Jak mogłaby wyglądać reforma emerytalna?
system emerytalny36 · finanse publiczne54 · ZUS26 · KRUS10
2010-09-07
Autor: Łukasz Kolek
W dwóch poprzednich artykułach, starałem się przybliżyć czytelnikom główne koncepcje reformy emerytalnej, które w zamierzeniach mają podwyższyć nasze emerytury. Ostatecznie wygrał pomysł firmowany przez szefa Zespołu Doradców Strategicznych premiera Michała Boniego. Czerpie on garściami z raportu „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności. Poprawa efektywności funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych. Propozycje zmian” autorstwa m.in. prof. Marka Góry. Dzisiaj chciałbym przedstawić czytelnikom własny pomysł na reformę emerytalną. Nie jest on oparty na kilkusetstronicowym raporcie, lecz na zdroworozsądkowym podejściu do sprawy naszych emerytur.
Obecny system
Obowiązujący od 1999 roku w Polsce system emerytalny opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to ZUS, do którego trafia 12,2 proc. pensji pracownika, a drugi Otwarte Fundusze Emerytalne, do których przekazywane jest 7,3 proc. pensji. Do II filara muszą należeć tylko osoby urodzone po 1968 r. Urodzeni między rokiem 1949 a 1968 mogli zdecydować, do którego systemu chcą należeć. Osoby urodzone przed 1949 r. nie miały wyboru i musiały pozostać w ZUS. Po 11 latach od reformy, widać jak obecny system się nie sprawdza. Wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych znacznie przewyższają wpływy ze składek. Państwo w samym tylko 2010 roku musi do niego dołożyć blisko 66 mld zł, z czego aż 33,3 mld zł trafi do Funduszu Emerytalnego. Sytuacja z roku na rok znacznie się pogarsza. Według wyliczeń ZUS, dopłaty budżetu państwa do Funduszu Emerytalnego sięgną w najbliższych latach 87,3 mld zł (około 30 procent zaplanowanych tegorocznych dochodów).
Kwintesencją obecnej kondycji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest czwartkowy wywiad Mirosław Boryczka (członek zarządu ZUS ds. ekonomiczno-finansowych) w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Głównym jego przesłaniem było następujące stwierdzenie - „by wypłacić listopadowe i grudniowe emerytury ZUS musi pożyczyć pieniądze”. Obecne zadłużenie FUS z tytułu kredytów wynosi 1,5 mld zł przy limicie na poziomie 4 mld zł. Czy ktokolwiek ma jeszcze złudzenia o tym, że faktycznie posiada w ZUS swoje konto na które przelewane są składki na jego przyszłą, wymarzoną emeryturę? Niepokojąco wygląda również sytuacja młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy i do tej pory nie płacili składek na ubezpieczenie. Według wyliczeń OPZZ (można się spierać co do ich rzetelności), średnia łączna emerytura w 2060 r. (mniej więcej po osiągnięciu wieku emerytalnego) będzie wynosiła zaledwie 25 proc. ostatniej pensji. To o połowę mniej niż obecnie…
Lifting dzisiejszego systemu
Reforma wprowadzająca Otwarte Fundusze Emerytalne jest dzisiaj jednym z największych osiągnięć gospodarczych po 1989 roku. OFE stanowią około 15 proc. PKB, a także około 8 proc. kapitalizacji giełdy. W przyszłości aktywa OFE, według szacunków przewodniczącego KNF Stanisława Kluzy, mogą stanowić nawet 100-115 proc. polskiego PKB. Dlatego też, można przyjąć, iż do poprawy kondycji systemu emerytalnego, wystarczy jedynie lifting obecnego systemu. Takie rozwiązanie wybrał rząd, odrzucając m.in. pomysł Waldemara Pawlaka, który postulował wprowadzenie emerytury obywatelskiej. Na szczęście, już na samym początku zawieszono wykonanie niektórych szkodliwych dla obywateli pomysłów, które forsowali ekonomiści. Mowa na przykład o wydłużeniu wieku emerytalnego. Co prawda, wydłużenie o rok pracy zawodowej osoby znajdującej się w nowym systemie, podwyższa emeryturę o około 7,7 proc. (w starym o około 1,8 proc.), to de facto dla mężczyzny oznacza pracę niemalże do śmierci. Niestety, przedstawione przez Michała Boniego koncepcje, nie są według mnie kompletne. Zajmę się tutaj wyłącznie drugim filarem systemu emerytalnego, pomijając między innymi trzeci filar (IKE), który również wymaga zmian, zmierzających do propagowania tego modelu oszczędzania.
