„Gulasz z Turula” – recenzja
    Wydawnictwo Czarne38 · Krzysztof Varga2 · Węgry13
2009-10-26
Gdyby Krzysztof Varga urodził się nie na Węgrzech a w Turcji, gdyby swoją najnowszą książkę poświęcił opisowi muzułmańskiej a nie madziarskiej duszy, to z pewnościom niczym Salman Rushdie zostałby obłożony węgierską wersją fatwy przez członków starożytnego rodu Arpadów i do końca życia musiałby przechadzać się po parkach Budy i Pesztu w towarzystwie rosłych ochroniarzy. Na szczęście życie w tej części świata jest łatwiejsze dla pisarzy, także tych niepokornych. Bo „Gulasz z Turula” jest książką niepokorną, krytyczną i z pewnościom niejednemu Węgrowi gulasz przygotowany prze Vargę wyda się niestrawny. Polak jednak znajdzie w niej nie tylko błyskotliwą i ostrą rozprawę z narodowymi kompleksami i złudnymi marzeniami o utraconej przed latami potędze. Odnajdzie w niej również coś co jest niezbędne dla psychicznego zdrowia obydwu bratnich (podobno) narodów, czyli demitologizację wyjątkowości narodowych martyrologii.

Węgierska melancholia

Książka Vargi jest niezwykła gdyż autor nie ogranicza się w niej do opisu Węgier jako kraju. Wszystkie miejsca, które odwiedza, każdy posiłek, który spożywa i wszystkie osoby, z którymi rozmawia są pretekstami do krytycznej rozprawy na temat węgierskiej duszy. Jest ona, zdaniem autora, nostalgiczna. „Nostalgia pokrywa liszajami ściany domów i bruk ulic. To tęskne wzdychanie do dawnej wielkości, choć ostatnia prawdziwa wielkość miała miejsce ponad pięćset lat temu”.

Autor porusza temat węgierskiej nostalgii i melancholii, gdyż uważa – jak sądzę – że nie daje ona spokoju Węgrom. Społeczeństwo jest chore, a choroba jest bardzo specyficzna, gdyż polega na wiecznej tęsknocie za dawnymi czasami, które „zawsze były lepsze”, chociaż – jak pisze Varga - „nikt nie potrafi powiedzieć sensownie, czym się ta lepszość objawiała”.

Nostalgiczna jest również węgierska kuchnia, która jest bardzo ważną częścią tamtejszej kultury. Niezwykle syta, tłusta i ciężka. Podawana w porcjach „amerykańskich” rozmiarów, co sprawia, że po każdym posiłku dopada cię znużenie i zniechęcenie. Nostalgiczne są również węgierskie knajpki i restauracje, które w porównaniu z warszawskimi mają tą cechę, że nigdy się nie zmieniają.

Najbardziej nostalgiczny w całym kraju jest jednak tytułowy turul. To dziwne skrzyżowanie orła z gęsią, który jest „personifikacją węgierskich marzeń i kompleksów”. Turul jest ptakiem wymyślonym, nierzeczywistym. W ten sposób Varga dochodzi do wniosków, że Węgry są specyficzną areną walki między turulem a smogiem nostalgii. Między tym jakie Węgry powinny być, a tym jakie niestety są w rzeczywistości.

Trianon, węgierska Jałta

Węgrzy żyją przeszłością. Czasami w których Wielkie Węgry były potęgą i które zakończyły się w 1920 roku wraz z podpisaniem Traktatu pokojowego z Trianon. Była to trauma z której węgierskie społeczeństwo do dzisiaj nie może się pozbierać – czego przykładem są osoby chodzące w 2009 roku po ulicach węgierskich miast w koszulkach z mapami kraju sprzed Trianon, czy samochodowe naklejki z napisami „Okrojone Węgry to nie raj, Wielkie Węgry to raj”.

To wydarzenie można porównać do układu pokojowego w Jałcie, po której Rzeczpospolita utraciła Kresy Wschodnie. Z tą różnicą, że – jak mówi Varga w jednym z wywiadów - „my odzyskaliśmy Wrocław i Szczecin a oni stracili 2/3 swojego dawnego terytorium”. Z tego powodu taka żywa jest pamięć tamtej klęski, która sprawia, że do dzisiaj słychać w Budapeszcie głosy o konieczności walki i odzyskania dawnej świetności. Z tym, że taka wojna musiałaby być wypowiedziana niemal wszystkim sąsiadom (Austriakom, Słowakom, Rumunom i Serbom).

Trianon nie jest jednak jedyną, chociaż tak znaczącą i brzemienną w skutkach, rysą na węgierskiej duszy. Varga twierdzi nawet, że Węgrzy kochają porażki, że celebrują klęski i zapominają o wiktoriach. Dobrym przykładem jest tutaj I Wojna Światowa (II Wojna Światowa jest wstydliwa dla Węgrów, ze względu na kooperację z Hitlerem), która ma swoje martyrologiczne pomniki w każdym węgierskim mieście, gdyż jak twierdzi autor „była to czysta, uczciwa masakra”.

Zaproszenie na gulasz

Książka Vargi jest niepokorna. Uderza w samo serce madziarskiej duszy. „Gulasz” spuszcza powietrze z zadufanej, patetycznej i destrukcyjnej węgierskiej pamięci narodowej. Z tego powodu ta książka jest niezwykle wartościowa. Nie brakuje w nim kpin, dosadnych sformułowań i barwnych analogii. Varga nie boi się napisać, że „bycie Węgrem to przekleństwo” i że największym hitem eksportowym kultury węgierskiej była „Smutna Niedziela” (Szomorú Vasárnap)– czyli hymn samobójców.

Myli się jednak ten kto uważa, że „Gulasz z turula” jest pamfletem przeciwko madziarskości. Chociaż z pewnością książka ta nie dołączy do kanonu lektur węgierskich nacjonalistów, każdy po jej przeczytaniu będzie chciał odwiedzić Węgry. Nie są one w „Gulaszu” co prawda „cepeliowe”, ale nadal – a być może dzięki temu – wydadzą się czytelnikowi niezmiernie ciekawe. A to najlepszy przykład tego, że Varga robi dużą przysługę krajowi, w którym się wychował. Chociaż czyni to przy pomocy książki, która bardzo mocno rozprawia się z węgierskimi marzeniami i kompleksami. Gorąco polecam.
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iluzyjnie o miłości

Przedstawienie w Teatrze Na Woli „Iluzje” to utwór Iwana Wyrypajewa – jednego z najbardziej znanych współczesnych twórców teatru rosyjskiego.