James Blake – „James Blake”
    muzyka elektroniczna107 · muzyka alternatywna274
2011-03-07
Autor:
Wbrew oczekiwaniom

O Blake’u zrobiło się głośno już w zeszłym roku, za sprawą gorąco przyjętych EP-ek. Przyklejono mu stworzoną naprędce etykietkę “post-dubstep”, którą artysta zrywa dość zdecydowanym ruchem, jakim okazał się jego debiut długogrający.

Ten album to rezygnacja z pociętych sampli wokalnych, na rzecz własnego śpiewu, który odgrywa tu ważną, jeżeli nie najważniejszą, rolę. Nieco zawodząca estetyka, jaką posługuje się muzyk, na myśl przywodzi Anthony’ego Hegarty’ego. Natomiast zupełnie niepotrzebny wydaje mi się zabieg z użyciem autotune. Choć z początku może wydawać się to intrygujące, to po chwili po prostu zaczyna drażnić i męczyć. Blake ma na tyle ciekawy głos, że można było sobie spokojnie odpuścić tego typu sztuczki.




Warstwa muzyczna tej płyty utrzymana jest w duchu minimalistycznym, opiera się głównie na dźwiękach pianina dość skromnie wspieranego przez elektronikę. Momentami może zachwycić, jak w przypadku „I Never Learnt To Share”, który stopniowo zwiększając napięcie, prowadzi do syntezatorowej kulminacji. Czasem dają o sobie znać dubstepowe korzenie, czego najlepszym przykładem jest singlowe „Limit To Your Love”. Muzyka najczęściej jednak stanowi jedynie tło dla śpiewu. Często wykorzystywanym zabiegiem jest granie ciszą, które wraz z pozostałymi elementami, tworzy specyficzną, pełną intymności atmosferę. Tu pojawia się jednak pewien problem - bo zamiast oszczędnym i minimalistycznym, można ten album równie dobrze nazwać po prostu nudnym. To już jest chyba jednak kwestia oczekiwań- ci, którzy spodziewali się kontynuacji tego, co znali z EP-ek faktycznie mogą czuć się zawiedzeni.

Mówiąc jednak o kontynuacji warto być może wziąć pod uwagę to, że materiał powstał jeszcze przed EP-kami „CMYK” i „Klavierverke”. To na pewno nieco zmienia spojrzenie na ten debiut. Ciężko w takim wypadku mówić o jakimś kroku w przód, bądź w tył. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że nagrania dostajemy dopiero teraz, Blake wiedział jak wysokie są oczekiwania wobec niego, w związku z czym na pewno nie wypuściłby nagrań, które nie zostały odpowiednio dopracowane i doprowadzone do satysfakcjonującego go poziomu. Skoro więc nie jest to ani regres, ani posunięcie w przód, to co? W przypadku Jamesa jest to raczej dość zgrabne umknięcie w bok.

„James Blake” być może nie jest albumem, który powala na kolana. Warto raczej na to spojrzeć, jak na swego rodzaju zaskakujący eksperyment, a samego artystę zapamiętać i poczekać na jego kolejne słowo.

Atlas/2011

Anna Wojciechowska


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".