Zacząć należałoby od upowszechnienia systemu emerytalnego w którym każdy ma emeryturę proporcjonalną do wpłaconych składek. Olbrzymią niesprawiedliwością jest stan, w którym kilkadziesiąt tysięcy osób jest traktowanych odmiennie od kilkumilionowej reszty społeczeństwa. Według szacunków prof. Wojciecha Otto, na jednego uprzywilejowanego pracuje obecnie około 7 osób, które nie posiadają przywilejów emerytalnych. Koszt emerytur mundurowych, prokuratorów, sędziów oraz górników wyniósł w 2009 r. ponad 20,9 mld zł (szacunki BCC). Zmiany z czasem powinny dotknąć również emerytury rolnicze. Bynajmniej nie chodzi tutaj o uciskanie małych gospodarstw rolnych (chociaż dopływ młodych rolników do nich powinien zostać ograniczony), ale o biznesmenów, którzy są w posiadaniu wielohektarowych latyfundiów. Tegoroczne dopłaty do Funduszu Emerytalno Rentowego KRUS wyniosą 15,5 mld zł. Łącznie na dopłaty do emerytur dla grup uprzywilejowanych wydajemy co roku około 36-37 miliardów złotych, co stanowi około 15 procent dochodów budżetowych. Suma ta, włącznie z niedoborami ZUS, będzie pochłaniać z roku na rok coraz większy procent dochodów budżetu, co jednoznacznie prowadzi do wzrostu poziomu zadłużenia.
W przypadku ujednolicenia systemu, możemy przyjąć, ie system zrównoważy się i każdy otrzyma taką emeryturę na jaką sobie zarobi. Czas więc przyjrzeć się metodom pomnażania pieniędzy przez OFE. Stworzenie systemu multifunduszowego (o wysokim, średnim i niskim ryzyku) jest świetnym pomysłem – dzięki temu nadrobimy również stracony dystans do państw z naszego regionu. Dlaczego by jednak nie dać ludziom swobodnej możliwości decydowania w którym funduszu chcieliby umieścić swoje pieniądze? Nawet gdyby taką operację można było przeprowadzić raz na kwartał i wiązałoby się to z jakąś niską prowizją. Dla osób nie interesujących się nie tylko rynkiem kapitałowym, ale i własnymi pieniędzmi zgoda – niech ryzyko będzie uzależnione od wieku. Co z resztą? Dlaczego mają być oni traktowani jako dyletanci ekonomiczni? OFE powinny konkurować między sobą również poprzez zewnętrzne benchmarki do których będą odnoszone wyniki inwestycyjne. Dziś fundusze emerytalne porównują się do średniej stopy zwrotu wypracowanej przez całą branżę (równają w dół). Co ciekawe, nowa reforma przewiduje utworzenie zewnętrznego benchmarku, jednak jest on skonstruowany w taki sposób, aby nie zaszkodzić interesom PTE. Teraz już jest jasne, dlaczego przedstawiciele towarzystw emerytalnych tak potulnie wysłuchali krytyki pod ich adresem? Zmianie powinny ulec również opłaty pobierane przez PTE. Wprowadzenie opłaty solidarnościowej (która w założeniach ma mobilizować OFE do osiągnięcia wyższej stopy zwrotu) jest dobrym pomysłem, pod warunkiem zlikwidowania bądź zmniejszenia obecnie obowiązujących opłat (np. opłaty od każdej wpłaconej składki). Do rozważenia pozostaje jeszcze kwestia możności przynajmniej częściowej wypłaty środków zgromadzonych w OFE, po osiągnięciu wieku emerytalnego. Nawet gdyby miało to wiązać się z negatywnymi konsekwencjami (np. zapłata podatku od zysków kapitałowych).
