Grymaśnica 2.0 Sezon 2, Epizod 8
    feminizm15 · społeczeństwo116 · równość płci4
2014-01-11
O „dżender” i seksie okiem córeczki, której tatuś nie kupował sukienek dla księżniczek oraz o tym co z tego wynikło. Zbiór myśli różnych.

Od kilku, jeśli nie kilkunastu, tygodni przez Internet i telewizję, a tym samym zapewne przez domy i rodziny, przetacza się dyskusja o „dżender”.

Być może wywołam lawinę krytyki wielu środowisk jeśli powiem otwarcie co o tym myślę, ale niech tam. Jak kiedyś stwierdził Colin Powell, odważni ludzie nie mają samych wielbicieli.

Na początku raz i na zawsze należy określić, czym jest płeć.

Płeć ludzka powinna być pojmowana w podwójnej płaszczyźnie: jako biologiczne pojęcie płci (z angielskiego sex) męskiej i żeńskiej; oraz społeczno-kulturowej (właśnie z angielskiego gender). Społeczno-kulturowa percepcja płci, to, jak ona z czasem się zmienia, jest kategorią badawczą i podlega poważnym studiom naukowym w ramach socjologii.

Trzeba to bardzo mocno powiedzieć, że zabawkowo-ubrankowy dyktat różowego i niebieskiego to budowanie stereotypów i obsesja społeczna. Dzieci są twórcze i mają ogromnie wiele fantazji, należy tę fantazję wspierać, bo tylko w ten sposób będziemy mieć w domu orły zamiast kur

Dlatego nie istnieje nic takiego, jak demonizowana przez Kościół „ideologia dżender”. Można jedynie mówić o jakiejś formie ideologii równościowej promowanej przez współczesny ruch feministyczny, ale pojęcie gender w sensie naukowym nie ma z tym nic wspólnego. Krytykom jątrzącym w Internecie na różnych portalach lapidarnie powiem, że samym dowodem na to, iż role społeczne ulegają zmianie w czasie i przestrzeni (tak jak i cała kultura) jest prosty fakt, że sami zachowują się przecież inaczej niż ich pradziadkowie czy prababcie z jaskiń.

Czy świat jest dokładnie taki prosty, że dziewczynki od małego bawią się tylko lalkami, a chłopcy samochodami i klockami, jakby chcieli autorzy znanej w świecie książki „Płeć mózgu” która odrzuca pojęcie kulturowej percepcji płci? Każdy, kto ma dziecko lub zna jakieś dzieci, doskonale wie, że wcale tak nie jest. Poza lubieniem lalek dziewczynki lubią klocki jeśli tylko mają z nimi styczność. Chłopcy nierzadko bawią się lalkami i czasem stroją w damskie ciuszki i nie przeszkadza im to w dorosłym wieku wyrosnąć na facetów. Trzeba to bardzo mocno powiedzieć, że zabawkowo-ubrankowy dyktat różowego i niebieskiego to budowanie stereotypów i obsesja społeczna. Dzieci są twórcze i mają ogromnie wiele fantazji, należy tę fantazję wspierać, bo tylko w ten sposób będziemy mieć w domu orły zamiast kur.

Są co prawda w naszym społeczeństwie ludzie, a nawet i całe środowiska, które chciałyby kobiety z powrotem zagonić do dziewiętnastowiecznego modelu bycia i życia. Części mężczyzn zawsze będą podobać się niedojdy i głuptasy – tak było, jest i będzie. To się właśnie nazywa mizoginizm, ten typ reprezentują niektórzy skrajnie prawicowi, ale i skrajnie lewicowi dziennikarze czy politycy w naszym kraju. Po drugiej stronie znajdują się krzykaczki, które uznają mężczyzn za źródło wszelkiego zła do tego stopnia, że nie uznają w ogóle jakiejkolwiek możliwości współistnienia z nimi. Tak też było, jest i będzie. Nie mówię tutaj o środowiskach homoseksualnych, które też istnieją i będą istnieć, lecz stanowią niewielki bardzo odsetek społeczeństwa, ale o ludziach hetero.

To wszystko jest kwestią urazów i cech charakteru, a często najzwyklejszego chamstwa. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach wyżej wymienione postawy są objawem niedorozwoju psychoemocjonalnego. Aby się przed nim obronić, nie potrzeba żadnych systemowych rozwiązań, wystarczy siła charakteru i umiejętność rozmowy.

Poruszałyśmy ten temat z moją dobrą koleżanką Ewą Dryjańską w sylwestra i Nowy Rok. Ewa reprezentując feministyczny punkt widzenia jest mimo wszystko przekonana, że protekcjonalne traktowanie, lekceważące podejście i oczekiwanie „słodyczy z ust i oczu” jest uwarunkowane kulturowo. Ma zapewne wiele racji z perspektywy własnych doświadczeń. Po wielu rozmowach z mężczyznami jednak uważam, że jest to zwykłe chamstwo i takich ludzi należy konsekwentnie odrzucać w każdej płaszczyźnie (no chyba, że trzeba ich zawodowo znieść w jakiś sposób, ale nawet i w tej dziedzinie siła charakteru wiele daje).

Rozmawiając ze swoimi koleżankami z Polski i z zagranicy, które reprezentują różne nurty feminizmu, doszłam do wniosku, że pomimo manifestowania niezależności funkcjonują one psychicznie akceptując rzeczywistość w której mężczyzna dominuje i trzeba się przed nim chronić jak przed drapieżnikiem. Jeśli nie chcę seksu, płacę za siebie – mówi nowy model funkcjonowania kobiety w społeczeństwie. A jeśli mężczyzna kupi mi coś, czy zapłaci za spotkanie, ma prawo oczekiwać relacji erotycznej. Zdaniem jednej mojej znajomej z Niemiec, jeśli odmówię czegoś, to jestem okrutna i nieczuła.

