Konflikt gazowy przeszedł na linię Juszczenko-Tymoszenko
    Ukraina107 · Juszczenko17 · Julia Tymoszenko32 · Naftohaz1
2009-03-06
W środę 4 III Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (ukr.: Służba Bezpieki Ukrainy – SBU) aresztowała cały gaz ziemny tego kraju. Nie, to nie pomyłka w druku ani też zdanie z powieści wariata. To polityka prezydenta Wiktora Juszczenki, który z nadziei Europy zamienił się w jej przekleństwo gorsze od dyktatora Łukaszenki. Ot, smutna kariera niejednego dawnego bohatera. Zwłaszcza takiego, który przestał kierować się szczytnymi zasadami, jakie głosił z wielkim przekonaniem u początków swojej kariery. Być może mylę się w jego ocenie, a może jednak już najbliższa przyszłość potwierdzi moje obawy. W każdym razie zacznę od przyjrzenia się faktom oraz przytoczenia opinii zainteresowanych stron.

Awantura o parę miliardów

Owego dnia, łamiąc w ten sposób zawarte zaledwie niespełna cztery doby wcześniej porozumienie o „zawieszeniu broni” między pałacem prezydenckim a pałacem rady ministrów, około 12.30 (11.30 naszego czasu) grupa 10 żołnierzy sił specjalnych w pełnym oporządzeniu bojowym wtargnęła do budynku centrali Naftohazu Ukrainy i złamawszy opór ochroniarzy, a także pobiwszy kilku urzędników, odmawiających opuszczenia swoich biurek, zajęła archiwum tego koncernu. Następnie 5 z nich zajęło się sporządzaniem fotokopii dokumentów, a reszta broniła dostępu do tego pomieszczenia z bronią gotową do strzału. Nie zapobiegło to przepychankom z posłami Bloku Julii Tymoszenko, którzy zbiegli się do gmachu i rzucili się na żołnierzy, usiłując zerwać im z twarzy maski. W końcu przedstawiciele narodu zostali odparci przez jego sługi przy pomocy walenia lufami i kolbami pistoletów maszynowych oraz wymyślnych kopniaków w stylu karate. Całe zajście pokazano na żywo w telewizji, dzięki której można też było usłyszeć, jak jedni obrzucają drugich wyzwiskami i przekrzykują się nawzajem również w sposób nieco bardziej kulturalny wyłącznie po rosyjsku. Stanowiło to wymowny komentarz do odgórnie narzuconej ukrainizacji telewizji, szkolnictwa i urzędów państwowych. O zmroku, wykonawszy najwyraźniej powierzone sobie zadanie, „bezpieczniacy” opuścili archiwum i cały budynek.

Zanim do tego doszło, poprzedniego dnia SBU aresztowała w jego biurze szefa Regionalego Urzędu Celnego w Kijowie – Tarasa Szepyćko, który dokonał oclenia 6,3 mld metrów sześciennych gazu, nagromadzonego w zbiornikach podziemnych w pobliżu stolicy. Oclenie było konieczne w celu spalenia tego gazu, zdaniem kierownictwa Naftohazu nieopłacalnego do transportu za granicę ze względu na odległości, w sieci krajowej. Oskarżono go o udział w spisku na szkodę akcjonariuszy RosUkrEnergo.

Jeszcze przez wiele godzin po opuszczeniu tego budynku przez żołnierzy oddziału uderzeniowego SBU „Alfa” u jego głównego wejścia gromadził się tłum, wołający: „Precz z burżujami!” Najprawdopodobniej byli to fanatycznie oddani zwolennicy „ukraińskiej Joanny d’Arc”, oskarżającej wszak nie od dzisiaj oligarchów o to, że ten kraj jest dla nich wyłącznie maszynką do robienia pieniędzy. Już następnego dnia SBU przeszła do odwrotu. Dziesięciu posłów z Bloku Julii Tymoszenko udało się do budynku jednego z sądów rejonowych (dla dzielnicy Szewczenko) stolicy i uzyskało tam nakaz sądowy przerwania dochodzenia przeciw Naftohazowi w związku z pierwszeństwem interesów ludności i państwa w stosunku do roszczeń majątkowych osób prywatnych. Zaraz stamtąd, w towarzystwie oficerów milicji, udali się do więzienia, w którym przebywał Szepyćko, okazując nakaz sądu i grożąc, że milicja (wierna pani premier) jest gotowa podjąć próbę odbicia go siłą. Jeszcze zanim do tego doszło, ministerstwo spraw wewnętrznych wydało komunikat zapowiadający, że od tej chwili bierze pod ochronę Naftohaz i wszystkie jego placówki. Zaczyna to już przypominać Argentynę z okresów największego zamętu w jej dziejach najnowszych. Najnowsza wiadomość jest taka, że Rada Najwyższa przygotowuje komisję śledczą do zbadania prawomocności działań SBU wobec Naftohazu.