Obowiązujący od 1999 roku w Polsce system emerytalny opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to ZUS, do którego trafia 12,2 proc. pensji pracownika, a drugi Otwarte Fundusze Emerytalne, do których przekazywane jest 7,3 proc. pensji. Do II filara muszą należeć tylko osoby urodzone po 1968 r. Urodzeni między rokiem 1949 a 1968 mogli zdecydować, do którego systemu chcą należeć. Osoby urodzone przed 1949 r. nie miały wyboru i musiały pozostać w ZUS. Po 11 latach od reformy, widać jak obecny system się nie sprawdza. Wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych znacznie przewyższają wpływy ze składek. Państwo w samym tylko 2010 roku musi do niego dołożyć blisko 66 mld zł, z czego aż 33,3 mld zł trafi do Funduszu Emerytalnego. Sytuacja z roku na rok znacznie się pogarsza. Według wyliczeń ZUS, dopłaty budżetu państwa do Funduszu Emerytalnego sięgną w najbliższych latach 87,3 mld zł (około 30 procent zaplanowanych tegorocznych dochodów).
Kwintesencją obecnej kondycji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest czwartkowy wywiad Mirosław Boryczka (członek zarządu ZUS ds. ekonomiczno-finansowych) w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Głównym jego przesłaniem było następujące stwierdzenie - „by wypłacić listopadowe i grudniowe emerytury ZUS musi pożyczyć pieniądze”. Obecne zadłużenie FUS z tytułu kredytów wynosi 1,5 mld zł przy limicie na poziomie 4 mld zł. Czy ktokolwiek ma jeszcze złudzenia o tym, że faktycznie posiada w ZUS swoje konto na które przelewane są składki na jego przyszłą, wymarzoną emeryturę? Niepokojąco wygląda również sytuacja młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy i do tej pory nie płacili składek na ubezpieczenie. Według wyliczeń OPZZ (można się spierać co do ich rzetelności), średnia łączna emerytura w 2060 r. (mniej więcej po osiągnięciu wieku emerytalnego) będzie wynosiła zaledwie 25 proc. ostatniej pensji. To o połowę mniej niż obecnie…
Lifting dzisiejszego systemu
Reforma wprowadzająca Otwarte Fundusze Emerytalne jest dzisiaj jednym z największych osiągnięć gospodarczych po 1989 roku. OFE stanowią około 15 proc. PKB, a także około 8 proc. kapitalizacji giełdy. W przyszłości aktywa OFE, według szacunków przewodniczącego KNF Stanisława Kluzy, mogą stanowić nawet 100-115 proc. polskiego PKB. Dlatego też, można przyjąć, iż do poprawy kondycji systemu emerytalnego, wystarczy jedynie lifting obecnego systemu. Takie rozwiązanie wybrał rząd, odrzucając m.in. pomysł Waldemara Pawlaka, który postulował wprowadzenie emerytury obywatelskiej. Na szczęście, już na samym początku zawieszono wykonanie niektórych szkodliwych dla obywateli pomysłów, które forsowali ekonomiści. Mowa na przykład o wydłużeniu wieku emerytalnego. Co prawda, wydłużenie o rok pracy zawodowej osoby znajdującej się w nowym systemie, podwyższa emeryturę o około 7,7 proc. (w starym o około 1,8 proc.), to de facto dla mężczyzny oznacza pracę niemalże do śmierci. Niestety, przedstawione przez Michała Boniego koncepcje, nie są według mnie kompletne. Zajmę się tutaj wyłącznie drugim filarem systemu emerytalnego, pomijając między innymi trzeci filar (IKE), który również wymaga zmian, zmierzających do propagowania tego modelu oszczędzania.
