Kraj, który nie istnieje...
    Naddniestrze1 · Mołdawia5 · rosyjska ekspansja26
2014-04-02
Naddniestrze, a dokładniej mówiąc Naddniestrzańska Mołdawska Republika nie jest nowym problemem. Przez ponad 20 lat, od czasu wojny z Mołdawią istniała, nie przyciągając większej uwagi świata, mimo prób rozwiązania jej problemu przez kraje europejskie i USA.

Dopiero w ostatnim czasie zaczęła trafiać na pierwsze strony gazet, przewijają się pytania „czy Putin zajmie Naddniestrze?”.

Z powodu obecnej sytuacji politycznej niewielki separatystyczny obszar może stać się wielką kwestią geopolityczną i to nie tylko dlatego, że jego aneksja przez Rosję naruszyłaby terytorium Mołdawii, ale głównie dlatego, że Rosja aby go zająć mogłaby uformować sobie „korytarz” z Krymu przez chersońską, mikołajowską i odeską oblast' Ukrainy. Czy tak się stanie? Trudno powiedzieć, wiadomo jednak, że większość mieszkańców Naddniestrza nie miałaby nic przeciwko.

Bendery, Naddniestrze - jednostka wojskowa Bendery, Naddniestrze - jednostka wojskowa (foto: Kinga Jaromin)

Wjeżdżając do miasta Bendery od strony Kiszyniowa najpierw miniemy posterunki „sił pokojowych” (dziwnym trafem są to rosyjscy żołnierze pod rosyjskim zwierzchnictwem) które stacjonują tu od czasów 1992, czyli transdniestrzańskiej wojny o niepodległość. Dalej czeka nas wprowadzenie naszych danych do komputera, by zainteresowani (np. KGB, urocza, historyczna nazwa) mogli kontrolować kto przekracza granicę. Potem już tylko kontrola graniczna, czyli wypełnienie karty migracyjnej i otrzymanie z powrotem jej połowy z pieczątką, którą trzeba zwrócić przy wyjeździe. Żadnych pieczątek w paszporcie, żadnego dowodu na pobyt za granicą. W dodatki żadnych opłat, zaowalowanego żądania łapówki, czy bezsensownego przetrzymywania. Kultura i cywilizacja, a co!

Tyraspol, Naddniestrze Tyraspol, Naddniestrze (foto: Kinga Jaromin)

Ponoć Bendery to najciekawsze miejsce regionu, w którym generalnie nie ma nic do zobaczenia, a turyści wybierają się tu, żeby poczuć ducha komunizmu, zobaczyć flagę z sierpem i młotem, czy zrobić sobie zdjęcie z pomnikiem Lenina. Zdjęcia to generalnie ciekawa kwestia tu, w Naddniestrzu, lepiej wiedzieć co i jak można fotografować. Np. zdjęcia granicy lub jakichkolwiek żołnierzy, czy posterunków – surowo zakazane. Leniny fotografować można, nawet zrobienie sobie wspólnej z nimi fotki nie stanowi problemu. Za to budynków rządowych już nie! Czasem wymaga to niemałych umiejętności, bo jak „złapać” Lenina, a wzniesiony za nim gmach nie? Mimo wszystko próbować trzeba, bo w końcu z budynku wyjdzie Pan Strażnik w galowym mundurze i w miłej konwersacji, z uśmiechem na twarzy każe niektóre zdjęcia wykasować. Nie ma tu żadnej ironii, spotkanie z człowiekiem w mundurze wcale nie musi być tu nieprzyjemne.

