Kapuściński non-fiction „Takich przyjaciół nie życzę”
    Kapuściński3 · reportaż44 · Artur Domosławski2 · biografie29
2010-03-04
Autor: Azrael
Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.

Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem "Ryszard Kapuściński - życie i twórczość". I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą...), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną - jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.

Nie ma jednej "prawdy" zarówno w książce Domosławskiego, jak i w dyskusjach i opiniach o niej. Widać to wyraźnie po rozrzucie opinii, gdzie osoby o podobnej proweniencji politycznej i światopoglądowej często się wypowiadają w sposób całkowicie odmienny. Ponieważ czego innego szukają w książce i na co innego zwracają uwagę. I jeżeli dla jednych, tak jak dla wdowy po Ryszardzie Kapuścińskim, najważniejsze (i najboleśniejsze) są fragmenty książki traktujące o sprawach osobistych, a nawet intymnych pisarza, to dla innych ważniejsza jest dyskusja o tym, jak Kapuściński był uwikłany w PRL. Choć słowo "uwikłany" w jego przypadku nie jest adekwatne do historii życia pisarza i reportażysty, bo lepsze jest zrozumienie, jak Ryszard Kapuściński akceptował świat i Polskę, w której żył, i jak potrafił z tego czerpać konkretne profity. Bo że czerpał - to jest jasne, choć nie tak, nie w takim wymiarze i nie za cenę kompromisów artystycznych i braku wiarygodności, jak to opisuje Domosławski. Te sprawy, czyli życie w czasach PRL i jego opisanie przez Domosławskiego jest ważne dla jego znajomych i przyjaciół, ponieważ oznacza wielokrotnie zmierzenie się z postawami i decyzjami własnymi, lub rodziców i kolegów. To są pytania o granice kompromisów, o własne wybory, o biografie swoje i ludzi bliskich. O błędy, sukcesy dokonania i kontekst spraw.

Inni wskazują na problem sposobu pisania tego rodzaju książek. Czy piszemy biografię "stylową", co w polskich warunkach oznacza po prostu styl "brązowniczy", ikonograficzny opisywanej postaci, czy jednak może pójdziemy w stronę demaskatorstwa. W przypadku książki Artura Domosławskiego mamy dość ciekawy przypadek, ponieważ jej bohater był dla pewnego środowiska politycznego, dziennikarskiego i publicystycznego właśnie taką ikoną. I, niestety, nawet abstrahując od książki Domosławskiego (który się z tego środowiska wywodzi), został on "przycięty" na potrzeby pewnego mitu osoby bez skaz i wad. To było coś, co zostało w pewnym stopniu oddzielone od samej twórczości autora "Cesarza", "Hebanu" i "Szachinszacha". Domosławski swoją książką zdejmuje portret Kapuścińskiego ze ściany, dokonuje jego demitologizacji i pokazuje inny wymiar tego człowieka. Czy jednak przybliża na do prawdy o Kapuścińskim, tamtych czasach, czy jednak dokonuje prawdziwej wiwisekcji swojego mistrza - to sprawa zupełnie inna. Przyjaciele, znajomi Kapuścińskiego twierdzą, że jednak nie pokazuje on prawdy, lecz pokazuje tylko swoją prawdę - tę, która ma go wyzwolić z cienia swojego mentora. I chyba mają rację. Nie udaje mu się jednak, przy całym trudzie, jaki w to wkłada, zakwestionować twórczości i klasy mistrza.

Jestem już po lekturze książki, dość opasłej i dobrze przygotowanej faktograficznie. Tak się przynajmniej wydaje. Również przeczytałem większość opinii odnoszących się do meritum spraw, również te, które zajmują się wątkami tak naprawdę z punktu widzenia zrozumienia twórczości reportażysty i dziennikarza bez większego znaczenia. Namiętnie dyskutowana przez prawicowych komentatorów współpraca Kapuścińskiego z polskim wywiadem, w czasie kiedy był on korespondentem PAP-u, bez podania kontekstu i okoliczności - nie ma zupełnie znaczenia dla jego twórczości.