Bezpośrednią przyczyną działań podporządkowanej prezydentowi części państwowego aparatu przymusu stało się zdaniem centralnej prasy ukraińskiej odwołanie przez parlament (głosami BJUT oraz Partii Regionów, ze względu na groźną sytuację skarbu państwa i pilniejsze potrzeby) wyborów do rady okręgowej w Tarnopolu – jednego z bastionów nacjonalistów zachodnioukraińskich, w tym naszoukraińców. Nie jest to jednak ślepy odwet. Julia Tymoszenko nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości: „Tak Sekretariat Prezydenta jak SBU nie wahają się przed stosowaniem niebywale cynicznych, bezprawnych i radykalnych represji wyłącznie po to, aby ochronić układy korupcyjne, od których spodziewają się określonych wyrazów wdzięczności w związku z finansowaniem nadchodzącej kampanii wyborczej.” http://www.day.kiev.ua/270810/

Jednakowoż, auditur et altera pars – wysłuchaj również drugiej strony. Tak wytłumaczył podjęte działania jeden z pro prezydenckich komentatorów prasowych Aleksander Narbut: „Wysłuchałem uważnie wyjaśnień pana Choroszkowskiego [pełniącego obowiązki szefa SBU], których udzielał parlamentowi. Moim zdaniem ta wypowiedź wyczerpała wszystkie aspekty. Ów gaz został zadeklarowany w czasie, gdy wprowadzono go na terytorium Ukrainy jako gaz tranzytowy, stanowiący własność spółki RosUkrEnergo. Ten zapas gazu znalazł się w naszym kraju w wyniku przepompowania go w latach 2006-08 przez Gazprom oraz jego spółkę-córkę Gazpromeksport. W związku z tym na chwilę obecną jakiekolwiek pretensje do tego gazu ze strony Naftohazu Ukrainy bez odpowiednich orzeczeń sądowych w tej sprawie należy uznać za bezpodstawne. Moim zdaniem należy też uwzględnić bardzo ważny aspekt tego konfliktu interesów. […] Cała ta sytuacja z gazem, podkreślam, tranzytowym może zostać wykorzystana do pozwania Ukrainy przed instancje międzynarodowe. Jeśli RosUkrEnergo nie będzie miało możliwości dalszego dostarczania gazu swoim klientom w Polsce, na Węgrzech i na Słowacji, to ci klienci wręczą mu pozwy do sądów, a RosUkr ze swej strony przedstawi swoje rachunki Naftohazowi. To nawet nie będą wnioski o ściganie nadużyć związanych z tranzytem, ale dotyczące niewywiązania się z umów w sprawie przechowywania i transportu gazu przeznaczonego dla krajów trzecich, które Naftohaz podpisał i które są ważne, jak się zdaje, aż do roku 2028. Na dodatek dzieje się to w przededniu międzynarodowej konferencji w sprawie modernizacji systemu przetaczania gazu przez Ukrainę, a poza tym w maju zostaniemy rozliczeni z przestrzegania naszych międzynarodowych zobowiązań gazowych w okresie próbnym, trwającym do 30 kwietnia.” tamże

O co ta wojna na górze?

Wynika z tego jasno, że mamy do czynienia po raz trudno zliczyć który z typowo „pomarańczowym” odbijaniem piłeczki. Niczym w poemacie Mikołaja Reya Dysputa między wójtem, panem a plebanem, kończącym się kostycznym podsumowaniem wójta: „Ksiądz wini pana, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza”. Mimo to uważam, że słuszność jest przynajmniej tym razem wyraźnie po stronie „pięknej Julii”. Jej wojna z RosUkrEnergo nie jest bowiem według mojej wiedzy prywatnymi porachunkami z klanem Bakajów, Szymonem Mohylewiczem (Mogilewiczem) oraz innymi oligarchami, ale walką o uwolnienie się od spółki-pasożyta, żerującej na inwestycjach byłego ZSRR z jednej strony, pieniądzach zwykłych ludzi i przedsiębiorstw płacących rachunki za gaz na Ukrainie i w innych krajach europejskich z drugiej, a bogactwach naturalnych Rosji i Turkmenistanu z trzeciej. „Piękna Julia” dogadała się w tej sprawie z „nowym carem” dla dobra własnego kraju, którego w tej chwili nie stać już na płacenie swego rodzaju haraczu rodzimym i obcym kombinatorom tylko za to, że pozwolą jej żyć (jak twierdzi, otrzymuje codziennie pogróżki fizycznej likwidacji jej osoby) i zaprowadzać porządek w mechanizmach państwa.

