Hardkor 44 – gdzieś między „Kanałem” a „Terminatorem”
    powstanie warszawskie22
2009-07-31
65 rocznica Powstania Warszawskiego to okazja na najróżniejsze okolicznościowe projekty i upamiętniające inicjatywy. W ten sam nurt media próbują wtłoczyć „Hardkor 44” – projekt firmowany przez twórcę „Katedry” Tomasza Bagińskiego, studio Platige Image i Muzeum Powstania Warszawskiego. Moim zdaniem nie do końca słusznie, bo ich celem nie jest wcale pokazanie Warszawy z sierpnia 1944 roku, ale umiejętne zainteresowanie tym tematem ludzi, którym słowa „Warszawa” i „powstanie” nie kojarzą się z niczym ciekawym. Tym razem widzowie mają dostać ostro zarysowaną opowieść starcia bohaterskich powstańców z mrocznymi, hitlerowskimi cyborgami. Proste i ostre, jak „Terminator” czy „Obcy” – ludzie kontra potwory.

W Polsce nikt jeszcze nie próbował zrobić takiego filmu. „HARDKOR 44” będzie nowoczesną, skrojoną wedle wzorców zachodnich opowieścią o polskich bohaterach. Już na tym etapie prac mamy świadomość, że powstaje fantastyczna, pod każdym względem, historia - mówią autorzy scenariusza, Tobiasz Piątkowski i Łukasz Orbitowski. Trudno się z nimi nie zgodzić. Film będzie nie tylko wyjątkowy, ale też wzbudzi niemało kontrowersji. Z jednej strony słychać już podniecone głosy wielbicieli Bagińskiego, z drugiej narzekania, że to spłycanie tematu i sprowadzanie go do poziomu komercyjnej papki. Nic bardziej błędnego.

W polskim kinie jest kilka lepszych lub gorszych filmów o Powstaniu Warszawskim, ale wszystkie one koncentrują się wokół tragedii ludzi, porażki militarnej i ceny, jaką zapłaciło miasto. Problemem nie jest jednak temat, lecz jego przedstawienie, które nie trafia do młodszego widza, a szczególnie nie ma szans dotrzeć do odbiorcy zagranicznego. Propaganda socjalistyczna systematycznym negowaniem sensowności i umniejszanie wartości Powstania spowodowała, że jest to na świecie temat niemal nieznany. Co paradoksalne, typowy Amerykanin czy Francuz prędzej słyszał o trwającym miesiąc Powstaniu w Gettcie Warszawskim i Mordechaju Danielewiczu, niż np. o Generale „Borze” Komorowskim i 63 dniach Powstania Warszawskiego.

PO CO NAM CYBER-ESESMANI?

Cóż w tej sytuacji zmieni Hardkor 44? Chodzi nam o przybliżenie historii Powstania ludziom, którzy obecnie są w wieku ówczesnych powstańców i których tak naprawdę powstanie kompletnie nie obchodzi - mówi Tomasz Bagiński. - Od wielu lat chodzę z myślą o zupełnie innym niż te tradycyjnie przyjęte, sposobie filmowania i opowiadania ważnych wydarzeń z historii Polski. W szczególności Powstania Warszawskiego. Sposobie mogącym zainteresować nie tylko widza polskiego, ale spokojnie „broniącego się” też w skali świata. To jest polskie lądowanie w Normandii, nalot Drezna i Pearl Harbor w jednym. Fantastyczne, filmowe historie mające szanse uwieść widza z każdego miejsca na ziemi. Ten film będzie zdaniem Bagińskiego taką przymiarką do historycznych superprodukcji w stylu „Szeregowca Ryan’a”. Nie chodzi o film historyczny, ale raczej o luźne nawiązanie do tematu. Coś na pograniczu historii, fantastyki i kina akcji. Zainteresowanie młodego widza i skłonienie go do poszukiwań, porównania fikcji z faktami.

Autorzy projektu chcieli nawiązać do historii, ale uniknąć zbytniej dosłowności i tytułów w rodzaju „Warszawa 1944” czy „Powstanie 44”. Podobno w sukurs przyszedł im znany autor fantastyki, Jacek Dukaj, proponując właśnie „Hardkor 44”. Coś mocnego, coś niepokojącego, coś nawiązującego do roku 1944. Jak dla mnie w sam raz, pasujące do fabuły.

