Historia relacji amerykańsko-kubańskich - Część IV
    Kuba12 · polityka zagraniczna USA47 · historie znane i nieznane28
2010-09-23
Powstanie narodowowyzwoleńcze na Kubie i geneza interwencji Stanów Zjednoczonych.

W lutym 1895 r. po aresztowaniu przez władze hiszpańskie na Kubie kilku miejscowych działaczy kontestujących porządek panujący na wyspie, wybuchło kolejne powstanie. Mając w pamięci dziesięcioletnie walki na wyspie z lat 1868-1878, rząd w Madrycie szybko przystąpił do akcji: zawiesił prawa konstytucyjne w kolonii, wprowadził cenzurę prasy i wysłał najpierw dziewięcio-, potem jeszcze siedmiotysięczne posiłki w celu zgaszenia zarzewia rewolucji. W tym samym czasie, na początku kwietnia, z uchodźstwa wróciło na Kubę kilku bohaterów poprzedniej wojny o wolność, z duchowym przywódcą Kubańczyków, José Martím na czele. Mimo jego śmierci w hiszpańskiej zasadzce już w miesiąc później, nastroje niepodległościowe na wyspie przybierały na sile z każdym dniem. Jeszcze we wrześniu tego roku powołano władze polityczne i wojskowe. Powoli stawało się jasne, iż z pozoru niewielkie wystąpienia ludności cywilnej przerodziły się w ogólnonarodową walkę wyzwoleńczą.

Kolejna wojna na tej mieszczącej się zaledwie o 150 km od południowych krańców Florydy wyspie od początku wzbudzała szerokie zainteresowanie, tak polityków w Waszyngtonie, jak i całego społeczeństwa amerykańskiego. Rozgrywała się bowiem w okresie kiedy Stany Zjednoczone miały określić swą drogę rozwoju na najbliższą przyszłość. Pytanie, na jakie musieli odpowiedzieć decydenci polityczni dotyczyło kwestii, czy Stany Zjednoczone zdecydują się na ekspansję terytorialną, polityczną i gospodarczą i, tym samym, budowę mocarstwowości państwa, czy pozostaną skoncentrowane na sprawach wewnętrznych? Obie opcje miały swych zwolenników. Przeciwnicy ekspansjonizmu wskazywali m.in. na antydemokratyczne podstawy imperializmu, sprzeczne z zasadami konstytucji amerykańskiej, co „…łączono zazwyczaj z ideologią antywojenną”. Dyskusja na ten temat zaogniła się po wybuchu powstania na Kubie.

W czerwcu 1895 r. prezydent Groover Cleveland (1885-1889 i 1893-1897), zgodnie z dotychczasową polityką izolacjonizmu ogłosił neutralność odnośnie konfliktu hiszpańsko-kubańskiego nie uznając powstańców za stronę walczącą. Zezwolono jednak na obecność, działalność i agitację propowstańczą organizacji kubańskich, w tym Delegatury Kubańskiej Partii Rewolucyjnej przy Waszyngtonie na czele najpierw z Jose Martim, później z Tomasem Estrada Palma.

Decyzja ta spotkała się z dużym niezadowoleniem zwolenników koncepcji Nowego Objawionego Przeznaczenia (New Manifest Destiny), wśród których znajdowali się m.in. Alfred Thayer Mahan czy Theodore Roosevelt. Uważali oni, że państwo, aby dobrze prosperować musi stawiać sobie coraz to nowe cele i dążyć do rozszerzenia swych wpływów politycznych i gospodarczych. Co do szczególnej roli Stanów Zjednoczonych na świecie oraz potrzeby rozwoju kraju zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami, upewniały ich namacalne fakty i dane. U progu XX wieku Stany Zjednoczone ze swoimi 70 mln mieszkańców przewyższały pod względem liczby ludności wszystkie państwa europejskie. Prześcignąwszy Niemcy i Wielką Brytanię w produkcji stali, posiadając dużą już wtedy potęgę morską oraz związany z tym prężny i silny handel, stawały się najpotężniejszą gospodarką świata. Jeśli jeszcze w 1880 r. udział Wielkiej Brytanii w światowej produkcji przemysłowej wynosił 22,9%, a USA 14,7%, to w roku 1900 proporcje te kształtowały się odpowiednio: 18,5% oraz 23,6%.

Kuba, jako Perła Antyli, największa wyspa Morza Karaibskiego leżąca u wrót kontynentu amerykańskiego stała się naturalnym celem ekspansjonistów, a wybuch powstania tylko dostarczył im okazji do urzeczywistnienia ich planów. Jak czytamy w artykule zamieszczonym w „Forum” jeszcze w marcu 1895 r., „(…) kiedy zbudowany zostanie kanał [łączący Ocean Spokojny z Atlantyckim] Kuba, ciągle słabo zaludniona, a ogromnie żyzna, stanie się dla nas niezbędna”. W tym duchu, a wbrew przekonaniom prezydenta, „w kwietniu 1896 r. obie izby Kongresu uchwaliły wspólną rezolucję uznającą powstańców za stronę walczącą i wzywającą rząd hiszpański do przyznania Kubie niepodległości” .

Nastroje interwencjonistyczne w Stanach Zjednoczonych podsycała goniąca za sensacją tzw. „żółta prasa” (czyli po prostu brukowce, prasa przekazująca sensacyjne doniesienia i skandaliczne informacje; jej rozwój wiąże się z reportażami z wojny na Kubie (1895-1898), a pierwszy raz określenia tego użyto w 1896 r.), która od samego początku konfliktu popierała dążenia Kubańczyków.

