Jak bardzo potrzebują nas Amerykanie
    USA213 · polska polityka zagraniczna163 · Sikorski Radek47 · tarcza antyrakietowa65
2013-11-13
Autor: Edgar Czop
Jednodniowa wizyta Johna Kerry'ego w Polsce dotyczyła wielu wątków. Stany Zjednoczone muszą mierzyć się z międzynarodową krytyką swoich działań „nasłuchowych” i zmagać się z przeciekami wrażliwych informacji (Snowden, Assange i Manning). W tej pajęczynie działań znalazła się Polska – państwo, które nie obraziło się za podsłuchiwanie.

John Kerry w Polsce, fot. MSZ / J. Cieślikowska

Na samym początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego po tak długim czasie braku zainteresowania Stanów Zjednoczonych całą Europą sekretarz stanu USA zawitał na jeden dzień do Polski. Media podawały wiele powodów, z których do najważniejszych zaliczyć można było projekt tarczy antyrakietowej, gaz pozyskiwany z łupków oraz zainteresowanie Amerykanów zwiększeniem nakładów Polski na zbrojenie. Klamrą spinającą całość wizyty ze strony polskiej jest bezsprzecznie kwestia podsłuchów – tych samych, które wywołały lawinę komentarzy i niepokojów w sąsiednich Niemczech i innych państwach Europy. U nas podsłuchiwanie polityków wywołało zdziwienie, choć zdawać by się mogło, że niektórzy wzięli sprawę za dobrą monetę – w końcu Amerykanie się nami interesują.

Spadek zainteresowania Europą

Nie trzeba być analitykiem stosunków transatlantyckich, żeby zauważyć spadek zainteresowania Stanów Zjednoczonymi kwestiami europejskimi. Uwaga tego uniwersalnego mocarstwa, które jest w stanie działać o każdej porze, w każdym miejscu na świecie, warunkowana jest zmianą w układzie sił na globie. Kiedy zażegnane zostały problemy związane z zakończeniem drugiej wojny światowej (m.in. poprzez pomoc w ramach Planu Marshalla czy stworzenie NATO), a napięcie zimnowojenne bezpowrotnie przeminęło, administracja Stanów Zjednoczonych w naturalny sposób skierowała swoją uwagę w miejsca, gdzie trzeba czegoś bronić (wartości materialne i niematerialne) albo działać ku realizacji własnych interesów, czytaj – prowadzić wyścig gospodarczy ze wschodzącymi potęgami takimi, jak Chiny czy Indie.

Losy tarczy antyrakietowej w Polsce

Polska jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych na wielu płaszczyznach, choć tą, która była i jest najbardziej eksponowana jest obronność i współpraca militarna. Niestety nasze państwo jest dostrzegane przez Stany Zjednoczone tylko w przypadku, gdy to Amerykanie widzą w Europie swoje interesy. Papierkiem lakmusowym zmian percepcji administracji USA była kwestia tarczy antyrakietowej (a precyzyjniej – rozmieszczenia jej elementów na terytorium Polski). Perypetie dotyczące systemu antyrakietowego rozpoczęły się w Polsce w maju 2007 roku od negocjacji z administracją Georga W. Busha. Niestety, dla Polski plany o silnej współpracy z Amerykanami zostały rozwiane 17 września 2009 roku – wtedy administracja nowego prezydenta zrezygnowała z bushowskiej koncepcji dotyczącej rozmieszczenia elementów obrony przeciwrakietowej.

John Kerry podczas swojej wizyty w Warszawie ogłosił, że elementy tarczy antyrakietowej będą zlokalizowane w Polsce do 2018 roku. O tym, że owe instalacje powstaną w tym właśnie terminie, wiadomo było wiadomo już wcześniej i warto dodać, że jest to koncepcja nowej administracji USA, a nie kontynuacja pomysłu prezydenta Busha. Dzień przed wizytą Kerry’ego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zauważył, że budowa komponentów tarczy w Rumunii już ruszyła. Ministrowi chodziło o rozpoczęcie instalowania elementów systemu obrony przeciwrakietowej Aegis z rakietami SM-3 w bazie zlokalizowanej na południu Rumunii. Czemu więc Polska nie miałaby być następna? Intencje Stanów Zjednoczonych w tej kwestii mogą być ciężkie do przewidzenia, jednak stwierdzenie, że Stany Zjednoczone są jak nosorożec, który kładzie się tam gdzie mu wygodnie (czytaj: działa nie bacząc na innych), od wielu lat jest adekwatne do działań tego mocarstwa. Trzeba więc poczekać do 2018 roku i zobaczyć czy nowy prezydent USA dotrzyma obietnicy.

Bandwagoning ze Stanami Zjednoczonymi Myślę, że rację należy przyznać znamienitemu polskiemu publicyście Jerzemu Giedroyciowi, który w ostatnim z przeprowadzonych z nim wywiadów stwierdził, że Polska nie może sobie jeszcze pozwolić na samodzielną politykę zagraniczną. Na pełną swobodę w kwestii działań międzynarodowych w optyce Giedroycia nie mogą liczyć zresztą także Niemcy oraz Brytyjczycy. Jedyne państwo, które jest samodzielne w swoich działaniach zagranicznych to właśnie Stany Zjednoczone, będące mocarstwem uniwersalnym. Dlatego, w perspektywie obecnych kroków dyplomacji prezydenta Obamy i współpracy polsko-amerykańskiej, polscy decydenci powinni pamiętać, że w bilateralnej współpracy pożądany jest bandwagoning („podłączanie” się do silniejszego państwa), a nie klientelizm.

