Kanadyjczyk łapie stopa w Japonii
    Japonia43 · Daleki Wschód37 · recenzja książki167
2011-05-23
Są książki, których prawdziwy smak można odkryć dopiero wtedy, gdy dzieliło się z autorem lub głównym bohaterem pewne przeżycia, osiągnięcia, ułomności lub zainteresowania. Na przykład podróże autostopem.

Co prawda jestem początkujący w tej coraz bardziej zapomnianej formie podróżowania, niemniej zdążyłem już w niej zasmakować. Jak każdy, kogo interesuje poznawanie nieznanych miejsc od najciekawszej strony, czyli ludzi, a nie widoków. Wobec tego, trudno mi było obojętnym okiem spojrzeć na niedawno wydaną przez Wydawnictwo Dolnośląskie książkę Willa Fergusona "W drodze do Hokkaido". Kto normalny jeździ po Japonii autostopem?

Nietrudno się domyśleć, że jest to travelogue, zredagowany opis podróży autora po Kraju Kwitnącej Wiśni. On sam nie był nowicjuszem ani w materii podróżowania, ani kultury japońskiej. Urodził się w rejonie Kanady, który jak sam opisywał, lokuje się "bliżej koła podbiegunowego, niż amerykańskiej granicy". Przez dłuższy czas był wolontariuszem w organizacji Katimavik, co dało mu możliwość pracy w takich miejscach jak muzeum, ośrodku rehabilitacyjnym czy rezerwacie przyrody. Potem, wyznając backpackerski etos, zaczął podróżować po całym świecie, w tym Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryce Południowej. Wreszcie nadszedł czas na Japonię, szczególnie ważną z jednego powodu. To właśnie tam odnalazł miłość życia.

Ferguson przebył całą długość Wysp Japońskich (przeszło 3 000 kilometrów), poczynając od przylądka Sata (wyspa Kiusiu), kończąc na samej północy, przylądku Soya (wyspa Hokkaido). Motywem głównym podróży było podążanie wzdłuż tzw. frontu kwitnącej wiśni, czyli za kolejno kwitnącymi kwiatam-symbolami kraju. Jak twierdzi sam autor, obietnicę odbycia takiej podróży złożył będąc pod znacznym wpływem alkoholu. Następnego dnia już nie pamiętał o swojej butności, niemniej zaczęła być mu ona przypominana do tego stopnia, że sam się w końcu do pomysłu zapalił. Dystans i poczucie humoru to cechy, które towarzyszą Fergusonowi przez cały czas, niezależnie od tego czy mówi o swoich uczuciach wobec ojczyzny, japońskim piwie czy przewodnikach Lonely Planet. Wyraża tym samym istotę podróży autostopem – jak by nie było źle, należy zachowywać pogodę ducha, wiarę w nadejście pozytywnego dnia i uśmiech. Irytacja i nerwy w niczym nie pomagają. Zresztą jak pisał Wojciech Górecki, tegoroczny finalista Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, czasem podróżnika dopada pech, który trzeba po prostu gdzieś w spokoju przeczekać.

Podczas swojej podróży autor z rozbawieniem obserwuje rzeczy charakterystyczne dla Japonii, jak wykonawców gatunku muzycznego zwanego J-pop, tamtejsza pornografia, specyficzny akcent przy mówieniu po angielsku czy kultura gejsz. Jego złośliwości wynikają jednak z sympatii, a nie chęci wyszydzenia czegoś. Nie ma w nim ślepej fascynacji jak u legendarnego Lafcadio Hearna, współczującego apelowania o rozsądek Alexa Kerra czy zimnej analizy Ruth Benedict. Oto typ podróżnika wyrosłego na gruncie znudzenia szablonowością współczesnego Zachodu. Nie jedzie gdzieś po to aby przekrojowo poznać obcą kulturę i ją przemyśleć, tylko aby dostarczać sobie kolejnych wrażeń i zdziwień. Nie ma w tym nic złego, w końcu to co fascynuje dzisiaj większosć fanów literatury podróżniczej, to właśnie odnajdywanie konkretnych przykładów tego jak odmienna jest inna kultura. W czasach, gdy za odpowiednią cenę można w przeciągu doby dotrzeć do większej części świata, funkcje analityczne coraz częściej przejmują specjaliści z ośrodków badawczych. Podróżnikom z zacięciem pisarskim w tej sytuacji pozostaje relacjonowanie tego co oryginalne w ich przygodach.

"W drodze do Hokkaido" to świetna propozycja dla wszystkich, których czeka kilkugodzinna podróż pociągiem lub pobyt na nudnym szkoleniu integracyjnym. Bawi i przekonuje, że Japonia jest nieco żywsza w rzeczywistości niż znany nam obrazek poważnych panów w garniturach, którzy życie dzielą pomiędzy katorżniczą pracę w wieżowcach i wcinanie sushi. Opisy Fergusona są świetną metodą na relaks w przerwie pomiędzy zaangażowanymi tekstami Kapuścińskiego i tragikomediami reporterskimi Hugo-Badera. Można w nich odnaleźć wiele ciekawych informacji, kilka ważnych uwag, a przede wszystkim wiele śmiechu.



Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".