Impuls dla europejskiego rozsądku?
    Unia Europejska276 · współpraca gospodarcza19 · USA213 · polityka rolna2
2013-02-14
W polskich mediach rozbrzmiała wczoraj niezwykle istotna wiadomość – oto zarówno UE, jak i USA skłonne są do utworzenia wspólnej strefy wolnego handlu.

Ta deklaracja woli zacieśnienia więzów gospodarczych to jedna z najbardziej optymistycznych informacji w pochłoniętym od kilku lat kryzysem świecie. Jest to bowiem ważny sygnał sugerujący, że Zachód nie zamierza oddawać palmy pierwszeństwa wzrastającym gigantom – co było zachodnim przywódcom niejednokrotnie wytykane. Z kolei w warstwie praktycznej mamy do czynienia z potencjalnie świetną informacją tak dla producentów, jak i konsumentów po obu stronach Atlantyku – znoszenie kolejnych barier oraz ujednolicanie standardów pozwoli tym pierwszym łatwiej wchodzić na rynki partnerów, zaś dla tych drugich powinno poskutkować niższymi cenami dóbr i usług ze względu na wzrost podaży i konkurencji.

Jest jednak pewne „ale”, które wynika z potężnego problemu, który sama UE generuje i ani myśli przestać go utrzymywać – mowa o polityce względem produkcji rolnej. Nietrudno wyobrazić sobie, że w trosce o elektorat wiejski strona europejska nie będzie chętna, by rozebrać swój radosny skansen centralnego planowania, jakim są limity produkcji produktów rolnych, czy też wprowadzanie standardów odgradzających rynek Starego Kontynentu od importu z zewnątrz (słynna krzywizna banana). Gdyby się na taką rozbiórkę zdecydowano, to prawdopodobnie odnotowalibyśmy korzystny dla konsumentów spadek cen, który w ostatecznym rozrachunku uderzyłby w zasadzie jedynie w drobnych producentów – czyli tych, których działalność utrzymuje już niemal wyłącznie kroplówka dopłat bezpośrednich. Ale dla niektórych to ważny elektorat.

Problem obrotu produktami rolnymi podnoszą już zresztą politycy amerykańscy, o czym możemy przeczytać w artykule na serwisie Forsal.pl: W liście skierowanym do Kirka [Ron Kirk, przedstawiciel handlowy USA – przyp.] członkowie senackiej komisji finansów podkreślili, że poparcie Kongresu dla układu z Unią zależy od rozstrzygnięcia szeregu kwestii, w tym lepszego dostępu amerykańskich produktów rolnych na unijne rynki. Problem ten był też zresztą jedną z poważniejszych przeszkód przy negocjowaniu umowy z Ukrainą, wciąż jeszcze przecież niewprowadzonej w życie. Jest jednak spora różnica między tymi partnerami – Ukraina, jakkolwiek jest to rynek duży i wciąż nienasycony, ma także dodatkową, mniej pozytywną cechę. To duży współczynnik niepewności. Ten czynnik upada w przypadku globalnego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone. Nawet wówczas, gdy jest ono wciąż targane kryzysem.

I tutaj chyba należy szukać powodów do optymizmu – być może potrzebujemy silnego bodźca z zewnątrz, od kraju jednocześnie potężnego, ale i przychylnego Europie, aby wreszcie w obszar unijnego rolnictwa tchnąć odrobinę zwykłego rozsądku.



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Abekonomia przynosi efekty

Japończycy i gospodarka kraju Kwitnącej Wiśni ponownie wraca na tory wzrostu gospodarczego, co można zaobserwować od początku roku po odczytach danych dotyczących m.in. produktu krajowego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".