Gorsze są jednak te dywagacje (takie jak choćby Agatona Kozińskiego z dziennika "Polska The Times"), usiłujące na podstawie książki Domosławskiego podważyć wiarygodność Ryszarda Kapuścińskiego jako dziennikarza, reportażysty i pisarza. Świadczy to o bardzo ubogiej umiejętności rozpoznania tego, że książki z podróży Kapuścińskiego nie są już czystymi zapisami faktograficznymi, są artystyczną kreacją. Próby odczytania "Cesarza" wprost, książki wydanej w roku 1978, to zabieg dość karkołomny i świadczący o niedostatkach intelektualnych.

Nie można samemu Domosławskiemu zarzucić braku przygotowanie merytorycznego i intelektualnych zdolności do napisania książki o kimś, kogo nazywa on mistrzem i przyjacielem. Dlatego też tym wyraźniejsze jest wrażenie, jakie zacząłem odczuwać w trakcie lektury, a które zostało również potwierdzone przez inne osoby, znające Kapuścińskiego, również przez osoby znające samego Domosławskiego. To uczucie fałszu. Jak jeden z czytelników książki, a jednocześnie bliski przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego powiedział i napisał - "Temu co napisał [Domosławski] bliżej do mowy inkwizytora". rzeczywiście - pomimo to, że w książce i w wywiadach prasowych, telewizyjnych, czy internetowych (swoją drogą - akcja promocyjna, powiedziałbym nawet - reklamiarstwo - Domosławskiego jest imponujące...) autor mówi i pisze o swojej stałej, nieustającej i niewygasłej admiracji dla Kapuścińskiego, to jednak pomimo szacunku i wdzięczności za wiele lat przyjaźni i wsparcia z jego strony, rola jego bliższa jest prokuratorowi, niż sędziemu. Domosławski to taki dziennikarski Torguemada, który z wielką miłością i bólem opisuje sprawy swojego mistrza, tłumaczy go, ale jednocześnie praktycznie każdą wątpliwość interpretuje na jego niekorzyść. Domosławski udziela łaski Ryszardowi Kapuścińskiemu, ale jednocześnie wysyła go swoją książką na szafot...

Książka Artura Domosławskiego jest uczciwa... tak jak jest uczciwy wobec swojego mistrza i mentora sam autor. A według mnie uczciwy nie jest. Oczywiście, niemalże benedyktyńska praca zbierania "świadectw", opinii, informacji, materiałów wzbudza uznanie, ale ich interpretacja i dobór - już dużo mniejsze. Domosławski w wielu wypadkach świadomie wybiera te źródła i te opinie, które mają potwierdzać szczątkowe, wybrane tezy z życia pisarza, omija ważne opinie, wiedząc, że nie będą one pasowały do założeń. Nikt nie wymagał i nie oczekiwał hagiografii i laurki o Kapuścińskim, lecz dystansu i delikatności. Nie jest dla mnie i dla wielu innych dobrym argumentem to, że Domosławski pisze o prawdziwych i rzekomych romansach Kapuścińskiego tak obszernie tylko dlatego, że inni zrobiliby to gorzej, brutalniej i bardziej demaskatorsko. I nie mam prawa oburzać się tak na wdowę po Ryszardzie Kapuścińskim, panią Alicję Kapuścińską, że chce wstrzymać publikację książki, jak to czyni Krzysztof Tomasik z "Krytyki Politycznej", ponieważ ta cześć publikacji zbliża ją do poziomu brukowców.

O tym, że Domosławski już na etapie przygotowania się do publikacji myślał bardziej o swoim interesie i sukcesie książki, niż o rzetelnym potraktowaniu tematu, świadczą jego zabiegi ukrycia swoich zamiarów przez Alicją Kapuścińską, a także operacje przenoszenia manuskryptu książki z jednego wydawnictwa do innego - ponieważ wydawca zwrócił uwagę na rozmijanie się pracy z deklarowanymi wcześniej ustaleniami. Kapuścińska ma prawo dochodzenia swoich uprawnień, jeżeli uważa, że jej prawa osobiste zostały naruszone. Tym bardziej, że udostępniając archiwa i wskazując źródła i kontakty osobiste Domosławskiemu, była pewna, że umawia się ona z nim na określony zakres pracy, publikację o odbiorze zagranicznym dzieł męża i ich znaczenie w literaturze światowej.

