Kościół w defensywie
    chrześcijaństwo31 · Europa43 · laicyzacja6 · Kościół Katolicki68
2011-10-18
Kościół Katolicki to jedna z najstarszych, jeśli w ogóle nie najstarsza, a zarazem nieprzerwanie działająca organizacja na świecie. W swojej liczącej ponad 2000 lat historii – od męczeńskiej śmierci św. Piotra do wyboru Benedykta XVI – przeżywał liczne wzloty i upadki.

Chociaż tych chlubnych kart jest o wiele więcej, to nie można zapomnieć o sytuacjach kryzysowych, które nie ominęły Kościoła. Dość wspomnieć samozwańczych antypapieży, związki renesansowych papieży (Innocenty VIII, Aleksander VI) z kobietami, liczne przypadki nepotyzmu czy nawet korupcji. Oczywiście można to tłumaczyć specyfiką tamtych czasów, ale dzisiaj także występują liczne zagrożenia i kryzysy, choć może nie takie, jakie miały miejsce w XV czy XVI wieku. Od czasu gdy w 1870 r. zlikwidowano Państwo Kościelne, a Pius IX ogłosił się „więźniem Watykanu”, zmieniła się rola i znaczenie Kościoła. Papieże przestali być świeckimi monarchami i politykami, a stali się jedynie głowami Kościoła Katolickiego.

Dzisiejsze ataki na Kościół i próby podkopania jego pozycji wydają się być niezrozumiałe z wielu względów. Gdy Kościół trapiły różne choroby jak choćby we wspomnianym okresie Renesansu, potrafił on własnymi siłami doprowadzić do swego uzdrowienia poprzez zwołanie Soboru Trydenckiego. W czasach II wojny światowej Pius XII, wbrew temu co twierdzą niektóre kręgi, pomógł uniknąć śmierci wielu Żydom. Nieocenioną rolę w upadku komunizmu odegrał też Jan Paweł II. O tym niestety bardzo często się zapomina. Wyciąga się za to i często niepotrzebnie rozdmuchuje sprawy przynoszące ujmę tej potężnej instytucji. Czy w świetle tego, czego jesteśmy obecnie świadkami można już mówić o głębokim kryzysie w Kościele, czy są to raczej chwilowe kłopoty?

Kościół przed trybunałem

Od kilku już lat, gdy ujawniono pierwsze przypadki pedofilii, Kościół został zmuszony zmierzyć się z tym problemem. Pojawiły się nawet opinie, by Benedykta XVI i trzech najważniejszych kardynałów postawić przed trybunałem w Hadze za zbrodnie przeciw ludzkości (sic!). Mimo, że szanse na takie rozwinięcie sprawy są znikome, to jednak sam pomysł postawienia głowy Kościoła Katolickiego przed świeckim sądem pod tak ciężkimi zarzutami jest absurdalny i powinien dać sporo do myślenia katolikom na całym świecie. Co prawda, w USA i Irlandii odbywały się już procesy księży skazanych za wykorzystywanie nieletnich, ale sądzenie papieża to poważne nadużycie. Kościół nie udaje, że problemu nie ma. Wręcz przeciwnie. Wypłacono już pokrzywdzonym idące w miliardy dolarów odszkodowania. Benedykt XVI przeprosił już za te wypaczenia, spotykał się z rodzinami ofiar przestępstw seksualnych, a nawet zapowiedział wykluczenie księży-pedofilów z kapłaństwa. Samo przestępstwo pedofilii papież nazwał „ohydnym przestępstwem” i „zbrodnią nie do opisania”. Najbardziej szokującym zarzutem pod adresem Benedykta XVI i Jana Pawła II jest ten jakoby dwaj kolejni papieże przez kilkadziesiąt lat tuszowali przypadki pedofilii w Kościele. To krzywdzące i nieprawdziwe oskarżenia. Kościół jest bowiem tak rozległą instytucją, że nie ma fizycznej możliwości, by jeden człowiek o wszystkim wiedział, a przestępstwa pedofilii to przestępstwa popełniane po kryjomu i powodujące w psychice ogromne spustoszenia. Ofiary przez wiele lat bały się i wstydziły opowiedzieć o tym komukolwiek. Trudno to nazwać tuszowaniem sprawy przez najwyższych hierarchów.

