Krótka historia „Dzienników” Josepha Goebbelsa
    Trzecia Rzesza6 · Historia27 · II wojna światowa82
2013-05-18
Po długim oczekiwaniu na druk i miesiącach ciężkiej pracy profesora Eugeniusza Cezarego Króla i całego zespołu redakcyjnego, wiosną tego roku ukazał się wreszcie pierwszy tom „Dzienników” Josepha Goebbelsa.

„Dzienniki” Josepha Goebbelsa są jedynym w swoim rodzaju źródłem wiedzy o Trzeciej Rzeszy i narodowym socjalizmie. Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze zapiski ministra propagandy Rzeszy są najobszerniejszym tego typu świadectwem. Po drugie autor był jedną z czołowych postaci ruchu nazistowskiego, jednym z najbardziej zaufanych ludzi Hitlera.

O tym jak ciekawe jest to źródło, mogą świadczyć wieloletnie wysiłki wielu historyków, ale także osób prywatnych, aby zachowany tekst Dzienników został opublikowany. Nie było to łatwe, czego dowodem jest fakt, że pełne wydanie Dzienników Goebbelsa ukazało się dopiero u schyłku dwudziestego stulecia. Przez kolejne dziesięciolecia po wojnie co jakiś czas odnajdowały się fragmenty zapisków, często w bardzo zaskakujących okolicznościach, albo od nieoczekiwanych znalazców. Nie pojawiły się natomiast wątpliwości co do autentyczności odnalezionych fragmentów.

Autor pierwszego tak obszernego polskiego tłumaczenia Dzienników, czyli profesor Eugeniusz Cezary Król z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, dokonał tytanicznej pracy, tłumacząc setki stron zapisków szefa ProMi, jednocześnie zachowując ich wyjątkowy styl i charakter.

Nie jest to lektura lekka, zarówno dosłownie – twarda oprawa obejmuje bowiem osiemset stron tekstu – jak i w przenośni. Tom zawiera zapiski ministra propagandy Trzeciej Rzeszy od października 1923, aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Z pełnym przekonaniem polecam tę lekturę wszystkim badaczom historii, zwłaszcza tym, zainteresowanych biografią jednostek, których wpływ na losy świata był niebagatelny.

Losy „Dzienników”

O to by „Dzienniki” przetrwały po jego śmierci, zadbał sam Joseph Goebbels. Polecił swojemu stenografowi sporządzenie ich kopii, a u schyłku 1944 roku nakazał przeniesienie tekstu na szklane mikrofisze. W tym celu wykorzystano bardzo nowoczesną jak na owe czasy maszynę, specjalistyczną kamerę, której twórcą był notabene Joseph Goebel. Powstało ponad półtora tysiąca niewielkich szklanych płytek, a na każdej z nich znalazło się 45 negatywów. Tak sporządzone kopie zapakowano do specjalnych skrzyń i zakopano nieopodal Poczdamu, pomiędzy miejscowościami Caputh i Miechendorf. Papierową wersję „Dzienników”, zabezpieczoną w aluminiowych skrzyniach, Goebbels zabrał ze sobą do bunkra pod Kancelarią Rzeszy. Drugi egzemplarz miał zniszczyć wspomniany wyżej stenograf (Richard Otte), jednak nie zdążył on spalić wszystkich kart i znaczna część z nich przetrwała, aby trafić w ręce Rosjan i służb NRD. Część ostatnich dyktatów Goebbelsa, sporządzonych przed końcem kwietnia 1945 roku, zamknięto w specjalnych pięciolitrowych wekach i zakopano koło miejscowości Ponitz, na drodze między Berlinem a Hamburgiem.

Znajdujące się zarówno w bunkrze, jak i w zniszczonym gmachu Ministerstwa Propagandy „Dzienniki” Goebbelsa, zostały odnalezione przez Armię Czerwoną. W czasie przeszukiwania i porządkowania obu tych miejsc, do dzienników oraz szeregu innych dokumentów, których nie zdążono zniszczyć, dostęp miało mnóstwo ludzi. Jak się miało później okazać, właśnie wtedy w posiadanie fragmentów „Dzienników” Goebbelsa weszli również zupełnie przypadkowi ludzie.

