Korea Północna - czy przemówią działa?
    Korea50 · konflikty zbrojne96 · Kim Dzong Un14 · Daleki Wschód37
2013-04-02
Na półwyspie koreańskim schodzą się wpływy mocarstw świata. W czasie II wojny światowej Koreę okupowała Japonia, a zaraz po jej klęsce stalinizm do Korei wyeksportowała Rosja. Chiny obroniły północnokoreańskich komunistów przed Amerykanami. Zaś Ameryka od wielu dekad jest sojusznikiem Korei Południowej i utrzymuje tam potężny kontyngent.

To północnokoreańska armia rządzi krajem, endthelie.com

Tak więc grę o Koreę północną toczy dwóch wielkich graczy: Ameryka i Chiny. Grupka mniejszych mocarstw uważnie się rozgrywce przygląda, gdyż wydarzenia są niebezpieczne, a stawki wysokie.

Groźby szaleńca czy desperata?

Po dekadzie wojen w Iraku i Afganistanie obserwując trudności z pokonaniem słabego wroga zaczynamy zapominać, że armia USA to armia stworzona do zwyciężania w konflikcie symetrycznym, a konflikt z reżymem Kima byłby do tego doskonałą okazją. Prawdziwym zagrożeniem w tym konflikcie nie są północnokoreańskie czołgi i milion żołnierzy z kałaszami, ale groźba wykorzystania broni masowego rażenia przez Północ. W akcie desperacji, pychy lub szaleństwa Korea Północna zagroziła atakiem na amerykańskie bazy wojskowe w Japonii, jeśli doszłoby do wojny z Koreą Południową. Celem miałyby być bazy w prefekturach Aomori, Kanagawa i Okinawa.

Przyczyny takiej szalonej deklaracji mogą być różne. Być może KRLD poczuły się bardzo pewnie po dołączeniu do klubu mocarstw atomowych? A może został zawarty jakiś układ między Chinami a USA, na mocy którego Chiny dały Amerykanom zielone światło do zjednoczenia Korei? Może niedawna wizyta amerykańskiego sekretarza stanu w Chinach ma z tym związek. Jeżeli by tak było, a władze KRLD dowiedziałyby się o tym, to agresywne wypowiedzi miałyby być postawieniem wszystkiego va bank przez liczącą na utrzymanie władzy komunistyczną mafię.

Dr Nicolas Levi: Wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie

Zresztą KRLD śle groźby do wszystkich potencjalnych przeciwników w nadchodzącej wojnie. Korea Płn. oświadczyła, że zachowuje prawo do „ataku uprzedzającego na agresorów” i ostrzega, iż „Japonia nigdy nie będzie (wśród nich) wyjątkiem”. Pjongjang nie tylko zagroził użyciem broni nuklearnej, ale też zerwał jednostronnie zawieszenie broni obowiązujące od ponad półwiecza pomiędzy obydwoma państwami koreańskimi. Przywódca Korei Północnej 29-letni Kim Dzong Un oświadczył - W obecnej sytuacji nadszedł czas, by wyrównać rachunki z amerykańskimi imperialistami.

Po drugiej stronie groźby są równie poważne. Ostra odpowiedź Korei Południowej na groźby Północy podkreśla zagrożenie osobiste Kim Dzong Una i jego najbliższego „dworu”: Północnokoreański reżim zniknie z powierzchni ziemi, jeśli Pjongjang użyje broni nuklearnej.
Z punktu widzenia prawa międzynarodowego obydwa państwa są w tej chwili w stanie wojny. Wojnę koreańską sprzed półwieku zakończyło tylko zawieszenie broni, które zostało właśnie zerwane przez Pjongjang. Przy tak ostrej retoryce i podwyższonych stanach gotowości wojsk, do rozpoczęcia walk może dojść przypadkowo i lawinowo doprowadzić do pełnego konfliktu z użyciem broni masowego rażenia po obu stronach.

Bardzo prawdopodobne jest jednak, że całe to grożenie i prężenie muskułów ma zupełnie inny podtekst. Północ potrzebuje przeprowadzić jeszcze jedną próbę atomową. Prawdopodobnie do tej pory zdobyli technologię produkcji najprostszej bomby atomowej typu „działo”, gdzie jedna część ładunku promieniotwórczego jest wstrzeliwana w drugą, przez co uzyskuje się masę nadkrytyczną. Jest to jednak bardzo prymitywna bomba atomowa. Teraz zapewne Kim chce mieć ładunek typu implozyjnego – nowocześniejszy i o większej mocy eksplozji przy tym samym zużyciu cennych surowców. Prawdopodobnie wkrótce Kim Dzong Un przeprowadzi kolejną próbę atomową ogłaszając, że Korea Północna została do tego zmuszona przez agresywnych sąsiadów.

