„Grube” podatki
    Wielka Brytania43 · żywność7 · zdrowe odżywianie6 · Podatki21
2013-02-19
W Wielkiej Brytanii kryzys za kryzysem. Tym razem pod ostrzałem mediów znalazła się... nadwaga. A konkretnie niechlubne zwycięstwo w konkursie na najgrubszych ludzi w Europie, który to tytuł w cuglach uzyskali Brytyjczycy.

Raport o stanie tłuszczu

Academy of Medical Royal College, ciało zrzeszające ponad 220 tysięcy lekarzy z całej Wielkiej Brytanii, bije na alarm. W swoim kryzysowym raporcie ogłosiło właśnie wszem i wobec, że Anglikom, Szkotom i Walijczykom grozi masowa epidemia otyłości. Według AoMRC jest to: „największy kryzys zdrowotny, z jakim zmaga się obecnie brytyjska służba zdrowia”. Dane są zatrważające: jeden na czterech dorosłych Brytyjczyków zmaga się ze znacznym nadmiarem wagi. Przy obecnym stanie rzeczy w długookresowej perspektywie 2050 roku ta liczba wzrośnie do 60% mężczyzn, 50% kobiet i 25% dzieci. Raport wylicza też konsekwencje takiej sytuacji: zwiększenie zachorowań na cukrzycę, zawały serca, różne odmiany raka czy obniżona odporność organizmu na powszechne choroby, która grozi niebezpiecznymi powikłaniami. Dodatkowo, medycy wskazują na fakt, iż przy obecnej spirali otyłości, ten problem będzie z czasem coraz trudniejszy do rozwiązania.

Czytaj więcej o Wielkiej Brytanii w cyklu "British Accent"

„Lepiej mieć jakiś plan, niż żadnego”

Szacowne grono brytyjskich lekarzy postanowiło nie pozostawiać jednak swoich obywateli bez sprecyzowanej drogi ewakuacji. Opracowany przez Akademię 10-punktowy plan ratunkowy wylicza konkretne etapy pracy nad zdrowym i szczupłym społeczeństwem. I tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnego elementu całej historii. Otóż, mający raczej niewiele wspólnego z ekonomią lekarze, zaproponowali podatek. 20%, eksperymentalny haracz, którym obłożone miałyby zostać słodzone napoje (tzw. soft drinks) na przynajmniej jeden rok. Jak wyliczyli medyczni eksperci od cyferek, przyniosłoby to około miliarda funtów, które oczywiście Rząd Jej Królewskiej Mości wydałby na programy zmniejszenia wagi przeciętnego Johna Smitha. A zatem – za otyłość części zapłacić miałaby całość społeczeństwa i paskudne kompanie, produkujące colę czy inne gazowane pyszności. Sprawiedliwe i logiczne, prawda? W końcu otyłość grozi nam wszystkim, solidarnie weźmy na siebie ten ciężar. Dla zwiększenia dramatyzmu sytuacji zacytujmy jeszcze przewodniczącego Akademii Terence'a Stephensona: 20-procentowy podatek na te produkty jest całkowicie uzasadniony. Reprezentują one puste kalorie i są złem dla organizmu. Spożywasz sam cukier. Nasze ciała nie są przystosowane do trawienia takich produktów.

Podatkowa odpowiedzialność zbiorowa za niezdrowe nawyki żywieniowe i brak aktywności fizycznej części (jakkolwiek duża by ona nie była) społeczeństwa pachnie spożywczym totalitaryzmem

Kolejnym ciekawym punktem programu „zrzuć wagę razem z nami” jest ograniczenie, a docelowo zakaz funkcjonowania punktów fast food w pobliżu szkół, collegów oraz wszystkich potencjalnych miejsc, gdzie gromadzą się dzieci narażone na spożywanie niezdrowego, tłustego jedzenia. Niestety w raporcie nie została określona odległość wyznaczająca owe „w pobliżu”, ale zachodzi uzasadnione podejrzenie, że należałoby zlikwidować wszystkie fast foody w całym Londynie, gdyż nie ma szans, aby w zasięgu ich istnienia nie gromadziły się gdzieś (przypadkowo, oczywiście) dzieci.