Materiał na scenariusz filmu sensacyjnego

Żeby jednak nie zaburzyć porządku chronologicznego, opis powojennych losów „Dzienników” zacznę od drugiej połowy marca 1946 roku, kiedy francuskie służby informacyjne podjęły poszukiwania zakopanych „Dzienników”. Znaleziono wówczas skrzynie ze szklanymi płytkami, zakopane niedaleko Miechendorfu.

Trochę ponad pół roku później, w listopadzie 1946 roku, Robert Breyer, berlińczyk handlujący makulaturą, kupił 7,5 tony papieru pochodzącego z budynku jednego z ministerstw Rzeszy. Przeglądając zakupioną stertę papierów, odnalazł 7 tysięcy stron maszynopisu „Dzienników”, na których znajdowały się notatki od 21 stycznia 1942 r. do 9 grudnia 1943 r. Breyer skontaktował się z amerykańskim kontrwywiadem wojskowym i odsprzedał maszynopis za kilka kartonów papierosów. Stamtąd dzienniki Goebbelsa trafiły do Louisa P. Lochnera, szwajcarskiego dziennikarza, który wydał je w 1948 roku (Chodzi o wydanie zatytułowane „Goebbels Tagebücher aus den Jahren 1942-43. Mit anderen Dokumenten” – przyp. A.D.).

Kolejnym „szczęśliwym znalazcą” fragmentów „Dzienników” był amerykański agent wywiadu nazwiskiem Mohr, który w niewyjaśnionych okolicznościach wszedł w posiadanie 591 stron maszynopisu dotyczącego lat 1941-1943. Te fragmenty trafiły do National Archives w stolicy Stanów Zjednoczonych.

Podobnie przedstawia się historia Else Goldschwamm, która uczestniczyła w pracach porządkowych w bunkrze Hitlera oraz Kancelarii Rzeszy. Goldschwamm wyjęła z jednej ze skrzyń pokaźny plik dokumentów (ok. 500 stron). Kobieta w 1961 roku przekazała znalezione przez siebie fragmenty pierwszego maszynopisu „Dzienników” Instytutowi Historii Współczesnej w Monachium, gdzie znajdują się do tej pory.

W 1967 roku ukazały się wspomnienia radzieckiej historyk nazwiskiem Jelena Rżewskaja, która uczestniczyła w przeszukiwaniu zarówno bunkra, jak i Kancelarii Rzeszy. W książce zatytułowanej „Hitlers Ende ohne Mythos” opisała, jak znalazła tam dwanaście grubych zeszytów „Dzienników” Goebbelsa.

W drugiej połowie 1972 roku Erwin Fischer przywiózł z NRD 6600 stron fotokopii maszynopisu „Dzienników”. Z kolejnej podróży po NRD wrócił z 21 rolkami mikrofilmu i 17 kopiami mikrofisz. Całe zaskakujące znalezisko obejmowało około 16 tys. stron „Dzienników”, pochodzących z obu egzemplarzy maszynopisu oraz około 4 tys. stron zapisków odręcznych. Fischer twierdził, że udało mu się odnaleźć tak obszerne fragmenty „Dziennika”, po bardzo wnikliwych poszukiwaniach w Berlinie i w Moskwie. Podpisał umowę z wydawnictwem „Hoffman und Campe”, które chciało wydać odnalezione fragmenty.

Rok później Francois Genoud, szwajcarski zwolennik nazistów przedstawił wydawnictwu dokumenty, mające potwierdzić, że zawarł on umowę ze spadkobiercą Goebbelsa. Owa umowa stwierdzała, że Genoud jest w posiadaniu wszelkich praw do spuścizny literackiej ministra propagandy. Spadkobiercą tym okazała się później młodsza siostra Goebbelsa, Maria Kimmich. Wydawnictwo i Genoud doszli do porozumienia w 1977 r. i dzięki temu na rynek trafił tom Dzienników Goebbelsa, zawierający zapiski od 28 lutego do 10 kwietnia 1945 roku („Joseph Goebbels, Tagebücher 1945. Die letzten Aufzeichnungen” – przyp. A.D.).