Wbrew opiniom samego Artura Domosławskiego nie ma jednak kampanii przeciwko książce. Jest tylko otwarta dyskusja o tym, czy jego pozycja jest uczciwa, czy nie. Wiele osób znających życie Kapuścińskiego, konteksty jego decyzji, wyborów i jego poglądy uważa jednak, że książka Domosławskiego nie jest to "złożona, wielowątkowa i zniuansowana opowieść o wybitnym reporterze, oryginalnym pisarzu, wielowymiarowym człowieku w trudnych czasach i kilku epokach, o niełatwych wyborach, dylematach, wzlotach i upadkach", jak chce sam autor, ale zręczna, zmanipulowana i fałszywa opowieść człowieka mniejszego formatu o kimś, kto mu kiedyś zaufał.

I mam wrażenie, że Domosławski z Kapuściński nie przyjaźnił się i go nie rozumiał. On został dla niego tylko obiektem manipulacji i szczeblem do własnej, już wątpliwej, sławy.


Komentarzy: 9

Igor
4 marca 2010 (20:45)
Powiedz Azrael
w którym miejscu "Domosławski w wielu wypadkach świadomie wybiera te źródła i te opinie, które mają potwierdzać szczątkowe, wybrane tezy z życia pisarza, omija ważne opinie, wiedząc, że nie będą one pasowały do założeń." bardzo jestem ciekaw.....

Karol Bielecki
4 marca 2010 (20:46)
przepraszam ale w zasadzie
to Pana zdanie "Nie udaje mu się jednak, przy całym trudzie, jaki w to wkłada, zakwestionować twórczości i klasy mistrza" dyskwalifikuje całą tę pracę. Nie czytał Pan książki, przejrzał ją Pan pobieżnie, aż bije tak naprawdę od tego tekstu syntezą kilkudziesięciu analiz pracy Domosławskiego, które przewinęły się po mediach w ostatnich dwóch tygodniach. Nic tutaj nowego nie ma. Jest zdanie w tek książce, mówiące o tym jak Domosławski rozmawia z pewnym amerykańskim dziennikarzem gwiazdą - i ten pyta się i oznajmia, że chce sie dowiedzieć, skąd Kapuściński miał taką łatwość w przebywaniu, w pisaniu w poruszaniu się po terenach niebezpiecznych. I ta książka daje odpowiedź. Pińsk, GG, ZMP, PZPR, Sztandar Młodych, kontakty z wysoko postawionymi osobami w partii (szef PAP-u). Kapuściński dostaje lekcje, jedna za drugą na początku swojej kariery. Wyciąga wnioski. Czy to źle. Nie nam to oceniać. Czy działał w PZPR-erze, zmyślał część swojej twórczości, tworzył fikcyjne obrazy? A nie mógł, naiwni sądzili tylko, że to 100% prawda. Takie reportaże muszą pobudzać wyobraźnię. Widać to w porównaniu, gdy Kapuścińskiego i jego przewodnika po Kongu (czeski reporter) w osobie swojego syna, Domosławski porównuje. Nic się nie zgadza, nie było takich sytuacji jakie opisywał Kapuściński. Źle? nie. A sprawy intymne, osobiste? To jest jedyna rzecz, którą nie rozumiem po co babrał sie w niej Domosławski. Chciał udowodnić wpływ tych sytuacji na jego twórczość? Zresztą Domosławski nie pisze o twórczości mistrza ani w superlatywach, ani negatywnie, dla mnie nie zajmuje się nią jaka ona jest - raczej skąd sie taka bierze.