No właśnie, jeszcze nie napisałem, o czym właściwie ma być film. Otóż na ekranie zobaczymy weterana Kampanii Wrześniowej imieniem Arnold, który z najróżniejszych podejrzanych typów, outsiderów i wykolejeńców, formuje oddział specjalny. Jego celem ma być zdobycie wielkiego skarbu, wojennych łupów słynnego z okrucieństwa SS-Oberfurera Wangera. Jest on okaleczonym przez wojnę psychopatą i dowódcą eksperymentalnej jednostki SS, złożonej z żołnierzy-cyborgów. Tak, więc nietypowemu oddziałowi Arnolda stanie na drodze do upragnionego bogactwa niespodziewana i potężna przeszkoda - Wunderwaffe, która ma posłużyć do starcia Warszawy z powierzchni ziemi. W tym nierównym starciu spryt i lojalność staną naprzeciw mrocznej technologii oraz brutalnej siły.

Przyznam że historia nie jest specjalnie odkrywcza – dalekim echem odbija się w niej „Terminator”, ale też takie klasyki kina wojennego jak „Parszywa Dwunastka” czy „Złoto dla Zuchwałych”. Po jednej stronie zobaczymy, więc cyborgi-morderców, dowodzone przez klasycznego „Złego Esesmana”, a naprzeciw nich zbieraninę najróżniejszych osobowości pod wodzą charyzmatycznego bohatera. Pewnie nastąpi w nich jakaś dramatyczna przemiana i przewartościowanie, ale w stylu znanym z „300” czy „Hellboy-a” – wśród wybuchów i efektownej rozwałki, a nie natchnionych monologów czy brudnych kanałów.

Autorzy pragnęli uniknąć dosłowności, ale nie aluzji i niedomówień. Nie chcieli, aby historycy (domorośli, czy tytułowani) wyszukiwali i wytykali im jakieś nieścisłości. Przecież film nie jest dokumentem, tylko wariacją na temat. Dlatego w zasadzie nie pojawią się tu żadne charakterystyczne postacie czy miejsca, a nawet broń będzie tylko luźno nawiązywać do tego okresu. Chodzi o stworzenie pewnej atmosfery. Dla nastolatka w sierpniu 1944, niemiecki czołg był opancerzonym, śmiertelnie niebezpiecznym, niemal niezniszczalnym potworem na gąsienicach… i to właśnie chce pokazać Bagiński. Jednocześnie musi trafić do zupełnie innego nastolatka, wychowanego na grach komputerowych i filmach akcji. Tak więc, cyber-esesmani są potężni i przerażający, broń możliwie efektowna, a przelatujących pocisków i widowiskowych wybuchów na pewno nikt nie będzie oszczędzał.

Jednocześnie widać też punkt zaczepienia dla bardzie świadomego i ambitnego widza. Zarówno dla takiego, któremu zcyborgizowany Wanger skojarzy się z Oskarem Dirlewangerem, dowódcą najbardziej bestialskiej i odrażającej bandy noszącej mundury SS, jak i tego, kto odkryje w nim podobieństwo do Karl Kroenena – mechanicznego nazisty-mordercy z filmu „Hellboy”. Podobnych smaczków będzie na pewno więcej.

DRAMATIS PERSONAE

Większość medialnych komentarzy koncentruje się na samym filmie (którego przecież jeszcze nie ma), oceniając pomysł i projekt, ale nie wspominając o twórcach. Warto naprawić ten błąd. Tak, więc, kto właściwie stoi za projektem „Hardkor 44”?
Reżysera filmu, Tomasza Bagińskiego, raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Rysownik, grafik, uznany wirtuoz animacji komputerowej i reżyser. Sławę zdobył tworząc nominowany do Oscara film animowany „Katedra”, na motywach opowiadania Jacka Dukaja. Kolejne jego produkcje, a zwłaszcza: „Sztuka spadania” i „Kinematograf”, które otrzymały kilka prestiżowych nagród, oraz animacja do gry Wiedźmin również nie przeszły bez echa. Przy takim dorobku, można się chyba spodziewać filmu na wysokim poziomie.

Równie ważną rolę w tworzeniu nowego filmu co reżyser, ma zespół scenarzystów w składzie: Tobiasz Piątkowski i Łukasz Orbitowski.