Reakcje sąsiadów i mocarstw

Tymczasem Armia USA i Korei Południowej rozpoczęła ćwiczenia o kryptonimie „Kluczowa decyzja” będące przygotowaniami do wojny z Koreą Północną. Plan tych corocznych ćwiczeń w minionych latach zakładał atak Korei Północnej. Do tegorocznych manewrów wprowadzono także scenariusz opanowania sytuacji w komunistycznej Północy po ewentualnym załamaniu się reżimu. W ćwiczeniach bierze udział 10 tys. żołnierzy południowokoreańskich i 3500 amerykańskich.

Więcej na temat koreańskiego konfliktu

Chińskie władze wezwały wszystkie państwa zaangażowane w konflikt na Płw. Koreańskim do opanowania emocji i do niepodejmowania działań, które mogłyby doprowadzić do eskalacji konfliktu. Sytuacja na Półwyspie Koreańskim jest bardzo skomplikowana i delikatna - powiedziała rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying.
Chiny wsparły rezolucję ONZ nakładającą na Koreę Północną kolejne sankcje. Tymczasem to właśnie w odpowiedzi na działania Rady Bezpieczeństwa ONZ Pjongjang zagroził użyciem broni nuklearnej oraz zerwał traktat o nieagresji z Koreą Południową.

Chiny opowiadają się za wznowieniem tzw. rozmów sześciostronnych, dotyczących programu jądrowego Korei Północnej. Negocjacje zostały jednak zerwane przez Pjongjang i nic nie wskazuje na to, że komunistyczny reżim będzie chciał je wznowić przynajmniej przed przeprowadzeniem kolejnej próby nuklearnej.
Być może cierpliwość Chin skończyła się po tym, jak Korea Północna zagroziła atakiem nuklearnym na Stany Zjednoczone. Możliwe też, że reżym komunistyczny poczuł się zbyt pewnie, więc Chiny postanowiły pokazać Pjongjangowi kto tu rządzi.

Tymczasem groźbę ataku na swoje terytorium USA potraktowały poważnie i wysłały dwa bombowce strategiczne B-2 Spirit, które zrzuciły ćwiczebną amunicję na południowokoreański poligon tuż przy linii demarkacyjnej. Wykonane w technologii stealth samoloty B-2 są praktycznie niewykrywalne przez radar i mogą wykonywać uderzenia jądrowe. Oba bombowce odbyły lot ze swej bazy Whiteman w stanie Missouri nad Koreę Południową i z powrotem. Misja ta zademonstrowała zdolność USA do szybkiego wykonywania dowolnych precyzyjnych ataków na dużą odległość - głosi wojskowy komunikat. Tą demonstrację siły należy raczej odczytywać jako groźbę fizycznego unicestwienia władz Korei Północnej w razie ataku na terytorium USA.

Moskwa pośrednio skrytykowała przelot amerykańskich bombowców nad Półwyspem Koreańskim oświadczając, że eskalacja aktywności wojskowej w pobliżu Korei Północnej może sprawić, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Niepokoi nas to, że poza adekwatną reakcją Rady Bezpieczeństwa ONZ, poza wspólną reakcją społeczności międzynarodowej, wokół Korei Północnej są podejmowane działania jednostronne, wyrażające się eskalacją aktywności wojskowej - powiedział minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Podkreślił też konieczność zrezygnowania przez wszystkie strony z prężenia wojennych muskułów i zaapelował o skoncentrowanie wysiłków na tym, do czego nawołuje Rada Bezpieczeństwa ONZ, czyli stworzeniu warunków do wznowienia rozmów sześciostronnych.

Rosja poparła rozszerzenie sankcji ONZ wobec Pjongjangu po przeprowadzonej 12 lutego trzeciej północnokoreańskiej próbie nuklearnej, lecz krytykuje działania podejmowane poza RB ONZ, w tym ćwiczenia wojskowe. Tymczasem między państwami koreańskimi wojna w sieci już trwa. Do 23 marca w Korei Południowej trwał zmasowany atak na państwowe i prywatne sieci komputerowe. Śledczy wyraźnie wskazują na Koreę Północną jako najbardziej prawdopodobnego organizatora tych działań. Zaatakowane zostały 32 000 komputerów w trzech głównych południowokoreańskich sieciach telewizyjnych (YTN, MBC i KBS) i dwóch dużych bankach (Shinhan Bank i Nong Hyup Bank), przerywając łączność i blokując jakąkolwiek działalność w sieci. Większość ludzi uważa za mało prawdopodobne, by z kraju o najbardziej na świecie ograniczonym dostępie do Internetu mogło wyjść zagrożenie dla państwa z 18-krotnie większym dochodem na głowę mieszkańca (22 200 dolarów w Korei Południowej w porównaniu do 1 190 dolarów w Korei Północnej w 2011 r.). Należy jednak pamiętać, że reżim komunistyczny wydaje ogromne pieniądze na badania naukowe, czego dowodem może być program atomowy i rakietowy.

