INDECT, SOPA, ACTA... Czy internauci staną się łowną zwierzyną? – część druga
    ACTA9 · cenzura19
2012-02-29
Chcąc właściwie ocenić obecne zamieszanie wokół internetu i tego, co powszechnie postrzega się jako próby jego ocenzurowania, a nawet likwidacji, a także spróbować przewidzieć dalszy bieg wydarzeń, trzeba odnieść się do zagadnień cywilizacji i systemu wartości oraz do ruchów społeczno-politycznych oraz wielkiej polityki międzynarodowej.

„Nie ma większej miłości niż miłość ojczyzny ani większej rozkoszy niż rozkosz wolności.” – powiada generał von Gneisenau na najsławniejszym filmie Trzeciej Rzeszy Kolberg. Jest to zarazem jeden z „filmów zastrzeżonych”, które zgodnie z prawem Republiki Federalnej Niemiec wolno rozpowszechniać tylko w ograniczonym kręgu publiczności oraz opatrując je komentarzem na temat stojącej za nimi błędnej i zbrodniczej ideologii niemieckiego faszyzmu. Internet podważył te ustalenia i ten film, podobnie jak inne dzieła ulubionego reżysera Goebbelsa – Veita Harlana (czyt.: fajta harlana) niemal zupełnie wymknął się spod kontroli Fundacji imienia Fryderyka Wilhelma Murnaua, której przyznano prawa autorskie do wszystkich filmów fabularnych nakręconych w państwie Adolfa Hitlera oraz w Republice Weimarskiej. Niedawno wykasowano je z zachodnich kont znanego z pewnością wszystkim czytającym te słowa serwisu youtube i... Ten sam film można oglądać w dobrej jakości dzięki jednemu z kont rosyjskich, przy tym (aby było jeszcze ciekawiej) z napisami w języku angielskim.

Czy to jest „wina” czy „zasługa” internetu? Ze względu na zainteresowanie językiem niemieckim, zwłaszcza tym pozbawionym anglicyzmów w rodzaju: Jet, rapid, mein Baby, obejrzałem go dokładnie i przekonałem się, że zarzut „wysławiania wojny” jest trafny... Podobnie jak w odniesieniu do dobrej setki starych filmów kolorowych o wojnach napoleońskich (bo tego właśnie dotyczy jego treść). Cała różnica polega na tym, że zamiast Gneisenaua ubóstwia się w nich np. Wellingtona, no a poza tym nie trafiły na w. w. listę. W sumie mamy najwyraźniej do czynienia z „przegięciem pały” przez biurokratów, którą to pałę nieocenzurowany internet złamał, wywołując wściekłość jej właścicieli.

Wolność i swawola w internecie

Rzecz jasna w światowej sieci komputerowej zdarzają się o wiele gorsze rzeczy niż wątpliwe z punktu widzenia obowiązującego prawa pisanego, a jeszcze bardziej obowiązującej ideologii rozpowszechnianie starych filmów. Spotkamy się tam z rozmaitymi formami pokazywania drastycznych zachowań seksualnych, nawoływaniem do nienawiści na tle różnic rasowych, narodowościowych czy wyznaniowych, a także np. z filmami ukazującymi ścięcie głowy zakładnikowi przez terrorystów. Długo można by tak wyliczać. W nieocenzurowanym internecie znajdują wolną trybunę tak uciskani przez władze swojego kraju obrońcy słusznych praw i swobód, jak też wyznawcy wszelkiego rodzaju skrajnych i złowrogich poglądów, osób podających się z dumą za wiernych i posłusznych uczniów samego diabła nie wyłączając. Jednym słowem osobnicy zdecydowani korzystać raczej ze swawoli niż wolności.

Pierwsza część o INDECT, SOPA, ACTA

Wolność w jej właściwym znaczeniu kończy się bowiem tam, gdzie zaczyna się wolność, godność i bezpieczeństwo innych ludzi. Tej granicy nałogowo wprost nie przestrzegają przestępcy wszelkiego rodzaju, dla których ani czysto świeckie sumienie (nie czyń nikomu tego, co tobie niemiłe) ani obawa gniewu ze strony Boga czy też bogów nic nie znaczą. Nawet groźba kary ze strony państwa tylko ich podnieca i powiększa przyjemność czerpaną z dokonywania czynów zabronionych. Powstaje jednak pytanie: czy tacy ludzie nie istnieli na świecie przed pojawieniem się internetu i czy zniknęliby wraz z jego zniknięciem? Odpowiedź jest przecież oczywista! Inne zasadnicze pytanie: czy w związku z tym nieskrępowany internet jest zły i grzeszny i zasługuje na potępienie? A czy wolna wola człowieka, wskutek której istoty ludzkie tak często wybierają zejście na złą drogę aż do unicestwienia siebie samego włącznie, zasługuje na potępienie? Nie próbujmy jednak szukać po omacku odpowiedzi na pytania, których udzieliła już dawno temu Biblia i najwięksi filozofowie pogańscy, a nawet niewierzący. Tak, wolna wola, możliwość wyboru zła albo dobra jest ciężarem i straszliwym wyzwaniem, ale bez niej człowiek nie byłby istotą myślącą, samodzielną i odpowiedzialną. Bez wolności byłby tylko najwyżej rozwiniętym umysłowo zwierzęciem. Rzecz jasna, wracając do rzeczy, zachowania zagrażające innym ludziom należy zwalczać, tak w rzeczywistości jak w tzw. przestrzeni wirtualnej, ale nie za cenę zniweczenia wolności.

