem piastowania urzędu przez Obamę: ożywienie z czasów Reagana w tym okresie przyniosło już 8 milionów miejsc pracy, bezrobocie spadło o 3,6%, realne dochody i pensje wzrosły a ubóstwo społeczeństwa jakie powstało za czasów prezydentury Cartera zostało całkowicie zlikwidowane. W drugim roku ożywienia gospodarczego z czasów Reagana PKB w USA skoczyło do 6,8% - poziomu najwyższego od 50 lat. Ożywienie gospodarcze po trzech latach trwania prezydentury Obamy wygląda przy tym wszystkim jak jedno wielkie pasmo porażek: bezrobocie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie przez najdłuższy okres od czasów Wielkiej Depresji. Spadek siły roboczej jest rekordowy. Ponad cztery lata od rozpoczęcia recesji wciąż nie odzyskano pięciu milionów miejsc pracy utraconych po 2007 roku. Realna mediana dochodów przypadających na rodzinę spadła o 10% i jest na poziomach z 1996 roku. Ubóstwo wśród Amerykanów osiągnęło najwyższy poziom od 50 lat, co jest zarazem rekordową wartością w historii zbierania tych danych. PKB w 2011 roku wzrosło zaledwie o 1,7%. Ożywienie gospodarcze w czasach Obamy jest najsłabszym ożywieniem od czasów Wielkiej Depresji z lat 30-tych. Oto pełen obraz który jest już całkowicie pozbawiony pudru. Jak widać przestaje on już tym samym być aż tak kolorowy jak przedstawiają go ostatnio czołowe publikatory.


Komentarzy: 3

Józio
1 marca 2012 (16:33)
no i to są fakty
w zasadzie nie ma się czemu dziwić jak miejsca pracy uciekają w takiej liczbie na wschód do Azji. I nie ma bata - Obama nie znajdzie sposobu na zatrzymanie tego procesu (oczywiśnie nie on jemu winny to trwa od 15-20 lat, ale od roku 2000 przyjęło astronomiczne liczby zamykania zakładów i fabryk. Co począć w takie sytuacji? Chyba trzeba mocno obniżyć podatki dla firm o...15-20% to minimum. Dać preferencje podatkowe za otwieranie zakładów w USA. Spójrzcie na Detroit...pustynia...auto robią w Meksyku.

Ares1980
7 marca 2012 (13:28)
I bardzo dobrze!
Należy jankesom życzyć \\\"jak najlepiej\\\" za zniszczenie Polski po 1989..za Bolka,i całą bandę co nami rządziła po 1989.Banda która rządziła przed 89 przynajmniej dbała o ten kraj .....

Muammar
18 października 2012 (13:11)
Sfałszowane Wybory
Witam serdecznie! Mój kumpel Bartek był w Kanadzie VIII.07-IX.10. Opowiedział Mi WSZYSTKO o USA i kanadzie. Mówił o tym jak Polska się przydaje amerykańcom. Powiedział Mi o wyborach w Polsce. W 2000 roku wg NSA i CIA Piękny Maryjan otrzymał 41-43%, wg niemieckich wolnych mediów mogło to być 53-56%. Kwaśniewski dostał \"tylko\" 13%. W 2007 wybory parlamentarne: PiS - 67%, PO - 13%, LPR - 7%. Wybory prezydenckie 2010, w których wzięło udział 16,2 mln, Kaczyński dostał w pierwszej turze otrzymał 9,1 mln. USA szuka poparcia na całym świecie i to za wszelką cenę.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Abekonomia przynosi efekty

Japończycy i gospodarka kraju Kwitnącej Wiśni ponownie wraca na tory wzrostu gospodarczego, co można zaobserwować od początku roku po odczytach danych dotyczących m.in. produktu krajowego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".