O tym, że jej posunięcia okazują się skuteczne i korzystne dla kraju, świadczy terminowe rozliczenie się Naftohazu Ukrainy za dostawy z Gazpromu za styczeń i luty. Co więcej, dzięki zwiększeniu wydobycia na zachodniej Ukrainie w tym okresie Ukraina zużywa na własne potrzeby tylko ok. 50 % zakontraktowanego gazu importowanego, ratując swój chwiejący się bilans płatniczy. W toku rozmowy telefonicznej prezes Naftohazu – Oleg Dubina wyjaśnił powstałą sytuację szefowi Gazpromu Aleksemu Millerowi. W wyniku Gazprom zrezygnował ze ściągnięcia wysokich kar umownych za niedotrzymanie umowy Putin-Tymoszenko w punkcie dotyczącym rozmiarów importu gazu przez Ukrainę.

Juszczenkę i jego ludzi jednak najwyraźniej niewiele wzrusza sytuacja własnego kraju. Zamiast w obliczu tak poważnych zagrożeń spróbować współdziałać przynajmniej z drugim odłamem „pomarańczowych” nadal oszukują swój naród. Wbrew coraz bardziej oczywistym faktom zapowiadają, że Ukraina zostanie jednak przyjęta do NATO i UE. Zachód obroni ich przed gniewem niepotrzebnie w sumie prowokowanej Rosji i zapłaci ich długi wynikające z nieodpowiedzialnego podejścia do spraw finansowych, których skutki spadają na całe społeczeństwo – obiecują gruszki na wierzbie. Nie zaprzestali też stawiania pomników swoim patronom – wodzom UPA. Sytuacja coraz liczniejszych rzesz bezrobotnych, potrzebujących pilnie każdego możliwego wsparcia, jest dla nich mało ważna.

Ukraińskie państwo na progu niewypłacalności

"Realna sytuacja ekonomiczna Ukrainy, która stała się przyczyną kolejnej próby sił między prezydentem Juszczenką a premier Tymoszenko, może doprowadzić do skandalu w stosunkach Kijowa z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Rząd ukraiński obawia się, że druga transza przyznanego w listopadzie kredytu stabilizacyjnego w wysokości 16,4 mld dolarów zostanie zamrożona.” Tak napisała w czwartkowym wydaniu największego centralnego dziennika ukraińskiego Den dziennikarka sekcji ukraińskiej Radia Swaboda (Radio Liberty) Tatiana Iwżenko. „Skandal” wynika z przeznaczenia pierwszej transzy na ratowanie przemysłu i zasiłki dla bezrobotnych zamiast ratowanie banków i podtrzymanie kursu waluty. http//www.day.kiev.ua/205465

Dalej to samo źródło podaje, że pani premier, chcąc ratować sytuację, zwróciła się kanałami dyplomatycznymi do rządów aż pięciu innych krajów, błagając o pożyczki z długim okresem spłaty w wysokości od 1 do kilku miliardów dolarów. Zebrany w ten sposób fundusz pozwoliłby zachować urządzenia i kadry przemysłu maszynowego, zbrojeniowego i stoczniowego wschodniej Ukrainy do czasu powrotu jakiejś minimalnej koniunktury, przewidywanego na pierwszy lub drugi kwartał roku 2010. Oficjalnie nic się na ten temat nie podaje, ale trzeba wspomnieć o w miarę wiarygodnych pogłoskach, że jedną ze stolic, do których się zwrócono, jest Moskwa. Trzeba o tym wspomnieć, ponieważ sama taka pogłoska spowodowała, że z kręgów związanych z prezydentem Juszczenką pod adresem "pięknej Julii" ponownie padł zarzut zdrady ojczyzny. Drugim celem tych działań jest uzupełnienie „planowego deficytu budżetowego” (określenie pani premier) czyli zapewnienie środków na wypłaty dla wojska i innych służb państwowych, tak aby wszystkie one nie zaczęły myśleć o pewnym wielkim, sąsiednim państwie, jako o swoim przyszłym chlebodawcy. http://www.tymoshenko.com.ua/ukr/news/first/7218/

Podsumowanie

Życzę jak najlepiej wszystkim uczciwym mieszkańcom Ukrainy. Z pewnością jest w naszym kraju wielu, którzy myślą podobnie jak ja. Ci w Polsce, którzy zwracają szczególną uwagę na niewłaściwe ich zdaniem rozwiązanie sprawy cienia rzucanego na nasze wzajemne stosunki przez UPA, są też z reguły tymi, którzy w pełni rozumieją, że wyczyny rezunów nie były konfliktem polsko-ukraińskim, ale konfliktem owych rezunów praktycznie z całą resztą świata. Na dzisiaj natomiast nasze własne interesy, tak handlowe, jak związane z bezpieczeństwem narodowym, nakazują dobrze życzyć państwu ukraińskiemu w jego obecnym kształcie. Istnieją bowiem niestety bardzo poważne przesłanki do obawy, że rozstanie się mieszkańców wschodniej i zachodniej Ukrainy nie przebiegłoby według scenariusza "aksamitnego rozwodu" czesko-słowackiego, ale raczej jugosłowiańskiego.