Zacząć należałoby od upowszechnienia systemu emerytalnego w którym każdy ma emeryturę proporcjonalną do wpłaconych składek. Olbrzymią niesprawiedliwością jest stan, w którym kilkadziesiąt tysięcy osób jest traktowanych odmiennie od kilkumilionowej reszty społeczeństwa. Według szacunków prof. Wojciecha Otto, na jednego uprzywilejowanego pracuje obecnie około 7 osób, które nie posiadają przywilejów emerytalnych. Koszt emerytur mundurowych, prokuratorów, sędziów oraz górników wyniósł w 2009 r. ponad 20,9 mld zł (szacunki BCC). Zmiany z czasem powinny dotknąć również emerytury rolnicze. Bynajmniej nie chodzi tutaj o uciskanie małych gospodarstw rolnych (chociaż dopływ młodych rolników do nich powinien zostać ograniczony), ale o biznesmenów, którzy są w posiadaniu wielohektarowych latyfundiów. Tegoroczne dopłaty do Funduszu Emerytalno Rentowego KRUS wyniosą 15,5 mld zł. Łącznie na dopłaty do emerytur dla grup uprzywilejowanych wydajemy co roku około 36-37 miliardów złotych, co stanowi około 15 procent dochodów budżetowych. Suma ta, włącznie z niedoborami ZUS, będzie pochłaniać z roku na rok coraz większy procent dochodów budżetu, co jednoznacznie prowadzi do wzrostu poziomu zadłużenia.
W przypadku ujednolicenia systemu, możemy przyjąć, ie system zrównoważy się i każdy otrzyma taką emeryturę na jaką sobie zarobi. Czas więc przyjrzeć się metodom pomnażania pieniędzy przez OFE. Stworzenie systemu multifunduszowego (o wysokim, średnim i niskim ryzyku) jest świetnym pomysłem – dzięki temu nadrobimy również stracony dystans do państw z naszego regionu. Dlaczego by jednak nie dać ludziom swobodnej możliwości decydowania w którym funduszu chcieliby umieścić swoje pieniądze? Nawet gdyby taką operację można było przeprowadzić raz na kwartał i wiązałoby się to z jakąś niską prowizją. Dla osób nie interesujących się nie tylko rynkiem kapitałowym, ale i własnymi pieniędzmi zgoda – niech ryzyko będzie uzależnione od wieku. Co z resztą? Dlaczego mają być oni traktowani jako dyletanci ekonomiczni? OFE powinny konkurować między sobą również poprzez zewnętrzne benchmarki do których będą odnoszone wyniki inwestycyjne. Dziś fundusze emerytalne porównują się do średniej stopy zwrotu wypracowanej przez całą branżę (równają w dół). Co ciekawe, nowa reforma przewiduje utworzenie zewnętrznego benchmarku, jednak jest on skonstruowany w taki sposób, aby nie zaszkodzić interesom PTE. Teraz już jest jasne, dlaczego przedstawiciele towarzystw emerytalnych tak potulnie wysłuchali krytyki pod ich adresem? Zmianie powinny ulec również opłaty pobierane przez PTE. Wprowadzenie opłaty solidarnościowej (która w założeniach ma mobilizować OFE do osiągnięcia wyższej stopy zwrotu) jest dobrym pomysłem, pod warunkiem zlikwidowania bądź zmniejszenia obecnie obowiązujących opłat (np. opłaty od każdej wpłaconej składki). Do rozważenia pozostaje jeszcze kwestia możności przynajmniej częściowej wypłaty środków zgromadzonych w OFE, po osiągnięciu wieku emerytalnego. Nawet gdyby miało to wiązać się z negatywnymi konsekwencjami (np. zapłata podatku od zysków kapitałowych).