Publikacja ta skłoniła Erwina Fischera do wstąpienia na drogę prawną przeciwko wydawnictwu. Domagał się on rekompensaty finansowej. Zniechęcone problemami prawnymi, ale także czysto technicznymi wokół „Dzienników” Goebbelsa, wydawnictwo Hoffman Und Campe sprzedało prawa autorskie do dalszej edycji „Dzienników” Federalnemu Archiwum w Koblencji oraz wspomnianemu wcześniej Instytutowi Historii Współczesnej w Monachium. Nowi posiadacze praw autorskich zdecydowali się zgromadzić wszystkie istniejące fragmenty „Dzienników” oraz wydać je wspólnie pod kierownictwem naukowym Instytutu w Monachium.

Sąd zdecydował, że Federalne Archiwum (BA) w Koblencji i Instytut Historii Współczesnej w Monachium (IfZG) mają prawo do badań i naukowej edycji „Dzienników” szefa ProMi. Szwajcar Genoud natomiast ma prawo decydowania o komercyjnych wydawnictwach „Dzienników”.

W wyniku współpracy IfZG i BA w 1987 roku ukazało się czterotomowe wydanie wszystkich znanych fragmentów „Dzienników” Goebbelsa, obejmujące odręczne notatki od 27 czerwca 1924 roku, co 8 lipca 1941 roku (Chodzi o zbiór zatytułowany „Die Tagebücher von Joseph Goebbels. Sämtlische Fragmente”. Była to część pierwsza zawierająca ręczne zapiski Goebbelsa z okresu 1923-1941 r. – przyp. A.D.)

Mniej więcej w tym czasie wyszło na jaw, jak tak naprawdę Erwin Fischer wszedł w posiadanie tak obszernego materiału. Otóż okazało się, że przywiezione do RFN fragmenty „Dzienników”, były kopią mikrofilmu, które KGB przekazało Stasi w ramach wspólnej akcji, mającej na celu przeprowadzenie korzystnej transakcji dewizowej oraz doprowadzenie do destabilizacji w RFN. Grupa funkcjonariuszy Stasi pojechała w 1969 roku do Moskwy, gdzie wraz ze swoimi kolegami z KGB z przechowywanych tam w formie szklanych płytek „Dzienników” Goebbelsa zrobili mikrofilm, zawierający około 20 tysięcy klatek. Dokonano wówczas wyboru „odpowiednich” fragmentów. Wszystkie najistotniejsze części nie zostały sfilmowane. Takiemu zabiegowi przyświecał pewien konkretny cel. Kiedy zachodni wydawcy opublikowaliby przekazane przez Fischera fragmenty „Dzienników”, wówczas Związek Radziecki zamierzał rzucić na rynek właśnie te wcześniej wycięte, ważne fragmenty.

Podobnie strona Radziecka potraktowała Instytut Historii Współczesnej w Monachium, oferując mu „komplet” „Dzienników”, twierdząc, że wszystkie najważniejsze fragmenty się nie zachowały. Okazało się to nieprawdą, bowiem w 1992 roku angielski historyk David Irving otrzymał te fragmenty, po uiszczeniu odpowiednio wysokiej opłaty.

W 1987 roku okazało się również, że w 1979 roku Władze NRD zainspirowane współpracą z KGB, przeprowadziły własne poszukiwania w ruinach Kancelarii Rzeszy. Poszukiwania przyniosły zaskakujący efekt. Odnaleziono bowiem dziewięć aluminiowych skrzyń, w których znajdowały się zarówno odręczne notatki Goebbelsa, jak i fragmenty maszynopisu dotyczące lat 1941-1945. Materiały znajdowały się jednak w bardzo złym stanie. Po porównaniu ich z mikrofilmem przekazanym przez stronę radziecką, okazało się, że są to dwa tylko częściowo pokrywające się zbiory. Znalezisko trafiło do archiwum przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych NRD i dołączyło do przekazanych wcześniej przez Rosjan kopii egzemplarzy radzieckich.

