Iamamiwhoami – Kin
    recenzja muzyczna114 · muzyka elektroniczna107 · muzyka folkowa10
2012-07-17
Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki wizualnej i muzycznej podejrzewano, że za wszystkim stać może Björk lub The Knife.

Wśród najbardziej wybujałych spekulacji wymieniano też Trenta Reznora, a nawet odmienioną Christinę Aguilerę.

Zagadka rozwiązała się w czerwcu kiedy to na wspomnianym kanale youtube umieszczono teledyski do wszystkich kawałków z płyty pt. „Kin”. Tym sposobem cały album został udostępniony za darmo w Internecie, a jego twórczynią okazała się Szwedka Jonna Lee. Z powodu umiejętnie przeprowadzonej, intrygującej kampanii reklamowej płyta do dziś cieszy się sporym zainteresowaniem, jednak tym co najbardziej przyczyniło się do pozyskania fanów jest fakt, iż album po prostu okazał się naprawdę dobry.

Projekt iamamiwhoami na swym debiutanckim albumie co prawda nie zaskakuje niczym nowym; nie usłyszymy tu nic czego nie znalibyśmy już z projektów Karin Dreijer, Björk czy całej masy mniej lub bardziej popularnych trip-hopowych projektów z kobiecym wokalem na pierwszym planie. Przyznać jednak trzeba, że mimo tej dość oklepanej już dziś stylistyki piosenki z „Kin” są na wysokim poziomie, który w dodatku jest tak równy, iż nie potrafię wymienić tu słabszych kawałków. Już pierwszy utwór o nazwie Sever zapowiada, że nie może tu być mowy o wtórności. Oniryczny klimat elektroniki, jednostajny bit i spokojny wokal sprawiają, iż ciężko nie wkręcić się w ten nastrojowy album. Bity potrafią przyspieszać nie zaburzając stylistyki tak jak można to usłyszeć w kolejnym kawałku Drops, który łudząco przypomina najlepsze dokonania Röyksopp.

Nie zmieniając szybszego tempa w następnym utworze pt. Good Worker wciąż wyłapać można nowe elementy, jakimi w tym przypadku są bardzo udane eksperymenty z new wave. Chwilę później przy kawałku Play na myśl przychodzi mi z kolei chillwave, jednak najbardziej urzekająca jest tu po prostu naprawdę ładna melodyjność kompozycji. Po tych słodkich dźwiękach niezbyt brutalnie, jednak pozytywnie zaskakująco sprowadza na ziemię utwór In Due Order. Intensywny, rytmiczny bas sprawia, iż jest to chyba najbardziej drapieżny moment płyty. Od tej pory wszystko zaczyna się stopniowo uspokajać, ponieważ nie tracąc rytmicznego bitu w następnym kawałku pt. Idle Talk usłyszeć można piękne, leniwe dźwięki syntezatorów. Jeszcze bardziej spokojny okazuje się być kawałek Rascal, którego powolne, lecz wciąż nie tracące rytmu, tempo urzeka głównie swoją pomysłową melodią, co zauważyć można zwłaszcza w refrenie.

Następny utwór Kill natychmiast przywiódł mi na myśl kawałek Heartbeats duetu The Knife, jednak łatwo rozpoznać tu indywidualny styl Jonny Lee, gdy przychodzi czas na refren w znanej już z poprzednich numerów, narastającej konstrukcji. Zakończenie płyty zaskakuje kawałkiem Goods, który jest klimatyczną wariacją na temat elektronicznego disco. Oryginalny wokal Jonny Lee sprawia, iż każdy utwór z „Kin” przepełniony jest szczerymi emocjami. Mimo, iż muzyka iamamiwhoami przez cały album krąży wśród znajomo brzmiących klimatów skandynawskiej elektroniki to jednak nie można odmówić jej oryginalności. Każdy kawałek pozostaje tu charakterystyczny i każdy można polubić za co innego. Wszystko to sprawia, iż płyta „Kin” jest dla iamamiwhoami początkiem bardzo obiecującej kariery.




Komentarzy: 2

iambounty
21 lipca 2012 (23:02)
zagadka iamamiwhoami
hm... zagadka faktycznie rozwiązała się w czerwcu, ale to było 2 lata temu, gdy na kanale pojawił się klip do utworu "t" z cyklu BOUNTY.

Łukasz P.
22 lipca 2012 (02:15)
odp. zagadka iamamiwhoami
W sumie w tekście nie ma błędu, ale fakt faktem mogłem w tym zdaniu dorzucić informację na temat roku ;) Tak czy siak płyta \"Kin\" wyszła w zeszłym miesiącu, gdyby ktoś był zainteresowany - iamamiwhoami wystąpi na Free Form Festival w Warszawie w dniach 12-13 października na pewno tego roku ;)
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Florence and the Machine – Ceremonials

Po sukcesie debiutanckiej płyty „Lungs” na współpracę z Florence Welch czekali najlepsi amerykańscy kompozytorzy i producenci, w celu nagrania drugiej płyty ponoć było już nawet...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".