Czy internet jest nowym Oświeceniem?

Jest taka dziedzina działalności ludzkiej, w której wolny internet codziennie wykazuje swoją ogromną, bezcenną wprost wartość. „Osiemnastowieczna republika uczonych, która zamieniła się później w republikę nauki akademickiej, otwiera się dziś szeroko na przyjęcie rzesz złaknionych wiedzy amatorów z całego świata. To otwarcie jest możliwe dzięki bezpłatnym platformom wymiany informacji, forom dyskusyjnym, [...] a nade wszystko dzięki Wikipedii. To dzięki Wikipedii nieprzeliczone rzesze miłośników danej dziedziny mogą dzielić się z innymi posiadaną wiedzą oraz zdobywać wiedzę, której łakną. Runęły skamieniałe mury świata nauki. Demokratyzacja wiedzy jest w zasięgu ręki. Ideał, o którym marzyli ludzie Oświecenia być może już wkrótce stanie się rzeczywistością.” – napisał kilka lat temu Robert Darnton – historyk kultury i dyrektor głównej biblioteki na uniwersytecie im. Harvarda. [1]

Nie sposób zaprzeczyć, że rzeczywista demokratyzacja wiedzy zrobiłaby bardzo dobrze obecnemu stuleciu. Miniony nie tak dawno temu wiek XX można bowiem nazwać jak się chce, byle nie stuleciem rozumu. Od roku 1905 aż do 2000 wielkim, wywołującym zawrót głowy osiągnięciom nauki i techniki towarzyszyły bezrozumne posunięcia polityczne i doktrynerskie doświadczenia społeczne na zdumiewającą i przerażającą skalę. Rozpatrując ogrom zniszczeń i ludzkich tragedii spowodowanych przez totalitarne ideologie i inne ideologie zamknięte warto pamiętać o roli, jaką odegrali w tym kapłani nauki akademickiej. Otóż niestety szlachetne jednostki walczące ze zbrodniczymi reżimami i obnażające ich obłąkanie można było w tym środowisku policzyć na palcach. Ogromna większość zaprzedała się szaleństwu ideologicznemu w zamian za korzyści, przywileje i przysłowiowy święty spokój. Taka jest smutna prawda. Czy biorąc pod uwagę podobne doświadczenia do tych ludzi można mieć nadal pełne zaufanie? Odpowiedź jest chyba oczywista.

Z drugiej strony należy uwzględnić również to, co Fryderyk von Hayeck określił jako „zgubną pychę rozumu” (ślepą wiarę, że nauka rozwiąże wszystkie problemy itp.), a także powszechne lenistwo umysłowe i brak zdrowych ambicji wśród internautów. Niestety znacznie więcej niż poszukiwaczy nieprzekupnej wiedzy jest wśród nas amatorów gołych panienek itp. obrazków i filmów oraz zapominających o całym świecie (ang.: freaks) miłośników gier komputerowych. Wiara w lud już nieraz rozczarowała jej wyznawców, a Oświecenie XVIII wieku mimo wielu ogromnych osiągnięć dopuściło się bałwochwalstwa ograniczonego rozumu ludzkiego, odrzucając jednocześnie sprawdzone dodatnio przez wiele wieków tradycyjne nakazy moralne. W ten sposób w ostatecznym rachunku utorowało drogę dla niezwykle naukowych w swoim mniemaniu totalitaryzmów („naukowy socjalizm”, „teoria rasowa”). Mimo to niezależne od wielkich pieniędzy i wysokich progów dążenie do poznania faktów nie przestaje być wielką wartością.

Czy wolność i oświecenie są zagrożone przez ciemne siły?