Nie mogę się z tym zgodzić. Jeśli ktoś mnie gdzieś zaprasza, to robi to, bo chce. Nie ma takiej sytuacji, która wytworzyłaby we mnie poczucie ciśnienia czy zobowiązania. Jedyną formą seksualnego funkcjonowania, jaką akceptuję jest szczęśliwa, monogamiczna miłość. Jeśli mężczyzna mnie kocha, może oczekiwać, że rozważę możliwość nawiązania głębokiego związku. Dżentelmen płaci za kobietę, która jest jego koleżanką, przyjaciółką czy obiektem adoracji w wyniku zwykłej grzeczności. Nie musi tego robić, ale kobieta od razu czuje się doceniona. Do niczego też jej to nie powinno zobowiązywać.

Uważam, że kobiety mają identyczne seksualne prawa i potrzeby. Mają prawo oczekiwać spełnienia w relacjach i sięgać po współżycie z mężczyzną. Ale próby wmówienia im, że ich percepcja i przeżywanie spraw erotycznych jest tożsame z męskimi, to bzdura (nawiasem mówiąc – konserwatywne przekonanie o tym, że kobieta nie ma żadnych potrzeb erotycznych i to mężczyzna ją uświadamia to identyczna bzdura). Mężczyzna łatwiej psychicznie znosi swoje erotyczne przygody, ponieważ jego układ hormonalny nie wydziela oksytocyny, która wywoływałaby u niego poczucie przywiązania (mówiąc wprost: miłości w biochemicznej formie). Paniom przekonanym o tym, że czasy się zmieniły i noce bez zobowiązań stwarzają szansę na związek, zacytuję swojego bardzo dobrego przyjaciela, który w przypływie szczerości powiedział o swojej eks: Skoro miałem być z nią „w związku”, aby mieć do niej dostęp, to byłem. Szokujące, prawda? Przypuszczalnie mężczyźni od wieków „bajerują” kobiety. Jednak współczesne stawianie przez niektóre nurty feminizmu na równość rozumianą na płaszczyźnie biochemicznej wpędza je w pułapkę uwierzenia, że są w stanie reagować na seks, jak mężczyzna. Nie są. Co nie zmienia faktu, że panowie nie mają monopolu na pożądanie.

Nie polecam jednakże oziębłości aż do ślubu, bo Internet jest pełen zwierzeń ludzi wzajemnie rozczarowanych sferą erotyczną, którzy czekali i wcale im to szczęścia nie przyniosło. To bardzo ważna sfera życia i niezgranie potrzeb lub brak umiejętności na tym tle jest źródłem wielu dramatów w związkach.

To w takim razie gdzie jest ten „złoty środek”? Przypomniało mi się, co powiedziała inna moja dobra koleżanka ze studiów i zgadzam się z nią w całości: Jestem damą. Mężczyźni mają mnie uwielbiać, przyjaźnić się ze mną, niektórzy nienawidzić, a niektórzy kochać. Po lekkie relacje niech jednak idą gdzie indziej.

Dodam też, cytując niedawny tekst Agnieszki Romaszewskiej, że wszystko można, lecz z ostrożna. Walka o społeczną podmiotowość kobiet to konsekwencja walki o pewne uniwersalne wartości ogólnoludzkie.

Gdzieś jest jednak granica absurdu. Połowa kobiet w wojsku amerykańskim nie potrafi się trzy razy na drążku podciągnąć, ale w imię fałszywie pojmowanego równouprawnienia dopuszcza się taki stan rzeczy i obniża wymagania.

Czy zatem krytykuję feminizm per se? Nie. Jestem w pełni świadoma, że bez walki sufrażystek na przełomie XIX i XX wieku sytuacja kobiet i rodziny jako takiej nie byłaby tak dobra, jak jest obecnie.

To prawda, że do tej pory są „szklane sufity”, nierówność wynagrodzeń i wiele innych problemów. Socjolożka Anna Dryjańska w dzisiejszym Dzień Dobry TVN powiedziała, że nic nie zrobi się samo. Wszystkie zmiany zachowań były efektem konsekwentnie prowadzonych kampanii społecznych. Jednakże muszę zgodzić się z zaproszonym do studia psychologiem dziecięcym Martą Żysko-Pałubą, że w Norwegii, gdzie zapewniona jest absolutna równość szans, kobiety i tak częściej wybierają zawody typowo kobiece bez odczuwania jakiejkolwiek presji społeczeństwa. Każda najbardziej uzasadniona obserwacja psychologiczna nie powinna się stawać ideologią, gdyż zrobi wtedy więcej złego niż dobrego.

Na koniec przyznam szczerze, że społecznie funkcjonujące stereotypy na temat odmienności pomiędzy męskim i kobiecym sposobem myślenia sprawiły, że długo sama miałam niezły kłopot ze swoim „dżender”. Mam konkretny umysł i wiele męskich reakcji. Jestem zdecydowana i nie pasuje mi wizerunek kobiecości lansowany przez Johna Greya w jego książce pt.: „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”. Od małego stroiłam się w ogrodniczki i bawiłam raczej klockami, a swojego misia też uważałam za faceta. Nie znosiłam bezradnej Zosi z „Pana Tadeusza” ani Nel z „W Pustyni i w Puszczy”.

Aż w końcu jeden z moich czytelników i przyjaciół ujął to bardzo prosto: „Silna kobieta to nadal kobieta”. Racja... siły ducha nie należy jednak mylić z siłą mięśni. Nie będę nosiła walizek ani otwierała sobie drzwi, czy tachała sterty segregatorów w biurze po to, aby udowodnić jak bardzo stoję na własnych stopach. Wystarczy mi mój silny charakter.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".