Tobiasz Piątkowski jest znany chyba każdemu polskiemu czytelnikowi komiksów. Przez wiele lat tworzył wspólnie z Robertem Adlerem najbardziej znany duet na polskim rynku. Spod jego ręki wyszły scenariusze do słynnego cyklu „48 stron” oraz utrzymanego w klimatach cyberpunk dwuksięgu „Status 7”, którego akcja ma miejsce w futurystycznej Warszawie. Ten rozdział w jego karierze został jednak definitywnie zamknięty. Z jego świeższych dokonań bardzo sobie cenię album „Pierwsza Brygada – 1. Warszawski pacjent”, w którym Piątkowski splata w zabawny sposób fikcję i historię, wysyłając na Syberię Stasia Tarkowskiego w towarzystwie nieodłącznego Kalego. Tam los złączy ich drogi ze skazanym na zesłanie polskim socjalistą, Józefem Piłsudskim. W komiksie tym zastosowano podobny do „Hardkor 44” pomysł - fantastyczne wynalazki i fikcyjne postacie, spotykają się tu z historyczną rzeczywistością. Nie jest to też pierwszy kontakt Piątkowskiego z tematyką powstania. Był on jednym z twórców zbioru „44”, poświęconego powstańczej Warszawie.

Łukasz Orbitowski również jest postacią znaną i nie pozbawioną ciekawych dokonań, choć jego domeną była dotąd literatura. Teksty tego autora nieobce są polskim wielbicielom horroru. Na niego stawiałbym w Hardkor, jeśli chodzi o atmosferę grozy i stosowną ilość mroku. Pamiętam go głównie dzięki opowiadaniu „Diabeł na Jabol Hill” – kojarzy mi się z pierwszym wydaniem miesięcznika „Science Fiction”. Od tego czasu czytywałem sporo opowiadań Orbitowskiego, choć przyznam szczerze, że nie sięgnąłem dotąd po żadną z jego książek. Może dlatego, że trudno nazwać mnie wielbicielem horroru. Mimo to, większość jego tekstów polecam z czystym sercem.

Producentem filmu jest Studio Platige Image. Firma już od lat, zajmuje się grafiką komputerową, animacją 3D, efektami specjalnymi i innymi podobnymi przedsięwzięciami. To właśnie tu powstały wspominane wcześniej animacje Tomka Bagińskiego. Platige Image ma na rynku ugruntowaną, światową markę. Jednym z jej najnowszych dzieł były komputerowe efekty specjalne do ostatniego filmu Larsa von Triera, czyli kontrowersyjnego „Antychrysta”. Kto widział film, niech pomyśli, że w to właśnie ludzie z Platigue stworzyli np. scenę ze zjadającym się lisem, czy psychodeliczną sekwencję seksu głównych bohaterów.

Koproducentem „Hardkor 44” jest Muzeum Powstania Warszawskiego, co nie powinno nikogo dziwić. Pomijając zbieżność tematyczną, jest to przecież najnowocześniejsze muzeum w kraju, które nie raz już współpracowało z artystami, chcąc dotrzeć ze swym przekazem do młodego pokolenia. Warto wspomnieć choćby album zespołu Lao Che o Powstaniu Warszawskim, czy multimedialne projekty z okazji 65 rocznicy Powstania. Co skłoniło muzeum do zaangażowania w ten projekt? Warto chyba w tej sprawie oddać głos dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, Janowi Ołdakowskiemu. - Jesteśmy przekonani, że wielkie wydarzenia historyczne, takie jak Powstanie Warszawskie, wymagają wyjątkowego ujęcia oraz dotarcia do szerokich rzesz odbiorców. Oba te warunki spełnia kultura masowa, w której najbardziej nośną platformą pozostaje kino.

I to jest chyba najlepsza pointa, odpowiadająca na pytanie. – Po co robić taki film i dla kogo?. Niestety na efekty tej współpracy przyjdzie nam jeszcze poczekać. „Hardkor 44” ma trafić na ekrany dopiero w 2012 roku… leczo moim zdaniem, warto zaczekać.


Hardkor 44 pierwsze wizualizacjeHardkor 44 pierwsze wizualizacjeHardkor 44 pierwsze wizualizacjeHardkor 44 pierwsze wizualizacjeHardkor 44 pierwsze wizualizacje
Komentarzy: 2

Nie purytsa, ale i nie olewara.
31 lipca 2009 (22:35)
Autorze! (i Redakcjo!)
Literówki NAPRAWDĘ obniżają wartość tekstu. Zwłaszcza te w nazwiskach. Jak w końcu nazywa się ten pisarz? Orbitowski czy Orbisowski? Proszę, ogarnijcie to!!

Juliusz Sabak
31 lipca 2009 (23:18)
Mea culpa
Przyznaję, że nie zauważyłem. Word był łaskaw dokonać w nazwisku autokorekty, którą przeoczyłem. Dziękuje za szybką reakcję, bo pan ORBITOWSKI nie zasłużył sobie na to, co zrobił mu Microsoft.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".