Grymaśnica 2.0 Sezon 2, Epizod 3
    PRL51 · Solidarność30 · polska polityka184 · święto narodowe22
2013-11-06
Słów kilka o „wojnie polsko-polskiej”.

Powszechnie wydaje się, że widoczna w internecie i na ulicy z okazji 11 listopada wojna polsko-polska zaczęła się od Dziadka z Wehrmachtu. To wtedy właśnie przekroczono pewną granicę tego, co wypada w polskiej polityce i w dziennikarstwie.

Wcale tak nie jest. Mimo tego, że do wspomnianej wojny dołączyło młode pokolenie, mające po 20 kilka lat i siłą rzeczy niepamiętające transformacji ustrojowej, to właśnie w niej należy szukać korzeni dzisiejszych podziałów.

Skrótowo ujmując w początku lat 90-tych część środowisk związanych z byłą SB zorganizowała sobie ciepłe posady w wielu prywatyzowanych spółkach i pozakładała najrozmaitsze - i całkiem dochodowe - interesy. Natomiast ludzie przez nich prześladowani - ci, którzy zostali w Polsce i tutaj doczekali przemian - poczuli się oszukani. Chcieli wolności, ale nie ogromnego bezrobocia i dzikiego kapitalizmu, w którym nie potrafili się odnaleźć. Niektóre z tych osób do dziś żyją w skrajnej biedzie.

Prywatyzacja przeprowadzona tuż po 89 r. nie była prowadzona z wyczuciem jakiegokolwiek interesu zakładu, który poddawano temu procesowi. Nikt nie bawił się w analizy SWOT, czy w poszukiwania inwestora. Sprzedawano wszystko, szybko, bez planu i poniżej wartości. Często też towarzyszyły temu potwierdzające się dopiero po latach zarzuty korupcyjne, które najczęściej nigdy nie znalazły finału w sądzie.

Dzisiaj wspomnienie sprawy Universalu, powolnego upadku Zakładów Kasprzaka, czy wykup polskich hut w celach ich zamykania przez konkurencję już nie budzi żadnych emocji, co najwyżej wzruszenie ramion, bo co można po czasie na to poradzić? Nic.

W początku lat 90-tych za głośne mówienie o korupcji przy prywatyzacji można było dostać łatkę poszukiwacza teorii spiskowych. Temat poruszała prowadzona wtedy przez Piotra Wierzbickiego „Gazeta Polska”. a poza nią tylko kilku dziennikarzy odważyło się o tych sprawach mówić.
Skąd wynikała bierna postawa innych? Podejrzewam znany w psychologii mechanizm wypierania niewygodnej prawdy. No jak to? Odzyskaliśmy wolność i od razu źle? Złodziejstwo? Korupcja? To niemożliwe. Niektórzy zapewne tak myśleli. Innym być może strach zamykał usta. Za zbytnie wtrącanie się w rozliczenie FOZZ kilka osób, w tym szef Najwyższej Izby Kontroli, poniosło śmierć w tajemniczych okolicznościach. Kolejnym motywem był ewentualny szantaż. Obawa przed utratą dobrego imienia, gdyby wypłynęła na wierzch kwestia współpracy z SB zamykała usta wielu mniej odważnym ludziom.

W 1992 r. Lech Wałęsa zablokował wprowadzoną przez rząd Olszewskiego ustawę lustracyjną, która co prawda pisana była na kolanie, ale w przekonaniu jej twórców stanowiła odpowiedź na potrzebę oczyszczenia kluczowych stanowisk w kraju z osób, które mogłyby być szantażowane swoją przeszłością, lub całkiem dobrowolnie z ideologicznych pobudek działać na szkodę interesu państwa.

Właśnie wtedy nastąpił publiczny rozłam pomiędzy braćmi Kaczyńskimi a Lechem Wałęsą i środowiskiem związanym z Unią Demokratyczną, w której byli między innymi Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek.

Rozłam ten de facto sięga o wiele dawniejszych czasów. Krasowski w swojej książce „Po południu” wskazuje na różny rodowód ideologiczny liderów tzw. obozu posierpniowego, a także na zwykłe ego, jako przyczynę bezpardonowej walki o władzę. Władzę, jako cel sam w sobie, bez żadnych ideologicznych przesłanek, bez żadnego poczucia „misji” czy „służby”. Na marginesie moich rozważań - Krasowski tylko częściowo ma rację, gdyż nie daje w ogóle odpowiedzi na pytanie o przyczynę klęski Wałęsy i jego powolnej kompromitacji. Krasowski Wałęsę wręcz gloryfikuje, nie widzi w ogóle jego dziwnych zachowań z 1992 roku i słynnego „popierania lewej nogi”.