Komentarzy: 6Dzionek
8 września 2010 (22:07)
w rzeczy samej na razie o samym tekście...
przeładowany danymi, pierwsza strona przytłacza liczbami. Są dla mnie wstrząsające. Marnowanie pieniędzy, olbrzymich pieniędzy.
przeładowany danymi, pierwsza strona przytłacza liczbami. Są dla mnie wstrząsające. Marnowanie pieniędzy, olbrzymich pieniędzy.
Tartuf
10 września 2010 (09:31)
my chyba jesteśmy jedynym krajem na świecie
który ma tak doposażonych "emerytalnie" ludzi ze służb mundurowych. Pierwszym krokiem to trzeba by zakazać im pracy gdy przechodzą na tą wcześniejszą emeryturę. Oraz ich zmniejszenie. Ile to oni mają? 45 lat i mogą być emerytami? niepojęte. Ale to więcej problem polityczny niż gospodarczy choć odbija się na naszych finansach. Trzeba umieć się przystawić i powiedzieć Dość!
który ma tak doposażonych "emerytalnie" ludzi ze służb mundurowych. Pierwszym krokiem to trzeba by zakazać im pracy gdy przechodzą na tą wcześniejszą emeryturę. Oraz ich zmniejszenie. Ile to oni mają? 45 lat i mogą być emerytami? niepojęte. Ale to więcej problem polityczny niż gospodarczy choć odbija się na naszych finansach. Trzeba umieć się przystawić i powiedzieć Dość!
Karol
10 września 2010 (09:46)
to co Pan pisze na samym końcu o ETF-ach,
akcjach, IKE to ideał. Ale ideały mają to do siebie, że są nie do wprowadzenia. Nawet z jednego powodu. Zagwarantuj mi Pan, że każdy kto będzie oszczędzał w ten sposób (inwestował sam swoje pieniądze) za 40 lat nie powie, nie mam nic, wszystko straciłem, przez tych macherów giełdowych, specjalnie obniżyli kurs akcji, wydoili mnie, itd??? Co wówczas, jak taka grupa będzie liczyła milion osób. Do tego stopa zwrotu. OFE w miarę (opierając się na obligacjach rzecz jasna państwowych) gwarantuje nam przynajmniej jak to mówią +1% ponad inflację. Jak tutaj zagwarantować, że będziemy zarabiać więcej niż wskaźnik inflacji? Łatwo w miarę policzyć ile musimy zarobić przez 30 lat gdy inflacja będzie stała i będzie wynosić powiedzmy 2,5%. Musimy mieć jakieś 3,5-4% rocznie (odejmuję również podatek Belki, bo niby dlaczego nie). To jest mały zysk. Jak powtarzam i do było dopiero niedawno w Waszym wywiadzie z Janikiem (bodajże) z Misesa. Polacy nie są gotowi na takie projekty.
akcjach, IKE to ideał. Ale ideały mają to do siebie, że są nie do wprowadzenia. Nawet z jednego powodu. Zagwarantuj mi Pan, że każdy kto będzie oszczędzał w ten sposób (inwestował sam swoje pieniądze) za 40 lat nie powie, nie mam nic, wszystko straciłem, przez tych macherów giełdowych, specjalnie obniżyli kurs akcji, wydoili mnie, itd??? Co wówczas, jak taka grupa będzie liczyła milion osób. Do tego stopa zwrotu. OFE w miarę (opierając się na obligacjach rzecz jasna państwowych) gwarantuje nam przynajmniej jak to mówią +1% ponad inflację. Jak tutaj zagwarantować, że będziemy zarabiać więcej niż wskaźnik inflacji? Łatwo w miarę policzyć ile musimy zarobić przez 30 lat gdy inflacja będzie stała i będzie wynosić powiedzmy 2,5%. Musimy mieć jakieś 3,5-4% rocznie (odejmuję również podatek Belki, bo niby dlaczego nie). To jest mały zysk. Jak powtarzam i do było dopiero niedawno w Waszym wywiadzie z Janikiem (bodajże) z Misesa. Polacy nie są gotowi na takie projekty.