Rozmowa kontrolowana

Przez trzy postaci, które zostały wymienione na samym początku artykułu, wiarygodność Stanów Zjednoczonych wydaje się maleć. Bo jak ufać komuś, kto podsłuchuje swoich sojuszników, walczących u jego boku w konfliktach w odległych od własnych granic krajach? Może jest to forma double check w wykonaniu Amerykanów (ufamy, wierzymy, ale sprawdzamy), jednak dlaczego robić to prewencyjnie, kosztem utraty zaufania głów liczących się państw? Możliwe, że – tak jak zauważył prezydencki doradca prof. Roman Kuźniar – brak podsłuchiwania może być utożsamiany z brakiem zainteresowania państwem. Jednak i takie stwierdzenie wydaje się usilnym szukaniem pozytywów w całej sytuacji, która do wygodnych (dla USA) nie należy.

Naświetlając sprawę Edwarda Snowdena widzimy, że wśród polskich ekspertów panuje pewien rozdźwięk. Wspominany prof. Kuźniar dziwi się dlaczego Parlament Europejski nie przyznał jeszcze nagrody Snowdenowi za to co zrobił i dodaje, że dobrze, ze cała afera wyszła na jaw tak wcześnie. Takie stanowisko ostro krytykuje były minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld, który powiedział, że takiemu człowiekowi jak Snowden nie podałby ręki. W tej sprawie głos zabrała także polska lewica. Leszek Miller potępił działanie „wtyki” Wikileaks, natomiast Janusz Palikot widzi w jego działaniu pozytywne aspekty.

Osobiście bliżej mi do stanowiska Adama Rotfelda. Nie potrafię zrozumieć poparcia dla osoby, która ujawniła tajne informacje Agencji Bezpieczeństwa Krajowego (NSA), które gwarantowały stabilność aparatu państwowego i nie były przeznaczone do wglądu dla osób postronnych.

Snowden ujawniając tajne informacje USA działał na niekorzyść swojego państwa. Zyskał dzięki temu naturalnie w oczach Rosjan, którzy udzielili mu azylu i niematerialnie poklepali po plecach. Jednak, nie bójmy się tego powiedzieć – poprzez swoją pseudo-misyjność i chęć „niesienia prawdy” zdestabilizował funkcjonowanie własnego państwa i wprowadził ogromne zamieszanie w dyplomacji.

Polska a podsłuchy

Sprawa podsłuchiwania jest także ujmą na honorze Stanów Zjednoczonych. Zdobywają one bowiem informacje, których nie powinny zbierać choćby ze względu na dobry zwyczaj w stosunkach międzynarodowych. Kwestia podsłuchów została poruszona przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego podczas spotkania z Johnem Kerry. – Uzgodniliśmy bliższą konsultację między naszymi służbami, jak zwalczać wspólne zagrożenia – skomentował sprawę Sikorski. I można powiedzieć: to wszystko. Kerry podczas wystąpienia publicznego bił się w pierś za podsłuchy i działalność inwigilacyjną USA, ale można wątpić, aby którakolwiek następna administracja USA zaprzestała takiej formy prowadzenia wywiadu. Świadczy to także o tym, że Radosław Sikorski przekuł temat podsłuchów w atut, który zapewnić ma obopólne korzyści w myśl zasady, że podsłuchiwanie może dać nam możliwość wcześniejszego reagowania na zagrożenia. Nie jest to jednak do końca tak, bo jak już wspominałem, Stany Zjednoczone są mocarstwem, które jest niezależne w swojej polityce zagranicznej i w sytuacjach podwyższonego napięcia są gotowe do podjęcia każdych działań. Dlatego też, co z perspektywy Amerykanów może być zrozumiałe, działania USA mogą naginać zasady panujące w działaniach zewnętrznych, ze względu na dobro własnego państwa i jego obywateli.

Amerykanie zainteresowani polskim zbrojeniem

Polem zainteresowania sekretarza stanu jest też kwestia militarna, a dokładniej wspieranie obronności w naszym regionie. John Kerry wiedział, że Polska zamierza do 2022 roku przeznaczyć na wojsko (tj. modernizację polskiej armii) 40 mld USD, a to zapewne łakomy kąsek dla Amerykanów, którzy nie dość, że zyskają dodatkowe gwarancje stabilności regionu, to dzięki umowom offsetowym mogą zyskać profity, także finansowe. O ważności sfery militarnej świadczy także wizytacja Johna Kerry w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku w pobliżu Łodzi, gdzie miało miejsce spotkanie z żołnierzami amerykańskimi.

Reasumując można stwierdzić, że wizyta sekretarza stanu USA nie była oszałamiająco korzystna dla Polski. Tym, co zasługuje na uwagę jest niewątpliwie deklaracja związana z tarczą antyrakietową, której termin powstania został wyznaczony na rok 2018. Sen z powiek niektórym politykom spędzać może kwestia podsłuchów, jednak – jak już wspominałem – nie jesteśmy państwem, które może na tym drastycznie ucierpieć. Niemniej Stany Zjednoczone jako mocarstwo uniwersalne mogą działać tak, jak im się podoba, pozostając metaforycznym nosorożcem.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".