W okolicy wydania dzienników Goebbelsa pod redakcją Elke Fröhlich, IfZG podpisało umowę z kierownictwem Państwowej Administracji Archiwów NRD. Chodziło o przekazanie, oczywiście za odpowiednią opłatą, Instytutowi mikrofilmu maszynopisu Goebbelsa z 1944 roku. Umowa jednak nie została zrealizowana i to za sprawą Erwina Fischera, który poczuł się poszkodowany i wywołał wokół porozumienia burzę. Jednocześnie skontaktował się z władzami Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, z którymi uzgodnił konieczność stworzenia konkurencyjnego wobec IfZG i BA projektu badań nad „Dziennikami” Goebbelsa. Ich plan spalił jednak na panewce, bowiem nadszedł rok 1990, a wraz z nim koniec NRD i przetasowania organizacyjne. Wówczas została zrealizowana wreszcie wspomniana wyżej umowa z IfZG, w wyniku której Instytut otrzymał obiecane wcześniej fragmenty.

Dwa lata później Elke Fröhlich porozumiała się w Moskwie z Komitetem do Spraw Archiwów rządu Federacji Rosyjskiej. Jak wspomniano wcześniej, w wyniku ustaleń IfZG miał za opłatą, skopiować wszystkie przechowywane tam fragmenty „Dzienników” szefa ProMi. Rosjanie zagwarantowali IfZG i BA wyłączność. Ponieważ jednak mniej więcej w tym samym czasie w angielskiej prasie pojawiły się niepublikowane wcześniej fragmenty „Dzienników”, okazało się, że deklaracje Rosjan o wyłączności nie mają nic wspólnego z prawdą. Publikowane w prasie angielskiej fragmenty, zakupił od Rosjan David Irving. Irving przekazał komplet zdobytych przez siebie materiałów Archiwum w Koblencji oraz archiwum w Mönchengladbach.

W 1993 roku wydano pierwsze tomy drugiej części „Dzienników” Goebbelsa pod redakcją Elke Fröhlich (Chodzi o drugą część dzienników, wydaną pod tytułem „Die Tagebüher von Joseph Goebbels. Teil II, Diktate 1941-1945”. Ta część zawierała dyktaty ministra). W ciągu następnych czterech lat wydawano kolejne. Pełnie wydanie „Dzienników” przygotowanych wspólnie przez IfZG i BA stanowi 15 tomów oraz dodatkowy tom zawierający szczegółowy indeks.

Dla porządku należy jeszcze wspomnieć o wydanym w 1992 roku pięciotomowym zbiorze „Dzienników”, opracowanych przez Ralfa Georga Reutha („Joseph Goebbels Tagebücher”). Autor obszernie cytuje fragmenty tej publikacji w swojej biografii pt. „Goebbels”.

Oto skrócona wersja powojennych losów „Dzienników” Josepha Goebbelsa. Ich autor byłby z całą pewnością wdzięczy zatwardziałym badaczom i poszukiwaczom jego notatek, ponieważ bardzo wysoko cenił wartość historyczną swoich zapisków. Uważał, że opisywanie zdarzeń jest jego misją, a jego Dzienniki stanowić będą świadectwo potęgi i słuszności postępowania Trzeciej Rzeszy.

„Dzienniki” – treść, styl i stosunek Goebbelsa

Goebbels zaczął prowadzić dzienniki 17 października 1923 roku, kiedy jego ówczesna dziewczyna Elsa Janke podarowała mu odpowiedni brulion. Od tamtego dnia regularnie przelewał swoje myśli i przeżycia na papier. Wówczas były to zwierzenia rozerotyzowanego i zaczytanego w poezji młodego człowieka, dotyczące głównie relacji damsko-męskich, a także jego zagubienia w nieprzyjaznym świecie. Kalectwo oraz swego rodzaju wykluczenie z nim związane, powodowały kompleksy i frustrację młodego Goebbelsa. Dlatego pisząc dziennik, podbudowywał swoje ego. Kiedy jednak w jego życiu pojawił się Hitler i narodowy socjalizm, zmieniła się zarówno częstotliwość sporządzanych notatek, jak i ich objętość i tematyka.

