Komiks w Polsce – sztuka drugiej kategorii
    literatura polska14 · komiks12
2010-07-14
Komiks w Polsce większości osób jednoznacznie kojarzy się z facetem w obcisłych spodenkach, rogach na głowie, który całą noc biega po dachach za bandytami. Czy taka ocena jest aby na pewno prawdziwa? Czy tego typu uproszczenie nie jest krzywdzące dla tej formy sztuki?

Początki

Komiksy PRL-u lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych z dzisiejszej perspektywy trudno ocenić, przede wszystkim dlatego, że większość z dzisiejszych czytelników nie pamięta czasów, kiedy wychodziły one jako nowe zeszyty. Współczesny czytelnik postrzega je przez pryzmat nowości wydawniczych, dlatego taka ocena jest zniekształcona i niewiarygodna. W porównaniu z dzisiejszymi tytułami polskimi i europejskimi komiksy takie jak „Kapitan Żbik”, „Kapitan Kloss”, „Kajko i Kokosz”, „Tytus, Romek i Atomek”, „Pilot śmigłowca” nie robią na nikim wrażenia. Zeszyty komiksowe doby PRL-u wydają się mało ciekawe, ubogie graficznie i - mówiąc szczerze - kiepskie. Jeżeli jednak czyta ten tekst choć jeden czterdziesto/pięćdziesięciolatek (głęboko wierzę, że tak jest) to z pewnością zakręciła mu się łezka w oku, a serce mocniej zaczęło bić na myśl o niektórych z wyżej wymienionych tytułów. Jest to wrażenie, którego osoba nieczytająca komiksów w dzieciństwie nigdy nie doświadczy. Wspomnienia „Kapitana Żbika” jako naszego 007, „Kajko i Kokosza”, postaci stokroć doskonalszych od francuskich pierwowzorów, „Asteriksa i Obeliksa”, przywołują wspomnienia magiczne, nieuchwytne zapachy dzieciństwa i rozkrzyczanego korytarza dawno już opuszczonej podstawówki. Ale taka wizja komiksów lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych niestety również jest stronnicza.

Prawda jak zwykle leży po środku. PRL dawał nam – czytelnikom komiksów naprawdę wiele serii komiksowych, które cieszyły się dużym zainteresowaniem; „Kapitan Żbik”, „Kapitan Kloss”, „Pilot śmigłowca”, „Podziemny front”. Były to pozycje ciekawe jak na tamte czasy, aczkolwiek patrząc z dzisiejszej perspektywy nacechowane szablonowością i powolną akcją. Nie należy oceniać ich jednak nazbyt negatywnie - były to dopiero początki.

Lata osiemdziesiąte można określić mianem renesansu polskiego komiksu. Wśród tytułów wychodzących periodycznie prym wiodły takie pozycje jak „Kajko i Kokosz” oraz ukazujący się nieprzerwanie od 1966 roku „Tytus, Romek i A’tomek”. Oprócz tych dwóch klasyków ukazywało się też wiele komiksów jedno zeszytowych, takich jak: „Herman Cortes i podbój Meksyku”, „Duch z Canterville”, „Skradziony skarb” czy komiksy autorstwa Tadeusza Baranowskiego – „Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa”, „Antresolka profesorka Nerwosolka”, „Podróż smokiem Diplodokiem”. Były to zeszyty naprawdę ciekawe i coraz lepsze, a jeżeli chodzi o komiksy Tadeusza Baranowskiego, to myślę, że nadal potrafią rozbawić do łez każdego współczesnego czytelnika.

Jednak lata osiemdziesiąte to przede wszystkim czas zdominowany przez duet Grzegorz Rosiński i Jean Van Hamme oraz ich serię „Thorgal”. Już pierwszy numer (który w Polsce pojawił się na łamach czasopisma „Relax” w 1978 roku) zwiastował przełom. Thorgal Aegirson, wychowany przez wikingów z północy przybysz z gwiazd, już od pierwszego numeru zdobył sobie liczne grono fanów, które utrzymuje do dzisiaj. Podczas wielu przygód tytułowemu bohaterowi towarzyszy wierna i cnotliwa żona Aaricia oraz powiększająca się z czasem gromadka dzieci: syn Jolan (prawdopodobnie w najbliższej przyszłości ukarze się seria z tą postacią w roli głównej) oraz córka Louve. Przygody najsłynniejszego komiksowego barbarzyńcy rozpoczyna spór z wodzem wikingów oraz wygnanie, wtedy jeszcze pary narzeczonych, z wioski. Tak zaczyna się tułaczka Aaricii i Thorgala, która doczekała się już przeszło trzydziestu tomów (ukazujących się mniej więcej raz do roku). Historię tworzone przez Van Hamme’a, a przenoszone na papier przez Rosińskiego wniosły nową jakość do polskiego komiksu. Każdy numer trzymał czytelnika w napięciu, zaciekawiał i dawał obietnicę, że następny będzie jeszcze lepszy. „Thorgal”, początkowo wydawany w Polsce przez wydawnictwo „Orbita”, aktualnie jest rozpowszechniany przez oficynę „Egmont”. Od trzydziestego tomu scenarzystą nowych przygód barbarzyńcy jest Yves Sente.

Obok „Thorgala” popularnym bohaterem komiksów był „Jans”. To komiks z gatunku science-fiction ukazujący się od 1982 roku, którego scenarzystą był André-Paul Duchâteau, a rysownikiem Grzegorz Rosiński (przez pierwszych sześć numerów), a następnie Zbigniew Kasprzak (pisał pod pseudonimem Kas).