Problemy w Polsce…

Generalnie można pokusić się o stwierdzenie, że Kościół w Polsce trzyma się całkiem nieźle. Wynika to między innymi z tego jaką rolę odegrał w czasach II wojny światowej, a potem zniewolenia komunistycznego, gdy był jedyną ostoją i potężnym orędownikiem zrzucenia totalitarnego jarzma. Na tle innych europejskich krajów mamy największy odsetek praktykujących wyznawców katolicyzmu. Od pewnego czasu daje się jednak zauważyć różnego rodzaju zagrożenia i to zarówno w odniesieniu do duchowieństwa jak i zwykłych katolików. Do głosu dochodzą coraz bardziej agresywne, antyklerykalne, czy wręcz antychrześcijańskie ośrodki polityczne i medialne.

Kampania wyborcza to doskonały czas na zbicie politycznego kapitału. Jedną z możliwości poszerzenia elektoratu jest wciągnięcie do rozgrywek politycznych Kościoła. Słyszymy, że premier nie będzie klękał przed księżmi, Grzegorz Napieralski chce opodatkować Kościół, by znaleźć pieniądze np. na dofinansowanie in vitro, a Janusz Palikot idzie jeszcze dalej, dążąc do wyprowadzenia religii ze szkół i krzycząc z różnych trybun jak to Kościół psuje demokrację, a biskupi pasą swoje brzuchy i rozbijają się nowymi, drogimi samochodami. Tymczasem w wielu przypadkach politycy po prostu kłamią. Na przykład Kościół w różnych formach płaci podatki, a to w za nieruchomości, a to dochodowy, jak w przypadku księży-katechetów. Widoczna jest też niekonsekwencja rządzących, gdy z jednej strony Platforma określa się jako partia demokratyczna i chrześcijańska, a z drugiej strony słyszymy o tym, że niektórzy politycy tej partii są za legalizacją związków homoseksualnych czy w pełni legalnej aborcji. Gdy sięgniemy nie tak daleko pamięcią, to przypomnimy sobie co działo się latem ubiegłego roku gdy pijani, młodzi ludzie organizowali na Krakowskim Przedmieściu bluźniercze spektakle. Profanowanie krzyża czy antykościelne hasła to nierzadko inicjatywy inspirowane przez samego Palikota. W całej „awanturze o krzyż” nie chodziło głównie o to, czy może on stać pod Pałacem Prezydenckim, tylko o to czy ten święty symbol może bez przeszkód istnieć w sferze publicznej. To z kolei pociąga za sobą kolejne pytania o kondycję moralną i duchową polskiego społeczeństwa.

W kampanii antyklerykalnej niemałą rolę odgrywają media. Porównajmy chociażby to, w jaki sposób przedstawiano ostatnią pielgrzymkę Benedykta XVI do Niemiec. Wiadomości TVP przez cztery dni poświęcały temu wydarzeniu kilkuminutowe relacje swojego korespondenta. Tymczasem Fakty TVN niemal całkowicie przemilczały wizytę papieża w ojczyźnie. W różnych programach publicystycznych i rozrywkowych podejmowane są próby dezawuowania instytucji Kościoła. Niech za przykład posłuży zaproszenie do nowego talent show Dwójki Adama „Nergala” Darskiego, który nie ukrywa się ze swoim satanizmem. Cóż to za sąd, który w profanacji Biblii, widzi jedynie formę artystycznego przekazu nie przekraczającego granic dobrego smaku? Co bardziej martwi, takie zachowania są przez niektórych czołowych polityków chwalone. Prasa nie pozostaje w tyle i zamieszcza artykuły „uznanych autorytetów” takich jak pani Środa, czy Szczuka. I nie chodzi tu o „NIE” J. Urbana. W grę wchodzą poczytne tygodniki takie jak „Newsweek”, czy „Wprost”. Obrazoburcze okładki, które zdecydowanie mają za zadanie prowokować, podsycają ogień nienawiści do Kościoła i czynią z niego niemal organizację przestępczą.

Zaufania do Kościoła nie wzmacniają też niektórzy jego hierarchowie, bo jeśli biskup Pieronek mówi, że episkopat jest zadymiony PiS-em, a biskupstwa w Polsce to wystawne dwory, albo, że upominanie się o pomnik Lecha Kaczyńskiego budzi śmiech, to ja nie dziwię się, że ludzie mają wątpliwości co do Kościoła i powstają zarzuty co do jego upolitycznienia. Jeżeli dzięki znajomościom kard. Dziwisza jego rodzina znajduje dobre miejsca na listach partii rządzącej, a w kurii znajdują zatrudnienie księża związani z takim, a nie innym obozem politycznym, to to również budzi moje wątpliwości. Co innego bowiem wskazywanie przez hierarchów – chociaż nie wprost – by głosować na takich ludzi, którzy zapewnią, że pewne standardy moralne będą w naszym kraju przestrzegane. Panuje takie dość dziwne przekonanie, że jak Kościół walczył z komunizmem to był dobry, a jak dzisiaj stoi na straży wartości moralnych to jest zły i reprezentuje jakiś ciemnogród. A czy walka z komunizmem to nie było angażowanie się w politykę? Oczywiście, że tak. Tylko, że dominuje tendencja do umniejszania roli jaką odegrał Kościół w tamtych trudnych czasach. I starsi i – co bardziej zatrważające – młodsi mają coraz mniejszą świadomość jak duży wpływ miał na współczesną historię Polski kard. Wyszyński, czy w ogóle Kościół w czasie powstawania Solidarności. A był i już chyba zawsze będzie pośrednio związany z polityką, czy się to komuś podoba czy nie.