Co do ambicji i osobistych animozji jako tła początku walki politycznej pomiędzy Kaczyńskimi a Wałęsą, później „walki buldogów pod dywanem” pomiędzy UW i AWS, a wreszcie powstałych na gruzach owych PiS i PO, Krasowski ma niewątpliwie rację.

Dla przeciętnych ludzi jednakże to tło było niewidoczne. Podzielili się zasadniczo według stosunku do sposobu przeprowadzenia transformacji ustrojowej – przy czym ich osobiste sukcesy lub porażki były kluczowe. Później media pomogły podzielić obywateli na „zacofanych” i „nowoczesnych”. „Zacofani” to ci głosujący na PiS, zapatrzeni w przeszłość, myślący o sprawach sprzed 20 lat, widzący bez przerwy dokoła spiski, agentów i SB. Jednocześnie w dużej mierze marzą o Polsce „od morza do morza”. W ich oczach świat najlepiej wyglądał 400 lat temu, bo wygraliśmy wtedy bitwę pod Kłuszynem. „Nowocześni” to ci, którzy nie mają ochoty myśleć o tych sprawach, „pragmatyczni i merytoryczni” realiści, patrzący w przyszłość, jednocześnie przekonani, że jako kraj nie mamy żadnego znaczenia i powinniśmy naśladować inne państwa we wszystkim, bo polskość to obciach. W utrzymywaniu tych podziałów pomagają dychotomiczne i spłycone media, które mylą upolitycznienie z publicystyką i infotainment z informacją. Od prawa do lewa, poza kilkoma wyjątkami, identyczne. Nagrzewają emocje zapraszaniem chamskich i kontrowersyjnych postaci, nagłaśnianiem ich happeningów, takim dobieraniem gości w studio, aby jak najbardziej skoczyli sobie do oczu, bo wtedy jest show – krew się leje, oglądalność i słuchalność rośnie.

Na tym tle rozegrała i rozgrywa się w mediach i w polityce katastrofa smoleńska. Redaktor Michnik w programie Tomasza Lisa powiedział, że katastrofa podzieliła Polaków na dwa plemiona, które mówią innymi językami, inaczej pojmują świat, mają inny system wartości inne tradycje, w co innego wierzą i nawzajem się nie cierpią. Po pierwsze Michnik się myli, bo ten podział zdecydowanie narastał od lat, w czym pomagały media i internet. Po drugie Adam Michnik raczy zapominać, że Gazeta Wyborcza odegrała swoją znaczącą rolę w dzieleniu Polaków, nie mniejszą niż niektóre prawicowe gazety i platformy internetowe. To orzeł i reszka tej samej monety. Toteż o ile spostrzeżenie o plemionach jest słuszne, zapominanie o własnej roli w ich stworzeniu zakrawa o cynizm.

Jak wspomniałam wyżej, podział polskiej opinii publicznej dotyczący katastrofy sięga dawniejszych czasów. Dotyczy wizji Polski jako państwa i oceny polskich przemian.

Naomi Klein twierdzi, że podczas transformacji ustrojowej ekonomiczni eksperci amerykańscy jeździli do wszystkich państw bloku komunistycznego i czule namawiali do błyskawicznej prywatyzacji wszystkiego co się da i kompletnego uwolnienia rynków, jako cudownej recepty na rozwój.

Także nad Wisłą politycy i ekonomiści zachłysnęli się modelem gospodarki opartym o handel i usługi, uwierzyli w tzw. społeczeństwo post przemysłowe i powtarzali jak te tresowane małpki banialuki wymyślane gdzieś bardzo daleko od nas. Ile w tym było „agentów i SB” a ile zwykłego naśladowania Zachodu, bo przyjechał ktoś i powiedział, jak ma być? Nie sądzę, aby premier Mazowiecki celowo wykoleił polską gospodarkę, żeby był „agentem” i ktoś mu za to płacił. Tadeusz Mazowiecki czeka na swojego uczciwego biografa, który podejmie się analizy jego roli w polskiej transformacji z perspektywy zawodowego historyka, nie internetowego pieniacza.

Ostrożnie jednak zakładam, że brak odizolowania na pewien czas osób związanych z aparatem władzy komunistycznej od wpływu na politykę i gospodarkę, ułatwił im zarobienie ogromnych pieniędzy i ustawienie się w nowej rzeczywistości. Bezideowi karierowicze swoją mentalność wnieśli w nowe czasy wykorzystując do tego znajomych z byłych służb PRL. Niewątpliwie część tych osób dorobiła się szybko i nieuczciwie, a ludzie siedzący wcześniej w więzieniach za przekonania popadli w ubóstwo. Do tego okazało się, że Zachód nie miał żadnego Planu Marshalla bis dla krajów przechodzących transformację, a jedynie dążył do maksymalnego otwarcia granic celnych.