W dziejach rodzaju ludzkiego wolność była stale postrzegana jako zagrożenie nie tylko przez rozmaitych tyranów w znaczeniu okrutnych i niesprawiedliwych władców, ale również wielkich złodziei i wyzyskiwaczy. Wolność oznacza bowiem również wolność poszukiwania prawdy, a to z kolei prowadzi do zdemaskowania praktyk wyżej wymienionych kategorii łotrów. Prawdziwa arystokracja, której przedstawiciele korzystają z większych niż przeciętni ludzie dóbr materialnych i większego wpływu na władzę w zamian za oczywiste zasługi oraz podejmowanie nieprzeciętnego ryzyka i poświęceń dla dobra ogółu, nie boi się wolności. Wolność dociekania prawdy stanowi jednak śmiertelne niebezpieczeństwo dla każdego porządku opartego na kłamstwie i nadużyciach, nawet jeżeli rządząca oligarchia (władza nielicznych) czy plutokracja (władza bogaczy) okłamuje również samą siebie.

Od kilku lat podejmuje się wysiłki, aby podminować, ograniczyć i stopniowo zlikwidować ową demokratyzację wiedzy przez internet. Rozdmuchuje się przypadki nierzetelnych wikipedystów. Przypadki zapewne prawdziwe, ponieważ jak w każdej instytucji zdarzają się również i tam tacy, co nie odróżniają wolności od swawoli, a zdrowej ambicji od kłamliwej bufonady. Nie ma też dzieł doskonałych, bez jakichkolwiek błędów, jest więc stale i wszędzie co krytykować. Nie była to jednak w tym przypadku uczciwa krytyka, zmierzająca do wytknięcia zdarzających się błędów w celu nakłonienia osób kompetentnych i odpowiedzialnych do ich naprawy, ale próba ośmieszenia i kompromitacji Wikipedii jako takiej. Sposób jej prowadzenia (m. in. wytykanie wikipedystom braku tytułów naukowych) nasuwał przypuszczenie o owych fałszywych kapłanach wiedzy akademickiej, na których wyżej wskazałem, jako jej autorach.

Innym posunięciem w imię ochrony jakiegoś monopolu było zapewne nagłe i tajemnicze zniknięcie w sierpniu ubiegłego roku niezwykle użytecznego portalu Google News Archive, który miałem kiedyś przyjemność opisać na tych łamach. Jak stwierdziłem, prawie każde zagadnienie dotyczące wydarzeń XX wieku i ich postrzegania w Stanach Zjednoczonych oraz niektórych innych krajach anglojęzycznych można było dzięki temu portalowi przestudiować nie korzystając z płatnych archiwów „New York Timesa”, „Los Angeles Timesa” oraz „Chicago Tribune”. Wydaje się, że właśnie to było przyczyną zniknięcia z sieci tej cennej inicjatywy Page’a i Brina. Jeśli bowiem chodzi o zagadnienie praw autorskich, to Google News Archive przedstawiał zbiory wyłącznie w taki sposób, w jaki udostępniali je ich właściciele, w tym rodzina Sulzbergerów („New York Times”).

Właściciele „New York Timesa” i innych wielkich gazet amerykańskich mają pełne prawo, aby decydować, w jakiej mierze i na jakich zasadach udostępniać archiwalne egzemplarze ich wydawnictw, utrwalone w postaci cyfrowej na ich własny koszt oraz wedle własnego pomysłu. Jednak działania, których oczywistym celem jest zmuszenie posiadaczy innych podobnych archiwów, aby nie udostępniali ich w sposób niewygodny dla tych paru wielkich graczy, jest zwyczajnym nadużyciem i próbą narzucenia wyzysku. Próbą skazaną z góry na niepowodzenie, ponieważ istnieje wiele sposobów, aby ominąć skutki usunięcia z sieci bezpłatnego archiwum Google News Archive i innych podobnych projektów. Każdy, kto wie, czym jest nauka pomocnicza historii zwana źródłoznawstwem może bez trudu podać co najmniej dziesięć takich sposobów. Takie stosunkowo proste rozumowanie nie przemawia jednak do przedstawicieli świata wielkich interesów kraju głoszącego, jakoby był jednym z najbardziej wolnych i demokratycznych na świecie. Zamiast się zastanowić brną coraz dalej w ślepą uliczkę daremnych zakazów oraz okłamywania siebie i innych.

SOPA – w czyim interesie?

„Ustawa powstrzymująca piractwo w internecie (Stop Online Piracy Act), aby szerzyć dobrobyt, twórczość i przedsiębiorczość dzięki zwalczaniu kradzieży własności Stanów Zjedn. oraz w jeszcze innych celach.” Tak brzmi pełna i dokładnie przełożona na nasz język nazwa projektu ustawy, który od wielu tygodni spędza sen z powiek internautom na całym świecie i który spowodował m. in. 24-godzinny strajk ostrzegawczy anglojęzycznej Wikipedii. Już sam tytuł brzmi niczym kiepski dowcip, a proponowane w tym projekcie rozwiązania wywołują gęsią skórkę. Prawo, które żąda od serwisów społecznościowych, aby same sprawdzały, czy ich użytkownicy nie załadowali do nich treści naruszających prawa autorskie, a w wypadku stwierdzenia takowych pozwala je zamknąć, otwiera pole dla najnędzniejszych donosów i prowokacji. Można sobie również bez trudu wyobrazić takie działania uzasadnione politycznie, mające na celu odebranie ludziom uznanym za wrogów panującego porządku możliwości taniego i dowolnie szerokiego rozpowszechniania swoich poglądów. Projekt ustawy umożliwiającej zamknięcie nastolatki na parę lat w więzieniu za zamieszczenie na blogu zdjęcia ulubionego piosenkarza, do którego nie ma ona praw autorskich, nie wytrzymuje krytyki zwykłej ludzkiej przyzwoitości oraz zdrowego rozsądku. [2]