Rywalizacja o czytelnika czasopism „Journal” Williama Randolpha Hearst’a i „World” Joseph’a Pulitzera doprowadzała do częstego „mijania się z prawdą”, a wręcz wymyślania wyimaginowanych zdarzeń. W korespondencji z lutego 1897 r., Frederick Remington, rysownik pracujący dla Hearst’a, a przebywający na Kubie telegrafował: „Wszędzie cicho…Nie ma żadnej wojny. Chciałbym wrócić.” Hearst odpisał: „Zostań proszę. Ty dostarcz szkice, a ja dostarczę wojnę“. Wpływu prasy na podejście społeczeństwa amerykańskiego do sprawy kubańskiej nie sposób przecenić. Opisując wydarzenia rozgrywające się na Kubie daleka była od obiektywizmu i uwypuklała wszystkie hiszpańskie potknięcia. Opisywano Hiszpanów jako brutalnych najeźdźców ciemiężących wolny naród. Pomogła w tym „polityka relokacji” głównodowodzącego wojsk Korony, generał Valeriano Wylera, czyli przymusowe gromadzenie ludności cywilnej w strzeżonych obozach, gdzie warunki życia były bardzo surowe. Zbulwersowany naród amerykański zaczął domagać się położenia kresu brutalności na Kubie.

W 1898 r. miały miejsce dwa epizody, które zmieniły bieg wydarzeń. Pierwszym z nich było przedostanie się do prasy w styczniu 1898 r. listu ambasadora Hiszpanii w Waszyngtonie Dupuy de Lome’a, w którym ostro krytykował on prezydenta McKinleya. Drugim - sprawa krążownika „Maine”. Pod koniec stycznia 1898 r. wypłynął on do Hawany, oficjalnie tylko jako znak amerykańsko-hiszpańskiej przyjaźni. I tak też został przyjęty przez władze hiszpańskie. Stosunki na linii Waszyngton-Madryt uległy jednak gwałtownemu pogorszeniu, kiedy 15 lutego 1898 r. stacjonujący na hawańskiej redzie „Maine” wyleciał w powietrze, grzebiąc razem ze sobą dwóch oficerów i 258 amerykańskich marynarzy.

Śledztwo amerykańskie wykazało, iż przyczyną wybuchu była podstawiona przez zamachowców mina podwodna, a hiszpańskie, że wybuch był spowodowany od wewnątrz statku. Żadne nie wykazało, kto stał za zamachem. Wśród licznych teorii za zamachowców uznawano kubańskich aneksjonistów, amerykańskich ekspansjonistów, czy Hearsta. Choć nie można wykluczyć sabotażu amerykańskiego zorganizowanego przez koła interwencjonistyczne (który miał ostatecznie przesądzić o zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w konflikt - co się zresztą faktycznie stało), najbardziej prawdopodobną przyczyną wybuchu był jednak samozapłon nowego rodzaju prochu przechowywanego w nieodpowiednich warunkach na statku.

Mimo że władze hiszpańskie udzieliły znaczącej pomocy przy ratowaniu rozbitków „(…) eksplozja na Maine dała Hearst’owi okazję do rozciągnięcia jego wojennej wyobraźni poza dotychczasowe limity: 17 lutego „Journal” zamieścił nagłówek: «Statek wojenny Maine został rozbity w pół przez sekretną, piekielną maszynę wroga»”. Przy czym artykuł jasno wskazywał, iż chodziło o Hiszpanię. Tego typu zakłamania sprawiły, że wzburzenie amerykańskiej opinii publicznej sięgnęło niespotykanego do tej pory poziomu i większa jej część uwierzyła w winę Hiszpanii, co z kolei, było mocnym argumentem dla frakcji interwencjonistycznej w Kongresie.

Prezydent McKinley podjął jeszcze ostatni wysiłek pokojowego rozwiązania problemu i wysłał do Hiszpanii ofertę odkupienia wyspy za 300 milionów USD. Projekt ten odrzuciły jednak Kortezy. Później miały jeszcze miejsce mediacje amerykańskiego ambasadora w Madrycie i udało mu się uzyskać niemal wszystko czego żądał prezydent (zaprzestanie polityki relokacji, rozejm, Stany Zjednoczone jako ewentualny arbiter). Mimo to, McKinley w końcu ustąpił presji opinii publicznej domagającej się interwencji zbrojnej i dnia 17 kwietnia w odezwie do Kongresu pozostawił decyzję o wypowiedzeniu wojny w rękach jego członków.

Trzy dni później Kongres przyjął czteropunktową rezolucję, będącą ultimatum wojennym, nakazującą natychmiastowe zrzeczenie się przez Hiszpanię praw do Kuby i wycofanie jej wojsk z wyspy oraz zawierającą upoważnienie prezydenta do podjęcia niezbędnych kroków w celu wcielenia tych postanowień w życie. Czwarty, ostatni punkt zaś mówił, że „Stany Zjednoczone zaprzeczają jakimkolwiek intencjom rozciągania zwierzchności, jurysdykcji czy kontroli nad wspomnianą wyspą [Kubą], poza zaprowadzeniem tam pokoju, i zapewniają o swej determinacji, kiedy już to uczynią, do pozostawienia rządu i kontroli nad wyspą jej narodowi”. Przyszłość miała pokazać zupełnie coś innego.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".