Niestety wygląda na to, że najgorszymi wrogami Republiki Ukrainy nie są wcale ludzie obradujący na Kremlu, ale jej własne elity polityczne i finansowe. Opisywałem już na tym portalu, jak ludzie stojący na szczycie piramidy władzy oraz wielkich interesów naszych południowo-wschodnich sąsiadów doprowadzili do styczniowego przesilenia gazowego, rzucając kłody pod nogi kierownictwu Naftohazu. Całe to robienie na złość pani premier Tymoszenko należy ocenić jak najgorzej. Bez względu na osobiste oraz polityczne sympatie i antypatie żaden odpowiedzialny obywatel nie powinien starać się sparaliżować zarządzania przez rząd podstawowymi mechanizmami państwa, takimi jak gromadzenie środków na pokrycie sum rozrachunków bilansu płatniczego (płacenia należności zagranicznych). Jeśli ktoś postępuje w ten sposób to albo jest tak głupi, że nie powinien sprawować jakiejkolwiek władzy albo jest płatnym agentem takich sił, którym zależy na rozwaleniu danego państwa od środka.

Co to za siły, można przynajmniej na razie co najwyżej zgadywać. Wiele wskazuje na to, że mogą to być rzeczywiste ośrodki władzy któregoś z mocarstw zachodnich albo nawet kilku mocarstw. Wojna domowa na Ukrainie, do której zostanie nawet wbrew swej woli na pewno wciągnięta Rosja, załatwiłaby kilka rzeczy naraz. Np. doprowadziłaby do gwałtownego wzrostu cen ropy, złota i surowców. Oczywiście osłabiłaby też Rosję, przekreśliłaby rysujące się ogólne porozumienie na linii Waszyngton-Moskwa... Z drugiej strony nie da się też wykluczyć, że za najnowszymi łagodnie rzecz określając nadzwyczaj nieprzemyślanymi posunięciami Juszczenki nie stoi nikt prócz niego samego i jego najbliższych przyjaciół + być może oligarchowie z RosUkrEnergo. Sprężyną zaś, która popchnęła go do takich działań może być wyłącznie złość wynikająca z jedynego całkowicie pewnego wydarzenia w najbliższej przyszłości Ukrainy – tego, że nie zostanie już ponownie wybrany prezydentem. Postępuje zatem zgodnie z zasadą: po nas choćby potop, przy sposobności napełniając prywatną kieszeń własną i swoich zauszników.

Taka prywata może jednak drogo kosztować Ukrainę. Państwo tak rozchwiane, a zarazem siedzące okrakiem na urządzeniach o strategicznym znaczeniu dla całego naszego kontynentu, nie będzie tolerowane bez końca przez Wschód i Zachód. Takie państwo, jeśli jeszcze raz spowoduje odcięcie gazu ziemnego wielu innym krajom w zimnej porze roku, samo poprosi o to, aby potraktować je tak, jak całkiem niedawno temu potraktowano tzw. wielką Serbię. Byłby to scenariusz fatalny i przerażający. Na razie, w sumie rzecz biorąc, miała miejsce farsa. Oby tak pozostało i oby przez kilka dalszych tragifars nie doszło do w końcu do tragedii.

Korzystałem:
http://www.day.kiev.ua/150115/
http://www.day.kiev.ua/206235/
http://www.lenta.ru/news/2009/03/05/free/
http://podrobnosti.ua/power/2009/03/04/586796.html
http://podrobnosti.ua/economy/2009/03/05/587077.html


Komentarzy: 2

W.Jarzyński
7 marca 2009 (12:01)
B.Wasiluk
Zgadzam się. Na Ukrainie elity rządzące są największym problemem. To co wyprawiają - np. Tymoszenko z MFW - to jest jakaś paranoja! pozdrawiam

Gucio z Montrealu
8 marca 2009 (15:22)
Świetnie napisane! ...
... pozwala sobie samemu wyrobić własną opinię ... Mnie podoba się szczególnie - pociągnięcie Julji z tą pożyczką ... ;-) ... przeznaczoną na "podłączenie ssawek" a wykorzystaną zgodnie ze zdrowym rozsądkiem - na potrzeby gospodarcze kraju ... A - MFW, jeżeli ma uczciwe intencje, to może poczekać ... ;-) ... a jeśli nie - to jego problem ... Co jest istotne, to to - żeby się nie mieszać w stosunki Ukraińsko-Rosyjskie - sami sobie świetnie dadzą radę ... ;-) Pozdrowienia dla Ukrainy i Jej Mieszkańców - trzymam kciuki - Gucio ...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Co zostało z egipskiej rewolucji?

Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...