Krytycy SOPA nie zostawili suchej nitki tak na samym tym projekcie jak na sposobie, w jaki został przygotowany. Dodatkowo rozdrażnia ich polityczna głuchota kongresmenów i senatorów na sprzeciw, który wyrażają już miliony. „Prawodawstwo pozwalające na zamykanie ludzi za takie rzeczy w więzieniu zostało ustalone pod stołem między wielkimi koncernami a ustawodawcami.” – powiedział w wywiadzie dla telewizji Russia Today założyciel Szwedzkiej Partii Piratów ¬Rick Falkvinge. „Bez względu na to, co głosi ta ustawa, nie tak powinno wyglądać społeczeństwo demokratyczne. [...] Miliony ludzi, dosłownie miliony wysłały wiadomość do Kongresu, zawierającą wyraźne przesłanie: nie chcemy tego, nie popieramy tego. Kongresmeni usłyszeli to przesłanie, ale zdali sobie sprawę z tego, że jeśli nie będą wykonywać poleceń wielkich koncernów zamiast słuchać wyborców, to stracą swoje stanowiska. No i koniec końców tylko to dla nich się liczy.” [3]


Komentarzy: 3

od autora
29 luty 2012 (23:06)
Jeszcze jeden pomysł z Rosji
Z nagranej przeze mnie audycji ogólnoinformacyjnej sekcji rosyjskiej Głosu Rosji z 20 lutego (7.56 naszego czasu) dowiedziałem się o kolejnej inicjatywie. Liga Bezpiecznego Internetu (organizacja społeczna) zaproponowała ministrowi Szczoguliewowi następujące rozwiązanie. Niech jego ministerstwo zakupi generalną licencję na kilka programów blokujących niektóre strony, a dostawcy usług internetowych w FR będą je udostępniać również bezpłatnie swoim klientom. Taki program umożliwi samodzielne blokowanie na domowych czy też przenośnych, zakupionym dla osób nieletnich komputerów wybranych kategorii stron przez rodziców i opiekunów. Wybrany przez nich filtr, automatycznie blokujący strony zawierające pornografię dziecięcą oraz strony stręczące nieletnich do prostytucji będzie można uzupełnić o wybrane rozszerzenia (np. strony zawierające polemiki polityczne na poziomie nie do przyjęcia między ludźmi kulturalnymi) i zabezpieczyć hasłem przed dokonywaniem w nim zmian

kuzyn_maupy
1 marca 2012 (10:04)
już od kilkunastu lat jesteśmy łączną zwierzyną...
nie można być złodziejem czegoś, co jest wszechobecne i należy do wszystkich - myśli nie da się ukraść, bo istnieje we wszechświecie niezależnie od każdego z nas, można ją co najwyżej odkryć, co też wielu z nas czyni niezależnie od siebie w wielu miejscach na świecie, ale oczywiście w trybie spec-prawa można myśl zawłaszczyć ustawowo, by nas wszystkich okradać na potęgę z własności materialnej na skalę masową - już od kilkunastu lat wszyscy jesteśmy łowną zwierzyną i dajemy się okradać na każdym kroku..., a ACTA wraz z IP to oczywisty zamach na wolność i gospodarkę, bo podważają własność materialną i jak każdy monopol wykluczają wolność, równość prawa, uczciwość, etykę, konkurencję, demokrację i wszelkie swobody obywatelskie..., to zamach na całą Europę w tym przypadku..., a ściślej, na kasę całej Europy..., lecz politycy i prawnicy przecież zawsze się wyżywią naszym kosztem, więc mają to głęboko w doopie... i w Warszawie, i w Brukseli..., więc czeka nas coraz więcej represji i niechybnie anarchia, czyli państwo bez władzy, co nie oznacza, że bez porządku, przeciwnie może właśnie nastąpi era porządku...

od autora
1 marca 2012 (16:22)
Kolejny głos na ten temat
http://technologie.gazeta.pl/internet/1,104665,11263517,Google_zmienia_polityke_prywatnosci__Wszystko__co.html
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".