Wódkę należy mieć zawsze przy sobie. Po pierwsze, życie dostarcza niezliczonych okazji do napicia się i nie należy pozwolić, by okazje... 
Laboratorium Dramatu w Warszawie
„Inną historię dziś wam opowiemy” – tymi słowami, w gliwickich Ruinach, zaczęła się wczorajszego... 
Sala teatru KTO, do rozpoczęcia spektaklu jeszcze kilkanaście minut. Atmosfera już ogromnie rozluźniona, przez widownie przebiegają wybuchy... 
Agata Duda - Gracz po raz kolejny zabiera widzów w podróż po świecie bajek ze smutnym finałem. Jej adaptacje Szekspira („Otello”), Geneta... 
Eugene Ionesco to jeden z najwybitniejszych (oprócz Becketta, Geneta czy Pintera ) przedstawiciel teatru absurdu. Mistrz łączenia tragizmu z... 
Wywiad z Januszem Marynowskim- dyrektorem orkiestry Sinfonia Varsovia, która jest organizatorem tegorocznego Festiwalu Chopin Open La Folle Journée... 
Agata Duda - Gracz po raz kolejny zabiera widzów w podróż po świecie bajek ze smutnym finałem. Jej adaptacje Szekspira („Otello”), Geneta... 
Czy na pewno?
Włodarz Mariboru (Europejska Stolica Kultury 2012) jest przekonany, że tytuł ESK to przede wszystkim koncerty U2 i Madonny. Nie... 
Takiego skandalu w polskim teatrze nie było już dawno. Wreszcie wydarzyło się coś, co przesłoniło jedną z bardziej oczekiwanych premier... 
Wizja świata ojca i syna.
Co może oznaczać tytuł wystawy Meandry dialogu? Z pewnością wskazuje na trudności w nawiązaniu porozumienia,... 
„Ostatnie Kuszenie” w Łaźni Nowej
Był Mistrz. Albo reżyser, skandalista, kontestator. Czegokolwiek by o nim nie myśleć, to skoro w teatrze, na scenie, podczas drugiej premiery, popełnił samobójstwo, to musiało się skończyć spektaklem. Albo zacząć – na razie Ostatnie... 
Damian Chrobak – fotografia uliczna
Dla fotografa zajmującego się tak zwaną fotografią uliczną tematy leżą na ulicy. W Londynie zaś ulic jest milion. Nie znaczy to jednak, że tak łatwo jest wykonać zdjęcia jakie prezentuje Damian Chrobak w naszej wirtualnej galerii. Do... 
Gdyby Krzysztof Varga urodził się nie na Węgrzech a w Turcji, gdyby swoją najnowszą książkę poświęcił opisowi muzułmańskiej a nie madziarskiej duszy, to z pewnościom niczym Salman Rushdie zostałby obłożony węgierską wersją fatwy przez członków starożytnego rodu Arpadów i do końca życia musiałby przechadzać się po parkach Budy i Pesztu w towarzystwie rosłych ochroniarzy. Na szczęście życie w tej części świata jest łatwiejsze dla pisarzy, także tych niepokornych. Bo „Gulasz z Turula” jest książką niepokorną, krytyczną i z pewnościom niejednemu Węgrowi gulasz przygotowany prze Vargę wyda się niestrawny. Polak jednak znajdzie w niej nie tylko błyskotliwą i ostrą rozprawę z narodowymi kompleksami i złudnymi marzeniami o utraconej przed latami potędze. Odnajdzie w niej również coś co jest niezbędne dla psychicznego zdrowia obydwu bratnich (podobno) narodów, czyli demitologizację wyjątkowości narodowych martyrologii.
Węgierska melancholia
Książka Vargi jest niezwykła gdyż autor nie ogranicza się w niej do opisu Węgier jako kraju. Wszystkie miejsca, które odwiedza, każdy posiłek, który spożywa i wszystkie osoby, z którymi rozmawia są pretekstami do krytycznej rozprawy na temat węgierskiej duszy. Jest ona, zdaniem autora, nostalgiczna. „Nostalgia pokrywa liszajami ściany domów i bruk ulic. To tęskne wzdychanie do dawnej wielkości, choć ostatnia prawdziwa wielkość miała miejsce ponad pięćset lat temu”.
Autor porusza temat węgierskiej nostalgii i melancholii, gdyż uważa – jak sądzę – że nie daje ona spokoju Węgrom. Społeczeństwo jest chore, a choroba jest bardzo specyficzna, gdyż polega na wiecznej tęsknocie za dawnymi czasami, które „zawsze były lepsze”, chociaż – jak pisze Varga - „nikt nie potrafi powiedzieć sensownie, czym się ta lepszość objawiała”.