Karolina
4 marca 2010 (20:49)
o ile Pani Alicja Kapuścińska
mówi prawdę i faktycznie Domosławski miał pisać o czymś zupełnie innym, to uważam, że jego głowa powinna polecieć na święte przenigdy w otchłań. Dziwię się jednak, że sąd odrzucił jej argumentację.

Michał
5 marca 2010 (03:36)
kapucha
chcialem cos dodac ale w zasadzie moja opinia pokrywa sie w 100 % z tym co napisał Karol

Lena
5 marca 2010 (12:11)
Książka A.Domosławskiego
...Bardzo współczuję pani Alicji Kapuścińskiej. Myślę, że autor A.Domosławski miał na myśli tylko swój interes finansowy. Nie do wiary, jak "przyjaciele" potrafią skrzywdzić przyjaciela!

agnieszka
5 marca 2010 (13:06)
Brązownicy
ja raczej zgodziłabym się z tezą Krzysztofa Tomasika, który w tekście "Brązownicy" w Krytyce Politycznej pisze m.in.: "Na temat Kapuścińskiego non-fiction wypowiedziały się już takie tuzy polskiego dziennikarstwa jak Piotr Semka, Monika Olejnik, Tomasz Lis, czy Marek Beylin. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo już ruszyli następni. Czytając kolejne głosy, trudno jednak pozbyć się uczucia rozmijania się z sednem problemu. A tym sednem jest oczywiście stosunek do wybitnych jednostek i kwestia tego, co można, a czego nie można o nich napisać. Obowiązujący schemat to brązownictwo. Nie wiem jak to się stało, że jak dotąd nikt nie miał odwagi nazwać postępowania Alicji Kapuścińskiej po imieniu: skandal! Próba wstrzymania dystrybucji książki i uzasadnianie tego nie kłamstwem, czy błędami, ale “naruszeniem dobrej pamięci o zmarłym mężu” jest skandalem i wpisuje się w najgorszą tradycję (polskiej!) biografistyki. Tym samym Kapuścińska znajduje się w towarzystwie takich osób, jak Władysław Mickiewicz, który wyszukiwał i niszczył dokumenty “kompromitujące” sławnego ojca, czy córki Marii Konopnickiej protestujące, gdy próbowano sprostować pewne “nieścisłości” dotyczące zaangażowania wieszczki w sprawę walki z zaborcami". http://www.krytykapolityczna.pl/Krzysztof-Tomasik/Brazownicy/menu-id-198.html

Arek
6 marca 2010 (00:20)
nie no Azrael
sam wpadłeś w pułapkę...powiedz nam wszystkim na jakiej to podstawie ufasz i twierdzisz, że Pani Alicja ma rację, mówi prawdę, a Domosławski nie? Mówiła tak, Ty w to wierzysz? Poza tym nie oszukujmy się. Jeżeli Domosławski oszukał Kapuścińskiego, to zrobił to w taki sam sposób, jak Kapuściński oszukiwał nas. Każy trafi na swego. Nie ma przebacz. Ale dla mnie osobiście Kapuściński teraz jest i tam bardziej prawdziwy. Nie znałem jego historii życiowych, dowiedziałem sie i co? Nic to nie zmienia. Zupełnie. A że trochę zmyślał? A kto tego nie robi. Reportaż ma pobudzać wyobraźnię, te zwane juz reportażami literackimi pobudzaja jeszcze bardziej. Widać w nich po prostu życie tego człowieka.

Kajzer
8 marca 2010 (22:51)
niestety prawda jest taka
że Pani Alicja naprawdę została oszukana, przez Domosławskiego. Książki nie czytałem i nie mam na to ochoty

Kadyks
12 marca 2010 (08:43)
za zdaniem autora
krótko, nie ma co pisac więcej...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kiedy życie zmienia kierunek

Literatura, choćby najbardziej fantastyczna, oderwana od logiki przyczyn i skutków, jest jednak powiązana z życiem osobistym autora, jego wrażliwością, świadomością i umiejętnościami....