Po przystąpieniu do ruchu nazistowskiego, Goebbels starał się oddzielać w „Dziennikach” sprawy rodzinne od zawodowych i publicznych. Pisał częściej i obszerniej. Z notatek sporządzonych w tym okresie (czyli w drugiej połowie lat dwudziestych XX w.) bije nadzieja na lepsze jutro, którą dostrzegał w działalności nazistów.

W czasie wojny „Dzienniki” Goebbelsa zupełnie zmieniły swój charakter. Szef propagandy pisał codziennie i obszernie. Przeważnie zaczynał wpis od opisania wydarzeń dnia poprzedniego, więc czytając wpis z np. 10 października 1939 r., dowiemy się o zdarzeniach mających miejsce dzień wcześniej. W 1941 roku Goebbels zatrudnił stenografa, któremu dyktował tekst.

Goebbels pisał więc coraz więcej i coraz częściej, a działo się tak najpewniej z dwóch powodów. W 1934 roku podpisał umowę z wydawnictwem „Franz Eher-Verlag”, na mocy której wydawnictwo kupiło prawa do „Dzienników” ministra. Za życia Goebbelsa wydano jeden tom, odpowiednio przez autora „udoskonalony”, zawierający notatki z okresu od 1 stycznia 1932 r. do 1 maja 1933 r. Publikacja spotkała się z dużym zainteresowaniem, a przychód ze sprzedaży zdecydowanie podreperował kondycję budżetu Goebbelsa. Szef ProMi pisząc kolejne strony wspomnień, miał więc w perspektywie pokaźny zarobek.

Drugi powód był znacznie bardziej „romantyczny”. Goebbels uważał, że jego „Dzienniki” stanowić będą świadectwo potęgi Rzeszy, kronikę ruchu nazistowskiego i swego rodzaju wstęp do pisanej na nowo historii Niemiec. Dlatego na ich łamach obszernymi fragmentami króluje egzaltacja, wzniosłe hasła i wykrzykniki, choć zdarzało mu się zmieniać ton i pisać w bardziej stonowany sposób.

Goebbels o ludziach

To, co szczególnie zwraca uwagę podczas lektury, to właściwie niezmienny, bardzo negatywny stosunek do ludzi. W gruncie rzeczy jedynymi osobami, o których wyrażał się życzliwie, a nawet z uczuciem byli Hitler, jego rodzina oraz on sam. Inni ludzie traktowani byli przez ministra propagandy przedmiotowo, niemal wyłącznie krytycznie, często bezwzględnie. Było to spowodowane narastającą przez lata frustracją związaną z kalectwem i wynikającą zeń dyskryminacją. Goebbels zwyczajnie obwiniał innych ludzi za swoje niepowodzenia, zarówno te zawinione, jak i niezawinione. Z czasem, winą za całe zło świata obarczył Żydów, komunistów i kapitalistów.

Język, jakiego używał pisząc o Żydach i związanych z nimi planach przekracza wszelkie granice. Trudno zrozumieć, jak wykształcony i inteligentny człowiek, jakim Goebbels mimo swoich poglądów i działań przecież był, mógł wyrażać się o innych ludziach tak, jak to uczynił w listopadzie 1939 roku: To już nie są ludzie, to są zwierzęta. Dlatego też jest to zadanie nie tyle humanitarne, co chirurgiczne. Tu trzeba cięć i to radykalnych („Die Tagebücher von Joseph Goebbels“, cz. I, t. 7, s. 178).