Te zdarzenia wywołały w niektórych ludziach przekonanie, że wokół panuje układ uniemożliwiający rozwój, zdobycie uczciwej pracy, założenie biznesu i jakiekolwiek prosperity, a każdy, kto jest zamożny, na pewno ukradł.

Rzeczywistość jest bardziej złożona. Obok zdobytych nieuczciwie fortun powstawały małe i średnie biznesy zwykłych, przedsiębiorczych Kowalskich. Powoli gromadzono kapitał, inwestowano, dawano miejsca pracy.

Nagromadzone wtedy emocje, indywidualne ludzkie dokonania i klęski, osobiste przekonania, zbudowały fundament pod obecne podziały poglądowe pomiędzy Polakami. Katastrofa smoleńska dolała jedynie oliwy do przysłowiowego ognia. Wrodzona polska emocjonalność i skłonność do kłótni została rozdmuchana przez media, które świadomie wykorzystywały niektóre zjawiska dla własnych celów i wykreowały „wojnę polsko-polską”.

Rola dziennikarzy w podgrzewaniu nastrojów jest nie do przecenienia. Media zintensyfikowały podziały, a teraz powinny zakończyć ten cyrk - zanim będzie za późno. Podobne nakręcanie emocji w gazetach doprowadziło do zabójstwa Gabriela Narutowicza przez nakręconego ogólną atmosferą oszołoma.

Politycy też mają swoje „zasługi” w rozdmuchiwaniu emocji. Wyjaśnienie katastrofy powinno być ważne dla wszystkich obywateli. Lansowanie kolejnych wykluczających się wzajemnie hipotez nie pomaga w wyjaśnianiu tej tragedii. Niczego nie dowiemy się, dopóki nie odzyskamy wraku. Donald Tusk może grzeszyć głupotą i naiwnością, ale nazywanie go zdrajcą jest nadużyciem. Aby uspokoić nastroje trzeba przestać wiecznie mówić o dwa słowa za dużo. Inaczej rzeczywiście społeczeństwo się podzieli.

Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Trudno powiedzieć. Z pewnością ludzie, których polityka cokolwiek interesuje są coraz bardziej podzieleni na dwa obozy. Poważni dziennikarze zaczynają wywalać się wzajemnie ze znajomych w mediach społecznościowych za różnice w poglądach. Jest też trzecia grupa – ci, którzy to wszystko mają gdzieś.

Co można na tę sytuację poradzić? Można zgasić telewizor, zostawić gazetę, wyłączyć internet i spotkać się w realnym świecie z innymi. Przestać dać się ogłupiać i zacząć samodzielnie myśleć. Okaże się wtedy, że jesteśmy o wiele spokojniejsi i bardziej kulturalni, niż nam się wydaje, a podziały lub poczucie wspólnoty bardziej od polityki dotyczą stylu życia lub różnic intelektualnych.

Widzę zjawisko hejterstwa i umieszczania złośliwych komentarzy dla samej przyjemności dokuczenia lub wywołania zadymy pod artykułami niektórych gazet. Od czego są moderatorzy? Niech tak długo usuwają nie wnoszące nic do dyskusji złośliwostki, aż ludzie przypomną sobie o podstawowych zasadach kultury.

Zbliża się powoli 11 listopada. Zobaczymy na ile internetowy hate speech przerodzi się we wzajemną uliczną nawalankę, w której nie do końca wiadomo, kto zaczął.

* * * * * * * *

Przyczyny dzisiejszych pretensji, sporów i kłótni z czasem ulegną zatarciu. Za kilkanaście lat majątkowe mechanizmy polskich przemian przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Nawet dzisiaj młodych ludzi to coraz mniej obchodzi - nie dlatego, że są „lemingami” tylko dlatego, że już ich to nie dotyczy. Mają nowe szanse i nowe marzenia. Są wśród nas ludzie, którzy nigdy nie przestaną narzekać na wiele aspektów zmian sprzed lat i zawsze będą dzielić włos na czworo. Moja osobista szklanka jest na ich tle w połowie pełna, a tylko w połowie pusta bo jedyne co jest pewne to ciągła, nieustanna zmiana. To co dzisiaj jest status quo, jutro ulega zmianie. Po trochu, po trochu, do przodu.




Drogi Czytelniku chcesz polemizować z tym tekstem? A może masz pomysł na inny? Może chciałbyś prowadzić bloga podobnego do bloga Grymaśnicy? Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany, przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".