Bendery, Naddniestrze, twierdza Bendery, Naddniestrze, twierdza w Benderach (foto: Kinga Jaromin)

W Benderach hit turystyczny Naddniestrza – stara, turecka twierdza na brzegu Dniestru. Bardzo dobrze zachowana. W środku muzeum, dostępny przewodnik po rosyjsku, a to wszystko za 50 naddniestrzańskich rubli czyli ok. 15 złotych. Kolejna ciekawa rzecz, czyli waluta. Nieuznawana, jak samo państwo, więc nie do zdobycia nigdzie na świecie poza Transdniestrią. Na jednym z banknotów – fabryka Kvint – czyli duma miejscowych. Znajdująca się w Tyraspolu i produkująca sławne koniaki i wina działa od końca XIX wieku. Na innym... Szewczenko. Nie zapominajmy, że ok. 30% obywateli to Ukraińcy. Szewczenko jest więc jednym z bohaterów narodowych, jego imię nosi uniwersytet w Tyraspolu. I znów ciekawostka – uniwersytet przez nikogo nie uznany, czyli wydający bezwartościowe dyplomy. Nadzieją jego studentów są podwójne dyplomy, wydawane w porozumieniu głównie z rosyjskimi uczelniami.

Miasto Bendery – to rosyjska nazwa, po rumuńsku Tighina – to obok Dubosar miejsce najcięższych walk podczas wojny o Pridniestrowie (rosyjski termin). Co ciekawe znajduje się jeszcze po mołdawskiej stronie Dniestru, nie jak większość terenu i jego historia jest związana z Mołdawią, było np. częścią Rumunii przed II wojną światową. Ale jak to było w przypadku miast w momencie rozpadu Związku Radzieckiego więszkość jego mieszkańców stanowili ludzie identyfikujący się z kulturą rosyjską i postanowili opowiedzieć się po stronie Naddniestrza, a nie Mołdawii. Miasto do tej pory jest bardzo podzielone i to w dosłownym sensie, są pewne jego części, które są pod kontrolą władz w Kiszyniowie.

Z Bender do stolicy, czyli Tiraspola jest niedaleko, jeździ tam nawet trolejbus nr 19. Bilet – 2,5 rubla, czyli niecała złotówka. W samym mieście nie ma wielu atrakcji, ale przyjemnie przespacerować się po centrum, można wtedy trafić na oficjalne przedstawicielstwo Abchazji i Osetii Południowej. Albo na tabliczkę w murze, która obwieszcza, że w 1967 roku zamurowano pod nią wiadomość dla ludu pracującego Związku Radzieckiego która ma być otwarta w 100-lecie rewolucji październikowej, czyli w 2017 roku... Czy ktoś ją otworzy? Jeśli Naddniesrze przetrwa w obecnym kształcie to pewnie tak!

Jest sobota, piękna pogoda, na ulicach tak spokojnie, ludzie spacerują, rozmawiają, cieszą się wolnym czasem. Żadnego napięcia jakie mogłaby sugerować niedawna prośba przewodniczącego parlamentu, Michaiła Burli o przyłączenie do Rosji tak jak Krymu. Gazety, jak Новое Время, przytaczają apele prezydenta Szewczuka o zachowaniu spokoju, przy jednoczesnym zapewnieniu, że w przypadku zagrożenia (w domyśle z mołdawskiej strony) kraj jest gotowy do stawienia oporu wrogom. Kolejny artykuł ma tytuł „Rok referendów czyli czemu trzeba szanować wolę narodu”, gdzie referendum na Krymie jest oczywiście uznane jako głos obywateli, mimo że Zachód, czy USA go nie uznają. Kwestia referendum nie jest obca samemu Naddniestrzu, w zorganizowanym w 2006 roku głosowaniu ws. niepodległości „za” opowiedziało się 97%. Niczego to nie zmieniło, była to tylko manifestacja, bo społeczność międzynarodowa uznała je za nielegalne. Przy czym deklaracje sobie, a rzeczywistość sobie, trudno nazwać Naddniestrze niepodległym, ale z całą pewnością można stwierdzić, że jest niezależne od Kiszyniowa i to przez szereg lat. Mołdawia faktycznie nie ma żadnej władzy na terytorium republiki, która rządzi się sama. Udaje jej się przetrwać tylko z pomocą Rosji i ewentualna aneksja byłaby tylko potwierdzeniem stanu faktycznego. Przy czym Rosja nie ma żadnego interesu w zajmowaniu tego regionu, który znacznie lepiej sprawdza się jako czynnik destabilizacyjny Mołdawii i Ukrainy, chyba że mówimy o zajęciu „przy okazji” trzech wspomnianych oblasti ukraińskich.