Łukasz
10 września 2010 (11:58)
@Tartuf - nie wiem czy zakaz pracy byłby dobry.
Wolałbym jednak pójść w inną stronę. Po uzyskaniu tych 45 lat dać emeryturę minimalną (ukłon w stronę obecnego systemu, też nie idealny) i zapewnić środki na przeszkolenie zawodowe. Dlaczego 45 letni, dobrze zbudowany facet nie może być np. ochroniarzem albo pracownikiem zaopatrzenia? @Karol - tu nie potrzeba żadnych gwarancji. Nie mamy systemu w 100 procentach kapitałowego. Proszę jeszcze raz się wczytać w artykuł. Domyślnie pieniądze trafiają do OFE i ZUS. Jeśli ktoś uważa, że zadba o swoje środki lepiej, to składka trafiająca do OFE idzie na jego IKE. Tam ją pomnaża. Jeśli te pieniądze straci, to już w większości jego problem. Piszę w większości, gdyż proszę pamiętać, że część składki przez jego cały okres składkowy będzie trafiała do ZUS i zapewni mu głodową emeryturę. Może taką o jaką postulował Waldemar Pawlak? Do przeżycia wystarczy, nie do opływania w luksusach, ale do przeżycia... Jeśli natomiast niektóre środowiska, uważają, iż po tych 20 latach kapitalizmu przeciętny emeryt nie potrafi kupić akcji najbardziej płynnych spółek z WIG20 i dokoptować do nich kilku obligacji skarbowych (przeciętny portfel OFE), albo nawet włożyć pieniądze na lokatę (unikając tym samym prowizji za zarządzanie OFE), to dlaczego nie rozpocząć dyskusji o takim systemie? Ano dlatego, że lobby instytucji finansowych chcących zarządzać naszymi pieniędzmi jest bardzo silne...
Wolałbym jednak pójść w inną stronę. Po uzyskaniu tych 45 lat dać emeryturę minimalną (ukłon w stronę obecnego systemu, też nie idealny) i zapewnić środki na przeszkolenie zawodowe. Dlaczego 45 letni, dobrze zbudowany facet nie może być np. ochroniarzem albo pracownikiem zaopatrzenia? @Karol - tu nie potrzeba żadnych gwarancji. Nie mamy systemu w 100 procentach kapitałowego. Proszę jeszcze raz się wczytać w artykuł. Domyślnie pieniądze trafiają do OFE i ZUS. Jeśli ktoś uważa, że zadba o swoje środki lepiej, to składka trafiająca do OFE idzie na jego IKE. Tam ją pomnaża. Jeśli te pieniądze straci, to już w większości jego problem. Piszę w większości, gdyż proszę pamiętać, że część składki przez jego cały okres składkowy będzie trafiała do ZUS i zapewni mu głodową emeryturę. Może taką o jaką postulował Waldemar Pawlak? Do przeżycia wystarczy, nie do opływania w luksusach, ale do przeżycia... Jeśli natomiast niektóre środowiska, uważają, iż po tych 20 latach kapitalizmu przeciętny emeryt nie potrafi kupić akcji najbardziej płynnych spółek z WIG20 i dokoptować do nich kilku obligacji skarbowych (przeciętny portfel OFE), albo nawet włożyć pieniądze na lokatę (unikając tym samym prowizji za zarządzanie OFE), to dlaczego nie rozpocząć dyskusji o takim systemie? Ano dlatego, że lobby instytucji finansowych chcących zarządzać naszymi pieniędzmi jest bardzo silne...