Nostalgiczna jest również węgierska kuchnia, która jest bardzo ważną częścią tamtejszej kultury. Niezwykle syta, tłusta i ciężka. Podawana w porcjach „amerykańskich” rozmiarów, co sprawia, że po każdym posiłku dopada cię znużenie i zniechęcenie. Nostalgiczne są również węgierskie knajpki i restauracje, które w porównaniu z warszawskimi mają tą cechę, że nigdy się nie zmieniają.
Najbardziej nostalgiczny w całym kraju jest jednak tytułowy turul. To dziwne skrzyżowanie orła z gęsią, który jest „personifikacją węgierskich marzeń i kompleksów”. Turul jest ptakiem wymyślonym, nierzeczywistym. W ten sposób Varga dochodzi do wniosków, że Węgry są specyficzną areną walki między turulem a smogiem nostalgii. Między tym jakie Węgry powinny być, a tym jakie niestety są w rzeczywistości.
Trianon, węgierska Jałta
Węgrzy żyją przeszłością. Czasami w których Wielkie Węgry były potęgą i które zakończyły się w 1920 roku wraz z podpisaniem Traktatu pokojowego z Trianon. Była to trauma z której węgierskie społeczeństwo do dzisiaj nie może się pozbierać – czego przykładem są osoby chodzące w 2009 roku po ulicach węgierskich miast w koszulkach z mapami kraju sprzed Trianon, czy samochodowe naklejki z napisami „Okrojone Węgry to nie raj, Wielkie Węgry to raj”.
To wydarzenie można porównać do układu pokojowego w Jałcie, po której Rzeczpospolita utraciła Kresy Wschodnie. Z tą różnicą, że – jak mówi Varga w jednym z wywiadów - „my odzyskaliśmy Wrocław i Szczecin a oni stracili 2/3 swojego dawnego terytorium”. Z tego powodu taka żywa jest pamięć tamtej klęski, która sprawia, że do dzisiaj słychać w Budapeszcie głosy o konieczności walki i odzyskania dawnej świetności. Z tym, że taka wojna musiałaby być wypowiedziana niemal wszystkim sąsiadom (Austriakom, Słowakom, Rumunom i Serbom).
Trianon nie jest jednak jedyną, chociaż tak znaczącą i brzemienną w skutkach, rysą na węgierskiej duszy. Varga twierdzi nawet, że Węgrzy kochają porażki, że celebrują klęski i zapominają o wiktoriach. Dobrym przykładem jest tutaj I Wojna Światowa (II Wojna Światowa jest wstydliwa dla Węgrów, ze względu na kooperację z Hitlerem), która ma swoje martyrologiczne pomniki w każdym węgierskim mieście, gdyż jak twierdzi autor „była to czysta, uczciwa masakra”.
Zaproszenie na gulasz
Książka Vargi jest niepokorna. Uderza w samo serce madziarskiej duszy. „Gulasz” spuszcza powietrze z zadufanej, patetycznej i destrukcyjnej węgierskiej pamięci narodowej. Z tego powodu ta książka jest niezwykle wartościowa. Nie brakuje w nim kpin, dosadnych sformułowań i barwnych analogii. Varga nie boi się napisać, że „bycie Węgrem to przekleństwo” i że największym hitem eksportowym kultury węgierskiej była „Smutna Niedziela” (Szomorú Vasárnap)– czyli hymn samobójców.
Myli się jednak ten kto uważa, że „Gulasz z turula” jest pamfletem przeciwko madziarskości. Chociaż z pewnością książka ta nie dołączy do kanonu lektur węgierskich nacjonalistów, każdy po jej przeczytaniu będzie chciał odwiedzić Węgry. Nie są one w „Gulaszu” co prawda „cepeliowe”, ale nadal – a być może dzięki temu – wydadzą się czytelnikowi niezmiernie ciekawe. A to najlepszy przykład tego, że Varga robi dużą przysługę krajowi, w którym się wychował. Chociaż czyni to przy pomocy książki, która bardzo mocno rozprawia się z węgierskimi marzeniami i kompleksami. Gorąco polecam.
Dość znaną kwestią jest zadłużenie się USA w Chinach. Rząd Stanów Zjednoczonych sprzedał Chińczykom obligacje za blisko 700 miliardów dolarów. Nie jest to oczywiście całość...
Wedle prognoz Komisji Europejskiej ze stycznia 2009 r. Grecja miała być jedynym krajem starej Unii Europejskiej (UE), w którym w tymże 2009 r. przewidywano wzrost gospodarczy. Tymczasem...
Problemy Iranu, to nie tylko sankcje Zachodu i kontrowersyjny program nuklearny. W kraju tym aż roi się od konfliktów, których jednymi z głównych przyczyn są: sprzeciw rozmaitych...