Mówi się, że Putin drży o los obywateli Pridniestrowia, którzy znaleźli się w sytuacji faktycznej blokady, bo Ukraińcy mają utrudniać im przekraczanie granicy. Tymczasem mieszkańcy regionu znajdowali się w stanie takiej blokady od zawsze – mając nieuznawane dokumenty, tablice rejestracyjne samochodów (które jednak są milcząco akceptowane w Mołdawii, Rosji i na Ukrainie), pieniądze, czy nawet znaczki pocztowe są skazani na izolację, niewidzialni dla społeczności międzynarodowej. Dlatego już dawno ludzie nauczyli sobie z tym radzić, przeważająca większość ma po prostu paszport rosyjski albo ukraiński, które mogą z łatwością uzyskać, albo mołdawski, który z perspektywy prawa międzynarodowego przysługuje im automatycznie i Mołdawia wydaje je bez żadnego problemu. To jedyny sposób, żeby funkcjonować w świecie, móc wyjechać za granicę, czyli nawet do Mołdawii, gdzie wielu ludzi pracuje czy uczy się. Dowodów transdniestrzańskich używają tylko, gdy wracają do domu, bo pokazując dokumenty choćby mołdawskie traktowani są jako cudzoziemcy.

Te szczegóły mogą być uciążliwe, podobnie jak sama sytuacja nieuznania, poczucie bycia znikąd. To sprawia, że większość mieszkańców poparłaby włączenie do Rosji, kraju na który patrzą z podziwem i nostalgią. Włączenie do Mołdawii w najbliższym czasie nie podlega dyskusji, nie po była ta wojna, żeby ostatecznie wrócić do tego co było.

Do Kiszyniowa wracamy tego samego dnia, pociągiem Odessa – Kiszyniów mołdawskich kolei kosztującym jakieś 3 złote. Choć dystans jest tak bliski to podróż trwa ponad 2 godziny, bo bardzo długo stoimy na „granicy”, na której i tak nikt nas nie sprawdza. I znów te komplikacje... Tak wygląda każdy krok w kraju, którego nie ma. A może jest? W końcu wszystko działa sprawnie, ulice są czystsze niż w Kiszyniowie, a nasz parlament obraduje i tworzy prawa. No tak, tylko że gaz dostajemy za darmo i jeszcze inną pomoc, a obcy żołnierze bronią nas przed mołdawskim atakiem. To my jednak dołączymy do Rosji! Świat to uzna czy nie, nam wsio rawno! Teraz też nas nie uznają, a żyjemy sobie dobrze!


Komentarzy: 2

Wojciech Jędrzejek
6 kwietnia 2014 (02:22)
A jakim prawem Rosjanie mieliby robić sobie korytarz przez Ukrainę ?
Przecież Kaliningrad jest taką inną enklawą do której mają dostęp drogą lądową przez Litwę. I jakoś ten obwód funkcjonuje.

Kinga Jaromin
6 kwietnia 2014 (20:48)
Panie Wojciechu,
napisałam "mogłaby", co oczywiście nie znaczy, że tak musiałoby się stać (to tylko jedna z opcji) albo tym bardziej, że Rosja ma do tego jakiekolwiek prawo. Chodziło mi raczej o to, że Naddniestrze to region tak niewielki i mało znaczący, że samego w sobie nie ma sensu go anektować, bardziej opłaca się je wykorzystywać do destabilizowania sytuacji w Mołdawii (ewentualnie Ukrainie), a jeśli anektować to "zgarnąć" przy okazji coś ważniejszego. Pozdrawiam
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".