… i na świecie

Czasy powojenne przyniosły ogromny odpływ wiernych z Kościoła. Francja, nazywana „najstarszą córką Kościoła” stała się de facto krajem laickim. Mimo, że ponad 67% obywateli tego kraju deklaruje się jako katolicy, to tak naprawdę praktykuje tylko kilka procent. Podobna sytuacja ma miejsce w Hiszpanii, określanej przez wieki podobnie jak Francja „kraj arcykatolicki”. Na sytuację Kościoła w Hiszpanii ogromny wpływ miał i nadal ma rząd Jose Zapatero, który wytoczył mu niemal otwartą wojnę. Za jego rządów zlikwidowano nauczanie religii w szkołach, zalegalizowano „małżeństwa” osób tej samej płci, oraz zliberalizowano ustawę aborcyjną (2010). Coraz mniejsza liczba katolików powoduje, że zarówno we Francji, jak i Hiszpanii zamykane są kościoły i seminaria duchowne. Liczba powołań kapłańskich jest zatrważająco niska. Niewykluczone więc, że w niedalekiej przyszłości spełnią się słowa Jana Pawła II, że do reewangelizacji Europy będą musieli przystąpić kapłani z Afryki i Azji.

Do czego doprowadziła antykościelna retoryka w Europie, pokazują ostatnie podróże Benedykta XVI do Wielkiej Brytanii, Niemiec i właśnie Hiszpanii. Tysiące ludzi wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko wydawaniu kilkudziesięciu milionów euro na organizację wizyt (sic!), czy zbyt dużej pozycji Kościoła i jego mieszanie się w politykę. Socjalistyczni posłowie Bundestagu, w którym przemawiał papież, ostentacyjnie wyszli z uroczystego posiedzenia niemieckiego parlamentu. Na karykatury i palenie kukieł papieża nie zareagowano. Co by było, gdyby spalono Koran, albo flagę Izraela w centrum Madrytu albo Berlina, nietrudno przewidzieć.

Przed dwoma laty we Włoszech rozgorzała dyskusja na temat obecności krzyży w szkołach. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakazał zdjęcie krucyfiksów w placówkach oświatowych, argumentując, że eksponowanie krzyży może działać negatywnie na uczące się dzieci i młodzież. Oczywiście sprawę podchwyciły media i przez pewien czas temat nie schodził z głównych wydań serwisów informacyjnych i gazet, wśród których prym wiodła oczywiście „Gazeta Wyborcza”. Włoski rząd wcale nie zamierzał podporządkować się wyrokowi Trybunału. Złożone przez Rzym odwołanie w tej sprawie zostało rozpatrzone w marcu br. Tym razem zwyciężył zdrowy rozsądek. Uznano bowiem, że krzyże w szkołach mogą zostać. Tożsamość chrześcijańska Europy wygrała jedną z bitew, ale bój o wartości i moralność wciąż trwa. Kto wie, co w imię tolerancji zaproponują przyszłe pokolenia?

Skoro w kolebce chrześcijaństwa – Europie – podejmuje się walkę z Kościołem, to jakie trudności musi przeżywać on na innych kontynentach? W zeszłym roku przez Indie, Sudan i Chiny przetoczyła się fala prześladowań wyznawców Chrystusa. Ginęły tysiące ludzi, mordowanych często w bardzo brutalny sposób. Świat nie zareagował. Dlaczego? Po pierwsze, tak jest wygodniej. Po co narażać się innemu państwu czy narodowi i psuć wzajemne relacje. Po drugie, chrześcijaństwo stało się niemodne, czy wręcz staroświecki. Więcej w nim ograniczających wolność jednostki zakazów, niż cennego wsparcia, więc po co bronić Kościół?

Co dalej?