Koreańczycy z północy mają również duże osiągnięcia jeżeli chodzi o rozwój oprogramowania. Szkolą także hakerów już co najmniej od dwóch dekad, a kandydaci są wyszukiwani spośród studentów wysyłanych głównie do Chin i Rosji, jak również z własnych uczelni, w tym przede wszystkim z miasta Hamhung. Opublikowany w tym roku dokument północnokoreański wskazywał, że Kim Jongi Il zorganizował w 2009 roku tzw. „dowództwo cybernetyczne” (tajna jednostka nr 121), w skład którego miało wejść około 3000 hakerów. Ataki cybernetyczne są najtrudniejszą do udowodnienia formą działań asymetrycznych. I o wiele tańszą i szybszą do przeprowadzenia od ataków konwencjonalnych. Tym bardziej, że w Korei Północnej nie ma praktycznie nic, co można by utracić w cybernetycznej wojnie.

A kiedy przemówią działa

Korea Północna jest obecnie najbardziej zmilitaryzowanym państwem na świecie. Armia liczy milion sto tysięcy żołnierzy, czyli więcej niż armia rosyjska. Obowiązuje pobór powszechny obejmujący ogół mężczyzn i większość kobiet. Przy rejestracji kandydatów do poboru oprócz oceny stanu zdrowia pod uwagę brana jest także klasyfikacja społeczna (społeczeństwo KRLD jest podzielone na 3 klasy i 50 podklas – czynnikiem klasyfikującym jest pochodzenie i potencjalna lojalność wobec państwa). Po zakończeniu 3–5 letniej służby żołnierz drugie tyle odpracowuje w fabrykach etc. należących do armii, przez co rzeczywista służba wojskowa trwa od 6 do 10 lat (dla kobiet krócej). Po zakończeniu tego okresu były żołnierz otrzymuje przywileje w życiu cywilnym (np. specjalny dowód tożsamości dający większą swobodę poruszania się, lepsze miejsce zamieszkania, pracy i przydziały zaopatrzeniowe, czasem przeklasyfikowanie do wyższej podklasy). Choć siły pancerne są przestarzałe i składają się głównie z czołgów porównywalnych z T-62 lub najwyżej z T-72, to ich liczebność wynosząca około 4000 sztuk potrafi zaimponować. Jednakże już Pustynna Burza 22 lata temu pokazała, co amerykańskie wojsko potrafi zrobić z takim przeciwnikiem.

Armia ta wydaje się ogromna, ale armia południowokoreańska liczy prawie 700 tysięcy ludzi i jest wspierana przez ok. 28 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Sumaryczna liczba czołgów USA i Korei Południowej to prawie 3000, które są znacznie nowocześniejsze niż te, które posiada Korea Północna. A przecież Japończycy też będą chcieli sobie postrzelać.

Największym atutem Koreańskie Armii Ludowej są oddziały elitarne, czyli oddziały sił specjalnych w liczbie 180 tysięcy. Stawiają Koreę Północną na trzecim miejscu pod względem liczebności oddziałów elitarnych wśród wszystkich armii na świecie.

W Siłach Powietrznych służy ponad 525 myśliwców i 80 bombowców. Są to głównie myśliwce zbliżone do MiG-21, ale są i nowocześniejsze np. ok 30 samolotów typu m.in. MiG-29. Biorąc pod uwagę przewagę technologiczną dla amerykańskich, południowokoreańskich i japońskich myśliwców nie jest to żaden przeciwnik i walka w powietrzu będzie przypominała raczej zabawę na strzelnicy i licytację w ilości zestrzeleń. A konkurencja będzie ostra, bo łączna ilość samolotów amerykańskich, południowokoreańskich i japońskich jest większa niż samolotów KAL. Główną siedzibą sił powietrznych jest Pjongjang. Same siły lotnicze posiadają 15 baz na terenie całego kraju. Kilka z nich znajduje się w pobliżu strefy zdemilitaryzowanej.

Ani siły powietrzne, ani lądowe Korei Północnej nie stanowią zagrożenia.

