„Jesteś tylko mój” - bez lukrowanego zakończenia
    polska literatura25 · powieść44
2013-12-24
Sykatywą nazywamy używaną przez malarzy substancję przyspieszającą schnięcie, a więc pośrednio utrwalanie, farb olejnych. Dla mnie od dziś sykatywa to perspektywa, z jakiej Joanna Sykat patrzy na świat, by utrwalić go w swoich książkach.

A robi to mistrzowsko. Kreuje prawdziwych, niejednoznacznych bohaterów, paroma słowami tworzy klimat pomieszczeń i otwartych przestrzeni, nasyca opisy barwami, dźwiękami i zapachem.

"Jesteś tylko mój" w pewien sposób powiela tematy poruszone w debiutanckim "Wszystko dla ciebie" - tu też mamy zdradę, samotne macierzyństwo i bolesny proces dojrzewania, a jednak Autorka uniknęła popadania w schematy i powtórzenia. Powiedziałabym nawet, że przerosła samą siebie. Jej najnowsza książka jest bardziej wyważona, głębsza i zdecydowanie poważniejsza niż powieściowy debiut. No i świeża, choć niewierność małżeńska wydaje się najbardziej wyeksploatowanym motywem w literaturze, szczególnie kobiecej.

Na czym polega ta świeżość? Między innymi na tym, że dwie kobiety, które połączył ten sam mężczyzna, mają wgląd w myśli i emocje tej drugiej. Nie zdradzę chyba za dużo, pisząc, że cała powieść oparta jest na narracji pierwszoosobowej, a Autorka oddaje na przemian głos żonie i kochance. Dzięki temu czytelnik otrzymuje dwustronną relację z pierwszej ręki, bezpośrednią, szczerą i wolną od kategorycznych interpretacji wszystkowiedzącego narratora z zewnątrz.

Inną cechą, która wyróżnia "Jtm" spośród zbliżonych tematycznie powieści, jest brak lukrowanego zakończenia. Właściwie tylko jedna postać wygrywa na sytuacji, w jaką Autorka wplątała swoich bohaterów, i jest to postać drobna, drugoplanowa. Jednocześnie nie ma rozdzierających dramatów w stylu klasycznego skoku pod pociąg. Happy end w tym przypadku oznacza ciche szczęście alternatywne, przyschnięte rany, zabezpieczony chwilowo granat bez zawleczki. Samo życie.

Dlaczego więc, choć książką tak się zachwycam, nie klikam w siedem lub osiem gwiazdek? Dlatego że od samego początku (a miałam przywilej śledzenia powieści na gorąco, w trakcie jej powstawania) postać Nataszy wzbudzała we mnie bardzo negatywne uczucia, co zresztą świadczy o tym, jak dobrze została wykreowana. Cóż, taką już mam skazę, że w przypadku małżeńskich trójkątów zawsze stanę po stronie prawowitej żony, nawet jeśli, jak tu, zapewniła sobie prawowitość niezbyt czystą grą. I nie wzruszą mnie błękitne oczęta kochanki, jej zdolność do lepienia kolorowych światów ani dusza wyrywająca się hen poza opłotki. Dla złodziejek cudzych mężów proponuję jednak inną karę niż wywożenie na kupie gnoju, a mianowicie - niebyt. Nieopisywanie ich pożądania, zaborczości, irytacji, zawistnych łez i poniżenia w mailach. Decyzji, które w końcu zranią wiele osób - również nie.

Natasza Welm została jednak powołana do życia i, przypominam - mistrzowsko, utrwalona na kartach powieści. Niestety do końca nie zdobyła mojej sympatii. No, może odrobinę szacunku. Za odnalezienie się w samotnym macierzyństwie. I podziw – za miniaturę pod tytułem "Macierzyństwo" właśnie, choć wiem, że tę literacką perełkę Autorka po prostu podarowała swojej bohaterce.
Czekam teraz niecierpliwie na kolejną powieść Joanny Sykat. Taką, która nie tylko zachwyci mnie kunsztem pisarskim, ale również wyzwoli całą masę pozytywnych emocji.

Recenzja w wersji pierwotnej ukazała się na serwisie Lubimy Czytać.pl

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".