Satyra rysunkowa
Oglądaj śmieszne i mniej śmieszne rysunki satyryczne

Problemy z jakimi boryka się Kościół Katolicki mają zdecydowanie przejściowy charakter. Z obecnego chwilowego załamania wyjdzie na pewno wzmocniony. Ma on bowiem niesamowitą zdolność regeneracji. W swojej historii Kościół miewał już nie raz chwile słabości. Wydaje się, że kryzys związany z aferą pedofilską zostanie zażegnany, a prześladowania w różnych rejonach świata ustaną. W jakim kierunku pójdą sprawy w naszym kraju wiele zależy i od dostojników kościelnych, i od wiernych, i od sprawujących władzę. W Polsce mamy obecnie do czynienia ze ścieraniem się dwóch koncepcji – liberalnej, głoszącej kult wolności jednostki osiąganej kosztem drugiej osoby oraz konserwatywnej, która opiera się na poszanowaniu zasad moralnych i wartości reprezentowanych i bronionych właśnie przez Kościół. Za wygraniem opcji konserwatywnej przemawia siła jej argumentów. Powstaje jednak pytanie, czy w dobie szalonych ataków, kłamstwa, cynizmu i hipokryzji, to co prawdziwe zdoła się obronić. Pozostaje mieć nadzieję, że tak.




Komentarzy: 4

Grzegorz Wasiluk
18 października 2011 (22:44)
Zgadzam się, ale z kilkoma zastrzeżeniami
Np. moim zdaniem mówienie i pisanie o KRK jako wywodzącym się już od św. Piotra... Te czasy to chrześcijaństwo pierwotne, bez świątyń, wydzielonej kasty kapłańskiej, wprzęgnięcia w politykę cesarzy,a następnie książąt i królów, władzy świeckiej biskupów i papieża itd. itp. Wyznania jeszcze się wtedy nie ukształtowały; Ten bolesny proces, poprzedzony krwawymi spazmami wielkich herezji (arianie, monofizyci) rozpoczął się w VII wieku. Długo mógłbym wyliczać... Obecna sytuacja największego z Kościołów Chrystusowych jest zaś niestety wypadkową nie tylko dążności do całkowitego zeświecczenia życia, odszczepieństwa od islamu (Koran nakazuje wszak szacunek dla chrześcijan i zapewnianie im ochrony) itp. wyjątkowo przykrych i niebezpiecznych zjawisk. Jest też następstwem odwiecznych błędów samych hierarchów (nie tyko rzym.katolickich; dawno zapomnieli co to znaczy per pedes apotolorum) oraz tendencji paratotalitarnych, które można określić paradoksem: państwo liberalne to takie państwo, które narzuca światopogląd liberalny.

Marek
19 października 2011 (11:40)
:)
Chciałbym zwrócić uwagę na dwa aspekty ostatnich dwudziestu lat przemian w naszej krainie - szerszy dostęp do wiedzy oraz wzrost bezpieczeństwa i dobrobytu. Mamy znacznie szerszą ofertę kulturalną (która stymuluje naszą emocjonalność) oraz światopoglądową, która często - umiejętnie! - neguje głoszone przez kościół idee. Z drugiej strony w tych warunkach skupiamy się na osobistym rozwoju, przywiązując mniejszą wagę do życia społeczności i konformizmu. Skandale czy postawa hierarchów ma tu drugorzędne bądź marginalne znaczenie i wydaje mi się wymówką spychającą w cień prawdziwe problemy, a te dotyczą przemian społecznych związanych z postępującą globalizacją dobrobytu i wiedzy. Reasumując problem przede wszystkim polega na tym, że wiara w brodacza na chmurze, który zajmuje się zsyłaniem potopów i zabrania seksu przedmałżeńskiego nie jest czymś co zaspokajałoby potrzeby współczesnego społeczeństwa.

Grzegorz Wasiluk
24 października 2011 (23:38)
No cóż...
Jeżeli w ten sposób przedstawiono przedmówcy Boga na lekcjach religii i w kazaniach, to pozostaje mi tylko współczuć i doradzić samodzielne czytanie Biblii, od Ewangelii wg św. Mateusza począwszy.

Marek
8 listopada 2011 (08:05)
:)
Ma Pan rację - wybiórcza ocena określonego bytu tylko na podstawie kilku epizodów w których zajmował się (przynajmniej według świętej książeczki) zabijaniem ludzi jest bardzo krzywdząca. :) Osobną sprawą pozostaje fakt, że wiara w krasnoludki, Boga i Smoka Wawelskiego nie jest wiedzą, więc nie można jej ani zaprzeczyć ani potwierdzić, więc już sama rozmowa o tym to spora strata czasu (choć nie pozostaję obojętnym na to, że Bóg ma obecnie większe lobby niż ciskający piorunami Zeus). :)
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".