Następne elementy planu zbawienia to już klasyka znana z USA. Zakaz reklamowania w telewizji przed godziną 21 jedzenia o wysokiej zawartości soli, tłuszczu i cukrów. Tak, by ukryć je przed zasięgiem dziecięcych, niewinnych, szczupłych jeszcze oczu. Brytyjczykom zostaną więc za dnia najprawdopodobniej reklamy leków i proszków do prania. Punkt na plus dla programu „odsysania” tłuszczu – mniej reklam! Poza tym zapobiegliwi lekarze wymyślili również kompleksowy system doradzania rodzicom jak mają karmić swoje dzieci oraz co podawać w szkolnych stołówkach i w szpitalach. Medycy zobowiązali się także serwować pogadankę o zdrowym żywieniu odwiedzającym ich pacjentom.

Lawina poparcia i nieistotny sprzeciw

Oczywistą rzeczą jest, że tak sformułowanych wniosków nie można nie poprzeć, prawda? Stąd Jamie Oliver, znany i lubiany szef kuchni i przeciwnik tłuszczyku stwierdził: To jest czytelny znak ostrzegawczy dla społeczeństwa, skoro lekarze są tak zaniepokojeni stanem naszej wagi. Musimy skupić się na edukacji dzieci i rodzin, nauczyć się jak powinniśmy się odżywiać. W podobnym tonie wypowiedziały się również takie organizacje jak The Food and Drink Organization. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia zdaje się być ostrożniejsze: Zagrożenie otyłością jest jednym z najtrudniejszych wyzwań dla publicznego systemu zdrowia. Należy jednak zauważyć, że nie ma jednej odpowiedzi jak poradzić sobie z tym problemem. Raport AoMRC jest dobrym przyczynkiem do dyskusji.

Negatywnie do lekarskich podatkowych inicjatyw odniosły się oczywiście organizacje zrzeszające producentów słodkich napojów i jedzenia typu fast food. Richard Dodd, z British Retail Consortium, do którego należą między innymi Burger King, McDonald czy KFC, zauważył, że Akademia demonizuje ich produkty, które i tak mają narzucone bardzo restrykcyjne normy dotyczące zawartości cukru czy tłuszczu. Dodał również, że firmy te informują swoich klientów o zawartości wszelkiego rodzaju negatywnych dla wagi składnikach w swoich hamburgerach i kurczakach. Podsumowując – wybór należy do konsumenta, nikt nikomu nie każe jeść tylko cheeseburgerów. Słuszna uwaga.

Gavin Partington, dyrektor British Soft Drink Association (tak, tak, Brytyjczycy mają nawet swoje stowarzyszenie zajmujące się kolorowymi napojami) sięgnął po dane statystyczne. Otóż twierdzi on, że napoje gazowane to najwyżej 2% kalorii w diecie przeciętnego Brytyjczyka, przez ostatnie 10 lat konsumpcja kolorowych softów spadła o około 9%, 61% dostępnych napojów na rynku cukru nie zawiera wcale, zaś problem leży nie tylko w nawykach żywieniowych, ale przede wszystkim w braku ruchu obywateli Wielkiej Brytanii. Zaznaczył jednak, że jego organizacja weźmie udział we wszystkich rozsądnych programach zrzucania wagi, byleby nie były one podatkami.

Kto chce psa uderzyć, kij zawsze znajdzie

Odchodząc od lekko ironicznego tonu, który sam narzuca się przy czytaniu propozycji brytyjskich łapiduchów, trzeba dobitnie podkreślić, że pomysł w swej istocie wygląda na chory. Podatkowa odpowiedzialność zbiorowa za niezdrowe nawyki żywieniowe i brak aktywności fizycznej części (jakkolwiek duża by ona nie była) społeczeństwa pachnie spożywczym totalitaryzmem. Brytyjczycy wydają się być raczej narodem, który nie lubi zrzekać się swoich wolności. Zatem w mojej ocenie nie dadzą narzucić sobie czegoś tak nierozsądnego, jak obowiązkowy haracz od puszki coca-coli. W przeciwnym wypadku, do dóbr reglamentowanych i luksusowych w najbliższym czasie w Wielkiej Brytanii dołączy stary, dobry Big Mac, popity obowiązkowym mega kubkiem pysznego, gazowanego napoju.



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".