Obiektami ataków Goebbelsa nie byli rzecz jasna wyłącznie Żydzi. Z niewiele mniejszą pogardą pisał o politykach – zarówno tych wrogich (np. o Churchillu: Światowe imperium angielskie cieszy się w tej wojnie premierem, którego cechuje bezprzykładny cynizm oraz ordynarność w postępowaniu i wypowiedziach - Eugeniusz Guz, „Goebbels o Polsce i sojuszniczym ZSRR” s. 103), jak i znajdujących się po jego stronie, o literatach, artystach, przedstawicielach kościoła (np. Papież zamierza włączyć się aktywnie w rozwiązanie kwestii polskiej i zaoferować pośrednictwo. Akurat u Stalina trafił pod właściwy adres - Eugeniusz Guz, „Goebbels o Polsce i sojuszniczym ZSRR” s. 108), o swoich podwładnych, ale także o współuczestnikach ruchu nazistowskiego, z którymi był w konflikcie.

Szczególnie kpiąco wyrażał się o Gubernatorze Generalnym Hansie Franku, nazywając go niekompetentnym i niegodnym piastowania państwowego stanowiska. W swoich zapiskach nie oszczędzał też Alfreda Rosenberga, jednego z głównych ideologów NSDAP, a także szefa MSZ Joachima von Ribbentropa. Obaj „narazili się” Goebbelsowi, chcąc wpływać na kształt propagandy w i poza granicami Trzeciej Rzeszy.

Goebbels na „brunatnym dworze”

Lektura „Dzienników” unaocznia, jak sprytnie szef ProMi halsował w morzu intryg i wzajemnych oskarżeń w środowisku nazistowskim. Postępował rozważnie, uważając, by nie popełnić fałszywego kroku, choćby zadzierając z kimś od niego silniejszym. Dlatego zanim kogoś atakował, dokładnie rozważał „za’ i „przeciw”.

Z „Dzienników” wynika również, że Goebbels właściwie przez większość swojej aktywności narodowosocjalistycznej musiał walczyć o wpływy, tak ważne dla niego uznanie Hitlera i o pozycję w partii. Można zaryzykować stwierdzenie, że im bliżej końca wojny, tym większą władzę miał Goebbels. Kiedy wybuchła wojna, Goebbels wciąż lizał rany po skandalu obyczajowym, którego był głównym bohaterem. Związał się mianowicie z czeską aktorką Lidą Baarovą i pragnął rozwieźć się dla niej z żoną, a nawet porzucić karierę polityczną. Sytuacja ta była bardzo niekorzystna dla wizerunku NSDAP, bowiem Joseph i Magda Goebbels oraz ich dzieci stawiani byli za wzór idealnej niemieckiej rodziny. Interweniował wówczas sam Hitler, który stanowczo nakazał Goebbelsowi przerwanie romansu i powrót do żony. Po tym skandalu Goebbels długo walczył o odzyskanie pozycji, a przede wszystkim o zaufanie Hitlera. Bez wątpienia mu się to jednak udało, bowiem w 1944 roku został Pełnomocnikiem Rzeszy do spraw Wojny Totalnej, a dziewięć miesięcy później, zgodnie z ostatnią wolą Adolfa Hitlera, jednodniowym kanclerzem Rzeszy.

Z zapisków w „Dziennikach” wynika również, że Goebbels, wbrew publicznemu wizerunkowi emocjonalnego rewolucjonisty spontanicznie wykrzykującego swoje poglądy, bardzo rozważnie i starannie przygotowywał każde kolejne przemówienie, każdy kolejny artykuł prasowy lub wystąpienie radiowe. Interesowała go psychologia tłumu. Czytał książki poświęcone propagandzie i reklamie, interesował się propagandą komunistyczną. „Techniki propagandowe” kościoła katolickiego znał z autopsji, bowiem pochodził z katolickiej rodziny. Czerpał więc wiedzę ze wszystkich tych źródeł i sprawnie wykorzystywał ją w tworzeniu propagandy nazistowskiej.