Komiksem, który urósł do rangi klejnotu lat osiemdziesiątych jest „Szninkiel” autorstwa Rosińskiego i Van Hamme’a. Jest to historia fantasy opisująca losy niewielkiej istoty, tytułowego Szninkla, który z woli boga ma ocalić świat Daar nękany wojnami trzech nieśmiertelnych: Jargota, Zembrii oraz Barr-Finda. Na domiar złego Szninkiel ma na to tylko trzy dni. Historia ta, dzięki motywowi wątłej istoty decydującej o losach świata, często porównywana jest do trylogii Tolkiena.

Komiksowy PRL jest barwną mozaiką przeciętnych miesięczników o słabym rysunku (z dzisiejszej perspektywy), takich jak „Kapitan Żbik” i „Kapitan Kloss” oraz wielu kultowych serii ukazujących się do dzisiaj (między innym „Thorgal”).

Lata dziewięćdziesiąte

Upadł mur berliński, a pan Balcerowicz frontowymi drzwiami wpuścił do Polski kapitalizm. Wraz z Coca-Colą, kolorowymi reklamami, Atari i McDonald’sem nasz kraj zalała fala komiksów amerykańskich - dzięki wydawnictwu TM-Semic. Już od początku roku 1990 niemal do końca lat dziewięćdziesiątych co miesiąc ukazywało się wiele tytułów, między innymi: Batman, Superman, Spider-man, Punisher, X-Man, Turtles, G.I.Joe, od 1996 roku Spawn. Do tej puli należy dodać comiesięczne liczne wydania specjalne. Jednym słowem polski czytelnik został zalany olbrzymią ilością tytułów. Ważnym elementem było również to, iż komiksy wydawane przez TM-Semic były dostępne w każdym kiosku (do tej pory pamiętam, jak całe skromne kieszonkowe dziewięciolatka przepuszczałem w przyszkolnym kiosku pierwszego dnia każdego miesiąca), co wcześniej nie miało miejsca: większość zeszytów, o których pisałem wyżej, była dostępna tylko w księgarniach/salonach prasowych.

Bardzo ważną rzeczą, którą należy poczytywać za sukces TM-Semic, było stworzenie możliwości pewnego zrzeszenia się fanów komiksów, wymiany uwag, poglądów na łamach zeszytów z superbohaterami. W czasach, kiedy Internet w Polsce dopiero raczkował, osoby z całego kraju mogły za pośrednictwem listu do redakcji (zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiaj może wydawać się to śmieszne) wymieniać się poglądami i tworzyć pewną grupę. Listy z pytaniami były drukowane na tzw. stronach klubowych wraz z odpowiedziami udzielanymi przez redaktorów. Tym samym TM-Semic stworzył coś wyjątkowego, nieznanego, wyprzedził zjawisko zrzeszania się w Internecie (vide grono, nasza-klasa, Facebook) o dekadę i to za pośrednictwem zwykłych listów. Już za ten wkład w polską kulturę lat dziewięćdziesiątych wydawnictwu TM-Semic należy się pomnik.

Niestety na monumencie, jaki pozwoliłem sobie właśnie wznieść, jest jedna znacząca rysa, która uniemożliwia jednoznaczną ocenę. TM-Semic w latach dziewięćdziesiątych praktycznie zmonopolizował rynek komiksów w Polsce, szczególnie w pierwszej połowie dekady. W tym miejscu dochodzimy do paradoksu: z jednej strony wydawnictwo dostarczało olbrzymią ilość numerów rozpowszechniając komiksy, natomiast z drugiej ograniczało się tylko do pozycji amerykańskich, przez co tkwiło w miejscu. Były to komiksy mało ambitne, opowiadające jak to superbohater w obcisłym trykocie codziennie od szóstej do dwudziestej trzeciej ratuje świat. Doprowadziło to do tego, że coraz starszy odbiorca, wyrastający z komiksów o Batmanie i Supermanie, nie znajdował dla siebie ambitniejszej propozycji, przez co przestawał kupować. Fakt ten doprowadził do końca wydawnictwa TM-Semic, a także komiksów amerykańskich w Polsce w tak masowym wymiarze.


Komentarzy: 3

TerekBerek
15 lipca 2010 (23:05)
czy komiks to tylko Thorgale i inne im podobne twory wyobraźni
a tak w 80% tak. Ale to nie zmienia nic a nic tego wspaniałego narzędzia pobudzania wyobraźni. Właśnie skończyłem czytać zwykłą książkę (kurcze po 4 m-cach przerwy) czuję ulgę, normalnie mam dość głupawych filmów w TV.

Nemo
25 listopada 2010 (01:05)
stereotypy nie tylko o komiksie
Komiksy wyśmiewają najczęściej ludzie, którzy ich nie znają. Podobnie jest z fantastyką. A wystarczy przeczytać coś takiego jak antologia "Kroki w nieznane", żeby mieć przegląd tego, czym dziś jest SF i pozbyć się stereotypowego myślenia.

Olek
5 grudnia 2011 (20:10)
komiksy
Myslę, że jest wiele rodzajów komiksów po prostu ten o batmanie i supermanie zrobił największa furorę :) do tego w dzisiejszych czasach każdy może stworzyć własny komiks w odpowiednich do tego programach czy aplikacjach, ja np znalazłem darmowa aplikację na fejsie komiks Dilmah sie nazywa. Skoro dużo osób ją zalajkowało to musi w niej coś być.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".