Co nie oznacza, że obędzie się bez strat. Straty będą - i to makabryczne. Milion żołnierzy i 4 tys. czołgów trzeba będzie pokonać i zabić. Początkowo wedrą się na terytorium Korei południowej. Seul będzie bombardowany przez artylerię północy od pierwszych sekund wojny – a uciszenie takiej ilości luf po prostu musi zająć dużo czasu. Dodatkowym problemem jest te 180 tys. żołnierzy sił specjalnych – jeśli przedostaną się na terytorium Korei Południowej mogą wyrządzić niesamowite zniszczenia zanim zostaną wyłapani i zniszczeni. Krążą pogłoski, że Korea Północna wykonała liczne podkopy pod linią demarkacyjną, z których wiele nie zostało wykrytych. Podobno niektóre ciągną się na dziesiątki kilometrów w głąb terytorium Korei Południowej a mają rozmiary pozwalające na ruch ciężarówkami. Gdyby te pogłoski okazały się prawdziwe, to taki podziemny atak armii komandosów mógłby być przerażający w skutkach. Nie wspominając o podłożeniu w takim tunelu bomby atomowej.

Północ dysponuje też ogromną flotą okrętów podwodnych – mimo, że będą gwałtownie zwalczane przez flotę USA i Japonii mogą dokonać spektakularnych zniszczeń.
Mimo wszystko stłoczeni na froncie o długości 245 km żołnierze północnokoreańscy będą masakrowani przez amerykańskie bombowce bombami i przez doskonały w zwalczaniu zgrupowań pancernych system Assault Braker. Na formacje pancerne, piechotę i artylerię północy posypią się także rakiety z głowicami kasetowymi z amerykańskich i japońskich okrętów. Bardziej przestarzałe typy samolotów południowokoreańskich zrzucą na zgrupowania koreańskich wojsk tysiące ton bomb napalmowych. Wszystko to oznacza, że mimo pozornej potęgi armia północnej Korei to papierowy tygrys i najdalej po kilku dniach zostanie ona rozbita, a siły koalicji przejdą do pościgu.

Będzie to bardzo niebezpieczny moment.
Znający los Saddama Hussaina Kim Dzong Un nie będzie czekał na proces i oskarżenia ludzi uwolnionych z gułagów. Komunistyczna mafia trzymająca żelazną ręką lud północnej Korei ma jeszcze jeden atut. I broniąc swego życia nie zawaha się go użyć.

Około tysiąca rakiet balistycznych, które mogą mieć głowice biologiczne i chemiczne to spędzająca sen z powiek perspektywa. Konstrukcyjnie są podobne do rakiet typu SCUD. W ich zasięgu znajduje się cała Korea Południowa i część Japonii. Koreańska Armia Ludowa posiada także odpowiednie technologie do przenoszenia zarówno broni biologicznej jak i chemicznej na pociskach artyleryjskich oraz broni rakietowej a stale pracują nad rozwijaniem broni biologicznej i posiadają trzeci co do wielkości arsenał tej broni na świecie. Odpalona w miarę jednocześnie taka ilość pocisków jest niemożliwa do przechwycenia niezależnie od przeciwdziałania systemów Patriot (które mają i Południowi Koreańczycy i Japończycy), jak też systemów przeciwrakietowych Japońskich Morskich Sił Samoobrony i US Navy. Niewątpliwie znaczny procent pocisków przedrze się przez tą obronę. Czym musi się skończyć chemiczny i biologiczny atak na zatłoczone miasta Południowej Korei i Japonii łatwo sobie wyobrazić.

Paradoksalnie małym zagrożeniem są północnokoreańskie rakiety międzykontynentalne typu Taepodong o zasięgu 6000 km. W ich polu rażenia znajduje się duża część Rosji z Władywostokiem, Chińska Republika Ludowa z Hongkongiem, Pekinem i Szanghajem, Tajwan, Filipiny, Korea Południowa, Japonia oraz amerykańska baza wojskowa na wyspie Guam.

KAL ma w swoim arsenale od 6 do 8 ładunków jądrowych uzyskanych ze zużytych prętów plutonowych z Ośrodka Badań Jądrowych w Jongbjon. Są to ładunki o mocy podobnej do bomby zrzuconej na Hiroshimę. Prawdopodobnie KRLD nie ma jeszcze technologii takiej miniaturyzacji bomb atomowych aby móc umieścić je w głowicy rakiety. A nawet gdyby to pociski te są zbyt prymitywne żeby mogły uniknąć zniszczenia przez antybalistyczne systemy USA.

Korea Południowa jest dziś ważnym eksporterem. Wojna będzie oznaczać, że wiele fabryk przestanie działać lub nawet istnieć, więc niektóre produkty elektroniczne mogą znacząco zdrożeć lub być niedostępne. Warto to brać po uwagę planując zakupy.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 3

Wojtek
3 kwietnia 2013 (15:50)
Hahahaha
Ostatnie zdanie mnie zabiło. :)

Baart1980
4 kwietnia 2013 (08:43)
HA
Ha, dokładnie !

Wiśwer
5 kwietnia 2013 (14:16)
HAHA
My tu o wojnie, o ludzkich istnieniach, o stratach materialnych sięgających niebotycznych ilości, a Ci w ostatnim zdaniu o tym żebyśmy roztropniej planowali zakupy hahaha
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".