Podczas analizy „Dzienników” Josepha Goebbelsa na uwagę zasługuję fakt, z jakim uwielbieniem pisał o Hitlerze. Führer był dla szefa ProMi najwyższym autorytetem, niemal bogiem, co do którego postępowania właściwie nie miał wątpliwości. W razie gdy takowe się jednak pojawiały, tłumaczył sobie, że Hitler z całą pewnością ma rację, a to on się zwyczajnie myli. Nawet u schyłku wojny, kiedy pozycja Trzeciej Rzeszy stawała się coraz bardziej beznadziejna, Goebbels nie opuszczał swojego mistrza, a w kwietniu przeniósł się wraz z całą rodziną do jego berlińskiego bunkra, w którym dokonał żywota, popełniając samobójstwo.

Goebbels o Polsce i Polakach

To, co jest szczególnie interesujące z punktu widzenia polskiego czytelnika, a więc sprawy Polski i Polaków, również znalazło swoje miejsce na kartach „Dzienników”. Przeczytamy w nich o wizycie Goebbelsa w Polsce w 1934, w okresie ocieplania stosunków między państwami. Dowiemy się, co myślał w 1939 roku podczas przygotowań do wojny, a także w czasie dramatycznej kampanii wrześniowej. Choć Goebbels nie skupiał się szczególnie na losach naszego narodu, nastąpiło kilka wydarzeń, które zmusiły go do większego zainteresowania „sprawą Polską”, a były to mord na polskich oficerach w Katyniu oraz Powstanie Warszawskie. Sprawa katyńska była dla Goebbelsa i jego aparatu propagandowego jak woda na młyn. Starał się za wszelką cenę wykorzystać ją do skłócenia aliantów. Na początku Powstania natomiast, minister raczej bagatelizował jego siłę i znaczenie. Był zdania, że zostanie ono bez problemu stłumione w ciągu kilku dni. Powstanie trwało jednak zbyt długo i wbrew przekazywanym Goebbelsowi optymistycznym informacjom, jakoby lada dzień miało zostać spacyfikowane, trwało nadal i wzbudzało coraz większe zainteresowanie w Europie i na świecie. Również w tym przypadku Goebbels liczył, że wydarzenia w Polsce poróżnią aliantów. Te zapiski z całą pewnością pojawią się w planowanym na jesień tego roku drugim tomie tłumaczenia „Dzienników”.

Trudno się nie zgodzić, że „Dzienniki” stanowią niezwykle cenną i ciekawą, choć oczywiście subiektywną relację człowieka żyjącego w wyjątkowo burzliwych czasach. Stanowią pasjonującą lekturę ze względu na swoją treść, ale również styl. Szef nazistowskiej propagandy miał lekkie pióro oraz umiejętność błyskotliwego, często ironicznego spojrzenia na świat. „Dzienniki” zawierają niezliczone informacje o sposobach funkcjonowania nazistowskiej propagandy, ruchu narodowosocjalistycznego, ale pokazują również zmiany jakie zaszły w samym ich autorze.

Tom wydany przez Świat Książki wzbogacony jest o obszerny wstęp profesora Eugeniusza Cezarego Króla, a także o fotografie, kalendarium życia Josepha Goebbelsa, historię Dzienników, a także mnóstwo ciekawych przypisów.

Joseph Goebbels Dzienniki Tom 1: 1923-1939
tłumaczenie: Eugeniusz Cezary Król
Świat Książki 2013



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na temat innej książki? Może filmu? Albo albumu muzycznego, który zrobił na Tobie ostatnio wrażenie?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 3

Józio
19 maja 2013 (14:35)
gigantyczna recenzja
rzadko spotykane w świecie pisma obrazkowego

sailor
18 sierpnia 2014 (01:08)
kompletne
Poważna recenzja napisana w ciekawym stylu. Kompetentna i zachęcająca do sięgnięcia po źródło

Mona
24 stycznia 2017 (17:06)
wojna
przeczytajcie o rozgrywce Anglii i Stalina- od marca 1943 probowali zabic Sikorskiego.....czekamy na archiwa Wlk. Brytanii
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".