Tartuf
13 września 2010 (11:11)
ale dlaczego chcesz im dawać @Łukasz
świadczenia na rzeczy szkoleń? A w czym sa lepsi od innych osób, które muszą pracować (dalej w sumie na nich) do 60-65 roku zycia. Problem w tym że taki projekt bez awantur społecznych nie przejdzie. odniosę sie również do tego co napisałeś do @Karola: czyli ZUS ma w sumie istnieć dalej, KRUS w takim razie też. Dla mnie nie do przyjęcia, to półśrodki. Albo likwidujemy ZUS i wprowadzamy całkowicie liberalny system z obowiązkowym OFE+IKE, lub nie reformujemy ZUS-u (czyli dalej panstwo dopłaca kilkadziesiąt miliardów rocznie), z OFE robimy coś na kształt IKE, subfunduszy (tak jak chce Tusk, Boni, Góra), i finał. Tylko ja nie widzę plusów drugiego rozwiązania. Zmniejszenie oplat, nagrody za zyski, to półsrodki. Trzeba pamiętać o tym, że jak sami bedziemy grac na giełdzie to: podatek Belki uszczupli nasze zasoby (chyba, że go zniesiemy), dwa - opłaty od Biur Maklerskich.
świadczenia na rzeczy szkoleń? A w czym sa lepsi od innych osób, które muszą pracować (dalej w sumie na nich) do 60-65 roku zycia. Problem w tym że taki projekt bez awantur społecznych nie przejdzie. odniosę sie również do tego co napisałeś do @Karola: czyli ZUS ma w sumie istnieć dalej, KRUS w takim razie też. Dla mnie nie do przyjęcia, to półśrodki. Albo likwidujemy ZUS i wprowadzamy całkowicie liberalny system z obowiązkowym OFE+IKE, lub nie reformujemy ZUS-u (czyli dalej panstwo dopłaca kilkadziesiąt miliardów rocznie), z OFE robimy coś na kształt IKE, subfunduszy (tak jak chce Tusk, Boni, Góra), i finał. Tylko ja nie widzę plusów drugiego rozwiązania. Zmniejszenie oplat, nagrody za zyski, to półsrodki. Trzeba pamiętać o tym, że jak sami bedziemy grac na giełdzie to: podatek Belki uszczupli nasze zasoby (chyba, że go zniesiemy), dwa - opłaty od Biur Maklerskich.
Łukasz
13 września 2010 (14:30)
@Tartuf - źle mnie zrozumiałeś
Półśrodkiem dla wyjścia z obecnej sytuacji, mogłoby być utrzymanie przywilejów emerytalnych (minimalna emerytura w granicach 1000 zł) plus zapewnienie środków na przeszkolenie zawodowe. Nie chciałbym wykluczać z rynku pracy ludzi którzy mają po 45-50 lat. Nie można jednak z dnia na dzień zabrać im tych przywilejów emerytalnych. Raz, że to niezgodne z prawem, dwa nie można by było utrzymać odpowiedniej jakości wykonywania pracy bez znacznych podwyżek płac. Nie oszukujmy się - dzisiaj nikt nie zatrudnia się w policji ze względu na swoje marzenia z dzieciństwa czy wysokie zarobki. Chodzi raczej o wcześniejsze emerytury. Po ich całkowitej likwidacji, trzeba by było w inny sposób mobilizować ludzi do narażania swojego życia. Pozostaje jeszcze problem 60cio kilkuletnich policjantów, którzy mieliby ganiać za znacznie młodszymi przestępcami. Chciałbym więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - mieć stały dopływ policjantów w sile wieku (świadczenie po osiągnięciu pewnego wieku), bez jednoczesnego wykluczania ich z rynku pracy w w wieku 45-50 lat (pewność, że będę przeszkolony do dalszej pracy). Oczywiście, jeśli taki system okazałby się zbyt drogi (prawdopodobnie tak będzie w polskiej rzeczywistości), mogłoby to być rozwiązanie dla obecnie zatrudnionych grup uprzywilejowanych. Dla "nowych osób" w tym systemie, należałoby stworzyć zupełnie nowe rozwiązania, które stanowiłyby znacznie niższy koszt dla ogółu społeczeństwa. Jeśli chodzi o drugą cześć, to dalsze istnienie ZUS byłoby podyktowane społeczną odpowiedzialność za jednostki, które na samodzielnym inwestowaniu (tudzież przedwczesnej wypłacie oszczędności jeśli taka byłaby możliwa) stracą wszystko. W moim założeniu, opłacane przez całe życie składki (przypominam, część składki idzie do ZUS, pozostała część do OFE/IKE w zależności od wyboru), powinny wystarczyć do wypłaty minimalnej emerytury, pozwalającej przeżyć. Oznacza to tyle, że znikłaby konieczność corocznej dopłaty do FUS z budżetu państwa. Jeśli chodzi o KRUS, to jak już pisałem w artykule, należy wprowadzić rolników do powszechnego systemu emerytalnego z wyłączeniem małych gospodarstw rolnych (takich które z działalności rolniczej wyłącznie się utrzymują). Kończąc, dodam jeszcze, że podatek Belki od dochodów na koncie IKE/OFE, analogicznie do obecnych rozwiązań, nie byłby pobierany.
Półśrodkiem dla wyjścia z obecnej sytuacji, mogłoby być utrzymanie przywilejów emerytalnych (minimalna emerytura w granicach 1000 zł) plus zapewnienie środków na przeszkolenie zawodowe. Nie chciałbym wykluczać z rynku pracy ludzi którzy mają po 45-50 lat. Nie można jednak z dnia na dzień zabrać im tych przywilejów emerytalnych. Raz, że to niezgodne z prawem, dwa nie można by było utrzymać odpowiedniej jakości wykonywania pracy bez znacznych podwyżek płac. Nie oszukujmy się - dzisiaj nikt nie zatrudnia się w policji ze względu na swoje marzenia z dzieciństwa czy wysokie zarobki. Chodzi raczej o wcześniejsze emerytury. Po ich całkowitej likwidacji, trzeba by było w inny sposób mobilizować ludzi do narażania swojego życia. Pozostaje jeszcze problem 60cio kilkuletnich policjantów, którzy mieliby ganiać za znacznie młodszymi przestępcami. Chciałbym więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - mieć stały dopływ policjantów w sile wieku (świadczenie po osiągnięciu pewnego wieku), bez jednoczesnego wykluczania ich z rynku pracy w w wieku 45-50 lat (pewność, że będę przeszkolony do dalszej pracy). Oczywiście, jeśli taki system okazałby się zbyt drogi (prawdopodobnie tak będzie w polskiej rzeczywistości), mogłoby to być rozwiązanie dla obecnie zatrudnionych grup uprzywilejowanych. Dla "nowych osób" w tym systemie, należałoby stworzyć zupełnie nowe rozwiązania, które stanowiłyby znacznie niższy koszt dla ogółu społeczeństwa. Jeśli chodzi o drugą cześć, to dalsze istnienie ZUS byłoby podyktowane społeczną odpowiedzialność za jednostki, które na samodzielnym inwestowaniu (tudzież przedwczesnej wypłacie oszczędności jeśli taka byłaby możliwa) stracą wszystko. W moim założeniu, opłacane przez całe życie składki (przypominam, część składki idzie do ZUS, pozostała część do OFE/IKE w zależności od wyboru), powinny wystarczyć do wypłaty minimalnej emerytury, pozwalającej przeżyć. Oznacza to tyle, że znikłaby konieczność corocznej dopłaty do FUS z budżetu państwa. Jeśli chodzi o KRUS, to jak już pisałem w artykule, należy wprowadzić rolników do powszechnego systemu emerytalnego z wyłączeniem małych gospodarstw rolnych (takich które z działalności rolniczej wyłącznie się utrzymują). Kończąc, dodam jeszcze, że podatek Belki od dochodów na koncie IKE/OFE, analogicznie do obecnych rozwiązań, nie byłby pobierany.
Najnowsze publikacje
Geonavigator
Raporty
Rachunek od państwa za 2011 rok
Coroczne rozliczenie PIT to dobry moment, by zastanowić się ile kosztuje nas polskie państwo.
Coroczne rozliczenie PIT to dobry moment, by zastanowić się ile kosztuje nas polskie państwo.


Start




